Naczynia połączone

„Chcesz zmienić świat, zacznij od siebie”. To zdanie znane jest nam wszystkim, ale jakże trudne do wprowadzenia w życie! Zawsze łatwiej jest nam myśleć, że to inni powinni się zmienić, że świat byłby lepszy gdyby ten i tamta żyli wg Ewangelii, a skoro nie żyją, to ciągle jest źle. Przez dwa tysiące lat niewiele się zmieniło – nadal dostrzegamy drzazgę w oku brata, nie widząc belki w swoim oku.

Przeczytałam wczoraj o kolejnym trafnym obrazie, jaki opisuje ks. Tadeusz Dajczer w „Rozważaniach o wierze”: „Fizykalny obraz naczyń połączonych może nam przybliżyć tajemnicę wzajemnych powiązań w ramach Mistycznego Ciała Chrystusa. Systemem naczyń połączonych jest na przykład rodzina jako Kościół domowy. Zwykle Bóg, chcąc oddziaływać na określoną grupę osób, posługuje się w sposób szczególny jedną z nich, aby przez nią obdarzać łaskami innych. Załóżmy, że w określonym systemie naczyń połączonych, jakim jest np. czteroosobowa rodzina, trzy osoby są zamknięte na życie łaski. Są one jak szczelnie zakorkowane probówki. Jeżeli zaś jedna próbuje nawracać się ku Bogu, staje się wtedy dla tych najbliższych sobie osób kanałem łaski. Ma ona dwie możliwości oddziaływania. Może próbować usunąć odgórnie zawory, tak jak usuwa się korek za pomocą korkociągu. Jeżeli jednak ten zawór stanowi żywą tkankę ludzkiej osobowości, to takie jego odgórne wyrywanie będzie zawsze połączone z cierpieniem, z bolesnym i w jakiejś mierze niszczącym ranieniem oraz ograniczającym wolność przymusem. Pan Bóg nie chce tego, On kocha w człowieku realizowaną w wolności decyzję wyboru zmierzającą ku pełniejszej wierze i miłości. Posługując się dalej obrazem systemu naczyń połączonych – Pan Bóg woli, aby te korki były wyważane oddolnie, przez swoisty wzrost ciśnienia łaski w twojej probówce. Zanim będziesz nawracał innych, staraj się przede wszystkim nawrócić samego siebie. Ważny jest stopień twojej wiary, twojego przylgnięcia do Chrystusa. „Nie jest ważne, co robisz – powiedział Jan Paweł II – ważne jest, kim jesteś”. Im więcej będzie dobra w tobie, im bardziej będziesz wierny łasce, tym twoje oddziaływanie na innych będzie skuteczniejsze.”

Widzę w tym źródło życia dla Kościoła i świata, bo to oznacza, że im więcej widzę zła, tym bardziej mam się nawracać, tym bardziej mam pytać o to jak ja mogę być bliżej Boga, jak mogę być lepszym człowiekiem. Wtedy łaska sama zacznie rozlewać się na wszystkie członki Kościoła i później na cały świat, a im bardziej puste i kruche nasze naczynia, tym prędzej Pan Bóg pragnie je napełniać po brzegi, bo „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20)

Wierzę głęboko, że jeśli czytam Ewangelię i odnoszę wrażenie, że idealnie wręcz odnosi się do życia mojego sąsiada, to ewidentnie czytam ją w niewłaściwy sposób. Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ale tylko wtedy kiedy przenika do mojego serca i sprawia, że to ja chcę się zmieniać. Co oczywiście jest niesamowicie trudne.

Opublikowano Refleksje z życia | Skomentuj

Niedoskonała doskonałość

Człowiek nie jest doskonały. Niby każdy uzna to za oczywiste, ale jednak cały czas potykamy się o rzeczywistość, w której ktoś okazał się być innym niż sobie wyobrażaliśmy i nie spełnił naszych oczekiwań. To, co dzieje się na świecie w ostatnim czasie (a może raczej od zawsze) można w jednym słowie ująć pewnie jako „rozczarowanie”. Ci, którzy mieli świecić przykładem i stanowić dla nas punkt odniesienia, okazali się nie być do tego zdolni. Pytanie tylko czemu się dziwimy. Nie od dziś wiadomo, że „lepiej się uciec do Pana niż pokładać ufność w człowieku” (Ps 118,8), a Kohelet przypomina, że „nic zgoła nowego nie ma pod słońcem” (Koh 1,10)

Nie chodzi o to, by tak bardzo obniżyć nasze oczekiwania, że już nic nas nie zaskoczy, ale raczej o to, by żyć w świecie realnym, a nie wyidealizowanym. W każdym z nas obraz Boga miesza się nieustannie z obrazem nędzy i rozpaczy. Zmieniają się tylko proporcje. Można zakładać, że święty będzie miał więcej z Boga, a zbrodniarz więcej z ułomnej ludzkiej natury, ale głębiny serc przeniknąć może tylko sam Stwórca, więc warto pamiętać o niewydawaniu zbyt pochopnych wyroków.

Zorientowałam się ostatnio, że wiele moich błędów i zagubień w życiu ma swoje źródło w oczekiwaniu doskonałości. Wielokrotnie od innych, ale często też od samej siebie. Wcale nie mam tu na myśli perfekcjonizmu i czepiania się szczegółów, ale raczej brak zgody na to, że człowiek może totalnie zawalić dosłownie wszystko. Właśnie dlatego, że jest tylko stworzeniem. Kiedy odbieram sobie lub innym prawo do popełnienia błędu, okazuje się, że paradoksalnie wtedy właśnie jestem najmniej podobna do Boga.

Czasami wyobrażam sobie jak Jezus funkcjonował na świecie i sądząc po relacjach Ewangelistów, nie raz miał powody żeby popatrzeć na Apostołów wzrokiem pełnym rozczarowania i wykrzyknąć: „z kim Ja pracuję?” Pomijając zdradę Judasza i wyparcie się Piotra, w wielu momentach widzimy uczniów, którzy kłócą się o to kto jest największy, nie rozumieją tego, co Jezus naucza i aż do samego końca myślą kategoriami tego świata. Tymczasem On bardzo świadomie zdecydował się, by uzdalniać powołanych zamiast powoływać uzdolnionych. To właśnie Bóg okazuje się tym, który nie ma żadnego problemu ze słabością i porażkami. Problem zaczyna się wtedy kiedy zaczynamy udawać mądrzejszych niż jesteśmy i nie godzimy się na bycie sobą. Myślę, że wyglądamy wtedy jakbyśmy próbowali nagiąć się do kształtu koła, wierząc, że wszak to figura doskonała.

 

 

Opublikowano Refleksje z życia | 5 komentarzy

Równi i równiejsi

Trafiłam dziś na ciekawy filmik pokazujący, że osoby niepełnosprawne mają problemy bardzo podobne do naszych. Wywołał mój uśmiech wiele razy, ale też skłonił do głębszej refleksji. Gdybyśmy tak naprawdę na poważnie przestali dzielić ludzi na swoich i obcych, na ważniejszych i mniej ważnych, na równych i równiejszych, świat byłby o wiele lepszym miejscem.

Czy wszelkie wojny, głód, morderstwa i tragiczne afery pedofilskie, które nie dają mi spokoju w ostatnim czasie, nie są właśnie wynikiem tego, że ktoś nadużył swojej władzy, a ktoś inny mu na to pozwolił? Ktoś poczuł, że wolno mu krzywdzić innych. Na poziomie globalnym mogę tylko ze smutkiem ubolewać nad tym, że nie potrafimy zbudować społeczeństwa opartego na miłości, zaufaniu i przyjęciu każdego takim jaki jest. Na swoim własnym podwórku muszę jednak przyznać, że mi nie idzie wcale dużo lepiej, bo ciągle przyłapuję się na mniemaniu, że wiem lepiej albo że coś mi się należy.

W ostatnich dniach we wspólnocie mówiłyśmy o tym co jest dla nas najważniejsze w naszym Zgromadzeniu. Wiele z tego co wymieniałyśmy dotyczyło właśnie równości – międzynarodowość, która otwiera nas na inne kultury i inne widzenie świata; walka o sprawiedliwość i pokój, by każdy człowiek mógł żyć godnie i mieć równe szanse; Serce Jezusa otwarte dla każdego bez wyjątku. Powiedzenie, że Bóg kocha każdego tak samo, brzmi jak oklepany slogan. Nie ma jednak nic ważniejszego w Ewangelii niż przykazanie miłości względem każdego bliźniego i nie ma zarazem nic trudniejszego niż zastosowanie go w życiu.

Marzę o świecie, w którym będziemy z taką prostotą i humorem współegzystować z tymi, którzy są „inni”. Dzielić zwyczajne radości i bardzo zwyczajne troski. Miłego oglądania 🙂

Opublikowano Refleksje z życia | 1 komentarz

Pielgrzymi ostatniej godziny

Aleja na Jasną Górę, 8:15 rano, w powietrzu jeszcze przyjemny chłód poranka. Idę dumnie na przedzie pielgrzymki, krokiem żwawym, bo zdążyły zadziałać już leki przeciwbólowe na moje zapalenie ścięgien. W sercu niosę wiele intencji, ale też trud ostatnich dni wędrówki. Nagle pośród myśli o spotkaniu z Matką Bożą i Jezusem, dla którego przecież idę w tej pielgrzymce i któremu oddałam całe moje życie, pojawia się myśl zupełnie inna. Oto zaczynam myśleć o tych, którzy nie szli z nami przez ostatnich 10 dni, ale dojechali w weekend lub nawet ostatniego dnia przed wejściem do Częstochowy. Przecież oni nie musieli znosić przeraźliwego upału, nie przychodzili wieczorami do medyków z objawami „asfaltówki”, nie bolały ich nogi, nie mieli odcisków na stopach i nie zgarniała ich z trasy karetka, nie składali mokrych namiotów i nie gryzły ich komary podczas wieczornych apeli. Jak więc mogą z nami wchodzić na Jasną Górę?? Czy to będzie sprawiedliwe? Może chociaż gdzieś na końcu?

I wtedy nagle zrobiło mi się strasznie głupio, bo jak nigdy przedtem, zrozumiałam przypowieść o robotnikach ostatniej godziny (Mt 20, 1-16). Tak doskonale zobaczyłam siebie upominającą się o swoją należność, choć przecież o denara umawiałam się z Panem Bogiem. A dostałam wiele więcej niż denara, bo to nie w Częstochowie było to, co najlepsze, ale podczas całej drogi – spotkałam pięknych ludzi, doświadczyłam realnej bliskości Jezusa w moim cierpieniu, miałam okazję dzielić się moim przeżywaniem relacji z Bogiem i porozmawiać z osobami, które Go poszukiwały. Doświadczyłam mnóstwa radości i bezinteresownej pomocy, z całego serca uwielbiałam Boga śpiewem i co chwilę się śmiałam. Czy ja naprawdę zazdrościłam tym, którzy przyjechali ostatniego dnia i pośród nas wchodzili na Jasną Górę? Ani trochę!

Tego dnia zrozumiałam jak perfidne potrafią być podszepty szatana, któremu łatwo udaje się sprowadzić moje myślenie do prostego porównania. Kiedy jednak zacznę się zastanawiać, to okazuje się bardzo szybko, że ten kto dojechał na pielgrzymkę, bardzo chciał iść od początku, ale nie dostał urlopu w pracy; ten, który prosi o coś do jedzenia, nigdy nie marzył o byciu bezdomnym; ten, który nawraca się w ostatniej chwili życia, wcale nie przeżył go dobrze, inwestując w wieczne imprezy.

Jest tylko jedno pytanie, które warto sobie zadawać – czy ja żyję najlepiej jak potrafię? Jest pewne powiedzenie, które mówi: „Jeśli ktoś ocenia twoją drogę, pożycz mu swoje buty” i jest w tym wiele prawdy. Patrząc z zazdrością albo litością na drugiego człowieka, nie mam pojęcia co w życiu przeszedł i czy droga, którą idzie jest tą najlepszą. Z pewnością wtedy jednak nie mam czasu, żeby go kochać i w ten sposób sprawiać, że ja będę zmierzać prosto do bram wiecznego szczęścia.

Opublikowano Podróże, Spojrzenie na Boga | 5 komentarzy

Nie bój się chodzenia po morzu

Stało się. Moja pierwsza w życiu piesza pielgrzymka na Jasną Górę. Jeśli zapytacie co mnie najbardziej zaskoczyło, to z pewnością muszę odpowiedzieć, że moje nogi. Okazało się, że prawie 300 km to dla nich za wiele i przez trzy dni musiały się zadowolić alternatywnymi środkami transportu. Odczułam wtedy jakim błogosławieństwem jest móc iść o własnych siłach, ale odczułam też ciężar intencji, jakie niosłam ze sobą do Maryi. Wiele osób prosiło nas o modlitwę w sprawach bardziej lub mniej trudnych i wszystkich powierzałyśmy na naszym grupowym różańcu. Główną jednak intencją, którą ofiarowywałam Bogu codziennie, były osoby, które rozeznają swoje powołanie. Miałam okazję doświadczyć na własnej skórze jak wielkie walki toczą się na tej płaszczyźnie i jak wiele modlitewnego wsparcia potrzeba – przecież to decyzje na całe życie!

W naszej szarej jezuicko-harcerskiej grupie, jednym z tegorocznych przebojów stała się piosenka Mietka Szczęśniaka „Spoza nas”:

Nie bój się chodzenia po morzu
Nieudanego życia
Wszystkiego najlepszego

Dokładnej sumy niedokładnych danych
Miłości nie dla ciebie
Czekania na nikogo

Przytul w ten czas nieludzki
Swe ucho do poduszki
Bo to, co nas spotyka
Przychodzi spoza nas

Odkrywam w tej piosence głębię, która dotyka największych lęków, jakie pojawiają się przy rozeznawaniu drogi życia. Bać się można i tego co niemożliwe i tego, co prozą życia; bać się można pomyłki i porażki, oczekiwania, braku pewności, ale też tego, że wszystko się ułoży i trzeba będzie wziąć za to odpowiedzialność. Sama wielość dróg i możliwości wydaje się być przytłaczająca, a przecież to, co najważniejsze „pochodzi spoza nas” i pokazuje właściwe ścieżki. A nawet więcej – pochodzi z najgłębszego naszego wnętrza, bo z miejsca, które zamieszkuje w nas sam Bóg.

Przede mną kolejny weekend rozeznawania i towarzyszenia młodym w podejmowaniu najtrudniejszych decyzji. Dziś mam pewność, że to, czego najbardziej potrzebują to narzędzia i wsparcie w duchowej walce, bo to zacięta walka o prawdziwą pełnię życia.

Opublikowano Podróże, Refleksje z życia, Rozeznawanie, Sacre Coeur | 1 komentarz

Zbawienne poczucie humoru

s. Amelie, o. Benoit i Virginie – najlepsi komicy świata!

W niedzielę wróciłam z pielgrzymki śladami św. Filipiny we Francji. Wieczór przed wyjazdem wraz z moją wspólnotą postakademicką w Poznaniu czytałam ten oto fragment książki „Rozważania o wierze” ks. Tadeusza Dajczera:

„Śmieje się Ten, który mieszka w niebie” (Ps 2, 4). Gdy popatrzysz na siebie w świetle wiary, zobaczysz, że wszystkie twoje roszczenia do absolutnej powagi i uznania są naprawdę śmieszne. Poczuciu własnej ważności przeciwstawia się w dużej mierze „cnota” humoru. Okazuje się ona bardzo potrzebna do tego, by wzrastała w nas wiara jako widzenie świata we właściwym świetle i we właściwych proporcjach. Humor to widzenie świata na osi absurdu i niedorzeczności.”

Poszukiwania domu Filipiny w Grane

Dalej autor pisze o jansenizmie, który jest mi bardzo znany z historii mojego Zgromadzenia. Właśnie w tym nurcie wychowała się św. Magdalena Zofia i wiele lat zajęło jej pozbycie się fałszywego obrazu Boga, który jest odległy i zimny, na którego miłość nieustannie musimy zasługiwać, a i tak nigdy nie zdołamy tego zrobić. Dlatego właśnie jako Siostry Serca Jezusa posłane jesteśmy, by pokazywać ludziom Boga czułego, który jest blisko i pragnie dawać nam życie i szczęście zupełnie za darmo – naszą misją jest miłość!

Ks. Dajczer pisze o jeszcze jednym obliczu jansenizmu:

„W myśl poglądów  jansenistycznych chrześcijanin to pokutnik za grzechy, nie może więc pozwalać sobie na radość. W jego życiu winien dominować smutek wynikający z pamięci na własne grzechy. (…) „Cnota” humoru pozwoli ci zwalczyć truciznę smutku, którą szatan usiłuje wsączyć do twojej duszy, a usuwając troskę o siebie, umożliwi ci życie płynącą z wiary radością.”

Tak więc odpowiedzią na zło jansenizmu jest również poczucie humoru i życie radością, jakiej zawsze chciał dla nas Jezus! 🙂

W swoich rozważaniach idzie jednak jeszcze dalej:

„Cnota” humoru, ustawienie czy też zobaczenie świata w kategoriach absurdu stanowi zabieg religijny, który może mieć wartość egzorcyzmu. Gdy walczysz z falą pokus, falą natrętnych myśli, które potrafią cię umęczyć, nie wstępuj w szranki w walce z szatanem, bo on jest silniejszy od ciebie, ale staraj się z niego zakpić, zlekceważyć go. Użyj tego „egzorcyzmu”, jakim jest religijne poczucie humoru. Kpiąc sobie z szatana odrzucasz jego atak w sposób najbardziej skuteczny.

Przepiękne pasmo Vercors

Jakież było moje zdziwienie, gdy na początku naszej pielgrzymki na scenę wyszła nasza Siostra wraz z osobą z Rodziny Sacre Coeur i Ojcem Jezuitą i zaczęli od tego, że Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych orzekła, że od tej pory oprócz dwóch cudów potrzebnych do wyniesienia na ołtarze, potrzebny będzie jeszcze… dowcip! Trzeba będzie bowiem udowodnić, że przyszły święty miał poczucie humoru 🙂 Tak więc we wszystkie kolejne dni mogliśmy być świadkami poszukiwania dowcipu, podczas którego cała trójka w sposób genialny nawiązywała do życia Filipiny, odwiedzanych miejsc i naszego pielgrzymkowego życia. To była prawdziwa uczta duchowa!

Klasztor w Grenoble

Podczas pielgrzymki mieliśmy okazję poznawać nie tylko miejsca, gdzie mieszkała św. Filipina, ale też ją samą, jako kobietę relacji, przekraczania siebie, przyjmowania niespodziewanego i nieustannej modlitwy. Ja poznawałam ją jako tą, która uśmiecha się teraz z góry i przypomina, żebyśmy nie byli tacy poważni 😉

 

Opublikowano Podróże, Sacre Coeur | Skomentuj

Daj się ponieść łasce

Przez ostatni tydzień dzielne niewiasty szybowały w przestworzach na chwałę Bożą,  odnajdując Jego obecność pośród rumuńskich krajobrazów i we wspólnocie. Rekolekcje paralotniowe zakończyły się nie tylko udanymi lotami, ale też pakietem łask, jakie każda z nas otrzymała w obfitości od Taty w Niebie.

Opanowując początki techniki paralotniarstwa, warto wiedzieć, że paralotnia lata sama. To znaczy, że jak wystartujesz i nic nie zrobisz, to ona sama zacznie stopniowo opadać i ostatecznie sama wyląduje. Początkujący pilot uczy się tego, że ma przede wszystkim nie szkodzić. Zbyt nerwowe ruchy i nieumiejętne hamowanie paralotni może spowodować nieszczęście. Nie wspominając już o próbach robienia efektownych akrobacji.

Wbrew pozorom, często w życiu najtrudniejszym nie jest zabranie się do roboty, ale przyjęcie tego, że warto czasem nie zrobić nic i pozwolić Bogu działać. Wielu świętych, począwszy od św. Piotra, przekonało się, że w wierze istnieje bardzo ważny punkt zwrotny. Następuje od wtedy, kiedy z postawy „jak mi wspaniale idzie naśladowanie Jezusa” przejdziemy na „cała łaska jest od Niego, ja mogę próbować nie przeszkadzać”. Oczywiście kolejnym etapem będzie dołożenie też nieco naszych starań, ale to musi przyjść pierwsze – świadomość, że w żaden sposób nie możemy zasłużyć na miłość Boga, bo to absolutnie darmowy dar. Brak naszej współpracy z łaską może się zakończyć nieprzyjemnym lądowaniem w krzakach, jednak pycha i brawura grożą czymś znacznie gorszym – śmiercią na miejscu.

Budząc się rano na przepięknych rumuńskich zboczach i kontemplując mgłę okrywającą dolinę, miałam w sobie pewność, że Dobry Bóg ma nas w swojej opiece i w swoim czasie doprowadzi nas do pełni szczęścia. Oby Mu tylko za bardzo nie przeszkadzać.

Opublikowano Paralotnie, Sacre Coeur | 1 komentarz

Rekolekcje paralotniowe – dzień 6: Rozesłanie

Najpierw zobacz:
Dzień 1 – Pustynia
Dzień 2 – Głos
Dzień 3 – Wielkie pragnienia
Dzień 4 – Idźcie i głoście
Dzień 5 – Poznanie prawdy

Nasze rekolekcje dobiegają końca i Bóg pragnie Cię teraz wysłać w świat z doświadczeniem jakie otrzymałaś. Twoja pustynia może się okazać miejscem, na którym wyrosną piękne kwiaty i owoce. To nie zadzieje się jednak samoistnie. Św. Tomasz z Akwinu mówił, że „łaska buduje na naturze”, co oznacza, że potrzebna jest współpraca tego co ziemskie z tym co Niebieskie.

Poleganie tylko na własnych siłach zaprowadzi Cię ostatecznie do frustracji i zawiedzenia sobą. Jeśli jednak będziesz czekać ciągle na znaki i cuda z Nieba, to w pewnym momencie nieuchronnie stracisz wiarę. Bóg potrzebuje Twoich sił, Twojego głosu, Twoich emocji i Twojej wiary, by działać skutecznie w świecie. Dlatego chce Cię posyłać do bardzo różnych miejsc, by kontynuować swoje dzieło stworzenia i zbawienia. Uświadom sobie jakiej ogromnej wartości w tej perspektywie nabiera Twoje życie! Skoro dzisiaj to czytasz, to znaczy, że Bóg już wiele uczynił, byś znalazła się właśnie w tym miejscu i pragnie dalej współtworzyć z Tobą przyszłość.

Bóg nie posyła Cię jednak w pojedynkę. Apostołów wysyłał po dwóch, a potem jako wspólnotę, która po zmartwychwstanie poszła na cały świat. Zobacz osoby wokół Ciebie, z którymi Bóg skrzyżował Twoje drogi. Żadne spotkanie nie jest przypadkowe i przemienia Cię stopniowo ucząc miłości. To właśnie do tych osób wrócisz po pobycie na pustyni. To z nimi będziesz dalej budować swoje życie.

Poczucie bycia posłaną, jako część Boskiego planu dla wszechświata, to najwspanialsze uczucie, jakiego może doświadczyć uczeń Jezusa. Zanim to się jednak zadzieje, musisz dogłębnie przeżyć wszystkie wcześniejsze kroki – doświadczyć Bożej miłości, przyjąć prawdę o grzechu i słabości, odnaleźć w sobie wiarę i nadzieję. Jeśli chcesz przy którymś z tych punktów zatrzymać się dłużej po rekolekcjach, tak właśnie zrób.

Do jakiej jednej konkretnej rzeczy czujesz się posłana po tych rekolekcjach?

Jeśli jesteś gotowa, powiedz Panu Bogu „oto ja, poślij mnie” i pozwól Jemu, by posłał Cię dokądkolwiek zechce.

Opublikowano Paralotnie | Skomentuj

Rekolekcje paralotniowe – dzień 5: Poznanie prawdy

Najpierw zobacz:
Dzień 1 – Pustynia
Dzień 2 – Głos
Dzień 3 – Wielkie pragnienia
Dzień 4 – Idźcie i głoście

Wiele już mówiliśmy o łasce, jakiej doświadczysz gdy pójdziesz za Jezusem i tego, że On chce żebyś miała wielkie pragnienia. Dzisiaj warto przypomnieć sobie, że to nie oznacza nieustannej sielanki. Jezus nie ukrywał przed uczniami, że czekała Go śmierć na krzyżu i nie ukrywa też przed Tobą tego, że droga często będzie wyboista. To nie dlatego, że „Bóg tak chciał”, ale dlatego, że człowiek nie zaufał Bogu i zło zaczęło odbierać mu wolność. W takim świecie żyjesz i taka jest część prawdy, którą musisz odkryć, żeby nie żyć iluzją.

Wynika z tego, że nie będzie łatwo, bo wybór dobra będzie się musiał spotkać z oporem. Jeśli prawdziwie wybierzesz Jezusa, to z pewnością czeka Cię trochę nieprzyjemności na tym świecie, ale czeka Cię też Jego opieka, Jego czuła obecność, Jego miłość i Jego zbawienie. Jezus chce Ci dziś powiedzieć, że warto! To jest druga część tej prawdy i nie jest mniej ważna.

Z czasem odkrywać będziesz też, że nie wszystko w Tobie jest idealne. Nie potrafisz kochać tak jak byś chciała, nie umiesz trzymać się swoich własnych postanowień i naprawić świata swoimi siłami. To kolejna ważna prawda, bez której nie uda Ci się zmierzyć z rzeczywistością. Ta prawda jest jednak zarazem dobrą nowiną, bo oznacza, że jesteś zmuszona zaufać Bogu, oddać Jemu kontrolę, powierzyć Mu siebie i swoich bliskich, swoje decyzje, marzenia i plany. A On już zrobi z tego odpowiedni użytek.

Pośród trudnych prawd do odkrycia jest jednak jedna najważniejsza. Jezus mówi o sobie, że jest Drogą, Prawdą i Życiem. Jeśli więc kiedykolwiek znajdziesz się w momencie, że nie wiesz dokąd iść, nie wiesz jak postąpić i nie umiesz poradzić sobie z tym co Cię spotyka, tylko On jest odpowiedzią na wszystko. On jest Prawdą, która jest ponad wszystkie prawdy o Tobie.

Z przyjęciem jakiej prawdy masz największy problem?

Czy widzisz odpowiedź miłości, jaką otrzymujesz od Boga na każde zawirowanie w Twoim życiu?

Opublikowano Paralotnie | Skomentuj

Rekolekcje paralotniowe – dzień 4: Idźcie i głoście

Najpierw zobacz:
Dzień 1 – Pustynia
Dzień 2 – Głos
Dzień 3 – Wielkie pragnienia

Życie w pełni nie oznacza tylko przyjmowania nieograniczonej łaski Boga, ale wiąże się też z posłaniem, by uzdrawiać chorych, wskrzeszać umarłych i wypędzać złe duchy. Wbrew pozorom to zadanie dla każdego! Często do uzdrowienia drugiego człowieka wystarczy obecność i życzliwy uśmiech, do wskrzeszenia z martwych dobre słowo i pomocna dłoń w potrzebie, do wypędzania złych duchów wewnętrzna radość i zaufanie Jezusowi. To potężna broń, której może często nie doceniasz. Przede wszystkim jednak Bóg wzywa Cię do głoszenia Dobrej Nowiny, czyli do przypominania innym na wiele sposobów, że to w Nim każdy znajdzie swoje schronienie.

Co może Ci w tej misji pomóc? Jezus daje wskazówki, które są skandaliczne dla świata, bo zaleca pozbycia się wszelkich zabezpieczeń. Mówi: „Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski!” (Mt 10,9-10). Tymczasem ludzie często całe życie spędzają na szukaniu poczucia bezpieczeństwa – zatracają się w pracy, szukają pewności w relacjach, wiedzy albo umiejętnościach. A Jezus powie, że szczęśliwi są ubodzy w duchu, czyli ci, którzy „u Boga” mają cały swój dobytek i wszelkie oparcie. Wbrew pozorom, to o wiele stabilniejsze niż jakiekolwiek zabezpieczenia na tym świecie!

Pan Jezus pokazuje Ci dziś, że szczęście polega na nieustannym przepływie dobra – darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Jeśli uświadomisz sobie, że wszystko co masz, nie jest Twoje, ale jest darem od najbardziej kochającego Ojca, łatwiej będzie Ci oddać to dalej, by innym sprawić radość. Ten przepływ Bożej energii powoduje, że świat staje się lepszy na Twoich oczach, a łaski mnożą się w zaskakującym tempie.

W czym pokładasz swoją ufność? Gdzie szukasz bezpieczeństwa?

Podziękuj dzisiaj za ogrom darów jakie codziennie spływają na Ciebie zupełnie za darmo. W jaki sposób się nimi dzisiaj podzieliłaś z innymi?

 

Opublikowano Paralotnie | Skomentuj