Tarnów, s. Wanda i świeże profeski

sesja-27Podróż do Tarnowa zajęła nam dwa dni z bardzo miłym międzylądowaniem w Łodzi. Na kilka kolejnych dni to miasto w Małopolsce stało się miejscem spotkania najmłodszych Sióstr w polskiej prowincji – zjechały się bowiem wszystkie 4 kandydatki – oraz najstarszych Sióstr – obok klasztoru znajduje się bowiem najstarszy cmentarz naszego Zgromadzenia.

Uczestniczyłyśmy w bardzo ciekawej sesji na temat poznania i akceptacji siebie, a przy okazji miałyśmy okazję się poznać… i chociażby wdrapać na palmę 😉

sesja-6Wieczorami w podziemiach integrowałyśmy się przy robieniu upominków dla naszych kochanych Sióstr prowadzących i przy okazji odkryłam decoupage, o którym wcześniej słyszałam, ale nie miałam okazji nigdy zobaczyć w praktyce. Ozdabianie różnych drewnianych przedmiotów motywami z  serwetek urzekło mnie dogłębnie i postanowiłam sama dokonać odpowiednich zakupów i popróbować coś w Pobiedziskach 😉 Póki co jednak wzywają inne obowiązki – np. odśnieżanie dachu, bo kolejna zimna nas zaatakowała 😉

wandaByć może nie przypadkowo zwlekałam z napisaniem Wam tego wpisu. Mogę bowiem dołączyć Wam informację o dzisiejszej śmierci s. Wandy. Nigdy jej nie poznałam, ponadto przez wiele lat już chorowała. Wiem tylko tyle, że przez kilkanaście lat była dyrektorką szkoły przy której teraz mieszkam. Pojawiły się już głosy, że teraz z pewnością wysłuchane zostaną nasze modlitwy o światło w sprawie tego co dalej z naszą zamkniętą szkołą czynić 😉 Ja tymczasem zadumałam się nad przemijaniem, tym co ważne i ważniejsze…

Jednocześnie dziś ważny dzień z innego powodu. Rano w Rzymie odbyła się uroczystość złożenia wieczystych ślubów przez 11 naszych Sióstr z całego świata. To czas kiedy po całym okresie formacji, zakończonej międzynarodową probacją, tzw. „młode profeski”, decyduję się już na zawsze poświęcić służbie Bogu w Zgromadzeniu. (więcej o formacji możesz przeczytać tutaj). Nie było wśród nich co prawda tym razem żadnej Polki, ale przez to, tym bardziej można odczuć jak z każdego zakątka świata Pan Jezus wzywa nas do podobnej misji, by czerpać miłość z Jego Serca i nieść tym, którzy tej miłości potrzebują

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Jeden komentarz

Kolędowanie w trzech smakach

koledowanie-36Smak pierwszy to dźwięki gitar, jemby i dziewięciu głosów przywołujących wspomnienie dawnych studenckich i poststudenckich czasów. Smak szarlotki i kompotu z jabłek. Gwar w domu od przemiłych gości. Pierwsze w historii kolędowanie z siostrami Sacré Coeur w Pobiedziskach.

Drugi smak, to zapach kadzidła, mirry i złota. Kolorowe stroje królów i kolędników. Kościół wypchany po brzegi. Dźwięki ludowych kolęd z charakterystycznym zaśpiewem. Tupot koni, mżący deszcz. Moje miasteczko w kolorowych papierowych koronach – od małych dzieci po najstarszych mieszkańców. Pierwszy w historii pobiedziski orszak trzech króli.

koledowanie-112Trzeci smak, to kolęda z parafii. Wizyta proboszcza. Kropidełko z wodą święconą. Przesympatyczna niespodzianka w postaci książek dołączonych do obrazków. Każda z nich specjalnie wybrana. Mi dostała się prawdziwa perełka – mała książeczka o tytule „… aby nie ustać w drodze” autorstwa ks. Mieczysława Malińskiego, wydana 10 lat przed moim urodzeniem w 1973 roku. W niej króciutkie komentarze na różne okresy liturgiczne. Takie jak ten:

Ktoś zawołał po imieniu.
Oglądasz się. „Czy to o mnie chodzi?”
Ktoś zapukał do drzwi twego mieszkania.
„Czy to po mnie?”
Jest obraz Caravaggia, tego tajemniczego malarza-pirata: przy stole, na którym dużo pieniędzy, grupa celników. Nachyleni liczą. Ale nie wszyscy. Lewi, przyszły św. Mateusz, zdaje się pytać: „Czy to o mnie chodzi?” Bo we drzwiach anioł wskazuję ręką na niego: „Nie, nikt inny, tylko ty”.
Czy tylko trzech Mędrców ujrzało gwiazdę? Czy wszyscy mędrcy, którzy ją ujrzeli, poszli za nią?
Jest faktem, że przyszło tylko trzech.
Często mówi się, że w człowieku leżą skrajne możliwości: świętość i zbrodnia. Jest jednak i trzecia – najczęstsza: pospolitość. Jak do tego dochodzi, że człowiek ostatecznie ustala ten własnie styl życia?
Już powinieneś wstać, a nie wstajesz: „Jeszcze chwilę; ostatecznie potem pośpieszę się z myciem i śniadaniem, zdążę”. Równocześnie rośnie niepokój. Świadomość ta jest jak kamyczek, który dostał się do buta i uwiera. Wpadłeś w potok słów. Porwało cię podniecenie. Dajesz się ponosić fali gniewu. Ale jak daleka piosenka dźwięczy ostrzeżenie.
Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że się zaprzesz, powiesz że nie wiesz, czy to do ciebie, że nie wiesz, o co chodzi, że to nie dla ciebie znak.

Pierwsza w mojej historii zakonna kolęda.

Więcej zdjęć tradycyjnie w galerii. Dziękuję Wam, Kochani, za ten dobry czas! 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Jeden komentarz

Tradycyjne podsumowania

adwent-25Jak spoglądam wstecz na ten 2012 rok, to zamyka się on ciekawą klamrą. Zaczął się prawie na równiku, w miasteczku Nyahururu w Kenii, wśród dzieci z ośrodka Talitha Kum. Kończy się w miasteczku Pobiedziska w Polsce, w klasztorze sióstr Sacre Coeur, wśród dzieci z klasy 5b z Poznania… a pomiędzy?

Podróż dwunastodniowa, picie wielbłądziego mleka, bardzo zaskakujące zwroty akcji, festiwal na pustyni, wzbicie się w powietrze, praktyka szkolna, milion spotkań, trylion maili, spanie z pchłami, pierwsza w życiu noc w szpitalu, gotowanie barszczu, jedzenie ugali, życiowe decyzje, gry w rumikuba, zaplatanie warkoczyków, składanie paralotni, głaskanie żyrafy, obiad w slumsach, wyszywanie kartek, podejrzenie malarii, pewność Bożej Miłości, mycie zębów patykiem, grób Baden Powella, obieranie jabłek… i wiele innych, spisanych na kartach tego bloga. Najważniejsze jednak – poczucie, że każdego dnia jestem na swoim miejscu. Tam gdzie powinnam być. Robiąc to co powinnam robić. I pokój w sercu.

A na koniec reklama coli. Kiedyś już była. Ale warto dziś powtórzyć. Tak na zakończenie 🙂

[youtube:https://www.youtube.com/watch?v=xyT_bYUUG6o]

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Spotkanie, koniec i tory, czyli III Tydzień Adwentu

zima-8Ostatni tydzień w Pobiedziskach pełen spotkań bardzo różnych. Spotkanie z taksówkarzem, który właśnie obchodził 60-te urodziny. Spotkanie z samotnymi kaczkami i polną myszką nad stawem. Spotkanie ze wspólnotą. Spotkanie z Przyjacielem… a dziś spotkanie Maryi z Elżbietą. Pełne Bożego Ducha. Pełne prawdziwej radości!

W przedszkolu jasełka. Piękne, bo dzieci tak pięknie występowały. Życzenia w wielu językach, anioł spadający z nieba, kolędy, prezenty… Tylko dla trzech postaci zabrakło miejsca na scenie. Pewnie Pan Jezus rodził się gdzieś w sali obok. Samotnie, bez tłumów na widowni, jak zawsze…

dzieciKoniec świata spędziłam w pociągu pędzącym na wschód. Pozostała po nim myśl trafna (podkradziona Bogusi – dzięki :)) I przypomniały się słowa Szymona Hołowni. Dlaczego tyle zła jest na tym świecie? Bo ty i ja nie mieliśmy czasu…

Ja, jak wszyscy, nie miałam czasu. Bo dużo do zrobienia, a sił nie tak dużo. Kartki nie wysłałam do przyjaciół ani jednej i żadnego listu nie napisałam. Za to jest zaproszenie na rekolekcje (https://www.siostry-sc.pl/rekolekcje/) i to będzie musiało wystarczyć…

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Dodaj komentarz

Pierniczki, Kenia i Zuchy czyli II Tydzień Adwentu

adwent-10Ostatnie dni minęły pod znakiem świątecznych przygotowań. Zarówno zamykania różnych spraw przed moim wyjazdem do domu, jak i przygotowywania świątecznych wypieków 😉

Moje myśli wędrowały też po raz kolejny do Kenii. Przypominałam sobie jak w zeszłym roku przygotowywałam się do świąt, które były tak różne od tych przeżywanych w Polsce. Wspomnienia powróciły też za sprawą Eleni, która właśnie jest w Nairobi i Michała, który zaprasza po raz kolejny do wsparcia Josephata i Fountain of Youth. Jeśli więc jeszcze szukacie prezentów na ostatnią chwilę, to polecam Waszej uwadze kolczyki prosto z Githurai, które zresztą osobiście wiozłam na własnych plecach 😉

Tymczasem u nas zima w pełni trzymała się aż do dziś – w piątek udało mi się wyskoczyć na szybką sesję oszronionej Natury. Możecie podziwiać zdjęcia w galerii i mobilizować się do prędkiego przyjazdu do Pobiedzisk 😉

zima-25W weekend gościły u nas zuchy i aż łezka mi się w oku zakręciła na modlitwę harcerską. Dzieciaczki były przeurocze! Dzielnie znosiły mrozy przy ognisku i nie rozniosły nam domu (nawet nie wyjadły ogromnych pokładów pierniczków!), więc weekend był bardzo udany 😉 Na Mszy śpiewały roratnią piosenkę, która jak się dowiedziałam, jest hitem Arki Noego. Brzmiała naprawdę wzruszająco w wykonaniu tych maluszków 🙂

1. Zostawili wszystko nie patrząc na siebie
To nie dieta to post o wodzie i chlebie

Ref: Kto patrzy na nich z boku, może być w lekkim szoku
To niepojęte dla świata życie Bożego wariata
Poszli w ciemno za światłem, chociaż nie było to łatwe

2. To ostatni grosz ubogiej wdowy
Cały majątek wrzuciła do skarbony

3. To nieustanna modlitwa
Torpeda światła duchowa amunicja

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Dodaj komentarz

Światło, współczucie i cisza, czyli I tydzień Adwentu

adwent-9Pierwszy tydzień Adwentu okazał się być również pierwszym tygodniem zimy w Pobiedziskach. Mimo jednak mrozu i zimna, w sercu u mnie zdecydowanie gorąco. Przypomina mi o tym płomień mojego lampionu, który został odnaleziony w jednej z szafek z „wszystkim-co-tylko-można-mieć-w-szafce” i codziennie towarzyszy mi w drodze na roraty.

Z okazji Adwentu specjalna komisja Zgromadzenia przygotowała rozważania na ten szczególny czas. Są one częścią tegorocznego wypełniania jednego z priorytetów ustanowionych na ostatniej Kapitule Generalnej dotyczącego „Sprawiedliwości, Pokoju i Integralności Stworzenia”. Tematem na ten tydzień było „współczucie”. Siłą rzeczy wróciłam myślami do Kenii i współodczuwania z najuboższymi. W wyniku dzielenia z moimi Siostrami i odświeżenia sobie kilku tekstów napisanych przez st. Martin CSA, przypomniałam sobie o tak ważnej różnicy między współczuciem, a użalaniem się nad kimś i traktowaniem kogoś z góry. Dlatego na dziś taka piękna modlitwa:

Jeśli krytykuję ludzi,
    nie mam czasu, by ich kochać.
Jeśli skupiam się na negatywnej stronie otaczającej mnie rzeczywistości,
    nie mam czasu podziwiać tej pozytywnej.
Jeśli zużywam całą energię żeby zapewnić chleb głodnym,
    nie mam czasu, by zająć się ich głodem miłości.
Jeśli zużywam cały mój czas na modlitwę do Jezusa,
    nie mam czasu, by Mu służyć poprzez służbę maluczkim.
Jeśli wyczerpuję moje życie na służbę mojemu bratu,
    nie mam czasu, by powierzać go Jezusowi.
Jeśli całym sobą nastawiam się na osiągnięcia i sukcesy,
    nie mam czasu, by cieszyć się życiem i się uśmiechnąć.
Jeśli forsuję ciągle swoje opinie,
    nie mam czasu na odkrywanie prawdy.
Jeśli nie chcę, by mnie poprawiano,
    nie mam czasu na poprawę.
Jeśli nie przebaczam,
    nie mam czasu by cieszyć się pięknem miłości.
Jeśli muszę wciąż udowadniać siebie i swoje możliwości,
    nie mam czasu, by docenić innych.
Jeśli odrzucam tę irytującą osobę obok mnie,
    nie mam czasu, by zaprosić Jezusa.
Jeśli nie akceptuję własnych słabości,
    nie mam czasu, nie mam cierpliwości i nie mam miłosierdzia dla nikogo.

A w weekend miałyśmy piękne skupienie. Szczególnie piękne w swej różnorodności. Było jedno małżeństwo, była jedna Siostra zakonna, byli studenci i post-studenci. Wszyscy szukający Adwentu, który nie zatrzymuje się na zakupach przedświątecznych, przepisie na karpia i wyborze odpowiednio wysokiej choinki, ale szuka Boga Żywego. Dziękuję za dobry czas. I za wizytę Ani. I za szron na szybach.

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | 2 komentarze

Kartki, Adwent i koniec świata, czyli tydzień dziewiąty

adwent-24Dziś początkiem Adwentu zakończył się ostatni tydzień roku liturgicznego, a wraz z nim rozważania na podstawie Apokalipsy i słów samego Jezusa dotyczących końca świata. Nie sposób nie zauważyć, że zbiega się to z ogłaszanym wszem i wobec końcem świata, zapowiadanym na grudzień tego roku. Kilka kazań w tym duchu już wysłuchałam i trochę się to już zrobiło nudne, ale z drugiej strony jakoś ta Apokalipsa niewątpliwie nam towarzyszy (o tym ładne kilka słów w Gościu -> dzięki Łukasz!). Dla mnie jednak najważniejszy jest fragment, który dziś i w czwartek czytaliśmy w Ewangelii: „Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. (…) A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”. Kiedy cały świat boi się śmierci, końca, zagłady… my mamy się cieszyć, bo to oznacza, że nareszcie nadchodzi rzeczywistość, na którą czekaliśmy całe życie! Tymczasem tyle osób żyje w strachu przed Bogiem, sądem, śmiercią… to nie jest Chrześcijaństwo…

adwent-19U nas w parafii natomiast Adwent symbolizuje wielka drabina, na której górze znajduje się figurka dzieciątka (niezbyt piękna, ale wszak o symbolikę chodzi ;)) Do świąt Bożego Narodzenia powinien Pan Jezus z tej drabiny zejść. Bóg zstępuje na Ziemię. Stwórca staje się stworzeniem… Obyśmy wśród świątecznych zakupów, strojenia choinki i gotowania barszczu, nie zapomnieli przypadkiem się nad tą tajemnicą zastanowić.

Mój tydzień minął na wyszywaniu świątecznych kartek – taka to się moda w naszym domu zrobiła 😉 Przygotowania adwentowe rozpoczęte więc pełną parą! 😉

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Dodaj komentarz

Święta Matka, wspólnota i aniołowie, czyli tydzień ósmy

Tydzień ósmy minął mi przede wszystkim na kontemplowaniu postaci naszej założycielki – św. Magdaleny Zofii Barat. Nie bez powodu, bo w środę świętowałyśmy kolejną ważną datę – 21 listopada, czyli dzień w którym w 1800 roku Święta Matka złożyła swoje pierwsze śluby, dziś rozumiany jako dzień powstania Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa. O Magdalenie Zofii wiem już całkiem sporo, ale jeszcze przede mną długa droga poznawania jej niezwykłej osobowości. Żeby dojść do prawdy trzeba przebić się przez wygładzone życiorysy, przykurzone obrazy (za życia nigdy nie pozwoliła zrobić sobie portretu lub się fotografować) i stosy opowieści, w których świetle Zofia wydaje się tak święta, że aż niestrawna dla przeciętnego śmiertelnika. Kiedy jednak spróbuje się spojrzeć głębiej, dostrzega się wiele tego co urzeka. Chociażby jej upór do trwania przy najważniejszej wartości Zgromadzenia – czci Najświętszego Serca Jezusa – które przez lata próbowano zepchnąć w różnych okolicznościach na dalszy plan; albo jej niesamowita elastyczność, która mnie bardzo dziś urzeka w Siostrach. Tak wiele zmieniło się przez te 212 lat w sposobie funkcjonowania Zgromadzenia i jest to owoc czytania z uwagą znaków czasu i czerpania inspiracji z Serca Jezusa. Więcej o tym co urzeka u św. Magdaleny Zofii znajdziecie u nas na stronie.

Ostatnie dni były też dla mnie dobrym czasem działania we wspólnocie. Nawet kolejny tydzień gotowania okazał się nie być straszny, a przygotowania do świętowania wraz z zaproszonymi gośćmi dawały co najmniej tyle radości, co samo świętowanie. Mocno doświadczam ostatnio tego jak bardzo brakowało mi przez ostatni rok wspólnoty – ludzi z którymi mogłabym się wspólnie pomodlić, wspólnie przeżywać radości i smutki, wspólnie działać i zbierać owoce dobrego działania. W Kenii wiele osób było obok, żeby mi pomóc, żeby się mną zaopiekować, żeby spędzić razem ze mną czas… ale nigdzie nie miałam swojego miejsca i swojej wspólnoty. Dziękuję moim Siostrom za tak dobre bycie ze mną 🙂

A na koniec o aniołach, które w przedziwny sposób towarzyszą mi od pierwszego dnia mojej zakonnej drogi, kiedy to aż trzech archaniołów odprowadzało mnie do Pobiedzisk. Jak się dobrze przyjrzeć to nawet od dużo dawniej mi towarzyszyli, ale dopiero teraz dane mi było to zauważyć. Teraz pojawiają się zewsząd w postaci świeczki na odpuście, kubeczka w szafce, podarowanej niespodziewanie książki… i dobrych ludzi na mojej drodze 🙂

Dziś Jezus mówi o prawdzie, więc i wiersz na dziś będzie o tym:

Anioł całej prawdy

Anioł całej prawdy
od Anioła narodzin
do Anioła śmierci
zna całe nasze życie
jest z nami
nie może nas opuścić

ks. Jan Twardowski

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Jeden komentarz

Milczenie jest złotem, czyli tydzień siódmy

W tym tygodniu po raz pierwszy miałam okazję stanąć po drugiej stronie zasłony ciszy i towarzyszyć w wyjazdowych rekolekcjach ignacjańskich w milczeniu, a konkretnie w Fundamencie ĆD jaki odbywał się w naszym domu. Niesamowicie bogaty w łaski był to czas, zarówno dla tych, którzy sami doświadczali działania Pana Boga, jak i dla tych, którym dane było patrzeć na to działanie i zachwycać się hojnością Pana Boga z dnia na dzień. Pewien zacny Białostoczanin – bł. ks. Michał Sopoćko, powiedział kiedyś: „Cóż to za wielkie szczęście innych czynić szczęśliwymi.”. Tak też dla kogoś kto za największe szczęście uważa przyjaźń z Jezusem, nie ma nic cudowniejszego niż innych do tej przyjaźni prowadzić!

Ja oprócz kierownictwa miałam okazję rozwijać również inne talenty. Póki co szału nie ma, ale przynajmniej się nie marnują 😉

Dziś natomiast u nas w Zgromadzeniu dzień wyjątkowy, bo wspominamy św. Filipinę Duchesne, która była pierwszą naszą misjonarką. Stąd też i mojej misyjnej duszy bardzo bliska 😉 Jej historia jest naprawdę porywająca, bo czekała ona w sumie aż 36 lat na pozwolenie na wyjazd do Ameryki, by głosić Chrystusa wśród Indian, co było jej głębokim pragnieniem. Mając 49 lat wyjechała do USA, co w XIX wieku było wyprawą trwającą miesiące. Do czasu jednak kiedy została posłana między ukochanych Indian minęły kolejne 23 lata. Ona jednak z wielką pokorą przyjmowała swoje oczekiwanie i w końcu spełniło się jej największe marzenie. Wśród plemienia Potowatami spędziła zaledwie rok,  a z tubylcami nie umiała się dogadać, bo nie znała języka – dostała imię: „kobieta, która modli się nieustannie”. Było to jednak na tyle ważne dla Amerykańskich Indian, że to kościół amerykański starał się o proces kanonizacyjny Filipiny i w 1988 roku papież Jan Paweł II ogłosił ją świętą. Jeśli ktoś chciałby poznać pełną historię tej niesamowitej patronki dzisiejszego dnia, to zapraszam do lektury 🙂

Tymczasem zupełnie niby przypadkiem gościł dziś u nas werbista z Boliwii – niby wykładowca uniwersytecki, a nie misjonarz z prawdziwego zdarzenia, ale jednak atmosfera misyjna nastała, jak na dzisiejszy dzień przystało 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Jeden komentarz

Rekolekcje ze św. Marcinem w tle, czyli tydzień szósty

Nasze życie w pobiedziskim klasztorze można podzielić na dwa zasadnicze etapy. Pierwszy to życie w tygodniu, kiedy w ciągu dnia jesteśmy we cztery i panuje cisza, zakłócana tylko czasem sykiem odkurzacza. Dzień upływa nam na naszych obowiązkach i indywidualnych modlitwach. Drugi etap to czas weekendowy, kiedy przyjeżdża grupa. Nasze klasztorne korytarze zaczynają wtedy tętnić życiem, ciągle coś się dzieje, a my wszystkie razem wspólnie działamy z troską by każdy z naszych gości czuł się jak najlepiej. W powietrzu aż unosi się atmosfera nowego Ducha i radości istnienia. Za każdym razem dla mnie to jakiś szczególny czas, bo niby nie uczestniczę w rekolekcjach, skupieniach, konwiwencjach i innych rzeczach, które się tu dzieją, ale jednak w jakiś tajemniczy sposób jestem ich częścią i mogę pochłonąć trochę tej łaski, z którą wyjeżdżają uczestnicy 🙂

Dziś wieczorem rozpoczynamy Fundament Ćwiczeń Duchowych w naszym domu, czyli rekolekcje ignacjańskie w milczeniu. To będzie kolejne cenne doświadczenie, bo choć dom będzie żył, to jednak w zupełnej ciszy… Bardzo Was proszę o modlitwę za odprawiających rekolekcje i za nas – towarzyszące im.

Tymczasem w Poznaniu w niedzielę marciński szał. Okazuje się, że św. Marcin patronem miasta nie jest (jest natomiast patronem Bydgoszczy!), ale jest tu jego ulica i to wystarczy, by hucznie świętować jego święto 🙂 Tego dnia odbywa się pochód, choć o zupełnie innym charakterze niż w stolicy, oraz wypieka się setki i tysiące Marcińskich Rogali. W tym tygodniu miałam okazję być dwa razy w mieście i widzieć to szaleństwo na własne oczy. Piekarnie miały w zapasie więcej rogali niż pączków na tłusty czwartek i przebijały się coraz to lepszymi promocjami dla klientów. Rogale Marcińskie to drożdżowe rogaliki nadziewane orzechami i białym makiem. Wyglądają w zasadzie jak zwykłe drożdżówki, ale patrząc na cenę, ma się wrażenie, że ten biały mak to proszek z czystego złota 😉 Ich cena zawsze podawana jest za kg i w tym roku najpopularniejsza to 29,90 zł, co daje ok 7-8 zł za rogala. W Polo można nawet kupić podróby za 1,99zł, ale nawet na pierwszy rzut oka zupełnie nie przypominają oryginałów 😉

U nas w Pobiedziskach rogali i pochodów nie było, ale za to była uroczysta Msza z okazji Dnia Niepodległości, gdzie śpiewał chór starszych pań, a proboszcz czytał wiersze Norwida… co miasteczko to obyczaj 😉

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Dodaj komentarz