Dzisiejsza Ewangelia (Mt 6,19-23) mówi o świetle i o skarbie. Mówi też o tym, że możemy tak patrzeć na świat, że zamiast światła i skarbu widzimy tylko ciemność. A „jeśli światło, które jest w tobie, jest ciemnością, jakże wielka to ciemność!”.
Słuchając dzisiaj Słowa, miałam wrażenie, że powraca do mnie znowu myśl, która towarzyszy mi od jakiegoś czasu – że całe moje życie, szczęście, moja codzienność… zależą tylko i wyłącznie od mojego patrzenia. Nie ma nic obiektywnego, co by decydowało o moim losie. „Światłem ciała jest oko. Jeśli więc twoje oko jest zdrowe, całe twoje ciało będzie w świetle. Lecz jeśli twoje oko jest chore, całe twoje ciało będzie w ciemności.” Jeśli nasza dusza jest chora i przez nią patrzymy na świat, to zawsze coś będzie nie tak, zawsze będziemy widzieć zło, porażki, zmęczenie, smutek i szarość. Jeśli jednak nasza dusza jest zdrowa i jesteśmy w stałym kontakcie z Bogiem, będziemy w dokładnie tej samej rzeczywistości odnajdywać radość, nadzieję, siły i smak Nieba. Co więcej, kiedy już zakończymy tę naszą ziemską drogę, będziemy sądzeni właśnie z tego ile światła wpuściliśmy do naszego serca, bo „sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki.” (J 3,19)
Tylko w jaki sposób to osiągnąć? Jak patrzeć właściwie? Odpowiedź jest oczywiście prosta – patrzeć jak Bóg. Widzieć Jego oczyma, a więc dostrzegać dobro w najgorszym człowieku, szukać nadziei w najbardziej beznadziejnej sytuacji, natychmiast przebaczać, pierwszym wyciągać rękę do zgody, nie oczekiwać, że świat będzie doskonały, skoro cały czas się tworzy i być gotowym oddać życie z miłości, wierząc że to ma głęboki sens. Poza tym musimy się ciągle uczyć patrzenia z perspektywy wieczności. To co dziś jest dla nas tragedią graniczącą z końcem świata, w perspektywie wieczności jest nic nieznaczącym punkcikiem na mapie naszego życia. Pamiętajmy, że z dystansu możemy oświetlić znacznie więcej drogi, a dodatkowo Ktoś z miłością czuwa nad każdym naszym krokiem. Wystarczy przetrzeć oczy naszej duszy i nagle wyjdzie słońce w najbardziej deszczowy dzień.
