Wyruszyliśmy radosną ekipą, reprezentującą lud wiecznie pracujący, wśród prószącego śniegu na pożegnanie starego roku. Jakoś specjalnie nie chciałam się z nim żegnać – to był dobry rok. Perspektywa jednak kolejnego, który będzie jeszcze lepszy sprawiała, że leciało się przez zawieje jak na skrzydłach (a może to sprawka RedBull’a?)
Impreza była wystrzałowa i utwierdziła mnie w przekonaniu, że dobra zabawa jest odwrotnie proporcjonalna do sumy wypitego przez imprezowiczów alkoholu. Niby to nie nowość, ale dane mi było odkryć na nową tę prawdę w doborowym towarzystwie pozytywnie zakręconych szaleńców – dzięki Wam kochani 🙂
Zdawałoby się, że były małe wpadki, bo Lanos się obraził i odmawiał współpracy, nowe buty okazały się za krótkie do starych wiązań, zamiast śniegu świeciła zielona trawa, a „Zakopianka była jak zawsze zapchana”. Wszystko to jednak traciło moc w obliczu słów rozbrzmiewających z głośników głosem Szymona Hołowni: „jest nadzieja!”. Do tego trzeba było dołożyć tylko małą pomoc Matki Natalii od Powalającej Modlitwy i wszystko w około z ciemności stawało się światłem.
Chwała Panu za Skomielną. Chwała Panu za Światłość. Chwała Panu za Nowy Rok.
