Zima zła

Zima w tym roku wyjątkowo mi doskwiera. Chyba na stare lata zrobiłam się ciepłolubna, bo jakoś ciągle mi zimno. Mimo mojej wielkiej miłości do dwóch desek i pięknych zimowych drzew w lesie, na śnieg patrzę z przerażeniem – może dlatego, że dużo białego puchu (który już puchem wcale nie jest i trzeba go rozbijać kilofem a nie łopatą…) zalega od tygodnia pod moim samochodem oraz wszędzie na około niego. Mam też wrażenie, że ponure niebo nastraja trochę negatywnie, co dzisiaj rano przerodziło się w zimowego doła (tym większego, jak okazało się, że dziś Blue Monday – co to za przyjemność mieć doła wtedy kiedy wszyscy inni go mają!).

Z dalszej – bardziej optymistycznej – części dnia polecam spotkanie z ks. Pawlukiewiczem (niestety w marnej jakości…) oraz zapisy na narty (miejsca na wykończeniu!)

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Zmiany, zmiany, zmiany…

Nadejszła wiekopomna chwila, kiedy to efcowy świat musi się w końcu przenieść do cywilizacji i zitegrować się z web 2.0. Mam nadzieję, że moim wiernym czytelnikom spodoba się nowa oprawa graficzna 😉 W prawym menu znajdziecie wszystko co dotychaczas z lewej strony, w szczególności wybór mojej ulubionej poezji, trochę twórczości własnej, zbiór cytatów i mądrości Kubusia Puchatka. Nie pojawiła się księga gości, ale w zamian macie możliwość pisania komentarzy, co jak ufam, jest jednak krokiem do przodu 🙂

Mam nadzieję, że zmiany zewnętrzne pociągną za sobą też wewnętrzne przemiany, zarówno w zawartości Internetowej jak i innych dziedzinach życia.

Dziękuję Wam wszystkim, że jesteście i czytacie!

Pozdrawiam karnawałowo 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Sylwestrowo

Wyruszyliśmy radosną ekipą, reprezentującą lud wiecznie pracujący, wśród prószącego śniegu na pożegnanie starego roku. Jakoś specjalnie nie chciałam się z nim żegnać – to był dobry rok. Perspektywa jednak kolejnego, który będzie jeszcze lepszy sprawiała, że leciało się przez zawieje jak na skrzydłach (a może to sprawka RedBull’a?)

Impreza była wystrzałowa i utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobra zabawa jest odwrotnie proporcjonalna do sumy wypitego przez imprezowiczów alkoholu. Niby to nie nowość, ale dane mi było odkryć na nową tę prawdę w doborowym towarzystwie pozytywnie zakręconych szaleńców – dzięki Wam kochani 🙂

Zdawałoby się, że były małe wpadki, bo Lanos się obraził i odmawiał współpracy, nowe buty okazały się za krótkie do starych wiązań, zamiast śniegu świeciła zielona trawa, a „Zakopianka była jak zawsze zapchana”. Wszystko to jednak traciło moc w obliczu słów rozbrzmiewających z głośników głosem Szymona Hołowni: „jest nadzieja!”. Do tego trzeba było dołożyć tylko małą pomoc Matki Natalii od Powalającej Modlitwy i wszystko w około z ciemności stawało się światłem.

Chwała Panu za Skomielną. Chwała Panu za Światłość. Chwała Panu za Nowy Rok.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat

Znowu biegam, nie wyrabiam na zakrętach, skaczę przez płotki, odhaczam załatwione sprawy i z niepokojem patrzę na długą listę jeszcze nie odhaczonych. Czas płynie nieubłaganie i trzeba umiejętnie dopłynąć do celu nie topiąc się przy tym i nie dławiąc.

Chwała Panu za przystanki na tej rwącej rzece, kiedy mogę choć na chwilę oderwać się od świata, spojrzeć wyżej, dojrzeć cel, przypomnieć sobie, że to zmaganie ma sensu, naładować baterie na dalszą walkę z żywiołem.

W tym tygodniu szczególne podziękowania dla Seby za dobry czas. Za poprzedni weekend dla ekipy warsztatowej (o warsztatach na pewno więcej napiszę!)

Póki co na szczęście omija mnie szał przedświątecznych zakupów. Mam jednak pewne przeczucia, że to już mnie dobije ostatecznie i w urodzinowy dzień mojego Boga powiem tylko – Panie Jezu, pozwól, że położę się obok Twojego żłóbka i wesprę głowę na kawałku Twojego sianka, bo już sił mi brak…

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Ślubnie

Ślub był przepiękny. Nie wiem czym bardziej się wzruszyłam – czy ciepłem rozstawionych wzdłuż nawy świec, czy mistrzowskim połączeniem klarnetu, skrzypiec i dwóch moich ulubionych gitarzystów, a może przyjacielskim gronem na ołtarzu. Na pewno bez znaczenia nie była wprost rodzinna atmosfera i niesamowite wyluzowanie Młodej Pary, która nawet przy zakładaniu obrączek potrafiła dowcipkować z jezuitami 🙂

To wszystko zwieńczone unoszącą się w powietrzu radością i miłością, co utwierdzało w przekonaniu, że Jezus był obecny i osobiście błogosławił. W odniesieniu do zła, grzechu i upadku rozważanego w pierwszym tygodniu, w moich oczach ta ceremonia wydawała się być dziś centrum dobra na świecie.

Przepiękny był ślub. Błogosławieństwa dla Beatki i Tomka na wspólnej drodze!

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Dworzec

To było naprawdę dawno. Dziwię się, że nagle mi się przypomniało… Pusty dworzec ciemną nocą. Gęsty śnieg padający w świetle latarni. Oblodzone schody. Zimny telefon zamarzający w ręku… Nie dodzwoniłam się. Znów oblodzone schody i pociąg w drugą stronę.

Tuż przed wspomnieniem zmarłych, we mnie ożyły wspomnienia. Może pojadę autobusem…

p.s. Ogłaszam, że nareszcie wrócilam do stanu normalnego zabiegania i już wkrótce nadrobię zaległości blogowe 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Przywiezione z Czarnego Lądu

Dotarły ostatnie z Afrykańskich pamiątek – kayamby! Przyleciały Turkishem razem z naszymi siatkarzami i pewnymi pięknymi lekarkami 😉 Dołączyły do przypraw z Zanzibaru, Masajskich koralików, Tanzańskich obrazów… a i tak najcenniejsze są setki, tysiące zdjęć, których i tak jest za mało, bo cały czas mam pomysł na takie których nie zrobiłam…

Żałuję, że nie przywiozłam jednej cennej rzeczy – tego co w Afryce, w przeciwieństwie do wody, mają w zdecydowanym nadmiarze – czasu. Zaledwie od miesiąca jestem tutaj, a już po europejsku mi go brakuje…

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Powrót…

Już 4 dni minęły od lądowania, a ja wciąż nie mogę cała powrócić do Polski. Moje myśli krążą w okolicy równika – biegają po sawannie, wspinają się na baobaby, podskakują w rytmie głośnej muzyki w miejskim autobusie, targują się na bazarze, jedzą palcami ugali z wołowiną…

Nie da się streścić miesiąca w kilku zdaniach na blogu, tak jak nie da się Afryki zamknąć w jakichkolwiek ramach, jakie jest w stanie ogarnąć jeden człowiek. Gdy ktoś pyta „co ci się najbardziej podobało?” nie umiem odpowiedzieć. Na razie próbuję wrócić do codzienności i znaleźć swoje miejsce w europejskiej rzeczywistości, co przychodzi z wielkim trudem.

Na pytanie „dlaczego nie odezwałaś się po powrocie?” jest tylko jedna odpowiedź – „jeszcze nie wróciłam…”

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Jednodniowo w Raju

„Kocham zapach tego miasta!” – powiedziała, wychodząc z Dworca Centralnego. Spojrzałam na nią spode łba. Jak to możliwe, żeby komuś podobał się zapach taniej chińszczyzny połączony z wonią z budy kebabowej i wszystko uwieńczone nutką wielko-miejskich spalin… nie potrafiłam zrozumieć i chyba dlatego w piątek w wielkim pośpiechu wyruszyłam na ten sam dworzec, by jednak najprędzej opuścić stolicę. Nie wiem co to za dziwna przypadłość, ale nieustannie odnoszę wrażenie, że moje płuca zaczynają dobrze pracować dopiero na wysokości 1500 m npm…

„Niebo musi istnieć. Ziemia nie pachnie jak dom”… znam tylko jeden wyjątek – stojąc w palącym słońcu na Hali Gąsienicowej wzięłam głęboki oddech. Pomyślałam, że tak z pewnością musiał wyglądać Raj.

Dzień minął za szybko. Padłam wykończona po długim spacerze. Jeszcze nie wiedziałam, że pośpię dłużej niż ustawa przewiduje…

Budzik nastawiony na 5.00 szybko przestawiony został na 7.00 z powodu deszczu… potem niestety też na 9.00. Cóż za ironia – Dolina Suchej Wody była tego dnia wyjątkowo mokra… o 10.00 byłam już w Brzezinach całkowicie przemoczona i na przystanku PKSu oczekiwałam na transport. Musiałam wyglądać naprawdę biednie, bo pan zbierający śmieci z przystanku swoją małą śmieciareczką zapytał dokąd chcę jechać. „Zakopane” powiedziałam, „To wsiada pani!” rzucił z politowaniem. I tym sposobem o 11.00 byłam na dworcu, czekając na powrót do zapachu chińszczyzny i kebabów… na szczęście są tu też inne przyjemniejsze rzeczy, bo bym chyba nie zdecydowała się wracać…

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Już niedługo…

Zostały 3 tyg. Już prawie wszystko przygotowane: moskitiera, specyfiki na słońce, aparat z (w końcu!) wyczyszczoną matrycą, zapas kart CF, sweterki (ma być, wbrew pozorom, raptem kilka stopni C w nocy), książeczka szczepień, leki na malarię, notatki ze swahili…

Matka Boża z Kamerunu w portfelu. Niebawem dołączą do niej dolary.

Nie wiem skąd te pytania: „nie boisz się??”… zabieramy adrenalinę w ampułkach – podobno wcale nie podaje się jej prosto w serce…

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz