A Mother and life-giving food

4769929836_4cc1011488Yesterday, May 25, my Society celebrated the feast of its founder – Saint Madeleine Sophie Barat and today, throughout the Church w celebrate Corpus Christi, which is a  reminder of the incredible mystery that God has left Himself under the appearance of bread and wine. For me, these two holidays fit in with each other nicely this year, because they reminded me of the fact that Madeleine Sophie was brought up in Jansenist France. One of the characteristics of this sect was a very rigorous approach to receiving Holy Communion – it was extremely rare, proceeded by a long process of preparations and penance. No wonder that it took Sophie many years to understand the truth that God is love and wants us to continually strengthen ourselves with His Body. But when she understood, she could not live without this truth and she could not keep it from the world. I think today she would agree with the words of bishop Ryś: „The Eucharist is not a prize for being healthy, but a cure for sickness.”

In addition, today we celebrate Mother’s Day – the memory of those who gave us life, without whom God’s plan could not become a reality and who fed us during the first months and years. Today we can see the Eucharistic Jesus in a special way, as a mother who feeds, who keeps us alive. Perhaps today is a good day to recall the words of Jesus: „I say to you, unless you eat the flesh of the Son of Man and drink his blood, you do not have life within you” (John 6: 53) and thank God, that we live in a world in which the life-giving food is at our fingertips, available daily.

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Trzy w Jednym

Dziś uroczystość Najświętszej Trójcy. Tajemnica, której nawet nie próbuję zgłębiać, żeby nie ośmieszyć się podczas tego procesu 😉 Przypomniał mi się jednak wpis afrykański sprzed dokładnie 4 lat, kiedy w dziwny sposób ta tajemnica zderzyła się z moją rzeczywistością.

——————————

Kiedy we wtorek mój nowo poznany znajomy Yussuf (znany też jako Anioł nr 2) wysłał mi swój samochód wraz z kolegą, żeby mnie zabrać na badania do szpitala, wysłał mi też coś jeszcze w prezencie – małą książeczkę o tytule „Jedność Boga”…

Z ciekawości postanowiłam ją przeczytać i zobaczyć o czym jest. Może to przypadek, że skończyłam ją czytać właśnie dziś – w święto Trójcy Przenajświętszej. Jest ona pełna historii z początkowych wieków Chrześcijaństwa, kiedy dogmaty i prawdy wiary były podpisywane ze względu na strategie polityczne i osobiste korzyści członków kościoła (nie wiem jak było – pewnie w większości to prawda). Mówi o tym, że św. Paweł był heretykiem, że nic w Piśmie Św. nie dowodzi boskości Jezusa, a każdy kto nie wyzna, że jedynym Bogiem jest Allah, nie uniknie piekielnego ognia.

Yussuf najwidoczniej okazał się być gorliwym muzułmaninem i miał nadzieję, że dam się przekonać o nieprawdziwości dogmatu dotyczącego Trójcy Św. Muzułmanie wierzą bowiem, że Bóg jest tylko Jeden, a Jezus był tylko Jego posłańcem, podobnie jak później prorok Muhammad .

Tymczasem mi przypomniało się, że Bóg jest miłością. A jak można być miłością, nie mając kogo miłością obdarzać? Czy rzeczywiście Bóg przed stworzeniem człowieka mógł być całkowicie sam? Przypomniała mi się „Chata” Young’a i jej piękny opis Boga w trzech Osobach… Nagle opis z książeczki, mówiący, że Bóg jest „samowystarczalny i nie ma potrzeby dzielenia się z nikim swoją chwałą” wydał mi się przerażająco smutny…

Tak oto pisze ks. Wojciech Skóra MIC:

„Wielbimy odrębność Osób, jedność w istocie i równość w majestacie”. Wielbimy i nic nadto, ponieważ przerasta nas Tajemnica Boga; wielbimy, ponieważ dotykamy jej zaledwie „opuszkiem” wiary; wielbimy, ponieważ przeczuwamy, że wciąż pozostajemy zanurzeni w miłości Trzech. Wielbimy pokornym umysłem, który bez Ducha Prawdy o tym największym cudzie nie byłby w stanie nic powiedzieć. Wielbimy sercem prostym, które nie będzie nawet próbować przelewać muszelką oceanu. Wielbimy z całym Kościołem tą najprostszą modlitwą: „Chwała Ojcu, i Synowi, i Duchowi Świętemu”.

I ja dziś z pokorą dziękuję, że jesteś ze mną Boże potrójnie, choć niepojęte to dla mnie. Dziękuję Ci Ojcze, Jezu i Duchu, że jesteś Sam w Sobie pełnią Miłości 🙂

————————————-

Przy okazji polecam moje ciekawe przygody z Kenii, które znajdziecie na https://siostraewa.blog.deon.pl/category/afryka/ 🙂 Można też zacząć czytać od początku 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Spojrzenie na Boga | Dodaj komentarz

Three in One

Today is Trinity Sunday. I do not even try to explore this mystery, I would just make myself look silly 😉 I remembered, however, an African post from exactly 4 years ago, when in a strange way this mystery collided with my reality.

——————————

When on Tuesday, my new friend Yussuf (also known as the Angel No. 2) sent me his car, along with a friend to take me to the hospital for tests, he also sent me something as a gift – a small booklet entitled „Unity of God” …

Out of curiosity, I decided to read it and see what it’s about. Maybe it is a coincidence, that I finished reading it today – the feast of the Holy Trinity. It is full of stories from the early centuries of Christianity, when the dogmas and the truths of faith were signed due to politics and personal benefits of the members of the church (I don’t know how it was – probably for the most part this is true). It is said that St. Paul was a heretic, that nothing in the Scriptures proves the divinity of Jesus, and that anyone who does not confess that Allah is the only God, will not escape the fire of hell.

Yussuf apparently turned out to be a fervent Muslim and hoped that I could be convinced that the dogma concerning the Trinity is false. Muslims believe that God is One, and that Jesus was only His messenger, just as the prophet Muhammad.

Meanwhile, it reminded myself that God is love. And how can you be love, without someone to love? Could God really be completely alone before the creation of man? I remembered the „The Shack” by William P. Young and his beautiful description of God in the Trinity … Suddenly the description from the booklet, saying that God is „self-sufficient and does not need to share his glory with anyone” seemed terribly sad …

Fr.. Wojciech Skin MIC writes:

„We adore distinction in persons, unity in essence, and equality in majesty„. We praise and nothing more, because the mystery of God is beyond our perception; worship, because it can only be touched by a „fingertip” of faith; we worship, because we sense that we are still immersed in the love of the Three. We adore with a humble mind which would not have been able to say anything about this greatest miracle without the Spirit of Truth. We adore with a simple heart, that will not even attempt to transfer the ocean with a seashell. With the whole Church w worship by the simplest prayer: „Glory to the Father, and the Son, and the Holy Spirit.”*

And today I humbly thank you, dear God, that you are with me trebly, though that is incomprehensible to me. Thank you Father, Jesus and Spirit, that you are in Yourself the fullness of Love 🙂

——————————————

* translation by me

I wish I could translate more of my Kenyan stories for you, but that is not possible for now…

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Jeśli nie staniecie się jak dzieci

modlitwa_dziecka_300x300W ostatnią niedzielę miałam przyjemność uczestniczyć w Pierwszej Komunii w naszej parafii. Uroczystość była piękna, bo widać było duże zaangażowanie dzieci, rodziców i tych, którzy dzieci przygotowywali. Były piękne śpiewy w wykonaniu rodzeństwa dzieci i ich samych oraz piękna dekoracja, wprowadzająca w uroczysty klimat. Przede wszystkim jednak było widać w oczach tych dzieci taki rodzaj radości, który rzadko potem towarzyszy dorosłym. Trudno mi było nie przypominać sobie w tym czasie mojej własnej Pierwszej Komunii, która była dla mnie prawdziwie mistycznym przeżyciem, momentem prawdziwie żywej wiary, że przyjmuję Jezusa do serca i od tej chwili On jest moim najlepszym przyjacielem.

Myślę, że na dłuższą metę nie mogłabym pracować z dziećmi, bo one by mnie po prostu wykończyły. Od czasu do czasu jednak cieszą mnie momenty kiedy mogę patrzeć na ich rodzącą się wiarę. Wczoraj miałam przyjemność opowiadać im w ciągu białego tygodnia trochę o Kenii i marzeniach tamtejszych dzieci. Zadziwiona byłam tym jak mądrze odpowiadają na pytania i jak z autentyczną troską modlą się za swoich rówieśników. Za każdym razem coraz bardziej zaczynam rozumieć słowa Jezusa, który wielokrotnie powtarza nam, że „jeśli się nie odmienimy i nie staniemy jak dzieci, nie wejdziemy do królestwa niebieskiego” (Mt 18,3). I nie chodzi o to, by wracać do naiwności, ale by powrócić do tej prostoty serca i czystości intencji.

W przyszłym tygodniu będę uczestniczyć w uroczystości sakramentu Bierzmowania. Kilkoro moich uczniów będzie go przyjmować i trochę ich znam – wiem, że są o wiele dalej od Pana Boga niż te 9-letnie dzieci. Nie dziwię się temu, bo pamiętam siebie z tego czasu i ze mną nie było inaczej. Myślę, że czasem zbyt długo zajmuje nam zatoczenie koła w życiu i trzeba nam wielokrotnie odejść bardzo daleko, by osiągną ideał kochającego szczerze dziecka. Oby nam się to udawało jak najszybciej.

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | Dodaj komentarz

Unless you become like little children

modlitwa_dziecka_300x300Last Sunday I had the pleasure of attending the First Communion in our parish. The ceremony was beautiful, because of the strong commitment of children, parents and those who have prepared them. There were beautiful songs performed by children and their siblings and beautiful decorations, introducing a festive atmosphere. Above all, however, you could see in the eyes of these children the kind of joy that rarely accompanies adults. It was hard not to remind myself of my own First Communion, which was a truly mystical experience for me, a moment of truly live faith, of accepting Jesus into my heart and from that moment having Him as my best friend.

I think that in the long run, I could not work with children, because they would just finish me off. But from time to time, I enjoy the moments of looking at their growing faith. Yesterday I had the pleasure of talking to them about Kenya and the dreams of local children there. I was amazed how wisely they answered my questions and how they prayed for their peers with genuine concern. Each time I begin to understand more and more the words of Jesus, who repeatedly tells us that „unless we change and become like little children we will never enter the kingdom of Heaven” (Mathew 18,3). And it’s not about being naive again, but about returning to the simplicity of heart and purity of intention.

Next week I will participate in the sacrament of Confirmation. Several of my students will receive it and I know them a little – I know they are much further from God than the 9-year-old children. I am not surprised by this, because I remember myself in that time, and with me it was no different. I think that sometimes it takes us too long to make a full circle in life and we must repeatedly go very far away to finaly reach the ideal of loving with the honesty of a child. Let us get there as soon as possible.

 

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Wind of change

windThis weekend I had the opportunity to participate in a fantastic meeting of young sisters from Europe in Paris. This meeting was unique, because for the first time I visited St. Francis Xavier’s church, where lies the untouched body of our holy foundress – Madeleine Sophie Barat. Incredibly inspiring for me was also the presentation of our former Mother General, Patricia de Quevedo, who talked about how the Second Vatican Council influened our approach to education and teaching. The words that scrolled through the entire story were: change, change, change …

During these 50 years we had a lot of General Chapters – meetings of delegates from the whole Society. Each of them introduced another step of enormous changes, but the biggest took place in 1964 and 1967, near the end of the Vatican Council. Then the sisters decided with great courage to close many of our big schools, where we educated the elites and go to the poor. We emerged from the enclosure to live with people and among them. We started to see our cultural differences as a great gift, not an obstacle that must be overcome striving for unification. In that time we lost our social position among the clergy very quickly and we lost a lot of sisters who could not accept such changes. But I am deeply convinced that we did not lose the Spirit and we fulfiled with heroic courage the calls of the Council.

13179096_1008291545875132_1280111639214492113_nI recently saw this poster on the web. It is an invitation from Chile to join the Jesuits. The text on it reads: „Our home is the world.” This is a perfect illustration of how the Spirit worked also in our Community and how God sent us to the peripheries of life. Today I am full of gratitude to the Sisters, who were able to read the signs of time and not losing anything from the wisdom of our Holy Mother, they went into the unknown.

There are some other words that come to my mind, which I have read just before my flight to Paris. They come from Fr. Joseph Ratzinger in 1969: „From today’s crisis – said the future Pope – will emerge a Church, which will lose a lot. It will become small and will have to start over again, more or less from the beginning. It will no longer be able to live in the buildings, which were built in times of abundance. Along with a reduction in the number of its faithful it will lose the greater part of the social privileges. It will start again from small groups of movements and of the minority, which will again put faith in the center of the experience. The Church will be more spiritual, it will not be connected with a political mandate, flirting once with the left, and once with the right. It will be poor and will become a Church of the poor. Then people will see this little flock of believers as something completely new: discover it as hope for them, the answer which they have always looked for in their hearts.”*

Our Congregation awaits another breakthrough, because this summer we are having the next General Chapter. I am very curious which way the Spirit will blow! 🙂

* my translation from polish

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Powiew zmian

windW ten weekend miałam okazję być na fantastycznym spotkaniu młodych sióstr z Europy w Paryżu. Było to spotkanie wyjątkowe, bo miałam okazję po raz pierwszy odwiedzić kościół św. Franciszka Ksawerego, gdzie leży nienaruszone ciało naszej świętej założycielki – Magdaleny Zofii Barat. Niesamowicie inspirująca była również dla mnie prezentacja naszej byłej Matki Generalnej, Patrycji de Quevedo, która opowiadała o tym jak od Soboru Watykańskiego II kształtowało się nasze podejście do wychowania i nauczania. Słowa które przewijały się przez całą opowieść to: zmiany, zmiany, zmiany…

W ciągu tych 50 lat miałyśmy wiele tzw. Kapituł Generalnych, czyli spotkań delegatek z całego Zgromadzenia. Każda z nich wprowadzała kolejny krok ogromnych zmian, ale największe miały miejsce w 1964 i 1967 roku, czyli w okolicach końca Soboru. Wtedy Siostry z ogromną odwagą decydowały o tym, by zamykać nasze renomowane szkoły, w których kształciłyśmy elity i iść do ubogich. Wyszłyśmy z klauzury, by żyć z ludźmi i pośród nich. Zaczęłyśmy widzieć nasze różnice kulturowe jako wielki dar, a nie przeszkoda, którą trzeba pokonać i dążyć do unifikacji. Traciłyśmy wtedy bardzo szybko pozycję społeczną wśród duchowieństwa i traciłyśmy wiele sióstr, które nie mogły zaakceptować takich przemian. Ale jestem głęboko przekonana, że zachowałyśmy Ducha i wypełniałyśmy z heroiczną odwagą wezwania Soboru.

13179096_1008291545875132_1280111639214492113_nTaki plakat krąży ostatnio w sieci. To zaproszenie z Chile, by dołączyć do jezuitów. Tekst na nim głosi: „Naszym domem jest świat”. To doskonała ilustracja tego jak Duch działał także w naszej Wspólnocie i jak posyłał nas na peryferie życia. Dziś jest we mnie niesamowita wdzięczność dla tych Sióstr, które potrafiły odczytywać znaki czasu i nie tracąc nic z mądrości naszej Świętej Matki, szły w nieznane.

Nie sposób mi nie skojarzyć tego wszystkiego ze słowami  ks. Josepha Ratzingera z 1969, które przeczytałam akurat w dniu wyjazdu: „Z dzisiejszego kryzysu – mówił przyszły papież – wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początku. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku. Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych, utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, która na nowo postawi wiarę w centrum doświadczenia. Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego, flirtując raz z lewicą, a raz z prawicą. Będzie ubogi i stanie się Kościołem ubogich. Wtedy ludzie zobaczą tę małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w skrytości szukali”.

Nasze Zgromadzenie czeka kolejny przełom, bo w te wakacje mamy kolejną Kapitułę Generalną. Ciekawa jestem bardzo gdzie Duch powieje! 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | 5 komentarzy

Jaki Król taka Królowa

mary-crossMuszę przyznać, że nie lubię tych naszych Maryjno-patriotycznych świąt. Te patetyczne przemowy i kazania nie zachęcają mnie wcale, żeby bardziej oddawać życie Jezusowi. Bardzo się więc cieszę, że dzisiejsza Ewangelia przedstawia scenę, która nam do tej Królowej Polski średnio pasuje. Spotykamy Maryję pod krzyżem, znoszącą dzielnie najpotworniejsze cierpienia – brudną, zmęczoną, płaczącą, żadnego blasku chwały.

Dzisiejsze święto jest dla mnie okazją do rachunku sumienia. Czy ja jestem podobna do Maryi? Nie do tej ukoronowanej wieńcem z gwiazd, ale tej, która nam na ziemi pokazywała jak żyć – tej, która z odwagą przyjęła pokręconą wolę Bożą, urodziła Jezusa w stajence, uciekała do Egiptu, robiła małemu Jezusowi obiadki i z troską szukała Go w Jerozolimie; tej, która stała pod krzyżem wierna do końca, a wszystkie cierpienia i bóle zachowywała skrzętnie w swoim sercu. Ona miała największe prawo, żeby narzekać, zrzucać winę na innych, walczyć o swoją sprawiedliwość. Ale ona z pokorą przyjmowała rzeczywistość i wśród niej starała się jak najlepiej pełnić wolę Boga.

Wielu już próbowało uczynić z Jezusa króla, który wyzwoli nasz naród i poprowadzi na barykady chwały. Podobnie Maryję chcemy wtłoczyć w rolę „niepokalanej orędowniczki narodu Polskiego”, która nas obroni przed wszelkim złem (w szczególności od wszystkich obcych…). Jednak jedyną koronę jaką możemy Jezusowi założyć, to korona cierniowa – On jest Królem godnym pożałowania po ludzku. Dzisiaj nie zapominajmy, że jaki król, taka królowa.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Like King, like Queen

mary-crossToday in Poland we celebrate the anniversary of the first polish constitutions and in the Church we have the feast of Mary Queen of Poland. I must admit that I don’t like our Marian-patriotic holidays. These pompous speeches and sermons do not encourage me to follow Jesus in my life. That is why I’m so glad that today’s Gospel presents a scene that does not fit with the image of Queen of Poland. We meet Mary under the cross, bravely putting up with the suffering – dirty, tired, crying, no blaze of glory.

Today’s celebration is an opportunity for my examine of conscience. Am I like Mary? Not the one crowned with a wreath of stars, but the one who showed us how to live – the one who boldly accepted the twisted will of God, gave birth to Jesus in a stable, fled to Egypt, made lunch for little Jesus in Nazareth and anxiously looked for him in Jerusalem; the one who stood beneath the cross faithfully till the end and kept all the sufferings and pains carefully in her heart. She really had the right to complain, blame others, to fight for her own justice. But she humbly accepted the reality and among that reality tried her best to fulfill the will of God.

Many have tried to make Jesus the king, who will liberate our nation and lead it to the barricades of glory. In the same way, we want to push Mary into the role of „immaculate advocate of the Polish nation,” who will protect us from all evil (in particular all the foreigners…). However, the only crown we can put on Jesus is the crown of thorns – He is a pitiful king by our standards. Today, let us not forget that like king, like queen.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

To jest Ciało moje za was wydane

449d7ef1d700bbf27845df5ce2d2428fTo, że Jezus może zamienić kawałek chleba w swoje Ciało, jest dla nas równie niezrozumiałe jak dla uczniów 2000 lat temu. A jednak to podstawa naszej wiary i niesamowicie ważny element naszego codziennego życia. Z moimi uczniami ostatnio często dyskutuję na temat różnic między nami a protestantami. Kiedy z dyskursu na temat tego czy zostajemy zbawieni przez wiarę czy uczynki, nic już nie wynika, pytam ich o Obecność prawdziwego Boga w Najświętszym Sakramencie. To jest wg mnie kluczowe dla wiary katolików właśnie. My wierzymy, że jeśli nie będziemy spożywać Ciała Jezusa, nie będziemy mieć życia w sobie.

W naszym kraju w ostatnim czasie mieliśmy okazję usłyszeć o dwóch ważnych wydarzeniach związanych z Ciałem Chrystusa. Pierwsze z nich to ogłoszenie wyników ekspertyzy dotyczącej cudu eucharystycznego w Legnicy z 2013 roku. Na upuszczonej przez księdza Hostii znaleziono ludzkie DNA – wycinek serca zmarłego człowieka. Takie cuda zdarzają się raz na jakiś czas, żeby przypomnieć nam, że to nie bajki, tylko rzeczywista Obecność Jezusa.

W zeszłym tygodniu w Jaśnie miało miejsce zdarzenie skrajnie różne, a jednak dotyczące tego samego Ciała Chrystusa. Grupa gimnazjalistów sprofanowała Najświętszy Sakrament depcząc Komunię Świętą, którą przyjęli od kapłana. Pewnie nie słyszeli o wydarzeniach z Legnicy, bo może dałoby im to do myślenia… Pewnie trochę ciężko wytłumaczyć dlaczego się tak zachowali, ale na pewno nie widzieli w tym kawałku chleba Ciała samego Boga.

Jezus wydaje się w nasze ręce całkowicie. Podobnie jak przy swojej śmierci idzie w pokorze na podeptanie przez ludzi i przyjmuje na siebie największe zniewagi. Nigdy nie będzie w nas dosyć wdzięczności za takiego Boga. Jego siłą jest właśnie to, że On nie używa siły, On wyciąga do nas rękę ze wszystkim co najlepsze, ale pozwala nam to odrzucić. Obyśmy zawsze z taką świadomością na jaką nas stać patrzyli na biały kawałek chleba, przemieniony w Ciało naszego Zbawiciela. Obym ja zawsze wchodząc do domu pamiętała, że na końcu korytarza w zamkniętej na klucz szkatułce, nie znajduje się jakiś opłatek, ale najprawdziwszy Bóg, który jest tak bliski, że aż pozwala się zjeść.

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | Jeden komentarz