Nie użyczę snu moim oczom

Nie użyczę snu moim oczom
powiekom moim spoczynku
póki nie znajdę miejsca dla Pana
mieszkania dla mego Boga

W postakademickiej scholi, w której śpiewam, to jedna z naszych ulubionych pieśni. Kończymy nią każdą Mszę Świętą. Mimo to zupełnie mi się nie znudziła i wręcz nadal wzruszam się, kiedy ją śpiewam. To dla mnie idealna modlitwa na wieczór i dobra postawa na całe życie.

Nie spocznę, dopóki On nie będzie pierwszy, dopóki nie stoczę duchowej walki i nie zwycięży dobro w moim sercu. Nie zasnę, dopóki nie zobaczę konkretnej obecności Boga w dniu, który mija, dopóki nie podziękuję za dobro i łaski, które mnie spotkały. Nie użyczę snu moim oczom, dopóki nie zmierzę się z momentami, w których zawiodłam, dopóki nie pojednam się z moim bliźnim, dopóki nie powiem „przepraszam”. Nie zasnę, dopóki nie spojrzę na to, co czeka mnie kolejnego dnia i nie postanowię, że chcę kochać bardziej niż dzisiaj.

Kiedy jednak będę już pewna obecności Boga w swoim sercu, zasnę spokojnie, pewna, że jestem całkowicie bezpieczna w Jego rękach.

I tak każdego dnia, aż kiedyś po tamtej stronie już wszystko stanie się proste i oczywiste, bo nie będzie już we mnie ani jednej cząstki, która nie byłaby Boża.

Opublikowano modlitwa, Refleksje z życia | 2 komentarze

Największe zagrożenia duchowe

Kiedy wpisuję w google hasło „zagrożenia duchowe” otrzymuję różnego rodzaju listy pełne symboli, przedmiotów, gier, książek, muzyki… Zaczęłam się powoli przyzwyczajać, że tak to sobie ludzie definiują, ale ostatnio natknęłam się na filmik, w którym padły słowa, z którymi zgodzić się nie mogę: „Podróżujemy od wielu lat i przyciągnęliśmy sobie do kraju, różne rzeczy nazywane zagrożeniami, z innych religii”. Otóż nie. Zagrożenia duchowe, czyli przedsionek tego, co byłoby grzechem i odłączeniem od Boga, nie mają nic wspólnego z przedmiotami, podróżami i innymi religiami! W dopiero co podpisanym przez papieża dokumencie na temat pokoju znajdujemy takie zdanie: „Pluralizm i różnorodność religii, koloru, płci, rasy i języka są wyrazem mądrej woli Boga”. Kiedy zaczynamy się zajmować figurkami buddy i Harry Potterem, wróg niepostrzeżenie wciska się zupełnie innymi drzwiami!

Co więc może nam grozić w relacji z Bogiem? Co może nas odciągać od Jego miłości? Jezus mówił:

«Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi do człowieka, nie może uczynić go nieczystym; (…)«Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym» (Mk 7,18-23)

A więc chodzi o wnętrze! To tu należy szukać tego „pozoru zła”, które tak chętnie poszukiwane jest przez tropicieli duchowych zagrożeń. Szatan podsuwa nam różne myśli, które same w sobie są tylko pokusą, ale jeśli za nimi pójdziemy, okaże się, że wylądujemy na manowcach. Oto więc moja lista:

 

Zagrożenia duchowe

  1. „Należy mi się coś od życia.”

Ta myśl nie pojawia się wtedy kiedy chcemy walczyć o sprawiedliwość społeczną i równe prawa dla słabszych. Pojawia się wtedy kiedy zaczynamy się powoli odwracać od tego, co widzimy, że jest słuszne, ku temu, by skupić się na sobie. Jeśli zrozumiemy, że pojawiliśmy się na tym świecie bez najmniejszej swojej zasługi, to uświadomimy sobie, że tak naprawdę nic nam się nie należy, a wszystko jest łaską.

2. „Dlaczego wszyscy mogą, a ja nie?”

To typowe pytanie kogoś, kto próbuje w życiu zachowywać prawo, nie mając osobistej relacji z Bogiem. Wtedy jawi się On jako miłośnik zakazów, a nie życia. Jeśli pewne prawa moralne są dla nas niezrozumiałe, warto najpierw spojrzeć na nie od strony celu naszego życia. Czy w tej danej sytuacji naprawdę kierujemy się dobrem drugiej osoby, czy może jednak egoistyczną chęcią własnej przyjemności? Jeśli naszym celem jest oddanie swojego życia z miłości, to pewne wybory okażą się dużo bardziej oczywiste.

3. „Nie mam siły stanąć po stronie prawdy.”

Taka myśl sugeruje, że dobrze wiemy co mamy robić, ale widmo konsekwencji nas obezwładnia. Może nam się wydawać, że lepiej bezpiecznie się schować przed konfrontacją, nie wychylając się specjalnie, nie narażając i układając się ze wszystkimi, ale to najlepsza recepta na zmarnowanie życia. Ten lęk może przełamać tylko przekonanie, że jeśli Bóg jest z nami, to żadna siła nie ma mocy skrzywdzić naszej duszy.

Równie niebezpieczna wydaje mi się tendencja wręcz przeciwna, która nakazuje w imię walki o prawdę krzywdzić drugiego człowieka. Jezus pokazuje nam, że najważniejsza walka, jaką mamy toczyć, to właśnie ta w nas, ze złym duchem.

4. „Niech on pierwszy przeprosi, to nie ja zacząłem.”

Trwanie w przekonaniu, że ktoś inny jest winny, a my jedynie odpowiadamy na agresję, nigdy nie prowadzi do pojednania. Nawet jeśli obiektywnie doznaliśmy wielkiej krzywdy, Jezusową postawą jest przebaczenie. Wystarczy popatrzeć na to jak traktuje On żołnierzy, którzy Go krzyżują – nie czeka aż będą żałować. Warto z jednej strony patrzeć na brata oczami Boga, spodziewając się, że za jego historią jest o wiele więcej niż widzimy, a z drugiej strony nigdy nie zapominać o zrobieniu własnego rachunku sumienia.

5. „To tylko jedno małe odstępstwo, a tyle dobra!”

Cel nie uświęca środków. Jeśli przeczuwamy, że to, co zamierzamy uczynić nie jest do końca dobre, możemy się spodziewać, że owoce, choć w pierwszej chwili dorodne i okazałe, prędko okażą się zgniłe w środku. Zaufajmy Bogu, że jeśli wybierzemy drogę przejrzystości i prawości, to On się zatroszczy o całą resztę!

6. „Ona też o mnie źle mówiła.”

Zemsta jest głęboko niechrześcijańską postawą, nawet jeśli dotyczy pozornie małych rzeczy, czyli np. plotkowania. Jezus zaprasza nas do miłości bliźniego szczególnie wtedy, gdy jest nam nieżyczliwy lub wręcz wrogo nastawiony. Kochać tych który nas kochają nie jest żadną trudnością – wszak i „poganie tak czynią”.

7. „Inni robią gorsze rzeczy.”

Nie warto się porównywać. Nigdy. Jeśli jednak nie potrafimy inaczej, wybierzmy tych, którzy nas poprzedzili do świętości, a nie tych, których uważamy za gorszych od siebie. Pamiętajmy jednocześnie, że Boża logika może nas zaskoczyć przy bramach Królestwa Niebieskiego, kiedy celnicy i nierządnice wchodzić będą przed nami.

W tym zdaniu ukryta jest jeszcze inna pułapka. Obnaża ona nasze myślenie w kategoriach szukania mniejszego zła, a nie dążenia do miłości. Warto w tym wypadku całkiem zmienić kierunek, bo ten obrany wydaje się być zupełnie nietrafiony.

8. „Bóg mnie nie rozumie, poradzę sobie sam.”

Stwierdzenia tego typu są szczególnie niebezpieczne, bo uderzają w najczulszą strunę naszej grzesznej natury. To co zadziało się w Edenie bazowało właśnie na nieufności wobec Boga i próbie zaradzenia sytuacji za Jego plecami. Stawianie siebie na równi ze Stwórcą i przekonanie, że wiemy lepiej, pojawiają się w nas na każdym kroku i warto być na nie szczególnie wyczulonym.

9. „Boże, nie zabieraj mi tego jednego, w całej reszcie będę Ci posłuszny!”

Kiedy pojawia się w nas taka myśl powinna się zapalić bardzo czerwona lampka. To oznacza, że jakieś przywiązanie jest w nas tak silne, że nie mamy już siły z nim walczyć. To jednak też bardzo dobra wiadomość, bo oznacza, że mamy tę najważniejszą trudność dobrze namierzoną i silne przekonanie, że sami nie mamy szans sobie z nią poradzić. Wtedy wkroczyć może Pan Bóg! On nas z tego bagna wyciągnie, ale nie osłabiajmy Jego działania, próbując ominąć temat. Nie łudźmy się, że z tą niezałatwioną sprawą możemy służyć Jezusowi.

10.”To jest silniejsze ode mnie”

Często takie myślenie pojawia się, kiedy przestajemy radzić sobie z silnymi emocjami lub naszą seksualnością. Wydaje się nam, że to one panują nad nami, a nie my nad nimi. To jednak tylko złudzenie i wielkie kłamstwo, któremu ulegamy. Bóg zawsze daje nam wystarczającą siłę i my musimy jedynie chcieć z niej skorzystać.

 

Duchowe ubezpieczenie

Czy jesteśmy skazani na ciągłe potykanie się o te duchowe zagrożenia? Czy można się jakoś duchowo ubezpieczyć? Ja myślę, że jak najbardziej! Oto kilka pomysłów:

  1. „Wybieram to, co słuszne, Bóg zadba o owoce.”
  2. „Wszystko jest łaską!”
  3. „Mój Bóg mnie obroni.”
  4. „Nie zasnę dopóki nie pojednam się z bratem.”
  5. „Wybieram Jezusa, nawet jeśli uczucia mówią mi inaczej.”
  6. „Bóg wie lepiej, zaufam Mu.”
  7. „Mam w sobie siłę, by panować nad sobą.”
  8. „Inni poradzili sobie w trudniejszej sytuacji. Ja też dam radę.”
  9. „Zostałam skrzywdzona, ale decyduję by zło zatrzymać na sobie.”
  10. „Boże, zabierz ode mnie to, do czego mogę być przywiązana, jeśli to oddala mnie od Ciebie.”

Chcecie dopisać swoje? 🙂

Opublikowano Refleksje z życia | 25 komentarzy

Walki plemienne

Kiedy byłam w Kenii, miałam okazję jakiś czas spędzić w okolicach Marsabit, niedaleko jeziora Turkana, gdzie od wielu pokoleń trwają wojny między okolicznymi plemionami. Nikt już nie pamięta jakie były początki konfliktu, ale każdy jest przekonany, że to „tamci” są winni i trzeba z nimi walczyć. Nie kończyło się na wzajemnej kradzieży krów, ale zaczynali też ginąć ludzie. Z pokojową misją udała się tam Kanini, z którą miałam okazję współpracować. Była ona z plemienia z innej części kraju, a więc zupełnie bezstronna w trwającym konflikcie. Udało jej się zdobyć zaufanie obu stron i dzięki umiejętnościom nabytym na studiach na kierunku „peace building” (czyli budowanie pokoju – nie mylić z architekturą wnętrz), mogła rozpocząć długi, ale owocny proces mediacji między plemionami. Kiedy stopniowo najważniejsi wojownicy zaczęli spotykać się na różnych kursach organizowanych przez Kanini, okazało się, że ten człowiek z wioski obok, to całkiem spoko gość i może można razem pracować, a nie wzajemnie się zwalczać.

Dziś kiedy patrzę na Polskę, widzę bardzo podobny obraz. Wczoraj tłumy wyszły na ulicę z transparentami „stop nienawiści”. Każdy święcie przekonany, że to „tamci” tą nienawiścią się posługują. Dopóki to inni będą winni, pokój nie nastanie. Jedyny sposób, w jaki możemy zmienić świat, to siebie nawracać i innym głosić Dobrą Nowinę – ale tę naprawdę dobrą: o tym, że miłość kiedyś zwycięży i spotkamy się wszyscy w Sercu Boga, gdzie nie tylko nie będzie nienawiści, ale nie będzie też chciwości, zazdrości, pychy, podejrzliwości… Jedyne co ja mogę zrobić dzisiaj, to zmieniać swoje serce i wyciągać rękę do mojego brata, nie zważając na to, co on dalej z tym zrobi. Tak właśnie robił Jezus.

Ostatnio, odwiedzając jedną z naszych wspólnot, długie wieczorne godziny przegadałam z jedną z moich Sióstr, która ma zupełnie odmienne polityczne przekonania do moich. To była bardzo dobra rozmowa, w której obie z ciekawością próbowałyśmy zrozumieć dlaczego druga osoba myśli inaczej. Starałyśmy się szukać faktów, choć tak trudno je odnaleźć w gąszczu odmiennych opinii wygłaszanych w mediach. Rozeszłyśmy się, nie zmieniając swoich poglądów, ale pewne, że chcemy dalej budować świat miłości i pojednania.

Myślę, że wydarzenia ostatnich dni niestety nie przyniosą upragnionej jedności na poziomie całego narodu. Może jednak dwie osoby z przeciwnych obozów, stojąc na mrozie z takim samym transparentem, poczęstują siebie wzajemnie herbatą, zaczną ze sobą rozmawiać i okaże się, że w głębi serca tak naprawdę obie bardzo pragną dobra. I to będzie mały początek wielkiej zmiany.

Opublikowano Afryka, Refleksje z życia, Sacre Coeur | 1 komentarz

Serduszko Jezusa

Z roku na rok coraz mniej lubię życzenia świąteczne. W moim odczuciu stają się one bardziej odezwą do całego świata i okazją do głoszenia swoich mądrości, niż prawdziwym pochyleniem się nad konkretnym człowiekiem, by to w nim dostrzec Boga i jemu życzyć czegoś bardzo indywidualnego. Na takie za to nie łatwo znaleźć czas i przestrzeń. Tym razem jednak jedne z życzeń jakie otrzymałam bardzo mnie urzekły. Pani Monika z naszej cudownej Rodziny Sacre Coeur (czyli świeckich żyjących naszą duchowością) napisała jedno proste zdanie: „Radosnego odpoczynku przy maleńkim sercu Jezusa”.

Nagle zrozumiałam, że Jezus nie tylko stał się dzieckiem, ale miał też serce dziecka! Serce pełne ufności, proste i czyste. Jak u każdego maleństwa, łatwo nam jest tak na nie patrzeć. Dużo trudniej zdać sobie sprawę, że Serce Jezusa pozostało takie aż do końca. Jezus, umierając na krzyżu w pełnym zaufaniu do Ojca, z prostotą oddał za nas życie, bo czystość dziecka, którą każdy z nas traci, nadal nim kierowała. Zastanowiłam się dzisiaj w jaki sposób mogę naśladować właśnie to maleńkie Serduszko Jezusa, które zaprasza mnie dziś przed żłóbek w Betlejem.

Pierwszym i najważniejszym wydaje mi się zaufanie. Dziecko ma w sobie ogromne pokłady ufności, bo nie doświadczyło jeszcze świata, w którym jest zło i w którym ktoś mógłby mieć złe zamiary. Z czasem dopiero uczy się tej bolesnej prawdy, przekładając niestety ten obraz na Pana Boga. Jezus ufał Ojcu i tylko dzięki temu był w stanie wykonać swoją zbawczą misję. Tymczasem z naszej natury po grzechu wynika fakt, że ciągle nie dowierzamy, że Bóg naprawdę może być dobry i może chcieć naszego szczęścia. Z tego zwątpienia bierze się niebezpieczna myśl, że skoro On nie może mi pomóc, to ja muszę sobie dać radę sama, a to już o krok od tragedii.

Z zaufaniem wiąże się kolejna cecha Serduszka Jezusa, jakim jest prostota. Dziecko nie kalkuluje i nie przelicza co bardziej się opłaca. Maleńka istota bez lęku zdobywa swój mały świat, nie mając świadomości konsekwencji. Widzi dobro tam, gdzie dorosły zobaczy tylko zagrożenie. Myśląc o dziecku, mówimy, że to niewinność, kiedy jednak patrzymy na dorosłego który tak postępuje, raczej użylibyśmy słowa naiwność. Jezus był naiwny w swojej szalonej miłości. Jadał z tymi, z którymi nie wypadało, narażał się tym, którzy mieli władzę i ostatecznie dał się zabić, nie przeliczając ile jeszcze osób mógłby uzdrowić i nakarmić, gdyby nie umierał tak młodo.

Dziecko ma też jeszcze jedną ważną zdolność – przekonanie o byciu kochanym bez względu na wszystko. Niemowlę nie zastanawia się co ma robić, żeby zasłużyć na miłość swojej mamy. Kiedy patrzę na Jezusa, to jest jedna z cech, która mnie najbardziej inspiruje – On nie robi nic, by przypodobać się innym, ale wszystkim daje w nadmiarze z miłości, którą ma w sercu. Taką pewność można w sobie odkryć tylko będąc przekonanym o nieskończonej i bezwarunkowej miłości Boga.

Jeśli macie ochotę posłuchać kogoś mądrzejszego w tym temacie, to polecam kazanie z pasterki by o. Roman Bielecki OP.

Opublikowano Spojrzenie na Boga | 6 komentarzy

Adwentowe urodziny

Dokładnie 239 lat temu urodziła się św. Magdalena Zofia Barat. Przyszła na świat w nocy, podczas pożaru i dlatego często powtarzała, że „zrodził ją ogień”. Dziś jednak zdałam sobie sprawę, że nie był to zwykły ogień, ale ogień Adwentowy! Ogień oczekiwania i tęsknoty. Z moich kalkulacji wynikło, że 12 grudnia 1779 roku była III Niedziela Adwentu, czyli Niedziela Gaudete, Niedziela radości! Nie wiem czy sama Zofia zastanawiała się kiedyś nad znaczeniem dnia, w którym się urodziła, ale wiem, że okresy liturgiczne wyznaczały rytm jej serca, podobnie jak pory roku kształtowały pracę w winnicy jej rodziców.

Mogą wydawać się czymś bardzo mało znaczącym przedwczesne narodziny małej Zofii w niewielkim burgundzkim miasteczku we Francji w III Niedzielę Adwentu. A jednak dla wielu tysięcy Sióstr na całym świecie właśnie ten moment jest w pewien sposób kluczowy, bo bez niego nie byłybyśmy tu gdzie jesteśmy.

Czasem może nam się wydawać, że to co robimy każdego dnia nie ma żadnego wpływu na losy świata, że niewiele znaczy co powiemy czy napiszemy, bo przecież jesteśmy tylko małym ziarenkiem piasku. Każdy z nas został jednak stworzony dla wyjątkowej misji w historii zbawienia. Nie każdy oczywiście zostanie zapamiętany i wyniesiony na ołtarze, ale dopiero po śmierci przekonamy się jak wielkie znaczenie mógł mieć jeden zwyczajny uśmiech, życzliwe słowo, cierpliwe wysłuchanie i wierne „tak”, które stało się naszą odpowiedzią na Boże zaproszenia.

Myślę, że cała tajemnica Wcielenia uczy nas tego, że nie ma nic zbyt małego, by mogło być istotne z Bożej perspektywy. Wszystko może mieć znaczenie, jeśli włożymy w to ogień miłości.

Opublikowano Sacre Coeur | Skomentuj

Światło w ciemności

Zaczął się kolejny Adwent, który rozbłyska światłem. Pan Jezus już od samego początku oświetla wiele ciemności i okazuje mi na wiele sposobów swoją czułość.

Ostatnie dni poprzedniego roku liturgicznego wypełnione były w moim kalendarzu ważnymi wydarzeniami. Odbyło się niesamowite spotkanie kobiet w Gdyni planowane już przez nas od pół roku. Relację i zdjęcia znajdziecie tutaj. Potem od razu udałam się do Konstancina na warsztaty medialne dla rzeczników prasowych, na których dowiedziałam się wielu ciekawych rzeczy, a między innymi tego, w jaki sposób sprawdzić jakie dane na mój temat zanotował sobie Facebook, żeby wyświetlać mi spersonalizowane reklamy. Ku mojej radości, wśród różnych lubianych przeze mnie zwierząt futerkowych, znalazł się bardzo zacny gatunek kota, jakim jest ryś! 🙂

Nie wyprowadzając Facebooka z błędu, zamierzam dalej szeroko go cytować w internetach! A jest ku temu okazja, bo czytałyśmy na modlitwie we wspólnocie kawałek książki „Moc wiary”:

„Adwent jest zdecydowanym protestem wobec wszelkiego rodzaju fatalizmów, które usiłują nam wmówić, że „dobrze to już było, a teraz może już być tylko gorzej”. Że „nic nie ma sensu”, gdyż „i tak nie ma inne j przyszłości, jak tylko fatalna”! Adwent mówi o Paruzji, a więc o ostatecznym triumfie światła i dobra, i piękna. I sensu! (…) Czy światło Adwentu może sprawić, byśmy na nowo stali się zdolni razem pracować? Działać? Modlić się? Wyzbyć się podejrzliwości? Nabrać do siebie wzajemnego zaufania? Odnaleźć się we wspólnocie? Czy nie za dużo się spodziewamy po prostym znaku liturgicznym? Nie! Marana tha!”

Zrozumiałam jak bardzo tęsknię za światłem, za zaufaniem, za prostotą, za jednością i otwartością. To, czego tak usilnie szukam w świecie, znajduję w obfitości w Sercu Jezusa. Nic, tylko czerpać i rozświetlać ciemności. W tym roku nie mam żadnych postanowień, nie przygotowałam żadnych rekolekcji, nie chcę niczego więcej, tylko ciągle zmierzać w stronę światła i być tym światłem dla innych. Ktoś się przyłącza? 🙂

Opublikowano Refleksje z życia | 2 komentarze

Serce pełne ognia

„Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął” (Łk 12,49) – to jeden z ulubionych cytatów św. Magdaleny Zofii, który w jednym zdaniu mieści tyle pasji, że trudno przejść obok niego obojętnie. Ona sama mówiła o sobie „zrodził mnie ogień”, bo urodziła się przedwcześnie z powodu pożaru w domu. Ten ogień pozostał w niej do końca życia, a dzięki jej „tak” dla Boga dokładnie 218 lat temu, rozprzestrzenił się po całym świecie w Zgromadzeniu poświęconym Sercu Jezusa. Przypomina mi to mocno w ostatnim czasie, że życie jest zbyt krótkie, by pozwolić sobie na bylejakość. Potrzeba ognia Ducha Świętego, żeby żyć naprawdę w pełni i wybierać to, co rozpala serce, a nie to, co wygodne i znane.

Tylko pozornie to łatwa decyzja, bo zabawy z ogniem to niebezpieczne zajęcie. Matka Generalna na zakończenie ostatniej Kapituły, czyli najważniejszego zebrania w naszym Zgromadzeniu, powiedziała do nas wszystkich: „Zapraszam byście nie bały się ognia, były strażnikami płomienia, podejmując ryzyko, że czasem może was ten ogień poparzyć”. Dziś święto nie tylko nas, Sióstr Sacre Coeur, ale też każdego z Was, kto pragnie z nami nieść w świat ogień Bożej Miłości. Obyśmy nie bali się poparzyć.

Pasji i pełni życia poświęcony jest pierwszy odcinek naszej serii o Duchowości Serca, do której serdecznie Was zapraszam! Tekst mojego autorstwa znajdziecie też na stronie www.siostry-sc.pl

A tu jeszcze bonus muzyczny 🙂

Opublikowano Refleksje z życia, Sacre Coeur | 1 komentarz

Weź nie młodniej, weź się starzej

Ostatnio w końcu posłuchałam piosenki Pawła Domagały, która stała się inspiracją memów krążących po internetach z hasłem: „Weź nie pytaj, weź się przytul”. Sama piosenka jest sympatyczna, ale mnie szczególnie zaintrygował trzeci wers refrenu: „Weź nie młodniej, weź się starzej”. Słyszę w nim mile dźwięczące zaprzeczenie powiedzenia, że „starość się Panu Bogu nie udała”. O tym, że to nieprawda przypominają nam wszystkie osoby, które w swoim życiu zawalczyły o rozwijanie się w miłości. O kilku z nich możecie przeczytać w rozdziale o starości naszej książki „Ile lat ma Twoja dusza”.

Ostatnio miałam okazję przeczytać (w końcu) krótką książeczkę autorstwa s. Małgorzaty Borkowskiej OSB o tytule „Oślica Balaama. Apel do duchownych panów”. Pośród wielu wątków świadczących o tym, że s. Małgorzata wie czego chce i czego oczekuje od kapłanów głoszących Słowo Boże, porusza też różne ciekawe kwestie dotyczące całego społeczeństwa – m.in. kultu młodości. Zwraca ona uwagę na to, że życzenie, by jej wiara była tak silna jak w nowicjacie,  to zupełna pomyłka, bo przecież człowiek ma się rozwijać a nie uwsteczniać. Założenie, że małżonkowie podczas ślubu kochają się najbardziej, a potem całe życie mają walczyć o utrzymacie pierwotnej gorliwości, to bardzo smutna wizja życia.

Pan Bóg nieustannie nas stwarza i czyni coraz bardziej zdolnymi do miłości. To jednak od nas zależy na ile będziemy się chcieli uczyć, wzrastać i przekraczać siebie. Wtedy wcale nie będziemy chcieli młodnieć, ale właśnie dojrzewać i wydawać coraz piękniejsze owoce. Czyż nie chcielibyśmy wszyscy świętować swoich setnych urodzin z takim uśmiechem jak panie bliźniaczki na zdjęciu? 🙂

Zdjęcie: https://www.facebook.com/fotografacamilalima/

Opublikowano Refleksje z życia | 1 komentarz

Naczynia połączone

„Chcesz zmienić świat, zacznij od siebie”. To zdanie znane jest nam wszystkim, ale jakże trudne do wprowadzenia w życie! Zawsze łatwiej jest nam myśleć, że to inni powinni się zmienić, że świat byłby lepszy gdyby ten i tamta żyli wg Ewangelii, a skoro nie żyją, to ciągle jest źle. Przez dwa tysiące lat niewiele się zmieniło – nadal dostrzegamy drzazgę w oku brata, nie widząc belki w swoim oku.

Przeczytałam wczoraj o kolejnym trafnym obrazie, jaki opisuje ks. Tadeusz Dajczer w „Rozważaniach o wierze”: „Fizykalny obraz naczyń połączonych może nam przybliżyć tajemnicę wzajemnych powiązań w ramach Mistycznego Ciała Chrystusa. Systemem naczyń połączonych jest na przykład rodzina jako Kościół domowy. Zwykle Bóg, chcąc oddziaływać na określoną grupę osób, posługuje się w sposób szczególny jedną z nich, aby przez nią obdarzać łaskami innych. Załóżmy, że w określonym systemie naczyń połączonych, jakim jest np. czteroosobowa rodzina, trzy osoby są zamknięte na życie łaski. Są one jak szczelnie zakorkowane probówki. Jeżeli zaś jedna próbuje nawracać się ku Bogu, staje się wtedy dla tych najbliższych sobie osób kanałem łaski. Ma ona dwie możliwości oddziaływania. Może próbować usunąć odgórnie zawory, tak jak usuwa się korek za pomocą korkociągu. Jeżeli jednak ten zawór stanowi żywą tkankę ludzkiej osobowości, to takie jego odgórne wyrywanie będzie zawsze połączone z cierpieniem, z bolesnym i w jakiejś mierze niszczącym ranieniem oraz ograniczającym wolność przymusem. Pan Bóg nie chce tego, On kocha w człowieku realizowaną w wolności decyzję wyboru zmierzającą ku pełniejszej wierze i miłości. Posługując się dalej obrazem systemu naczyń połączonych – Pan Bóg woli, aby te korki były wyważane oddolnie, przez swoisty wzrost ciśnienia łaski w twojej probówce. Zanim będziesz nawracał innych, staraj się przede wszystkim nawrócić samego siebie. Ważny jest stopień twojej wiary, twojego przylgnięcia do Chrystusa. „Nie jest ważne, co robisz – powiedział Jan Paweł II – ważne jest, kim jesteś”. Im więcej będzie dobra w tobie, im bardziej będziesz wierny łasce, tym twoje oddziaływanie na innych będzie skuteczniejsze.”

Widzę w tym źródło życia dla Kościoła i świata, bo to oznacza, że im więcej widzę zła, tym bardziej mam się nawracać, tym bardziej mam pytać o to jak ja mogę być bliżej Boga, jak mogę być lepszym człowiekiem. Wtedy łaska sama zacznie rozlewać się na wszystkie członki Kościoła i później na cały świat, a im bardziej puste i kruche nasze naczynia, tym prędzej Pan Bóg pragnie je napełniać po brzegi, bo „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20)

Wierzę głęboko, że jeśli czytam Ewangelię i odnoszę wrażenie, że idealnie wręcz odnosi się do życia mojego sąsiada, to ewidentnie czytam ją w niewłaściwy sposób. Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ale tylko wtedy kiedy przenika do mojego serca i sprawia, że to ja chcę się zmieniać. Co oczywiście jest niesamowicie trudne.

Opublikowano Refleksje z życia | Skomentuj

Niedoskonała doskonałość

Człowiek nie jest doskonały. Niby każdy uzna to za oczywiste, ale jednak cały czas potykamy się o rzeczywistość, w której ktoś okazał się być innym niż sobie wyobrażaliśmy i nie spełnił naszych oczekiwań. To, co dzieje się na świecie w ostatnim czasie (a może raczej od zawsze) można w jednym słowie ująć pewnie jako „rozczarowanie”. Ci, którzy mieli świecić przykładem i stanowić dla nas punkt odniesienia, okazali się nie być do tego zdolni. Pytanie tylko czemu się dziwimy. Nie od dziś wiadomo, że „lepiej się uciec do Pana niż pokładać ufność w człowieku” (Ps 118,8), a Kohelet przypomina, że „nic zgoła nowego nie ma pod słońcem” (Koh 1,10)

Nie chodzi o to, by tak bardzo obniżyć nasze oczekiwania, że już nic nas nie zaskoczy, ale raczej o to, by żyć w świecie realnym, a nie wyidealizowanym. W każdym z nas obraz Boga miesza się nieustannie z obrazem nędzy i rozpaczy. Zmieniają się tylko proporcje. Można zakładać, że święty będzie miał więcej z Boga, a zbrodniarz więcej z ułomnej ludzkiej natury, ale głębiny serc przeniknąć może tylko sam Stwórca, więc warto pamiętać o niewydawaniu zbyt pochopnych wyroków.

Zorientowałam się ostatnio, że wiele moich błędów i zagubień w życiu ma swoje źródło w oczekiwaniu doskonałości. Wielokrotnie od innych, ale często też od samej siebie. Wcale nie mam tu na myśli perfekcjonizmu i czepiania się szczegółów, ale raczej brak zgody na to, że człowiek może totalnie zawalić dosłownie wszystko. Właśnie dlatego, że jest tylko stworzeniem. Kiedy odbieram sobie lub innym prawo do popełnienia błędu, okazuje się, że paradoksalnie wtedy właśnie jestem najmniej podobna do Boga.

Czasami wyobrażam sobie jak Jezus funkcjonował na świecie i sądząc po relacjach Ewangelistów, nie raz miał powody żeby popatrzeć na Apostołów wzrokiem pełnym rozczarowania i wykrzyknąć: „z kim Ja pracuję?” Pomijając zdradę Judasza i wyparcie się Piotra, w wielu momentach widzimy uczniów, którzy kłócą się o to kto jest największy, nie rozumieją tego, co Jezus naucza i aż do samego końca myślą kategoriami tego świata. Tymczasem On bardzo świadomie zdecydował się, by uzdalniać powołanych zamiast powoływać uzdolnionych. To właśnie Bóg okazuje się tym, który nie ma żadnego problemu ze słabością i porażkami. Problem zaczyna się wtedy kiedy zaczynamy udawać mądrzejszych niż jesteśmy i nie godzimy się na bycie sobą. Myślę, że wyglądamy wtedy jakbyśmy próbowali nagiąć się do kształtu koła, wierząc, że wszak to figura doskonała.

 

 

Opublikowano Refleksje z życia | 5 komentarzy