Janek Wiśniewski padł

27.02.2010 GDYNIA , PLAN FILMU " CZARNY CZWARTEK " W REZYSERII ANTONIEGO KRAUZE . FILM OPOWIADA O TRAGICZNYCH WYDARZENIACH GRUDNIOWYCH Z 1970 ROKU FOT. KAMIL GOZDAN / AGENCJA GAZETA

Kilka lat temu widziałam w kinie film „Czarny Czwartek” i wtedy bardzo mnie poruszył. Nie miałam wtedy jeszcze nawet szans przypuszczać, że kiedyś zamieszkam w Gdyni i takie słowa jak „Chylonia” i „Świętojańska” oznaczać będą dla mnie codzienną rzeczywistość i konkretne miejsca. Dziś rocznica wydarzeń z 1970 i z tej okazji byłam na apelu w szkole, który odświeżył moją pamięć o tamtych dniach. Tym razem jakoś bliżej i w tym roku znowu czwartek…

W dzisiejszej Ewangelii czytamy o rodowodzie Jezusa, widzimy konkretne osoby z Jego historii, które miały konkretny wpływ na to jakim był człowiekiem. My Polacy też mamy historię. Piękną, krwawą, pełną pasji i poświęcenia. Mamy wszelkie powody żeby być dumni, że jesteśmy Polakami. Od jakiegoś czasu nie jestem jednak w stanie oglądać wiadomości, bo jakoś mam dziwne wrażenie, że nie za taką wolność i nie za taką nową Polskę Janek Wiśniewski padł…

Ku czci Bohaterów:

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | Dodaj komentarz

Miłosierdzie w praktyce

176ae6cb-a24b-46f5-a4ba-8b9805100f6aWczoraj spotkałam Jezusa. Nie na Eucharystii, nie na Adoracji, ale na ulicy. Poprosił mnie o coś do jedzenia, ale ja się bardzo spieszyłam i nie mogłam mu pomóc. Biegłam, żeby zdążyć na chociaż pół godziny modlitwy w Godzinie Łaski. A to przecież była ważna Godzina Łaski, bo zaczynał się równocześnie Rok Miłosierdzia! Nie byłam jednak całkiem bez sumienia i pomyślałam, że skoro się spieszę, to może zrobię wyjątek od nie dawania ludziom gotówki i jednak wygrzebię coś z portfela. Niestety miałam tam tylko 50 zł banknot. Zamknęłam portfel i przepraszając pana, nie spojrzawszy mu nawet w oczy, pobiegłam dalej.

I w pewnym momencie mnie tknęło… co ja właściwie zrobiłam? W szkole omawiam z uczniami przypowieść o miłosiernym samarytaninie, uczynki miłosierdzia i scenę umycia stóp uczniom przez Jezusa. Mówimy o roku miłosierdzia i o tym, że mamy pomagać sobie wzajemnie… a ja nie byłam w stanie zatrzymać się na chwilę, by nakarmić człowieka, bo spieszyłam się na modlitwę?? Egzamin oblany z kretesem.

Wczoraj papież Franciszek otworzył na oścież drzwi Bazyliki Św. Piotra, rozpoczynając ten szczególny rok jubileuszowy. Tylko, że w tym roku nie chodzi o to, żebyśmy doświadczyli szczególnego miłosierdzia ze strony Pana Boga, bo On jest miłosierny na maksa każdego dnia. On jest nieskończenie miłosierny, więc nie może być bardziej w tym roku. Ten rok jest dla nas. Żebyśmy w końcu przestali robić sobie wymówki jak kapłan i lewita, tylko zakasali rękawy i wzięli się do roboty na serio. Oby nam życie przynosiło coraz więcej okazji do nauki, bo to nie ma być miłosierdzie w teorii, ale do głębi duszy i do szpiku kości praktyczne.

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | Dodaj komentarz

Inny świat

gwenda-jeanŚwiat oczami niepełnosprawnego może wiele zmienić w naszym patrzeniu na rzeczywistość. Myślę, że to ważne, by każdy w swoim życiu zetknął się osobiście z tym tajemniczym i fascynującym światem ludzi, którzy nie są tacy jak my, ale są czasem o wiele bardziej „człowiekiem” w pełnym tego słowa znaczeniu niż niejeden z nas. Oni nie dbają o to co pomyślą inni. Są całkiem sobą, mimo, że w pewien sposób nie pasują do naszych reguł. Potrafią uśmiechać się całymi sobą i bezinteresownie dawać, nie oczekując nic w zamian. Ja miałam okazję pobyć trochę z wychowankami Arki (L’ Arche) założonej przez Jeana Vanier’a, kiedy mieszkałam w Nyahururu w Kenii i to był bardzo ważny czas dla mnie.

Dzisiaj dostałam wiadomość od Michael’a – Amerykanina, którego poznałam w Kenii właśnie w L’Arche. Był wolontariuszem, ale także pisał książki i nagrywał filmy. To jeden z tych ludzi niesamowicie pozytywnie zakręconych, których Pan Bóg postawił na mojej drodze i którzy sprawili, że zaczęłam inaczej patrzeć na ten świat. Jeszcze z Kenii pisałam o jego książce na temat szkoły oraz o jego niezwykłym doświadczeniu z bezdomnymi w Nowym Jorku.

Dziś światło dzienne ujrzało kolejne dzieło Michael’a, które powstało z okazji Światowego Dnia Osób Niepełnosprawnych i to wyjątkowe dzieło, bo o Arce w Polsce! Historia Mateusza może nas poruszyć i może nam przypomnieć o bardzo dobrym filmie „Chce się żyć”, który całkiem niedawno można było zobaczyć w polskich kinach… ale tak naprawdę nic nie zastąpi spotkania twarzą w twarz z człowiekiem. Może ono być spotkaniem bardzo trudnym, ale które na pewno nie pozostawi nas obojętnymi. Pan Bóg złożył bowiem w sercach osób niepełnosprawnych niesamowity dar wewnętrznego ciepła, którego na co dzień zwykle bardzo nam brakuje!

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | Dodaj komentarz

Magia oczekiwania

sŚwiat zaczął funkcjonować w tak zawrotnym tempie, że zupełnie straciliśmy zdolność czekania. Kiedyś na list trzeba było czekać kilka tygodni, dziś każda informacja spływa do nas wieloma kanałami w ciągu ułamków sekund. W dodatku w większości oczekujemy, że odpowiedź nastąpi równie błyskawicznie – moi gimnazjaliści nie są w stanie wytrzymać 45 min bez telefonu, bo przecież ktoś może coś napisać, a to wymaga natychmiastowej reakcji. Kiedyś przemieszczenie się z jednego miejsca na drugie zajmowało tygodnie a nawet miesiące, a dziś w ciągu godzin znajdujemy się po drugiej stronie kuli ziemskiej i nawet nasz organizm reaguje źle na tę szybką zmianę klimatu. Współczesnemu człowiekowi funkcjonującemu w świecie natychmiastowości bardzo trudno jest sobie wyobrazić, że czekanie może być wartością, a nie przekleństwem.

Jak więc dobrze przeżyć adwent, który jest czasem oczekiwania? Najlepiej nie czekać na święta, bo to przeminie tak szybko, że znowu będziemy narzekać: „święta, święta i po świętach”, ale oczekiwać na wieczność, na zbawienie, na NIEGO! A jeśli czekamy na kogoś bardzo bliskiego, co do kogo mamy pewność, że przyjdzie, to oczekiwanie zmienia się w tęsknotę. To ona może wypełniać całą naszą codzienność, bo każda chwila zbliża nas do upragnionego dnia spotkania. Myślę, że dobrze wiedzą o tym osoby, które doświadczyły rozstania na dłużej z kimś ważnym – dbamy o to, żeby wszystko było gotowe, żeby posprzątać, żeby coś odświętnego przyszykować, odliczamy dni i godziny przy szybszym biciu serca.

Może najbliższe tygodnie to jest dobry czas, by mimo przedświątecznej bieganiny po prostu pozwolić sobie na czekanie. Nie denerwować się kiedy będzie kolejka w sklepie, kiedy ucieknie nam autobus, kiedy będziemy stać w korku albo kiedy ktoś długo nie będzie odpisywał na maila. Może to właśnie będzie ten wyjątkowy prezent od Pana Boga, który zmusi nas do zatrzymania i przypomnienia sobie za czym tak naprawdę w głębi serca tęsknimy. Może to będzie małym zwróceniem nam tego czasu na refleksję, który odebrała nam współczesna technologia. Może to będzie chwila, która w magiczny sposób przybliży nas do wieczności…

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Nie z tego świata

jesus_before_pilate_jekelDziś uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata. Zawsze kiedy myślę o królu, przychodzą mi na myśl rycerze, honor, walka do końca o słuszną sprawę, a także bliska mi od ostatnich rekolekcji Judyta. Moja ignacjańska dusza od razu też przywołuje medytację o dwóch sztandarach i nieuchronne ostateczne zwycięstwo Chrystusa. W całej tej patetycznej scenie, dzisiejsza Ewangelia wydaje się nieco nie przystawać do tej rzeczywistości. Dziś Jezus pojmany stoi przed Piłatem, który za chwilę wyda na Niego wyrok śmierci. Tłumaczy nam też dokładnie dlaczego w takim położeniu Go widzimy: „Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd.”

Nastroje panujące ostatnio w Kościele wydają się być odbiciem naszej ludzkiej tęsknoty, żeby mieć Boga, który jest królem potężnym, który pokazuje swoją siły, który jest tym Bogiem Starego Testamentu, który wycina wrogów w pień. Tymczasem Jezus nam pokazuje coś o wiele ważniejszego – Królestwo Jego nie jest z tego świata, więc i nasza walka ma nie być z tego świata! Jedyna walka jaką mamy toczyć do upadłego każdego dnia, to walka duchowa. To ona ostatecznie zdecyduje o tym, czy jako wolni wewnętrznie ludzie będziemy potrafili każdego dnia w maleńkich naszych wyborach podążać za Jezusem i budować na ziemi Jego Królestwo Miłości. (Przy okazji polecam bardzo fajny film o tej rzeczywistości – Ink).

Miałam dziś okazję być na Mszy dla dzieci i jedna myśl małego człowieka została mi w głowie. Na pytanie o to dlaczego powinniśmy wybrać królestwo Chrystusa a nie Piłata, odpowiedział: „Bo aniołowie są silniejsi niż żołnierze”… Otóż to! I wcale nie chodzi o to, że ostatecznie Bóg zgarnie wszystko, że po zmartwychwstaniu nastąpi ostateczne unicestwienie wszelkiego zła, ale chodzi o to, że to się dzieje właśnie tu i teraz. Ta prawdziwa walka nigdy nie toczy się między człowiekiem a człowiekiem, choćby jeden z nich był niebywale święty, a drugi niebywale podły. To jest zawsze walka między dobrem a złem w każdym z nas. Choć tego nie widzimy, to naszej duszy, najcenniejszego co mamy, strzegą aniołowie a nie żołnierze. I to jest właśnie dobra nowina na dziś 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Zaadoptuj terrorystę

0743c159d74b1fbf195361503e3d9bf3,640,0,0,0Dziś rano kiedy przeczytałam o zamachach, pierwsze co pomyślałam to: „zaczęło się”. Już wszystko wiadomo. Niektórzy wykorzystają tragedię żeby siać nienawiść wobec uchodźców, inni zbombardują kolejny kraj w poszukiwaniu ropy. Niektórzy zmienią sobie profilówkę na flagę Francji, a inni zwiększą kontrole na lotniskach. Niektórzy postawią znicze pod ambasadą, a inni jeszcze inaczej zadeklarują swoją solidarność z francuzami. Pytanie jest jednak dużo głębsze – czy to zmieni świat? Nie. Przywróci nasz spokój. Będziemy solidarni, wypowiemy wojnę terroryzmowi, nie wpuścimy „innych” do kraju. Będzie spokój. Za kilka dni, tygodni, miesięcy zapomnimy o Paryżu i wrócimy do naszych codziennych spraw. Tylko znowu ewangeliczne pudło… „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu;” (Łk 12, 51-52). Nie pokój jest najwyższą wartością, ale miłość.

Byłam dziś odwiedzić muzeum emigracji w Gdyni. To jedno z tych nowoczesnych muzeów, gdzie w sposób interaktywny i z dużym rozmachem można poznać część naszej ważnej historii. Tym razem historii emigrantów, którzy w różnych okresach, w różnych kierunkach i z bardzo różnych powodów opuszczali Polskę. Niektórzy zostali do tego zmuszeni, ale większość zrobiła to dobrowolnie. Kiedy czytałam o statkach do Ameryki, gdzie w nieludzkich warunkach III klasą młodzi mężczyźni podróżowali w poszukiwaniu zarobku i lepszego życia, to trudno mi było nie dostrzec jak przez te 100 lat niewiele się zmieniło. Tylko my stanęliśmy teraz po drugiej stronie barykady. Dla niektórych dziś nasz kraj jest marzeniem. I mamy czelność wykrzykiwać „Polska dla polaków”… Nie naród jest najwyższą wartością, ale miłość.

Więcej niż o ofiarach i uchodźcach myślałam dziś jednak o sprawcach. Co powoduje, że ktoś robi tak okrutne rzeczy w imię Boga? Wiadomo, że nie o Boga tu chodzi, ale myślę, że może chodzić o ideały. Ideały, które zlaicyzowany świat odebrał młodemu człowiekowi. Teraz już nikogo nie chcemy stresować, nikomu nie stawiamy żadnych wymagań i każdemu się wszystko należy. Może to tu należy dopatrywać się powodów, dla których ludzie szukają sensu życia nie tam gdzie trzeba i znajdują go w daleko posuniętym fundamentalizmie, który prowadzi do wielkiej tragedii. Nie ideały są najwyższą wartością, ale miłość.

I gdzie ma się w tym świecie pełnym bólu i niesprawiedliwości odnaleźć chrześcijanin? Co ma robić, żeby zmieniać świat? Nic, tylko kochać. Tylko tyle i aż tyle. Kochać każdego uchodźcę, każdego muzułmanina, każdego bliźniego i co więcej – każdego terrorystę. Każdy chrześcijanin powinien dziś objąć swoją duchową adopcją jednego terrorystę z ISIS. Powinien się gorliwie modlić za niego codziennie, powinien pościć i ofiarować za niego swoje cierpienia. Powinien zaufać swojemu Bogu, że On może wszystko, a to znaczy, że może przemienić serce człowieka, który został owładnięty przez nienawiść, któremu został wyprany mózg i który w imię Boga chce mordować innych. Wierzysz w to? Chcesz zmienić oblicze ziemi? Kochaj.

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | 18 komentarzy

Deszcz łaski

Liśc130425_lesna-droga-drzewa-spadajace-liscieie spadające z drzew w ostatnim czasie mają dla mnie jakiś symboliczny wymiar. Prawie w namacalny sposób doświadczam łaski spływającej na mnie z góry wśród przeciwnych wiatrów, co tworzy bajeczny obraz tańczącej wokół mnie jesieni.

W zeszły weekend doskonały melanż w Poznaniu z całą rzeszą świętych oraz najwspanialszymi towarzyszkami zakonnej formacji pod znakiem frakcji nieustraszonych i erudytów, mocy posłania danego przez Boga i zapachu dawnych dziejów na cmentarzu Wielkopolan…

W ten weekend ogromna przyjemność spędzenia kilku chwil ze wspólnotą studencką Efraim z Gdańska. Radość z patrzenia znowu na młodych ludzi, którzy chcą czegoś więcej, którzy szukają prawdy i miłości, a przy okazji mają jeszcze ochotę słuchać tego co mówię (czego dawno nie doświadczyłam ;))

Natomiast przez cały październik różaniec dla dzieci, na który trafiłam z obowiązku, a który stał się dla mnie znakiem dziecięcej ufności wyrażonej nieporadną prośbą za tych, którzy są ważni i przypomnieniem, że my też mamy stawać się jak dzieci. I nie jest to jakaś jedna z opcji, ale warunek konieczny, by wejść do Królestwa!

Sama sobie przypomniałam o tym, że nasza rzeczywistość zależy od tego na ile potrafimy patrzeć na nią nawróconym sercem i dziecięcymi oczami. Czasem jesteśmy zbyt pochłonięci pracą i wielością spraw do załatwienia, by to dostrzec. Wtedy w zaskakujący sposób może się okazać, że Pan Bóg nam o tym przypomni prostym jesiennym liściem spadającym na głowę…

„Kiedy jesteś zakochany, wszystko zaczynasz widzieć w nowym świetle; stajesz się hojny, przebaczający i miły w sytuacjach, w których wcześniej bywałeś twardy i podły. W sposób nieunikniony ludzie zaczną podobnie reagować i wkrótce przekonasz się, iż żyjesz w świecie ogarniętym miłością, który ty sam stworzyłeś. Albo przypomnij sobie okresy, kiedy byłeś w złym humorze i jak wszystko cię denerwowało, stawałeś się podejrzliwy, podły i wręcz paranoidalny. Widziałeś, jak inni ludzie reagowali na twoje zachowanie w podobnie negatywny sposób, i nagle zdałeś sobie sprawę, że żyjesz we wrogim świecie stworzonym przez twoje myśli i twoje uczucia.” Anthony de Mello

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Święto brzydoty

halloween1Nadchodzi jedno z najważniejszych świąt obecnego pokolenia, która z roku na rok pewniejszym krokiem stąpa po polskiej ziemi. Nie do końca wiemy co chcemy świętować i dlaczego, ale ważne, że jest okazja się zabawić. Bardzo daleka jestem od przypinania sobie znaczka ze skreśloną dynią i straszenia dzieci piekłem za zbieranie cukierków! (Polecam w tym temacie artykuł o. Macieja Biskupa OP). Co więcej, podczas pobytu w USA za dawnych czasów, sama biegałam po sąsiadach krzycząc „trick or treat”. Tylko tam ten klimat wydawał się nieco inny. Ja nigdy nie przebierałam się za straszne upiory, zakrwawione zombi czy wampirów. Moda była raczej na uśmiechnięte duszki i postacie z bajek, a ja sama pamiętam, że przebrana byłam za wróżkę – całą na biało! Tam świętowanie tego dnia przypominało trochę nasz karnawał, więc wszelkie przebrania były dozwolone. Całe rodziny bawiły się razem, biorąc udział w tradycyjnych na ten dzień zabawach, jak np. wyławianie jabłek z wody ustami.

Mam wrażenie, że my jako naród mamy taką fatalną przywarę – zachowujemy się trochę jak moi uczniowie, którzy potrafią skopiować skrzętnie od kolegi obok cały sprawdzian i nie zauważyć nawet, że on miał inną grupę i zupełnie inne pytania… My cudze tradycje kopiujemy bez zastanowienia i zawsze podkręcimy w zupełnie niewłaściwą stronę. Z przerażeniem patrzę na to jak przebrania halloweenowe stają się coraz bardziej upiorne, a zamiast łowić jabłka oglądamy horrory.

W jakiś sposób jest to smutny znak czasów, że za wartość próbujemy uznać to co brzydkie, upiorne, groźne i obrzydliwe. Jednym podoba się to co jest karykaturą piękna, miłości, wrażliwości i ciepła, a inni z oburzeniem patrzą na tych pierwszych i posyłają ich z miejsca do piekła, próbując święto wszystkich świętych przerobić na smutne i żałobne święto zmarłych. I tak za chwilę będziemy świadkami kolejnej wojny polsko-polskiej, tym razem w odsłonie jesiennej…

Szkoda, bo przecież powołani jesteśmy do świętości. Nie tej przesłodzonej, nudnej, mdłej i smutnej, ale tej heroicznej, wielkiej, gorącej i radosnej. Naprawdę w te dni jest co świętować!! Oby nikt w tym roku o tym nie zapomniał.

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Jeden komentarz

Czy Bóg się obrazi?

smileyballsMoim ostatnim zupełnie przypadkowym odkryciem jest seria filmików Grupy Filmowej Darwina, które oprócz tego, że są satyrą na wielkich poetów, naukowców i postaci z powieści, to po prostu w sposób brutalny wyśmiewają Boga. Nie robią tego jednak w sposób chamski i bezpodstawny – wręcz odwrotnie, jest to humor na bardzo wysokim poziomie, świadczący m.in. o dobrej znajomości Biblii. Myślę, że niejeden pobożny chrześcijanin jest śmiertelnie oburzony, oglądając starcia Mojżesza z Bogiem czy scenę Kaina i Abla, bo uderzają one w bardzo głęboko zakorzenione obrazy Boga, jakie w sobie nosimy. Nawet jeśli się do tego nie przyznajemy, okazać się może, że wierzymy (lub właśnie nie chcemy wierzyć) w Boga, który nie ma dla nas czasu, tak naprawdę nie ogarnia rzeczywistości, jest zupełnie nielogiczny, chce się mścić na nas i w dodatku zupełnie nie ma poczucia humoru. Czy jednak Bóg mógłby się obrażać? Jeśli nawet niewierzący psycholog przyzna bez wahania, że umiejętność śmiania się z samego siebie jest oznaką dojrzałości człowieka, to czy jest możliwe, żeby Bóg, nasz Stwórca, nie miał poczucia humoru? Pomysł, że Boga możemy obrazić swoimi grzechami wydaje mi się zupełnie nietrafiony i genialnie opowiada o tym w swojej konferencji ks. dr Grzegorz Strzelczyk.

Filmiki Darwina wydają mi się czymś bardzo cennym, bo zmuszają do refleksji, do spojrzenia od innej strony, konfrontują nas z tym co wydawało się oczywiste, bo do tego przywykliśmy. Daj się więc ponieść wizji Piekła 2.0 i zobacz, czy przypadkiem Szatan nie wydaje Ci się spoko gościem, a piekło miejscem spotkania najbardziej szalonych ludzi. Jeśli tak jest, to nie popełnij tego błędu co Ewa w raju – nie kombinuj na własną rękę, ale pytaj bezpośrednio Boga co On o tym wszystkim myśli! A przede wszystkim nie schowaj się za pobożnym stwierdzeniem, że ktoś „obraża Boga”. W dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi do Faryzeuszów, którzy dbali przesadnie o rytualne oczyszczenia: „czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste.” Jeśli w prostocie serca szukasz prawdy o Bogu, to bądź pewien, że wszystko jest „czyste” i jest okazją do tego, żeby bardziej Go poznać.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Nie lękajcie się!!

miłośćOd jakiegoś czasu zbieram się, żeby napisać coś na temat lęku. Jeśli wierzymy bowiem, że miłość jest sensem naszego życia, a „w miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk” (1 J 4,18), to sprawa lęku jest sprawą kluczową. Jeśli mamy z sercem na dłoni iść do drugiego człowieka, to musimy się w końcu przestać bać i zaufać, że Bóg jest na tyle silny, by nam pomóc.

Kto mnie zna, wie, że lubię powtarzać jedne z ulubionych słów Jezusa: „nie lękaj się!”. Podobno występują one w Biblii 365 razy, żebyśmy mogli o nich pamiętać każdego dnia. A jednak cały czas z uporem maniaka o nich zapominamy.

Nie dziwi mnie kiedy pogrążeni w lęku są ludzie, którzy nie znają Boga, którzy nie doświadczyli w życiu miłości, którzy są przekonani, że na własnych siłach muszą zbudować swoje życie. Powodów do lęku może wtedy być wiele. Ale przeraża mnie kiedy taką postawę prezentują ludzie Kościoła. Niektórzy wręcz lubują się w mówieniu o zagrożeniach we wszystkim co napotkają na swojej drodze. Co jednak charakterystyczne, zawsze mówią, że mamy się bać czegoś lub kogoś, a tymczasem Jezus mówi jasno: „Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle.” (Mt 10, 28)

A więc bać się mamy tylko i wyłącznie Szatana. Niby prosta sprawa. Jednak to gdzie tego Złego Ducha poszukujemy jest już sprawą bardzo dyskusyjną. Ja jestem głęboko przekonana o jednym – jeśli czytając jakikolwiek werset Ewangelii, pomyślisz, że to ktoś inny powinien się zmienić, to czytasz go źle. Słowo Boga jest zawsze skierowane do ciebie, a nie do innych. Jeśli szukasz Złego w innym człowieku, to znaczy, że już oderwałeś swój wzrok od kochającego Boga, bo Jego oczami zauważyłbyś, że w każdym stworzeniu znajdziesz ziarno dobra.

Myślę, że jeśli mamy poszukiwać Zła, którego powinniśmy się lękać, to warto zacząć od tych słów Jezusa: „Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym. (…) Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym” (Mk 7, 15-23)

A my tymczasem boimy się wszystkiego innego tylko nie zła, które jest w nas. Często lękamy się nawet nie o swoje bezpieczeństwo, przyszłość, ale o proste codzienne rzeczy – o to czy będziemy lubiani, czy ktoś nas doceni, … Ja po dwóch tygodniach w szkole zauważyłam, że boję się o to, czy to co robię ma sens. Kiedy patrzę na dzieciaki, które wolą grać w gierkę na telefonie pod ławką, słuchać muzyki, czy nawet czytać książkę, byle tylko nie słuchać co mam im do powiedzenia, to zastanawiam się po co ja tam jestem. I wtedy Jezus powtarza mi jak mantrę: „nie lękaj się! czy to ty masz widzieć sens tego co robisz? pozwól, że to Ja będę zbierał owoce. ty tylko ufaj.”

Miłość to zaufanie na każdym kroku, że On wie co robi i że na końcu wszystko będzie dobrze. Jeśli nie jest dobrze, to znaczy, że to jeszcze nie koniec.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | 2 komentarze