To było naprawdę dawno. Dziwię się, że nagle mi się przypomniało… Pusty dworzec ciemną nocą. Gęsty śnieg padający w świetle latarni. Oblodzone schody. Zimny telefon zamarzający w ręku… Nie dodzwoniłam się. Znów oblodzone schody i pociąg w drugą stronę.
Tuż przed wspomnieniem zmarłych, we mnie ożyły wspomnienia. Może pojadę autobusem…
p.s. Ogłaszam, że nareszcie wrócilam do stanu normalnego zabiegania i już wkrótce nadrobię zaległości blogowe 🙂
