Znowu biegam, nie wyrabiam na zakrętach, skaczę przez płotki, odhaczam załatwione sprawy i z niepokojem patrzę na długą listę jeszcze nie odhaczonych. Czas płynie nieubłaganie i trzeba umiejętnie dopłynąć do celu nie topiąc się przy tym i nie dławiąc.
Chwała Panu za przystanki na tej rwącej rzece, kiedy mogę choć na chwilę oderwać się od świata, spojrzeć wyżej, dojrzeć cel, przypomnieć sobie, że to zmaganie ma sensu, naładować baterie na dalszą walkę z żywiołem.
W tym tygodniu szczególne podziękowania dla Seby za dobry czas. Za poprzedni weekend dla ekipy warsztatowej (o warsztatach na pewno więcej napiszę!)
Póki co na szczęście omija mnie szał przedświątecznych zakupów. Mam jednak pewne przeczucia, że to już mnie dobije ostatecznie i w urodzinowy dzień mojego Boga powiem tylko – Panie Jezu, pozwól, że położę się obok Twojego żłóbka i wesprę głowę na kawałku Twojego sianka, bo już sił mi brak…
