Oczami duszy

5172207_swiatlo-i-mrokDzisiejsza Ewangelia (Mt 6,19-23) mówi o świetle i o skarbie. Mówi też o tym, że możemy tak patrzeć na świat, że zamiast światła i skarbu widzimy tylko ciemność. A „jeśli światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!”.

Słuchając dzisiaj Słowa, miałam wrażenie, że powraca do mnie znowu myśl, która towarzyszy mi od jakiegoś czasu – że całe moje życie, szczęście, moja codzienność… zależą tylko i wyłącznie od mojego patrzenia. Nie ma nic obiektywnego, co by decydowało o moim losie.  „Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności.” Jeśli nasza dusza jest chora i przez nią patrzymy na świat, to zawsze coś będzie nie tak, zawsze będziemy widzieć zło, porażki, zmęczenie, smutek i szarość. Jeśli jednak nasza dusza jest zdrowa i jesteśmy w stałym kontakcie z Bogiem, będziemy w dokładnie tej samej rzeczywistości odnajdywać radość, nadzieję, siły i smak Nieba. Co więcej, kiedy już zakończymy tę naszą ziemską drogę, będziemy sądzeni właśnie z tego ile światła wpuściliśmy do naszego serca, bo „sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki.” (J 3,19)

Tylko w jaki sposób to osiągnąć? Jak patrzeć właściwie? Odpowiedź jest oczywiście prosta – patrzeć jak Bóg. Widzieć Jego oczyma, a więc dostrzegać dobro w najgorszym człowieku, szukać nadziei w najbardziej beznadziejnej sytuacji, natychmiast przebaczać, pierwszym wyciągać rękę do zgody, nie oczekiwać, że świat będzie doskonały, skoro cały czas się tworzy i być gotowym oddać życie z miłości, wierząc że to ma głęboki sens. Poza tym musimy się ciągle uczyć patrzenia z perspektywy wieczności. To co dziś jest dla nas tragedią graniczącą z końcem świata, w perspektywie wieczności jest nic nieznaczącym punkcikiem na mapie naszego życia. Pamiętajmy, że z dystansu możemy oświetlić znacznie więcej drogi, a dodatkowo Ktoś z miłością czuwa nad każdym naszym krokiem. Wystarczy przetrzeć oczy naszej duszy i nagle wyjdzie słońce w najbardziej deszczowy dzień.

Zaszufladkowano do kategorii Spojrzenie na Boga | Dodaj komentarz

Eyes of the soul

5172207_swiatlo-i-mrokToday’s Gospel (Matthew 6:19-23) speaks of light and of treasure. It also says that we can look at the world in such a way, that instead of light and treasure we see only darkness. And „if the light in you is darkness, how great will the darkness be!”.

Listening to the Word today, I had the feeling that the same thought is coming back to me over again – that my whole life, happiness, my everyday matters… depend only on my way of seeing. There is nothing objective, which could decided about my fate. „The lamp of the body is the eye. If your eye is sound, your whole body will be filled with light; but if your eye is bad, your whole body will be in darkness” If our soul is sick and it starts looking at the world, something will always go wrong, we will always see evil, failures, fatigue, sadness and grayness around. However, if our soul is healthy and we are in constant contact with God, in exactly the same reality we will be able to find joy, hope, strength and the taste of Heaven. And even more – when we finish our earthly journey, we will be judged precisely by the light we let into our hearts, because „this is the verdict, that the light came into the world, but people preferred darkness to light, because their works were evil.(John 3:19)

But how to achieve this? How to see in a proper way? The answer is simple, of course – see like God. Looking with His eyes means to see the good in the worst man, to look for hope in the most hopeless situation, to immediately forgive, to be the first to reach out for agreement, not to expect that the world will be perfect, because it is still under construction and to be ready to give your life for love, believing there is a deep meaning to that. In addition, we must constantly learn to look from the perspective of eternity. What might today be our greatest tragedy, seeming to be the end of the world, in the perspective of eternity is a meaningless speck on the map of our lives. Let us remember that from a distance, we can illuminate much more of our path, and that Someone who loves us is watching over our every step. If we simply wipe the eyes of our soul, suddenly the sun comes out in the most rainy day.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Stracone okazje?

Kiedyś na blogu napisałam trochę kontrowersyjne zdanie. Brzmiało ono: „Nie bój się śmierci. Bój się straconych okazji.” W odpowiedzi na to zdanie otrzymałam taki oto wiersz. Bardzo zacny, bo i zacnego ma autora – Romana Brandstaettera.

Panie,
Przed wielu, wielu laty
Spotkałem Cię na drodze do Jeruzalem.
Była wczesna wiosna.
Kwitły drzewa migdałowe.
Pamiętam te chwilę, gdy podszedłszy do Ciebie,
Spytałem, co mam czynić
Aby być doskonałym
Odparłeś, że powinienem sprzedać
Całą moją majętność,
Pieniądze rozdać ubogim
I iść za Tobą.
Ogarnął mnie smutek.
Stchórzyłem.
Powróciłem do domu.
A teraz jestem już starcem.
Mam liczną rodzinę,
Mój majątek pomnożył się w dwójnasób,
Ludzie uważają mnie za szczęśliwego,
Ja jednak czuję w sobie dotkliwą pustkę,
Niedosyt i beznadziejność,
Które nawet moim najbliższym
Ujawnić się boję.
Na pewno by mnie wyśmieli.
Minęły lata,
A ja wciąż zapomnieć nie mogę
Tamtej wiosny,
Mojego pytania
I kwitnących drzew migdałowych

Ileż goryczy w tym wierszu, ile smutku i tęsknoty, żeby cofnąć czas. Wierzę, że nie ma w tym nic z Bożego myślenia. Pisząc o straconych szansach, miałam na myśli coś zupełnie innego! Często mówię o tym, że Pan Bóg jest jak GPS – jeśli kiedykolwiek zboczymy z wyznaczonej drogi, On zawsze znajduje nas tam gdzie jesteśmy i wyznacza nową trasę. Ona będzie inna niż ta pierwotna, ale nią też dojdziemy do celu. Bać się straconych okazji to nic innego jak mieć oczy szeroko otwarte, żeby nie przegapić żadnej Bożej wskazówki, żadnego zakrętu, żadnego ważnego zjazdu na pobocze. Żeby nie zapomnieć zatankować i zrobić przegląd raz na jakiś czas…

Nie znaczy to jednak, że mamy rozpaczać nad przegapionym zjazdem, nerwowo zawracać i płakać z powodu złego zakrętu. Takie rozpamiętywanie tylko osłabia naszą czujność tu i teraz! Historia bogatego młodzieńca, do której nawiązuje Brandstaetter wcale nie musi kończyć się tragicznie. Niektórzy teologowie utożsamiają go z Józefem z Arymatei, który po śmierci Jezusa oddaje Mu swój nowiutki grób i przynosi całe tony wonności żeby namaścić Jego ciało. Co by było gdyby od razu poszedł za Jezusem? Pewnie razem z innymi apostołami ukrywałby się w tym czasie z obawy przed żydami. A on miał swoje pięć minut i niesamowicie ważną misję do wykonania. Nie mamy pojęcia jak nasze decyzje wpływając na życie. Tę tajemnicę odkryjemy dopiero po śmierci.

Nie ma momentu, w którym nie możesz się całkowicie nawrócić do Boga i oddać się działaniu Ducha Świętego, choćby to miały być ostatnie godziny Twojego życia.  Nie ma znaczenia jakimi pokrętnymi drogami doszedłeś do punktu, w którym jesteś. Ważne jest tylko dokąd pragniesz zmierzać.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 4 komentarze

Lost opportunities?

Couple taking a road trip in vintage car.Once I wrote a controversial sentence. It said: „Do not be afraid of death. Fear lost opportunities.” In response I received a poem. A very noble poem, because it has a noble author – Roman Brandstaetter.

Lord,
Many, many years ago
I met you on the road to Jerusalem.
It was early spring.
Blooming almond trees.
I remember the moment when you passed by,
I asked what I should do
To be perfect
You said that I should sell
All my possessions,
G
ive the money to the poor
And
follow you.
I felt sad.
I chickened out.
I returned home.
And now I’m an old man.
I have a large family,
My fortune has multiplied,
People consider me to be happy,
However, I feel a painful void,
Hunger and hopelessness,
That even before my friends and family
I am afraid to reveal
.
They would surely laugh at me.
Years passed
And I still can not forget
That spring,
my question
And the blossoming almond trees

How much bitterness in this poem, how much sadness and longing to go back in time. I believe that there is nothing there of God’s thinking. Writing about lost opportunities, I meant something completely different! I often say that God is like a GPS – if you ever step off of the right path, He always finds you where you are and offers a new route. It will be different than the original, but it will also lead you to the right end. Being afraid of lost opportunities is nothing more than keeping your eyes open so as not to miss any divine guidance, any curve, any blessed pit stop. It means not forgetting to refuel and reviewing your engine once in a while…

This does not mean, however, that we should grieve over a missed exit, nervously turn back and cry because of a bad turn. Such grieving only weakens our vigilance here and now! The story of the rich young man, which Brandstaetter refers to, does not have to be a tragedy. Some theologians suppose that he might appear in the Gospel later as Joseph of Arimathea, who gives Jesus his brand new grave after His death and brings tons of spices to anoint His body. What would have happened if he immediately followed Jesus? Probably he would have been together with the other apostles hiding in fear of the Jews. But he had his five minutes and an extremely important mission to perform. We have no idea how our decisions affect life. We will discover the secret after our death.

There is no such a point at which you could not fully repent to God and give yourself to the Holy Spirit, even if it would be the last hours of your life. It does not matter how twisted were the roads that got you to the point where you are. It is only important where you want to go.

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Dokąd pędzisz świecie?

spinning-worldOd dłuższego czasu chciałam podziękować Chrześcijańskiej Mamie za wpis o kolekcjonowaniu zachodów słońca. Jak na ironię jednak, zwyczajnie nie miałam czasu… W kotle końcówki roku szkolnego i przygotowań do Kapituły, nie mam zupełnie kiedy złapać oddechu i wszystkie zachody słońca mi umykają wraz z dużo ważniejszymi sprawami. W niedzielę, odhaczając jeden z ważnych punktów na mojej liście, zbierałam w parafii fundusze dla moim znajomych studentów z Kenii, by mogli przyjechać na ŚDM i opowiadałam o moich afrykańskich podróżach. Zatęskniłam tym bardziej za tamtym światem, który kieruje się innymi prawami: wiadomo wszak, że nam Pan Bóg dał zegarki, a im dał czas…

W przeglądarce mam już otwarte tyle zakładek z rzeczami do przeczytania „w wolnej chwili”, że ciężko mi się po niej poruszać, już nie mówiąc o odpowiednim stosie książek na szafeczce nocnej, które zbierają kurz i coraz bardziej blokują dostęp do budzika. Czasem się zastanawiam czy to naprawdę musi tak wyglądać… i zawsze w tym momencie przypomina mi się jeszcze coś niesamowicie ważnego, co koniecznie musi być zrobione na już. Kiedyś Anna Maria Jopek śpiewała: „Niech ktoś zatrzyma wreszcie świat, ja wysiadam!”. Tylko tak trudno jest wysiąść kiedy ma się poczucie, że to co się robi ma dla kogoś znaczenie i jest naprawdę ważne. Czy to jeszcze głębokie życie misją, czy może już tylko pycha i przekonanie, że beze mnie wszystko się zawali?

Dzisiejsza Ewangelia mówi o tym, że mamy być światłem dla świata. Tylko jak mamy komukolwiek oświetlać drogę, kiedy sami latamy jak nakręcone świetliki…?

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 3 komentarze

The spinning world

spinning-worldMy friend who is a working mother wrote a nice text about collecting sunsets. She wrote that stopping to watch the sunset is crucial in the busy day. If we don’t stop, we can go crazy… Ironically, I did not thank her for the text, because I simply didn’t have time… In the hectic days of the ending school year and preparations for the Chapter, I don’t have time to catch my breath, and I seem to miss all the sunsets along with much more important matters. On Sunday, ticking off one of the important points on my list, I had a fundraising day in my parish, looking for funds for students from Kenya to come to WYD and talking about my African travels a few years ago. I somehow started missing the African world, which is ruled by different rules: after all, we know that God gave us watches, and He gave them time…

I have so many tabs opened in my browser with stuff to read „in my free time,” that it’s hard for me to navigate in it, not to speak of a suitable stack of books on the night table that is collecting dust and increasingly blocking access to my alarm clock. Sometimes I wonder if it really needs to look like this… and always at that point I am reminded of something incredibly important that necessarily needs to be done right away. One of our polish singers once sang: „Somebody finally stop the world, I’m getting off.” I guess it is just extremely difficult to get off when you have the feeling that what you are doing is important for someone. Is it still a profound life of mission, or perhaps only pride and the belief that everything would collapse without me?

Today’s Gospel tells us that we should be the light to the world. But how can we give light to anyone’s way when we keep flying like crazy fireflies…?

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Być Sercem Boga w świecie

jesusDziś nasze największe święto – Uroczystość Najświętszego Serca Jezusa. Serce Boga jest dla nas symbolem Jego niesamowitej miłości, którą pragniemy w świecie głosić. Ta misja wydaje się taka prosta, wręcz banalna dla niektórych, ale w praktyce okazuje się niesamowicie potrzebna. Tak wiele osób wierzy w Boga, który tylko szuka naszego potknięcia i żąda bezwzględnego przestrzegania reguł. Serce Jezusa to miejsce, gdzie znajdziemy lekarstwo na takie myślenie. Żeby usłyszeć czyjeś bicie serca, trzeba podejść do niego naprawdę blisko – wręcz z ufnością się przytulić. Tak właśnie blisko nas pragnie być nasz Bóg. To tajemnica niepojęta, ale też niesamowicie radosna wiadomość dla nas.

W tym roku czytamy w Ewangelii o Jezusie, który szuka zagubionej owcy tak długo aż ją znajdzie. I wtedy właśnie przytula ją tak mocno, by poczuła się naprawdę kochana. Ten kto pozwolił Bogu się odnaleźć, wie jakie to niesamowite uczucie. I taka właśnie nasza misja – pomagać innym dać się odnaleźć. Nasze konstytucje mówią, że odpowiedzią na zaproszenie Jezusa, jest „pozwalać Duchowi Świętemu, aby nas przemieniał i uzdalniał do życia w zjednoczeniu i upodobnieniu do Pana i do promieniowania przez naszą miłość i służbę miłością Jego Serca”. Oby właśnie to promieniowanie przemieniało nieustannie świat!

Mi dziś towarzyszą słowa z jednej z moich ulubionych pieśni Eucharystycznych: „Chlebie najcichszy”. Jest tam prośba do Jezusa, która pięknie wyraża życzenie jakie mam dla każdej z nas w tym szczególnym dniu: „Przemień mnie w siebie, bym jak Ty stał się chlebem. Pobłogosław mnie, połam, rozdaj łaknącym braciom. A ułomki chleba, które zostaną, rozdaj tym, którzy nie wierzą w swój głód.” Misja upodabniania się do Jezusa i bycia znakiem Jego miłości na ziemi nie jest zarezerwowana tylko dla nas. To misja dla każdego, kto pragnie, by Królestwo Boże już przyszło. Pokazujmy wszyscy swoim życiem, że to naprawdę możliwe!

Zaszufladkowano do kategorii modlitwa, Sacre Coeur | Dodaj komentarz

To be the Heart of God in the world

jesusToday is our greatest feast – the feast of the Sacred Heart of Jesus. The heart of God for us is a symbol of his incredible love which we want to preach in the world. This mission seems so simple, almost trivial to some, but it is extremely necessary. So many people believe in a God who only looks out for us to fall and demands strict following of the rules. The Heart of Jesus is a place where we can find a cure for such thinking. To hear someone’s heartbeat, you have to approach him really close, even hug him trustingly. That’s how close God wants to be with us. It’s an incomprehensible mystery, but also an incredibly joyful message for us.

This year, we read in the Gospel about Jesus, who is looking for the lost sheep so long until He finds her. And then He hugs her so tight that she feels really loved. Those who allowed God to find them, know that amazing feeling very well. And that is our mission – to help others be found by God. Our Constitutions say that the answer to call of Jesus, is „to let ourselves be transformed by His Spirit so as to live united and conformed to Him, and through our love and service to radiate the very love of His Heart” Let us constantly transform the world with this radiation!

Today I am accompanied by the words of one of my favorite Eucharistic songs : „The most silent bread.” The song is a request to Jesus, which beautifully expresses the wish I have for each of us on this special day: „Transform me into Yourself, so I become bread just like You. Bless me, break me, give me to the hungry brothers. And the fragments of bread that will remain, give to those who do not believe in their hunger.” The mission of being conformed to Jesus and being a sign of His love in the world is not reserved only for us. This is a mission for anyone who wants the Kingdom of God to come right now. Let us all show with our lives, that it’s really possible!

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

O pasji dla Jezusa dwóch sióstr Sacré Coeur

73436,aXuW7aBqpEbr31mmpgWczoraj miałam okazję być w Warszawie i mówić na konferencji „Być kobietą urzekającą”. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy modlili się w intencji mojego wykładu! Miło było zobaczyć tyle młodych kobiet poszukujących wartości w życiu, bo taka była właśnie idea spotkania. Mam nadzieję, że rzeczywiście wyniosły z konferencji dużo więcej niż tylko próbkę kremu i nowy zestaw biżuterii, bo stoisk z różnymi kobiecymi bibelotami było całe mnóstwo. Mi osobiście bardzo podobała się konferencja p. Agaty Puścikowskiej, która w końcu ostatecznie zmobilizowała mnie do przeczytania książki o s. Joli Glapce, p.t. „Siostra na krawędzi. O pasjach silniejszych niż narkotyk„. Wiele wcześniej słyszałam dobrego o książce i przyznam, że to opinie zupełnie nie przesadzone – jak zaczęłam czytać w pociągu, to dziś pochłonęłam ją do końca jednym tchem 🙂

Szczególnie urzekł mnie rozdział o powołaniu, bo co chwila odnajdowałam się w sytuacjach, o jakich opowiadała s. Jola i przypominałam sobie własną drogę. Ona miała swoje Indie, a ja miałam swoją Kenię, gdzie Pan Bóg przemówił do mnie wyraźniej niż zwykle. W tym tygodniu będę miała po raz kolejny już okazję opowiadać o swoich przygodach tam – o moim rocznym szaleństwie afrykańskim. Bardzo się z tego cieszę i serdecznie zapraszam wszystkich z Trójmiasta: niedziela (05.06), po Mszy o 18:00, nasza parafia św. Stanisława Kostki (salka parafialna)

Podobnie też, jak s. Jola, odnalazłam swoje miejsce w zgromadzeniu bardzo szybko i co chwilę zachwycałam się tym jak niesamowite są Boże plany (choć wcale nie wszystko było zawsze różowe i piękne). Ona zostawiła dla Jezusa pasję chodzenia po górach, a ja, dopiero co odkrytą pasję latania. Ciągnie mnie bardzo żeby znowu wzbić się w górę na paralotni, ale póki co okazji nie było. Obie jednak zgodnie możemy potwierdzić, że dla szalonej miłości do Jezusa nie ma nic, czego mogłoby być szkoda w życiu. Nie ma nic na ziemi wspanialszego niż poczucie, że jest się na swoim miejscu i spełnia się marzenia Boga 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Sacre Coeur | Dodaj komentarz

O Matce i pokarmie dającym życie

4769929836_4cc1011488Wczoraj, 25 maja, moje Zgromadzenie obchodziło święto swojej założycielki – wspomnienie św. Magdaleny Zofii Barat. Dziś natomiast obchodzimy w całym Kościele Boże Ciało, czyli przypominamy sobie o niesamowitej tajemnicy, że Bóg zostawił nam na pokarm Siebie samego pod postacią chleba i wina. Te dwa święta zgrywają mi się ładnie w całość w tym roku, bo przypomniały mi o tym tym, że Magdalena Zofia wychowana była w jansenistycznej Francji. Jedną z charakterystycznych dla tej sekty praw było bardzo rygorystyczne podejście do przyjmowania Komunii Świętej – robiło się to niezwykle rzadko po bardzo długim procesie przygotowań i pokut. Nic więc dziwnego, że Zofii wiele lat zajęło zrozumienie prawdy, że Bóg jest miłością i nieustannie chce nas umacniać swoim Ciałem. Kiedy jednak ją zrozumiała, nie potrafiła bez niej żyć i nie mogła nie głosić jej całemu światu. Myślę, że dziś powtórzyłaby za biskupem Rysiem: „Eucharystia to nie jest żadna nagroda za zdrowie, tylko lekarstwo na chorobę”.

Dodatkowo, jakby tego było mało, dzisiaj obchodzimy dzień Matki, czyli wspomnienie tych, które dały nam życie, bez których Boży plan nie mógłby stać się rzeczywistością i które karmiły nas przez pierwsze miesiące i lata. Możemy więc dostrzec w Jezusie Eucharystycznym w szczególny sposób Matkę, która karmi, która podtrzymuje nas przy życiu. Może warto dziś przypomnieć słowa Jezusa, który mówi: „jeżeli nie będziecie spożywali Ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili Krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie” (J 6, 53) i podziękować, że żyjemy w świecie, w którym ten życiodajny pokarm mamy na wyciągnięcie ręki, dostępny codziennie.

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur, Spojrzenie na Boga | Dodaj komentarz