Proszę Państwa, oficjalnie ogłaszam nadejście zimy!
Co prawda nie wiem, czy trzeba ją zapowiadać, bo zrobiła w tym roku takie wejście, że trudno nie zauważyć. Na tyle spóźniona, że powoli zapomnieliśmy już, że na nią czekamy. Wkroczyła w nasze życie w białym futrze i nagle wszystkie oczy skierowały się na nią. I znowu zaskoczyła drogowców, kierowców autobusów i tych co mieli szufle na strychu… Nie można jej jednak odmówić jednego – jest na co popatrzeć! Skrzące się płatki w świetle latarni, przysypane drzewa, bajeczne ścieżki… Kilkugodzinnych powrotów do domu na szczęście mi oszczędziła – dobrze jednak mieszkać w zasięgu buta.
Adwent zaczął się pięknie – od spotkania z lekarzem, pocieszenia, ciepła, drobnych gestów i jakoś tak… ignacjańsko 😉
W tym roku plan, by się nie dać wciągnąć w wir. Bo zdążyć trzeba tylko z tym, by nie zdążyć się zagubić w wiecznym zdążaniu… zanim powieki przysypie śnieg…
