Zimowo

Proszę Państwa, oficjalnie ogłaszam nadejście zimy!

Co prawda nie wiem, czy trzeba ją zapowiadać, bo zrobiła w tym roku takie wejście, że trudno nie zauważyć. Na tyle spóźniona, że powoli zapomnieliśmy już, że na nią czekamy. Wkroczyła w nasze życie w białym futrze i nagle wszystkie oczy skierowały się na nią. I znowu zaskoczyła drogowców, kierowców autobusów i tych co mieli szufle na strychu…   Nie można jej jednak odmówić jednego – jest na co popatrzeć! Skrzące się płatki w świetle latarni, przysypane drzewa, bajeczne ścieżki… Kilkugodzinnych powrotów do domu na szczęście mi oszczędziła – dobrze jednak mieszkać w zasięgu buta.

Adwent zaczął się pięknie – od spotkania z lekarzem, pocieszenia, ciepła, drobnych gestów i jakoś tak… ignacjańsko 😉

W tym roku plan, by się nie dać wciągnąć w wir. Bo zdążyć trzeba tylko z tym, by nie zdążyć się zagubić w wiecznym zdążaniu… zanim powieki przysypie śnieg…

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Dla Indonezji

2 lata temu moi przyjaciele uczestniczyli w programie MAGIS w Indonezji. M.in. spędzili jakiś czas na Jawie, gdzie teraz wulkan Merapi pochłania sukcesywnie kolejne domy i kolejne życia. Od tygodni trwamy w modlitwie za tych, którzy wtedy z wielką otwartością serca okazywali swoją gościnność, bo trudno otwartością nie odpowiedzieć na otwartość. Owocem wielkiego pragnienia pomocy bliskim z daleka była naprędce zorganizowana wczoraj przez Tunię zbiórka pieniędzy. Miałam zaszczyt być małą częścią tego przedsięwzięcia i byłam zupełnie zaskoczona. Z osób wychodzących wczoraj po Mszy tylko bardzo nieliczni nie zatrzymali się przed naszymi koszyczkami. Każdy dawał tyle ile mógł. Niektórzy kilka złotych, niektórzy kilkaset. Byłam podbudowana hojnością i gotowością ludzi do pomocy. Zebraliśmy więcej niż się spodziewaliśmy.

Chwała Panu za otwieranie serc!

Jeśli czujecie, że możecie się dołożyć do tego dzieła to dziękuję Wam w imieniu moich zatroskanych przyjaciół, jak i tych, których nie miałam okazji poznać osobiście, ale i mi stali się bliscy w ostatnim czasie. Piszcie na indonezja@efca.pl – dostaniecie namiary na możliwości pomocy.

AMDG

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Na koniec świata

Dziś rano jak szłam do pracy słyszałam śpiew ptaków. Piękną mamy wiosnę tej jesieni. Tylko opony już zimowe i wystawy w sklepie. A w sercu już trochę adwentowo – w rytmie czekania na drobne i mniej drobne radości. Liczenie dni, wciskanie F5, ostrzenie nart i bujanie w obłokach. Jednak chyba mam trochę marzycielską naturę 🙂 Mocne postanowienie na dziś: powiesić mapę!

 

To gdzie jedziemy?

Na koniec świata… albo na początek!

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Ocalić od zapomnienia

Stoję z głową uniesioną do góry, bo właśnie strażak wszedł  na solo – ten z Mariackiej wieży. Jego trąbka wygrywa dziś „ocalić od zapomnienia”. Trzeba się wsłuchiwać, bo w około gwar. Chłopak na rogu balansuje piłkę na głowie, panie na szczudłach zwijają pieski z baloników, dookoła rynku paraduje Krakowskie Stowarzyszenie Amazonek z orkiestrą dętą na czele, a z tyłu dobiega historia królów polskich podawana na słodko w pięciu językach. Wcześniej była Msza. Cicha Msza w bocznym ołtarzu w czwartą rocznicę śmierci. Wśród wiernych może ze 40 osób, z czego połowa na pewno zupełnie przypadkiem. Po błogosławieństwie potężna pani zasunęła żelazną bramkę i niskim głosem warknęła: „tu tylko do spowiedzi – wejście dla zwiedzających z tamtej strony!”. Teraz stoję nieruchomo na placu z zadartą głową. Ludzie biegają jakby im życie gdzieś uciekało. Skończył. Słyszę zza siebie ciche oklaski. Uff – jednak jest jeszcze ktoś inny kto pamięta! A bilety na festiwal wyprzedane… może dobrze, że nie dojechałam, bo nie lubię hipokryzji…

Kolejka do Sukiennic była długa. Zdecydowałyśmy się na Galerię. To był dobry wybór.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Tłoz bjuriful! :)

Krokodyli blues okazał się doskonałym kompanem. Obiad z czikena na forjarowym przystanku był po prostu bjuriful! Muw auty kierowały nasze kroki do et list przepięknych widoków. Szwagier niech zazdrości, że go tam nie było!

A Bieszczady jak zwykle jesienią najszczersze. Dymem z ogniska przywiały zapomniane wspomnienia. Rosochatych pieśni do rana. Kanapek z pasztetem. Prawdziwego kisielu z owocami.  Jeżyn na stromym zboczu przy świetle latarek. Zapachu mchu i koloru buków. Czekolady popijanej herbatą z termosu. Plecaka, który paradoksalnie zamiast spowalniać, dodaje sił by wspinać się coraz wyżej.

Trasa przepełniona tymi, którzy zawstydzali mnie swoją gorliwością, uczynnością, bezinteresownym dawaniem i braterską miłością, okazywaną na każdym kroku. Echem od okolicznych pagórków odbijały się słowa Ghandiego… „Lubię waszego Chrystusa. Nie lubię waszych chrześcijan. Wasi chrześcijanie są tacy niepodobni do waszego Chrystusa.” I ja wciąż taka niepodobna.

Podzięksy dla SKPB (i Krzysia w szczególności) 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Podróże, Uncategorized | Jeden komentarz

Powroty i rozdwojenia.

Nie mogę już patrzeć na ten ekran. Za oknem też nie lepiej – kolejny tydzień wielki mechaniczny potwór pożera kawałkami wysoki PRLowski budynek. Głowa mnie boli i to chyba wcale nie przez przeziębienie… Jednym słowem – powrót do rzeczywistości.

Na nowo świat mi się poprzewracał za sprawą Ani. Czuję się jakbym równocześnie żyła w dwóch rzeczywistościach. Biało na zewnątrz, ale czarno w środku. Plącze mi się po głowie czerwony pył z sawanny, chapati dobrze wysmażone, zachód słońca nad samotną akacją, śmiech dzieci i uderzenia palców o bęben… Co ja tu jeszcze robię?

Góry uczyły mnie pokory (nie tylko śniegiem powyżej lasów) i ciągłego szukania większego dobra. I po raz kolejny przypomniały mi, że są jeszcze wspaniali ludzie dookoła i że Jezus jest Cudowny i że przyjaciele to największy skarb. Wdzięczności we mnie wiele za śpiew ptaków i jarzębinę i skaliste szczyty we mgle i Matkę Boską Królową Tatr. I za serdeczne uśmiechy i pyszne jedzonko i gitarę i karty…

Czas wracać i przypomnieć sobie, że codzienność też jest piękna, jeśli tylko jest Jezusową codziennością.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Cukraszda z Tokajem Ashu

Węgry nie powaliły na kolana… może to przez przewodnik, który obiecywał cuda na patyku: tureckie miasteczko z figami, piękne plaże Balatonu, słodkie arbuzy, klimatyczne winniczki… a tu żadnej figi, arbuzy jak u nas z Tesco, Balaton brudniejszy od Wisły, termy zimne i tłoczne, a winniczki zamykają o 22.00 (tak, ja też byłam w szoku!). Na szczęście Peszt mnie oczarował przepyszną knajpą, gdzie podali mi kawę z miodem i pysznym Langosem, a Buda zauroczyła skalną kapliczką z przewodnikiem po polsku.  No i Tokaj! Ale tylko 3 putonowy, bo ze słodyczą nie wolno przesadzać. I Palinka brzoskwiniowa w Popcornerze. I Egri Bikaver. I likier marcepanowy… miesiąc trzeźwości nie obowiązuje za granicą, prawda?

A może trzeba pojechać raz jeszcze? Bo teraz już bym wiedziała, że bilety na tramwaj można kupić tylko w metrze, że zwiedzanie parlamentu zajmuje 10 razy krócej niż stanie w kolejce do niego, że na wino trzeba jechać o 17.00, że Mszy wieczornej szukać w byłym meczecie… Mądry Polak po szkodzie. I Węgier pewnie też, z tego co zdążyłam się zorientować – podobni oni do nas nie tylko w kwestiach szabli i szklanki 🙂

Ale MAGIS się udał za to – starzy znajomi, tańce do rana i pożegnania przy bębenku 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Podróże, Uncategorized | 3 komentarze

Daleko

No to polecieli. Tym razem ja zostałam, ale tylko ciałem.

Moje myśli szybują po hiszpańsku w stronę Madrytu i dalej do Limy… i tak przez najbliższy miesiąc.

[youtube=https://www.youtube.com/watch?v=1ybe62lcqsk&hl=pl_PL&fs=1]

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Pięknie jest!

Długo już nic nie pisałam… nie dlatego, że nie było o czym pisać i też nie dlatego, że zbyt dużo się działo, by nie było czasu na pisanie. Dni mijają mi na spokojnym cieszeniu się każdą cudowną chwilą życia, jaką Bóg mi podarował. Czasami tylko zadumam się nad tym, że jak się tak dużo dostaje, to powinno się dawać owoc stukrotny, a mi wciąż do tego daleko.

Teraz po raz kolejny dostałam w prezencie wiele więcej niż mogłam sobie zamarzyć – przecudowne dwa tygodnie urlopu spędzone u rodziców, na kajakach i w Bydgoszczy, a zakończone trzydniową salsą 🙂

Pan Bóg jak zwykle pobłogosławił w nadmiarze wyproszonym słońcem (przypomniał mi się wyjazd na narty, kiedy po tym jak modliliśmy się o śnieg, ledwo wyjechaliśmy z Korbielowa, bo było śniegu po pas ;)), mimo przerażających prognoz nie zjadły nas komary, rzeka przynosiła wiele niespodzianek – łącznie z wodospadem po drodze 🙂 a moja DĘBowa rodzina jak zwykle okazała się najlepszym towarzystwem pod słońcem! Nawet ostatni dzień w Darłowie był zaskakująco przemiły w całej mojej niechęci do morza.

Niespodziankom w zasadzie nie było końca – spacerując po Bydgoszczy zupełnie przypadkiem natknęliśmy się na znany wszystkim z demotywatorów mural (bo jak się okazało to nie graffiti ;)), który w rzeczywistości jest naprawdę powalający i nie mogliśmy przestać się nim zachwycać. Oprócz tego okazało się, że nie znamy ani jednej piosenki legendy polskiego blues-rock Kasy Chorych… co zasadniczo nie było  przeszkodą 🙂

Nawet powrót do rzeczywistości nie okazał się taki straszny. Po prostu pięknie jest i czegóż chcieć więcej!

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Martyria

Martyria znaczy świadectwo. Dziś chyba nam ich brakuje. Kilka słów ode mnie za natchnieniem Romka:

Ciężko jest głosić Jezusa pośród tych, którzy słyszeli o Nim od urodzenia. Ciężko jest mówić o miłości Boga, tym, którzy od dziecka bali się Go, bo był tym, który za grzechy karze i w każdej chwili może nam coś odebrać. Ciężko jest tłumaczyć tym, którzy każdej niedzieli grzecznie stawiają się w kościele i w piątki nie jedzą kiełbaski i wydaje im się, że to wystarczająco, by Bóg nie zawracał im głowy w ich życiu. Ciężko jest głosić prawdę tym, którzy widzą Boga na ustach ludzi, którzy dopuścili się krzywdzenia innych. Ciężko mówić o świętości tym, którym świętość kojarzy się z byciem grzecznym i podporządkowanym lub szaleńcem nieprzystającym do naszych czasów…

Wiem, że ciężko, bo wiele lat musiało upłynąć zanim zrozumiałam jedną prostą i oczywistą rzecz – że Bóg jest DOBRY, że On mnie naprawdę Kocha (przez duże K!) bardziej niż ktokolwiek na świecie, że naprawdę zapomina całkowicie o moich grzechach, że każdego dnia tęskni za mną jak najlepszy przyjaciel po długiej rozłące. Wcale niełatwo było mi pojąć, że Jezus przyszedł na świat, „aby owce miały życie i miały je w obfitości” i że być owcą, to nie stać w szeregu nie mając własnego zdania i pomysłu na życie, ale biegać w wolności po pięknych łąkach, wiedząc, że jest Ten, który czuwa nad każdym krokiem. Z wielką trudnością przyszło mi zrozumienie, że ja nie muszę nic robić, żeby zasłużyć na zbawienie, bo On już mnie zbawił (!) i że tylko z taką perspektywą mogę naprawdę kochać jak przyjaciel, a nie próbować pracować jak sługa. Niełatwo było mi wyobrazić sobie, że On daje prawdziwą wolność, a nie odbiera ją, czekając na każde moje potknięcie.

Był moment w moim życiu, kiedy myślałam, że Bóg absolutnie o mnie zapomniał, że zabrał mi to,  o co błagałam Go, żeby mi nie zabierał. Nie mogłam widzieć jasno, bo patrzyłam ciągle przez łzy. Nie mogłam pozbierać się ze sobą, a co dopiero z Bogiem… dziś kiedy patrzę z perspektywy, nie mogę przestać Bogu dziękować, że tak a nie inaczej poprowadził moje życie i codziennie rano budzę się, mówiąc „dziękuję Ci Panie za kolejny piękny dzień”. Nie wiem co mi odwróciło tę perspektywę, bo dziś to wszystko się rozmywa. Może rekolekcje ignacjańskie – zapewne tak. Może bywanie częściej na Eucharystii (zupełnie nie z powodu Pana Boga) – na pewno. Może kilka ważnych słów wypowiedzianych z ambony w odpowiednim momencie – z pewnością. Może ludzie, którzy w okół mnie patrzyli we właściwym kierunku – pewnie też… ale tak naprawdę wszystko to byłoby bez znaczenia gdyby nie Duch, który ani przez chwilę nie przestał walczyć o moją duszę.

I cóż ja mam powiedzieć tym z Was, którzy jeszcze tego nie widzicie? Może tylko tyle, że ja się ciągle za Was modlę, bo to nie słowa, ale łaska od Niego może otwierać oczy i serca. Już ja bym tak bardzo chciała, żeby nastała Jedna Owczarnia i Jeden Pasterz!

Za każdą chwilę mojego życia – Chwała Panu!

Amen.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz