Tłoz bjuriful! :)

Krokodyli blues okazał się doskonałym kompanem. Obiad z czikena na forjarowym przystanku był po prostu bjuriful! Muw auty kierowały nasze kroki do et list przepięknych widoków. Szwagier niech zazdrości, że go tam nie było!

A Bieszczady jak zwykle jesienią najszczersze. Dymem z ogniska przywiały zapomniane wspomnienia. Rosochatych pieśni do rana. Kanapek z pasztetem. Prawdziwego kisielu z owocami.  Jeżyn na stromym zboczu przy świetle latarek. Zapachu mchu i koloru buków. Czekolady popijanej herbatą z termosu. Plecaka, który paradoksalnie zamiast spowalniać, dodaje sił by wspinać się coraz wyżej.

Trasa przepełniona tymi, którzy zawstydzali mnie swoją gorliwością, uczynnością, bezinteresownym dawaniem i braterską miłością, okazywaną na każdym kroku. Echem od okolicznych pagórków odbijały się słowa Ghandiego… „Lubię waszego Chrystusa. Nie lubię waszych chrześcijan. Wasi chrześcijanie są tacy niepodobni do waszego Chrystusa.” I ja wciąż taka niepodobna.

Podzięksy dla SKPB (i Krzysia w szczególności) 🙂

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Podróże, Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Jedna odpowiedź do Tłoz bjuriful! :)

  1. pk pisze:

    gdyby mozna bylo byc w kilku miejscach naraz, chetnie bylbym z Wami… nie, zeby zachecaly mnie rosochate piesni, ale juz jezyny, dym ogniska i dobrzy ludzie daja obraz dobrego czasu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *