Nie ma nic zbyt małego

118124-7Dziś święto bardzo mało znane – narodzenie Najświętszej Maryi Panny, czyli po prostu urodziny Maryi. Jak powiedziałam o tym w mojej najbardziej niesfornej klasie, to zaczęli śpiewać sto lat 😉

Tymczasem ja zupełnie niespodziewanie odkryłam dziś wielką głębię w tym prostym dniu. Zaczęłam myśleć o tym, że o ile rodzice Jezusa musieli mieć świadomość niezwykłości Jezusa – przecież począł się przy udziale Ducha Świętego – to jednak Joachim i Anna nie mieli żadnych podstaw, żeby przeczuwać, że ich córka będzie aż tak wyjątkowa. Wychowywali swoje dziecko zwyczajne, jak miliardy ludzi na całym świecie. A jednak wychowali Matkę Boga! To właśnie w tym domu wzrastała do tego, żeby kiedyś powiedzieć Bogu swoje „tak”. Jaka to niezwykła zwykła historia!

Czyż nie oznacza to dla nas niesamowicie dobrej nowiny? Jeśli tylko będziemy po prostu robić swoje, to kiedyś może się okazać, że odmieniliśmy bieg historii i wpisaliśmy się znacząco w plan zbawienia świata. Modlę się dziś o to, żebyśmy w naszej codzienności potrafili dostrzegać te chwile, kiedy drobne gesty czynione z miłością odmieniają rzeczywistość. A jest ich całe mnóstwo!

Nie ma nic zbyt małego, żeby Bóg nie mógł uczynić tego WIELKIM.

Zaszufladkowano do kategorii modlitwa | 2 komentarze

Czy nie jesteśmy sędziami przewrotnymi?

Afghan refugee families arrive at the United Nation High Commission for Refugees (UNHCR) repatriation center at Jalozai camp in Nowshera, some 30km from Peshawar, 30 March 2007. The UN refugee agency expressed concern at the recent displacement of Afghans refugees due to the ongoing conflict in the Afghan southern provinces of Helmand and Kandahar, where nearly 5,000 families have been driven from their homes, an official’s media reports said. AFP PHOTO/Tariq MAHMOODDyskusja na temat uchodźców robi się coraz bardziej zażarta. Czy my się możemy obawiać najazdu muzułmańskiego? Czy możemy się bać zniszczenia naszej chrześcijańskiej kultury? Czy powinniśmy bacznie uważać kogo zapraszamy do naszego kraju? Przecież to nie my odpowiadamy za tę wojnę, to nie nasza sprawa… Brzmi to całkiem logicznie. Tylko to nie logika Ewangelii…

Czytając to co dzieje się w mediach, sama w końcu uległam panice. Nerwowo wertowałam w głowie wersety Pisma Świętego, żeby znaleźć fragment o tym, że Jezus nawołuje do obrony naszej wiary, do zamykania się przed obcym najazdem, do budowania murów… nie znalazłam. Natknęłam się za to na inny: „Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, żeby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące! Daj temu, kto cię prosi, i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie”  (Mt 5, 40-42).  A Ewangelista Łukasz relacjonuje to jeszcze dosadniej: „Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią” (Łk 6, 29-33).

Wiem, że to niesamowicie trudno przyjąć (mi także!), ale właśnie na tym polega chrześcijaństwo, że ja przyjmuję tego, kto mnie o to prosi. I nie pytam czy jest tego godny, nie pytam czy ma czyste intencje, czy jest uchodźcą czy imigrantem, czy jest biały czy czarny, czy jest bezdomnym czy terrorystą. Św. Jakub zdaje się nam to samo mówić w dzisiejszym drugim czytaniu: „Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. Bo gdyby przyszedł na wasze zgromadzenie człowiek przystrojony w złote pierścienie i bogatą szatę i przybył także człowiek ubogi w zabrudzonej szacie, a wy spojrzycie na bogato odzianego i powiecie: Usiądź na zaszczytnym miejscu, do ubogiego zaś powiecie: Stań sobie tam albo usiądź u podnóżka mojego, to czy nie czynicie różnic między sobą i nie stajecie się sędziami przewrotnymi?” (Jk 2,1-5)

A na wszystkie oburzone komentarze, że „przecież możemy zginąć!” nie ma innej odpowiedzi jak tylko taka: Jezus zginął. Tylko jakoś Jemu to w niczym nie przeszkodziło…

Czy nasz Bóg nie jest od tego wszystkiego silniejszy? Czy nie jest On Bogiem Abrahama, Izaaka i Jakuba? Czy nie będzie On z nami w chwilach próby, jaką niewątpliwie jest obecna sytuacja w Europie? Czy z takim Bogiem wolno nam choćby śmierci się obawiać? „Powiedzcie małodusznym: Odwagi! Nie bójcie się! Oto wasz Bóg, oto – pomsta; przychodzi Boża odpłata; On sam przychodzi, by zbawić was.” (Iz 35,4)

Niestety jednak z tej drugiej strony też nam grozi niebezpieczeństwo. Bo czyż to nie arogancja nawoływać do przyjmowania przybyszy, siedząc sobie w cieple i bezpieczeństwie, wiedząc, że nas to nie dotknie? Nasza była Matka Generalna pisała kiedyś w jednym ze swoich listów o „współczuciu fotelowym”. To współczucie które nie dotyka serca, które czeka aż inni zrobią za nas coś dobrego, które tak naprawdę wyraża tęsknotę „by mnie to nigdy nie spotkało”. Niech nas Bóg broni przed takim współczuciem i taką solidarnością.

Mimo wszelkich moich słabości i lęku, chciałabym traktować moje chrześcijaństwo poważnie. Wolę zginąć, podając kubek wody terroryście niż stać się sędzią przewrotnym.  I oby Pan Bóg dał mi tego doświadczyć.

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | 13 komentarzy

Rozdawać możesz jedynie z tego co posiadasz

hostia1-1024x768Zaczynamy rok szkolny i wracamy po wakacjach do wielu innych naszych zajęć i misji. Słowa jakie  nam towarzyszą w tym roku, to kawałek listu o. Józefa Favre z 15 grudnia 1824 roku, skierowanego do św. Magdaleny Zofii Barat:

Trwając w zjednoczeniu z Bogiem zrobisz więcej w ciągu kwadransa aniżeli przez cały dzień twoich tylko ludzkich działań. Także zapał apostolski jest niemałą przeszkodą: opanuj się i ogranicz swoje działania tak, byś bardziej była uważna na Boga, aniżeli na ten nawał zajęć, które, jakkolwiek niezbędne, nie są tak ważne, jak twój wielki duchowy ideał. Ponadto powinność wobec Boga i wobec siebie ma pierwszeństwo przed powinnością wobec bliźniego. Bo rozdawać możesz jedynie z tego, co posiadasz w obfitości…

Rozdawać możesz jedynie z tego co posiadasz w obfitości… Czyż to nie najbardziej aktualne przesłanie na dzisiaj? Jeśli będziemy próbować o własnych siłach coś budować dla Pana Boga, to nie dość, że będzie to słabej jakości, to jeszcze nam tych sił prędko zabraknie. Nie zapomnijmy zaczerpnąć u źródła, zanim pójdziemy dawać innym. A źródłem tym nieustannie jest Eucharystia – Bóg, który daje nam Siebie jako chleb powszedni, jako pokarm, którego mocą możemy jak Eliasz iść czterdzieści dni i czterdzieści nocy (por. 1 Krl 19, 4-8)… albo przetrwać jeden dzień w gimnazjum 😉

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | 3 komentarze

Figi z jodem, czyli idzie nowe

z10574904Q,FigiZrobiło się nieco sentymentalnie. Tyle się działo, że nawet nie zdążyłam się zorientować, że dziś opuszczam Warszawę, w której spędziłam 1/3 mojego życia. Z bardzo wieloma osobami nie zdążyłam się pożegnać i nawet nie pohuśtałam się na naszej mareckiej huśtawce wśród rozczochranych cyprysów… Kiedy po raz pierwszy przeprowadzałam się do stolicy, myślałam, że tego miasta nie da się lubić. Dziś trudno mi myśleć o tym, że póki co nie ma konkretnej perspektywy na powrót. Wszystko się zmienia, my się zmieniamy, świat się zmienia…

Za chwilę dojadę do Gdyni, gdzie zaczynam pracę jako katechetka w gimnazjum. Nie wymarzyłam sobie tej pracy, ale przyjmuję jako daną mi od Boga. Sądząc po reakcjach moich znajomych na wieść o nowym zadaniu, Ewangelią na posłanie powinny być słowa Jezusa: „Oto Ja was posyłam jak owce między wilki” (Mt 10,16), a tymczasem dziś czytania o Bartłomieju, zwanym inaczej Natanaelem. Do niego Pan Jezus mówi: „Czy dlatego wierzysz, że powiedziałem ci: Widziałem cię pod drzewem figowym? Zobaczysz jeszcze więcej niż to”. Może dlatego jadę ze spokojem i optymizmem, bo widziałam „więcej niż to”. Widziałam jak Jezus potrafi odmieniać rzeczywistość, która mogłaby wydawać się trudna i jak po latach okazuje się, że największy koszmar był w rzeczywistości największym wybawieniem.

La Pallotina pięknie śpiewa o powołaniu Natanaela. Nowe narodziny są wtedy gdy Jezus mówi „pójdź za mną”. I nie może wyjść z tego nic innego jak „najsłodsza figa w koszu fig”, bo to On jest Panem mojej pracy, mojego życia i wszystkich figowców świata. A moje figi będą jeszcze bardziej szczególne, bo posypane szczyptą jodu z nadmorskiego powietrza 🙂 I to wcale nie znaczy, że nie będzie boleć – dzisiejszy patron skończył bardzo tragicznie, obdarty ze skóry… to musiała być niezwykle bolesna śmierć! Może dlatego jednak przypomina mi dziś, że skóra nam do zbawienia zupełnie nie jest potrzebna. Obym potrafiła stracić ją dla tych, do których będę posłana.

Zaszufladkowano do kategorii Podróże, Sacre Coeur | 6 komentarzy

List do prostytutki

1342697253_3h71hf_600W ostatnim czasie poruszona byłam dwoma tekstami na temat prostytucji. Jeden opowiadał historię gwiazdy porno, która żaliła się, że traktowana jest jak przedmiot żartów przez znajomych z uczelni, a przecież godnie wykonuje swoją pracę, a drugi, to artykuł „Uniwersytutki” o studentkach, które szczycą się tym, że wolne i niezależne dorabiają sobie na studiach jako wysoko płatne panie do towarzystwa na biznesowych wyjazdach.

Te prawdziwe historie poruszyły mnie bardzo, bo są głosem świata, którego totalnie nie rozumiem, w którym kobiety dobrowolnie pozwalają podeptać swoją godność i krzyczą, że to jest cudowne. Poruszyło mnie to na tyle, że postanowiłam do tych wszystkich kobiet napisać list otwarty. Nie wiem, czy choć jedna go przeczyta, ale dla jednej choćby, warto było to napisać.

Droga młoda kobieto!

Po przeczytaniu tych historii podobnych do Twojej,  najpierw poczułam w sobie dużą chęć, by powiedzieć Ci o tym, że Bóg jest dobry i tylko On daje szczęście, ale po chwili się zawahałam. Jeśli twierdzisz, że jesteś szczęśliwa i zakładając, że nikogo tym swoim dążeniem do szczęścia nie krzywdzisz, to jakie ja mam prawo narzucać Ci to co ja myślę. Przecież nie chciałabym, żebyś Ty mi wmawiała, że jedynym źródłem szczęścia są kąpiele w szampanie i drogie ciuchy albo mocne doznania seksualne…

To nie znaczy jednak, że nie mam Ci nic do powiedzenia. Chciałabym tylko dwie krótkie rady:

1. Jeśli kiedyś spotka Cię cierpienie i samotność, okaże się, że masz raka, stracisz nogę w wypadku, Twoja kariera się załamie, a może po prostu się zestarzejesz i okaże się, że wszystko, na czym budowałaś swoją wartość pójdzie w niepamięć… wtedy przypomnij sobie, że Bóg Cię kocha zupełnie za darmo – nie za to co osiągnęłaś i jak wyglądasz – i że On na Ciebie czekał cały ten czas z otwartymi rękami, aby dać Ci szczęście jakiego nie może dać żadna ziemska przyjemność

2. Jeśli uda Ci się przeżyć życie, będąc do końca przekonaną, że wszystko wygrałaś, wszystkich pokonałaś, przeżyłaś życie w pełni na Twoich zasadach i nie żałujesz niczego… kiedy już po śmierci spotkasz Jezusa, który przytuli Cię z taką miłością, jakiej nigdy nie doświadczyłaś i rozpłaczesz się nad życiem, które przeleciało Ci przez palce; wtedy nie wahaj się, by tę miłość przyjąć na wieczność, bo On jest dobry. Zawsze.

Zaszufladkowano do kategorii List otwarty | 4 komentarze

W poszukiwaniu poganina i celnika

kapitula-18W dzisiejszej Ewangelii słyszymy o upomnieniu braterskim i o tym, że ci, którzy nawet Kościoła nie usłuchają, mają być nam jak poganin i celnik. Cały czas uśmiecham się szeroko, bo przypominają mi się słowa sprzed kilku dni by o. Grzegorz Kramer, które są iście genialne w kontekście tego tekstu:

Wczoraj znów ktoś mi zacytował słowa Jezusa z Ewangelii, że ci, którzy nie chcą zmienić swojego postępowania powinni być traktowani przez nas (chrześcijan) „jak poganin i celnik”. Prawda – Jezus tak powiedział.
Jednak ten sam Jezus chodził na wspólne kolacje do celników, a poganom uzdrawiał dzieci.
Morał z tego taki, że trzeba brać cały pakiet wskazówek o tym jak się zachowywać, nie tylko kawałki wygodne. Powodzenia w zapraszaniu na kolacje i uzdrawianiu dzieci.

Oto by właśnie chodziło! Warto sobie zadać czasem pytanie dlaczego ten poganin i celnik tego Kościoła nie chce słuchać. Bardzo możliwe, że nie dlatego, że jest z natury zły, ale dlatego, że wcześniej od tego Kościoła doświadczył niezrozumienia, odrzucenia, a może nawet wprost zła. Tak, to nasza, jako wspólnoty, odpowiedzialność. Dlatego to nas Jezus posyła do naszych pogan i celników, byśmy z nimi jedli, ich wysłuchali i naszym świadectwem pokazali jaką łaską w naszym życiu było spotkanie Jezusa.

kapitula-20

wiatrak naszym przyjacielem 😉

Mi w ostatnich miesiącach towarzyszą słowa, które wypowiadamy na każdej Mszy Świętej tuż przed Komunią: „Panie, nie jestem godzien abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Jest to parafraza słów setnika, które wspomina Ewangelia. Nie pobożnego żyda, ale setnika, dowódcy rzymskiego. Niedaleko mu było do poganina i celnika. To są dla mnie słowa bardzo uwalniające. Kiedy je wymawiam, to wiem, że Bóg nie oczekuje od mnie doskonałości, ale chce działać swoją mocą we mnie. Jeśli wcześniej przejmowałam się tym, że znowu kogoś zawiodłam, znowu wymusiłam na kimś, by moje było na wierzchu, znowu kogoś nie wysłuchałam i znowu nie okazałam się dobrą chrześcijanką, to w tym momencie wiem, że to nie ma znaczenia. On chce działać przeze mnie bez względu na mój stan ducha.

W moim Zgromadzeniu trwa właśnie Kapituła Prowincjalna. Siostry z całej Polski spotkały się w Warszawie, żeby rozmawiać o naszej misji na najbliższe lata. Oczywiście musimy spojrzeć na tych, którzy są naszym „ludem Izraela”, czyli ludźmi głęboko związanymi z Kościołem, którym chcemy pomagać wzrastać w wierze i zbliżać się do Boga. Nie możemy jednak zapomnieć, że jesteśmy posłane również do tych naszych pogan i celników, których musimy znaleźć na peryferiach i powiedzieć im: „Bóg Was kocha, potrzebujemy Was w Kościele, żeby wspólnie budować Go na chwałę Bożą”. Obyśmy potrafiły, choć żadna z nas nie jest godna tej wielkiej misji.

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Jeden komentarz

Z wioski Jezusa

IMG_4959W tym roku pierwszy raz byłam na Przystanku Jezus. Od wielu lat wybierałam się na Woodstock, żeby zobaczyć jak to naprawdę wygląda i akurat w tym roku nadarzyła się okazja. Pojechałyśmy we trójkę wraz z jezuitami, żeby pomóc przy akcji: „browary wiary”, które były cyklem ciekawych konferencji o sensie życia, Bogu i Jego szukaniu. Przystanek Jezus mieścił się w pewnym oddaleniu od całości imprezy, więc trudno, żeby ktoś trafił tam przypadkiem przechodząc obok, a taką miałam wizję przed przyjazdem. Zdawało się, że to osobny „przystanek”, co miało swoje plusy i minusy, ale mi jakoś nie pasowało… Na PJcie działo się bardzo wiele dobra – ludzie byli zapaleni, mieli kreatywne pomysły na ewangelizację, a i odpowiedź była hojna w postaci wielu którzy przyszli posłuchać, zobaczyć, a nawet wyspowiadać się po wielu latach. Była moc! Nie znaczy to jednak, że ja się w tym odnalazłam…

IMG_5008Przechadzając się po polach Woodstocku miałam ciągle tę samą myśl: ci ludzie są tak niesamowicie różni. Nie było nikogo kto byłby w stanie mnie zaskoczyć. Co chwila spotykało się kogoś w jakimś odjechanym stroju, fryzurze, z jakimiś dziwnymi rekwizytami w ręku. Hasła od wulgarnych po całkiem urocze wypisywane na tabliczkach od Playa. Młodzi, starzy i nawet rodziny z dziećmi. Każdy na swój sposób inny. W tym niesamowitym festiwalu różnorodności każdy tak naprawdę szukał tego samego – miłości i prądu do telefonu. Pierwsze objawiało się tabliczkami na szyi z napisem „free hugs”, a drugie długimi kolejkami do kontaktów rozstawionych w wielkich namiotach. Oczywiście nie brakowało też chętnych do pryszniców i do stoisk z piwem. Oczywiście alkohol lał się strumieniami, a o narkotyki pewnie też nie było trudno, ale wcale nie powiedziałabym, że towarzystwo upijało się do nieprzytomności. Atmosfera była niezwykle przyjazna i niezwykle otwarta na każdego, bez względu na styl i przekonania. Kiedy wdrapałam się na skarpę z wielkim polem namiotowym, na którym ludzie rozbijają się gdzie popadnie, jeszcze bardziej się uśmiechałam. Widok do złudzenia przypominał mi afrykańskie slamsy, w których tak bardzo lubiłam bywać. Taki niepowtarzalny klimat stworzyć mogą tylko ludzie, którzy nic nie mają, a co za tym idzie, nie mają nic do stracenia. Zdani na siebie nawzajem,  żyją komunią…

IMG_4994Nie miałam wielkiego przekonania, by podchodzić do ludzi i mówić im o Jezusie, choć takie było założenie. Któregoś dnia ktoś nazwał bp. Rysia urodzonym ewangelizatorem. Ja ani urodzonym, ani wyuczonym, ani nawet w potencjale nie bardzo… po prostu nie mój klimat, ta nowa ewangelizacja. Mnie ciągnie w inną stronę. Moja dusza ciągle spragniona jest szukania Boga we wszystkim. Szukałam go więc pośród woodstockowego pyłu i porozrzucanych puszek, w oczach chłopaków w pofarbowanych na zielono irokezach i dziewczyn tańczących przed platformą Kryszny…  Bóg był wszędzie! Szczególnie tam gdzie się Go najmniej spodziewano…

Doskonale, jak się okazuje, podsumował moje przemyślenia patron dzisiejszego dnia, święty proboszcz z Ars: „Nie mów ludziom o Bogu kiedy nie pytają, ale żyj tak, by pytać zaczęli.”
Jan Vianney

IMG_4819W sobotę już wracałyśmy do Warszawy. Wpadłyśmy do pociągu zdyszane w ostatnim momencie. Miejscówek już nie było, szczęście, że w ogóle dobiegłyśmy. Usadowiłyśmy się na korytarzu obok WARSu – miło, bo dywan pod stopami. Obok nas młody chłopak w moro, wojskowych butach i lekkim irokezie na włosach. To on pierwszy do nas zagadał:
– „Skąd wracacie?”
– „Z Woodstocku” – odpowiedziałam – „a Ty?”
– „Ja też, nie widać?” – rzucił z uśmiechem
Po chwili, patrząc na mój krzyż, zapytał:
– „Jesteście z wioski Jezusa, prawda?”
– „Tak!” – odparłam wyraźnie zadowolona pytaniem
Z wioski Jezusa. Tak się właśnie czułam. Nie z jakiegoś innego przystanku, ale z wioski Jezusa na Woodstocku. Wśród tych wszystkich, którzy tak diametralnie różni od siebie, szukają cały czas tego samego. I ja też szukam. Niby inaczej, a jednak w gruncie rzeczy wcale nie tak bardzo…

Przegadałyśmy z Piotrkiem całą drogę do Warszawy. To dobry chłopak – nie wierzy w Boga, ale wierzy w dobrą karmę. Wierzy, że jak będzie dobrze czynił innym, to dobro do niego wróci. Póki co często nie wraca, ale go to nie zniechęca. Będę się za niego modlić.

W moim słowniku nie ma żadnego „my ewangelizatorzy” i „oni woodstockowicze”. Jesteśmy tylko my – najukochańsze dzieci Boga.

Fot. Paweł Rakowski SJ

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | 52 komentarze

MAG+S, czyli więcej i bardziej

litwa-1

Wędrujemy…

Moje ambitne plany codziennych relacji z Litwy skonfrontowane zostały prędko z rzeczywistością braku internetu, komputera i odpowiedniej weny, kiedy tyle się działo… Próbuję więc dziś nadrobić wszelkie zaległości 😉

Nasza foto-pielgrzymka była ostatecznie całkiem krótka, bo były to tylko dwa dni po 20 km do pokonania pieszo i kolejny na rowerach (co prawie dla każdego okazało się wielką frajdą!). Mierzeja kurońska okazała się nie tylko piękna, ale i bardzo różnorodna – przechodziliśmy przez tzw. martwe wydmy, które są w rzeczywistości całą wioską, pokrytą przez gęstą warstwę piasku, szliśmy nadmorską plażą i brzegiem jeziora, ale też wiele kilometrów pokonaliśmy w klimacie leśnym, gdzie co chwilą zmieniał się rodzaj drzew.

litwa-2Naszym jednak głównym zadaniem nie było tylko podziwianie krajobrazów, ale przede wszystkim dostrzeżenie czegoś więcej w otaczającej nas rzeczywistości i na tym właśnie polega MAG+S! Każdego dnia na modlitwie porannej zapoznawaliśmy się z tematem dnia, który miał nas prowadzić. Tym jednak co dla mnie było najważniejsze, to codzienne dzielenie. Podobnie jak cenię sobie okazje do dzielenia się wiarą we wspólnocie, tak i tym razem to właśnie magisowe kręgi inspirowały mnie najbardziej. Jestem naprawdę przekonana, że nie ma znaczenia co jest naszym doświadczeniem – czy pielgrzymowanie, czy malowanie płotu, czy zabawa z dziećmi – jeśli tylko potrafimy znaleźć w tym Boga i coś co pozwoli nam wzrastać. Jeśli refleksją nad rzeczywistością podzielimy się z innymi, to możemy przekazywać sobie wzajemnie światło, które mamy w sobie.

litwa-4Po kilku dniach pielgrzymowania zjeżdżaliśmy się do Świętej Lipki na zakończenie wszystkich eksperymentów. Przez cały mój czas w Duszpasterstwie nigdy jakoś nie udało mi się być na Jezuickich Dniach Młodzieży w tym miejscu, które mają kilkunastoletnią tradycję, ale mam jakieś wyobrażenie tej imprezy z wielu opowieści. Zwykle był to bardzo pozytywny czas spotkań, warsztatów, rozmów i dobrej zabawy. Mam jednak wrażenie, że w tym roku dzięki eksperymentom zadziało się coś więcej i każdy doświadczył czegoś głębiej. Mam nadzieję, że za rok przed światowymi dniami młodzieży znajdzie się dużo więcej chętnych na taką znakomitą przygodę (oczywiście równie gorąco zapraszam na nasze spotkanie w Tarnowie, które też będzie wspaniałą okazją do doświadczenia czego niepowtarzalnego z młodzieżą z całego świata!! :))

Wiele zdjęć z samej Lipki (i nie tylko) znajdziecie na Facebooku.

A tu nasz filmik z eksperymentu nagrany w Palandze z gościnnymi występami Litwinów 🙂

 

Zaszufladkowano do kategorii MAGIS | Dodaj komentarz

W drodze na mierzeję

20150710_145635Nasza podróż na Litwę zaczęła się niespodziewanie luksusowo. Tak dobrze wyposażonym autobusem to ja jeszcze nie jechałam 😉 Pierwszym przystankiem było Kowno, które widzieliśmy tylko pobieżnie z tarasu widokowego jezuickiego domu. W dalszą drogę ruszyliśmy z dwójką przesympatycznych Litwinów i czas minął nam szybciej niż się spodziewaliśmy, mimo warunków dość ponurych i deszczowych.

IMG_0128Zaskoczyła nas też litewska gościnność – kelnerka obsługująca nas w lokalnym barze najwyraźniej chciała zasponsorować nam nasze kawy, bo kiedy przyszedł czas na płacenie, tak się schowała, że nie udało nam się jej znaleźć!

Po całym dniu drogi dotarliśmy do celu, czyli na koniec mierzei kurońskiej, skąd dziś rano ruszyliśmy na naszą pielgrzymkę fotograficzną. IMG_0146W drogę zabraliśmy flagę zeszłorocznego Magisu na Węgrzech, która przypomina nam, że jesteśmy częścią wielkiej jezuickiej rodziny. Krajobrazy są miejscami naprawdę piękne, bo z jednej strony mierzei jest morze, a z drugiej najprawdziwsze jezioro. Teren jest też dobrze chroniony przez władze i z powodów ekologicznych, wjazd samochodem podobno całkiem sporo kosztuje.

IMG_0137Dalej prosimy o modlitwę za pogodę, bo dziś zdążyło nas już trochę zmoczyć. Nastroje w grupie jednak bardzo optymistyczne, a my próbujemy pokonywać bariery językowe, a litewski łatwy nie jest 😉 Ślemy coraz bardziej gorące pozdrowienia z Pervalki!

Zaszufladkowano do kategorii MAGIS | Dodaj komentarz

Wielki powrót

sluby_Basia_Ewa-176Dwa lata nowicjatu zleciały jak jeden dzień. Papiery podpisane i już jestem Siostrą z prawdziwego zdarzenia 😉 Nadszedł więc i czas powrotu do blogowania! Kolejne odsłony już niebawem z litewskiej wyprawy brzegiem Bałtyku. Módlcie się o pogodę, żeby na zdjęciach z fotograficznej pielgrzymki było coś więcej niż tylko krople na obiektywie!

Zaszufladkowano do kategorii Marki, Sacre Coeur | Jeden komentarz