This is my body that is for you

449d7ef1d700bbf27845df5ce2d2428fThe fact that Jesus can turn a piece of bread into his Body, is as incomprehensible to us as it was to His disciples 2,000 years ago. And yet it is the basis of our faith and an incredibly important part of our daily lives. Recently I often discuss with my students the differences between us and Protestants. When the discourse about whether we are redeemed by faith or our deeds takes us to a dead end, I ask them about the Presence of the true God in the Blessed Sacrament. For me this is the key to catholic faith. We believe that if we do not eat the Body of Jesus, we will not have life in us.

Recently in my country we had the opportunity to hear about two important events related to the Body of Christ. The first one was the announcement of the results of the expertise on the Eucharistic miracle in Legnica in the year 2013. In the Host dropped by a priest and put into water, human DNA was discovered- a clipping of the heart of a dead man. Such miracles happen once in a while to remind us that this is not a fairy tale, but the actual Presence of Jesus.

Last week in Jasło a very different event occurred connected to the same Body of Christ. A group of high school students desecrated the Blessed Sacrament by trampling the Holy Communion, which they received from the priest. Probably they had not heard about the events of Legnica, because if they had, maybe it would give them food for thought … It is hard to explain why they did such a thing, but certainly they did not see the Body of God in this piece of bread.

He gives Himself into our hands completely. As it was with His death on the cross, He goes with humility and let’s Himself be trampled by men. We will never be able to express our gratitude for such a God. His strength is precisely that He does not use force, He pulls out His hand to us with all the best, but He allows us to reject it. May we always look at a piece of white bread transformed into the Body of our Savior with all the awareness we are able to have. May I always remember, while entering my house, that at the end of the corridor in a locked box, is not a wafer, but the true God, who is so close to us, that He allows us to eat Him.

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

I am

cms-image-000170756In today’s Gospel we hear some very important words of Jesus: „I am the way and the truth and the life”. He not only shows the way, preaches the truth and invites us to live. He himself IS all of them. Many times in other places, He says similarly: „I am the Good Shepherd”, „I am the gate”, „I am the true vine” … But for a while now I have been  fascinated by some other moments when Jesus doesn’t add anything in the end. He just says: „I am”. That tells us a few important things:

I AM is the name of God. God reveals His name to Moses in these words: „’This is what you will tell the Israelites: I AM has sent me to you.(Ex 3, 14) Jesus refers to these words before his death. I love the scene in the Garden of Gethsemane, when he conducts a dialogue with the cohort who came to capture him. „He went out and said to them, “Whom are you looking for?” They answered him, “Jesus the Nazareth.” He said to them, “I AM.” Judas his betrayer was also with them. When he said to them, “I AM,” they turned away and fell to the ground. ” (Jn 18: 4-6) Why did they fall to the ground? Because they heard the name of God, which was not allowed to be pronounced! But it is not enough to hear the holy name, you need to hear with your heart. This fall meant nothing, because they still didn’t understand that He who stood against them is the living God.

The second thing of which we are reminded by the words „I AM”, is the ordinary presence of Jesus. Always and everywhere. In Matthew’s Gospel we read: „During the fourth watch of the night, He came toward them, walking on the sea. When the disciples saw Him walking on the sea they were terrified. “It is a ghost,” they said, and they cried out in fear. At once Jesus spoke to them, “Take courage, it is I; do not be afraid.” „(Mt 14: 25-27). When Jesus is near, we can walk on water, drive out demons and raise the dead. If we just believe that He always IS. Even if we do not feel it, even if the world said otherwise, even if we think that we are not worthy.

Two words, and yet they contain the whole essence of God who is beyond everything and who is always near. Two words very important to me. 

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Ja jestem

cms-image-000170756W dzisiejszej Ewangelii padają bardzo ważne słowa Jezusa: „ja jestem drogą, prawdą i życiem”, On nie tylko wskazuje drogę, głosi prawdę i zaprasza do życia. On tym wszystkim JEST. Wielokrotnie w innych miejscach, mówi podobnie: „jestem Dobrym Pasterzem”, „jestem bramą”, „jestem krzewem winnym”… Mnie jednak od jakiegoś czasu fascynują momenty, kiedy Jezus na końcu nic nie dodaje, kiedy mówi po prostu: „ja jestem”.  To nam mówi o kilku ważnych rzeczach:

JESTEM to imię Boga. Tak się Bóg przedstawia Mojżeszowi: „«Tak powiesz synom Izraela: JESTEM posłał mnie do was».” (Wj 3, 14) Jezus nawiązuje do tych słów przed śmiercią. Uwielbiam tę scenę w Ogrójcu, kiedy prowadzi On dialog z kohortą, która przyszła go pojmać. „Wyszedł naprzeciw i rzekł do nich: «Kogo szukacie?» Odpowiedzieli Mu: «Jezusa z Nazaretu». Rzekł do nich Jezus: «JA JESTEM». Również i Judasz, który Go wydał, stał między nimi. Skoro więc rzekł do nich: «JA JESTEM», cofnęli się i upadli na ziemię.” (J 18, 4-6) Dlaczego upadli na ziemię? Właśnie dlatego, że usłyszeli imię Boga, którego nie wolno było wymawiać! Nie wystarczy jednak usłyszeć imię święte, trzeba je usłyszeć sercem. Ten upadek nic nie znaczył, bo dalej nie zrozumieli, że to właśnie Ten, który stał przed nimi jest żywym Bogiem.

Drugie o czym przypominają nam słowa „JA JESTEM”, to zwyczajna obecność Jezusa. Zawsze i wszędzie. W Ewangelii św. Mateusza czytamy: „Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! JA JESTEM, nie bójcie się!» „ (Mt 14, 25-27). Kiedy Jezus jest blisko, możemy chodzić po wodzie, wyrzucać złe duchy i wskrzeszać umarłych. Wystarczy tylko że uwierzymy, że On zawsze JEST. Choćbyśmy tego nie czuli, choćby świat mówił inaczej, choćbyśmy myśleli, że zupełnie nie jesteśmy tego godni.

Dwa słowa, a jednak zawiera się w nich cała istota Boga, który jest ponad wszystkim i jest Bogiem bliskim. Tak ważne dla mnie dwa słowa. Nic więc dziwnego, że z radością zobaczyłam, że tegoroczny projekt „Otwórz oczy”, w którym gdańscy studenci zachęcają do poznawania Boga z dala od kościółkowych schematów, ma w tym roku podtytuł „ja jestem”. Z pewnością On tam będzie 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Spojrzenie Serca w radiu i na żywo

22radio-mikrofon_03

Dziś wyjątkowo kilka ogłoszeń. (Uczniowie zawsze dopytują, czy duszpasterskich 😉 )

Miałam ostatnio przyjemność gościć w Radiu Fara Archidiecezji Przemyskiej w Strefie Pytań Trudnych. Mówiłam tam o tym w jaki sposób możemy „patrzeć sercem”. Jeśli więc macie ochotę posłuchać, to zapraszam serdecznie.

Będzie też kolejna okazja – tym razem na żywo – w Warszawie 28.05, ale zaproszenie dotyczy tylko pań (bardzo mi przykro, Panowie!). Podczas konferencji: „Być kobietą urzekającą”, będę mówić o uczuciach i o tym, że to nie była pomyłka Pana Boga 😉 Jeśli tylko macie możliwość, przybywajcie!

Zaszufladkowano do kategorii Zaproszenie | 3 komentarze

Pasterz heroicznej miłości

2007Dziś Niedziela Dobrego Pasterza. Trudno mi nie patrzeć na nią z sentymentem, bo właśnie takim objawił mi się Jezus na pierwszym spotkaniu, na którym naprawdę z Nim rozmawiałam jakieś 8 lat temu. Jako mała i zagubiona owieczka, dostałam wtedy od Niego dzwoneczek na szyi z napisem „własność Jezusa Chrystusa”. Od tej pory mam pewność, że gdziekolwiek nie zabłądzę, On mnie zawsze znajdzie.

Obchodzimy właśnie 1050 rocznicę chrztu Polski. To wielkie wydarzenie dla naszego kraju, które bardzo zaważyło na losach Polaków. Nie wiemy co by z nami było gdyby nie wszystko co wiara zostawiła na naszych ziemiach. Mam jednak pewną trudność ze świętowaniem, bo chrzczenie całych narodów kojarzy mi się z czymś narzuconym, egzekwowanym siłą, zabierającym ludziom wolność. Dobrze, że teraz wygląda to inaczej, bo rodzice świadomie i  dobrowolnie (oby!) przychodzą po ten najpiękniejszy dar dla swoich dzieci.

Dobry Pasterz nie stawia płotu, żeby owce chodziły tylko po wyznaczonej łące, ale kiedy owca się zgubi biegnie za nią narażając własne życie. To jest heroizm miłości.

W piątek miałam przyjemność spotkać się ze studentami i mówić o rozeznawaniu. W tym kontekście została mi mocno w głowie postać Ananiasza z pierwszego czytania. On był naprawdę mistrzem. Potrafił usłyszeć precyzyjne polecenie Jezusa i wykonać je w zupełnie absurdalnych okolicznościach. Przecież został on posłany do największego prześladowcy chrześcijan w tamtym czasie! Kiedy teraz czytamy tę historię, to na pewno mamy w głowie Pawła po nawróceniu, jego wielkie dzieła, liczne podróże, Apostoła Narodów… a przecież Ananiasz nie do niego został posłany, ale do Szawła, siejącego grozę i dyszącego żądzą zabijania. Jaką trzeba mieć w sobie odwagę, żeby w ogóle pomyśleć, że taki głos może pochodzić od Boga! On ma wątpliwości, pyta i czeka na odpowiedź, ale kiedy ma jasność, nie waha się rzucić w przepaść za głosem który rozpoznał jako Boży. Idzie do Szawła i mówi: „Szawle, bracie…”. Do człowieka, który wymordował jego przyjaciół mówi „bracie”.

Dobry Pasterz nie patrzy z góry na swoje owce, ale podchodzi do tej najbardziej zbuntowanej i niebezpiecznej, patrzy jej w oczy i mówi: „bracie”. To jest heroizm miłości.

W tym tygodniu modlimy się o powołania do kapłaństwa i życia zakonnego, bo z pewnością ta heroiczna miłość zasługuje na heroiczną odpowiedź. Niech Dobry Pasterz daje siły tym, którzy słyszą głos powołania.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

The Shepherd of heroic love

2007Today is the Sunday of the Good Shepherd. I look at it with sentiment, because it was Jesus as a shepherd that spoke to me, when I really met with Him for the first time about 8 years ago. He found me as a small and lost sheep and put a bell around my neck with the words „property of Jesus Christ.” From that moment, I’m sure that wherever I get lost, He will always find me.

These days we celebrate the 1050 anniversary of the baptism of Polish. This is a great event for our country, which has deeply influenced the fate of Poles. We do not know what would have happened to us, if it was not that faith left on our lands. However, I have some difficulty with the celebration, because baptism of nations sounds to me like something imposed, enforced and taking away people’s freedom. Now it looks different, because parents consciously and voluntarily (hopefully!) come to the Church for this most beautiful gift for their children.

The Good Shepherd does not put a fence around the meadow, so sheep stay where they should, but when a sheep gets lost, he goes running after her risking His own life. That is the heroism of love.

On Friday I had the pleasure to meet with students and talk about discernment. In this context, I was touched by Ananias from the first reading. He was truly a master of discernment. He was able to hear the precise command of Jesus and go through with it in totally absurd circumstances. After all, he was sent to the greatest persecutor of Christians at that time! When we read this story today, we surely have in mind Paul after his conversion, his great works, numerous journeys, Apostle of nations … and yet that was not the person Ananias was sent to. He was sent to Saul, still burning with desire to put to death the disciples of the Lord. What courage to even think that such a voice could come from God! He has doubts, asks and waits for a response, but when he is enlightened, he does not hesitate to throw himself down the cliff after a voice which he recognized as God’s. He goes to Saul and says, „Brother Saul…”. He calls the man, who murdered his friends „brother”.

The Good Shepherd does not look down on His sheep, but goes to the most rebellious and dangerous one, looks her in the eye and says „brother”. That is the heroism of love.

This week we pray for vocations to religious life, because surely this heroic love deserves a very heroic answer. May the Good Shepherd give courage to the ones that are called.

 

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

The real Church

10608744_10204511874344037_7159637879859125854_oToday I came back from Warsaw where we had our provincial meeting, which is a meeting of Sisters from all over Poland. These meetings are always a very important event for me. Besides the fact, that I can get to see my sisters from the Society, I can also get a different perspective which shows me, that I am not alone, I am part of a greater whole. That doesn’t mean that I need to agree with everyone and that everything we do is simple, easy and nice, but it means that my everyday struggle, which I often concentrate on, has a deeper meaning if you make it a part of the bigger puzzle. On a deeper level, we are all unified because we all feel the same call of Jesus, who is sending us to preach the love of the Heart of Jesus in the world.

It is very similar with our presence in the Church. The Church is not a building, it’s not the hierarchy, and not even the priests and nuns. The Church is all of us. Probably most of us know that, but probably most of us doesn’t feel it. If we only see each other at Mass every Sunday, there is a chance, that we don’t feel like part of a huge Church. It may help to realize that Christianity is the faith of the largest number of people on earth, or that in every small part of the world someone today will hear exactly the same readings from the same Bible, will speak the same words and, above all, receive the same Body of Christ. But this may not be enough to feel a part of the greater whole. We need a close community, people, who will be with us hand in hand walking towards the Kingdom of God. We need friends, who will help us find the right way, when we begin to get lost. We need people around us who will be crazy for Jesus, who will show us, that it’s worth to fight for the right thing. And this doesn’t mean, that they all will be perfect, because the Church is also my neighbor, which I don’t like and the lady who is always singing out of tune. The only important thing is that they all have the same target – salvation.

If your parish is not a place like that for you, make it be one. If you are not able, find another place, another community, other people. Don’t give up until you find the real Church. It really exists!

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Prawdziwy Kościół

10608744_10204511874344037_7159637879859125854_oDziś wróciłam z Warszawy, gdzie miałyśmy tzw. zebranie prowincjalne, czyli spotkanie sióstr z całej Polski. Te spotkania są dla mnie zawsze ważnym wydarzeniem. Oprócz tego, że mogę się spotkać ze swoimi współsiostrami ze Zgromadzenia, to przede wszystkim łapię zupełnie inną perspektywę, która mi pokazuje, że nie jestem sama, że jestem częścią większej całości. To nie znaczy, że ze wszystkimi muszę się zgadzać i że wszystko co robimy jest proste łatwe i przyjemne, ale znaczy to, że mój codzienny trud, na którym się często koncentruję, ma sens, jeśli włoży się go do większej układanki. Na najgłębszym poziomie towarzyszy nam wszystkim to samo przekonanie, że Jezus posyła nas by głosić miłość Serca Jezusa na tym świecie.

Bardzo podobnie jest z naszą obecnością w Kościele. Kościół to nie budynek, ani nie hierarchowie, nawet nie księża i osoby zakonne. Kościół to my wszyscy. Pewnie większość z nas to wie, ale nie koniecznie większość z nas to czuje. Jeśli przychodzimy tylko na Eucharystię w niedzielę i święta i przyjmujemy księdza po kolędzie, to może się okazać, że wcale nie czujemy się członkami ogromnego Kościoła. Może pomóc nam uświadomienie sobie, że chrześcijaństwo jest wyznawane przez największą liczbę osób na świecie i że w każdym zakątku ziemi ktoś w tym dniu słyszy dokładnie te same czytania, wypowiada te same słowa i przede wszystkim przyjmuje to samo Ciało Chrystusa. Ale to nadal może nie wystarczyć, byśmy poczuli się częścią tej większej całości. My potrzebujemy bliskiej wspólnoty, ludzi, z którymi będziemy ramię w ramię zmierzać do Królestwa Niebieskiego. Potrzebujemy przyjaciół, którzy nam pomogą, kiedy zaczniemy schodzić z właściwej drogi. Potrzebujemy wokół siebie ludzi szalonych dla Jezusa, którzy będą nam pokazywać, że warto zawalczyć o dobro. I to nie znaczy, że ci wszyscy ludzie będą idealni, bo Kościół, to też ten sąsiad z ławki obok, którego nie lubię i ta pani co zawsze fałszuje. Ważne jednak, że będzie im wszystkim przyświecał ten sam cel – zbawienie.

Jeśli Twoja parafia nie jest dla Ciebie takim miejscem, to spraw żeby takim się stała. Jeśli nie jesteś w stanie, to szukaj innego miejsca, innej wspólnoty, innych ludzi. I nie spocznij dopóki nie znajdziesz prawdziwego Kościoła. On naprawdę istnieje!

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | Dodaj komentarz

Cierpienie prowadzące do życia

stopkiOstatnia dyskusja o aborcji powoduje we mnie wiele emocji. Z jednej strony wydaje się to dyskusją niejako akademicką nad wartością życia, jego początkiem, moralnością zabijania. Z drugiej strony ton, w jakim odbywa się dyskusja jest dla mnie niezwykle zasmucający, bo mam wrażenie, że obie strony reagują bardzo agresywnie i za wszelką cenę chcą uderzyć w przeciwnika.

Do tej pory stałam na stanowisku, że dyskusja o aborcji nie jest dyskusją, w którą trzeba mieszać wiarę. To że wiele osób tłumaczy wiarą swoją chęć obrony życia nie jest dla mnie argumentem. Uważam, że każdy człowiek, bez względu na źródło swojego wewnętrznego prawa moralnego, powinien bronić życia i nie godzić się na jego odbieranie innym. Przecież nikt z nas chyba nie popiera morderców? A jednak w przypadku aborcji się rozmijamy. I nie chodzi tu o kobiety, które faktycznie się na aborcję decydują, bo podobnie jak pod wpływem silnych emocji można kogoś zabić na ulicy, tak i w tym wypadku możemy się decydować na pochopne decyzje. Tylko, że aborcji bronią ludzi, którzy się w takiej sytuacji nie znaleźli, którzy próbują udowadniać, że aborcja jest lepszym wyjściem. Jeśli nie dobrem wprost, to przynajmniej mniejszym złem. Do tej pory wydawało mi się, że to kwestia definicji życia, szukania początku człowieka. Dziś zmieniłam zdanie.

W dyskusji z moją niewierzącą znajomą dobrnęłyśmy do miejsca, w którym pojawił się temat cierpienia. Wtedy wiele zrozumiałam i zorientowałam się, że właśnie w tym miejscu nie możemy tej dyskusji oderwać od wiary. Człowiek niewierzący nie jest w stanie zrozumieć sensu cierpienia. Dla niego lepiej jest umrzeć niż cierpieć. Stąd możemy przez eutanazję ludziom pomagać i przez aborcję ratować dzieci przed życiem w chorobie, trudnym dzieciństwem, ojcem gwałcicielem. Wtedy te wszystkie argumenty zaczynają mieć logiczny sens, bo ileż cierpienia oszczędzone jest też rodzicom, którzy tego dziecka nie chcą, którzy mieliby narażać swoje zdrowie…

Tylko dla osoby wierzącej cierpienie ma głęboki sens, bo Chrystus uświęcił cierpienie, sprawił, że możemy je przemieniać w łaskę, możemy się nim modlić. Pisałam o tym niedawno. Wczoraj w Falenicy zmarł o. Jerzy Zakrzewski SJ. Człowiek, który był przez ostatnie lata prawie całkowicie sparaliżowany, o którym miałam okazję słyszeć wiele ciepłych słów. Zarażał innych swoją wolą życia i radością. Wielka to strata dla jezuitów… Pisał on pięknie o swoim cierpieniu, które przemienia, oczyszcza, które pokazuje, że wszystko jest darem. Tym właśnie człowiek różni się od zwierzęcia, które próbujemy od cierpienia uchronić. Człowiek przez cierpienie może wzrastać, może zmierzać ku życiu.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | 4 komentarze

Wierna do ostatniej kropli krwi

niezgodna-tom-3-wierna-b-iext24993921Dwa pierwsze filmy z serii „Niezgodna” obejrzałyśmy na jednym z naszych zakonnych spotkań i od razu urzekły mnie swoim pomysłem socjologicznym, jakim jest podział społeczeństwa na frakcje, odzwierciedlające poszczególne cnoty – bezinteresowność, prawdę, odwagę… Postanowiłam wtedy, że trzecią część przeczytam zanim wejdzie do kin ekranizacja. Książka przyszła specjalnie z USA (podziękowania dla Łukasza i Diany :*) i czytałam ją przez ostatnie 3 miesiące. Fascynujące było dla mnie jak dalej potoczyła się akcja i jak rozwiązuje się zagadka zewnętrznego świata, do którego docierają bohaterowie miasta. Nie będę się tu jednak rozpisywać o fabule, ale chciałabym napisać dwa słowa o zakończeniu – kto ma ochotę czytać lub oglądać niech się spodziewa spoilerów 😉

W ostatnim czasie udało mi się być w kinie na „Wiernej” i skończyć czytać książkę, co w sumie doprowadziło mnie do niemałego zaskoczenia. Cały film w zasadzie jest oddany, o ironio bardzo „niewiernie”, ale zakończenie jest mistrzostwem świata. Książka bowiem traktuje o oddaniu życia, przebaczeniu i zwycięstwie miłości, a film opowiada o zemście, arogancji i postawieniu na swoim.

Punktem kulminacyjnym książki jest moment, kiedy paczka głównych bohaterów żeby ratować swoje miasto musi poświęcić kogoś, kto wejdzie do magazynu z bronią i uruchomi odpowiednie mechanizmy, ale w wyniku systemu zabezpieczającego zostanie zabity. Ofiarowuje się Caleb, brat głównej bohaterki Tris, który ma na sumieniu wiele zdrad i w ten sposób próbuje odkupić swoje winy. Tris nie wie czy powinna mu na to pozwolić i padają wtedy bardzo znamienne słowa: „We frakcji Altruistów uczyli, że jest tylko jeden przypadek, w którym możesz pozwolić, by ktoś poświęcił się dla ciebie. Wtedy kiedy ofiara jest jedynym sposobem dla tej osoby by pokazać ci jak bardzo cię kocha. W tym wypadku powinnaś na to pozwolić”. Kiedy więc Tris dowiaduje się, że Caleb chce poświęcić życie z poczucia winy, a nie z miłości, nie pozostawia mu wyboru i sama udaje się do magazynu, gdzie traci życie. Dla twórców z Hollywood te wątek musiał być całkowicie niezrozumiały. Jak główny bohater może umierać i to w dodatku z własnej woli? Żeby jeszcze bardziej pokazać nam podobieństwo do Jezusa, autorka książki tuż przed akcją umieszcza słowa jakby wyjęte z ust Kaifaszowi: „Jedna śmierć by ocalić tysiące ludzi od tragicznego losu? I pozbawić władzy oprawców? Czy to w ogóle podlega dyskusji?”. W filmie jednak na próżno szukać możemy choćby okruchów tego wątku. Nikt tam nie zamierza niczego poświęcać. Jest tylko walka i nowoczesne gadżety.

Kolejnym ciekawym wątkiem jest przebaczenie. W książce bohaterowie wciąż komuś muszą przebaczać różne zdrady i występki. To właśnie w głowie Tris pojawia się ważny tekst dla tych, którzy zmagają się w życiu z zapomnieniem o czyichś winach: „Potrafiłam być dla niego miła, ponieważ za każdym razem gdy przypominałam sobie o tym co się wydarzyło, natychmiast odsuwałam od siebie tę myśl. Ale to nie może być przebaczenie, gdybym mu przebaczyła, mogłabym myśleć o tym co się stało bez żalu, prawda? A może przebaczenie jest właśnie ciągłym odsuwaniem od siebie przykrych wspomnień, dopóki czas nie zabierze bólu i złości, a wtedy zło zostanie przebaczone.” W filmie nie znajdziemy takich wątków. Ostatnia scena wyraźnie natomiast pokazuje jak główni bohaterowie wysadzają w powietrze całe centrum, które podtrzymywało przy życiu ich miasto. Robią dokładnie to, przed czym bronili swoich bliskich przez cały film. Nie ma miejsca na przebaczenie, jest tylko zemsta. Książka natomiast kończy się zupełnie inaczej. Zburzone zostają mury między miastem a zewnętrznym światem i ludzi uczą się żyć w pokoju.

Ostatnia ciekawa dla mnie kwestia to wady genetyczne, wokół których toczy się akcja trzeciej części. Bohaterowie wychodząc za miasto dowiadują się, że było ono eksperymentem prowadzonym przez ludzi z Centrum aby naprawić błędy genetyczne powstałe w wyniku wcześniejszych zabaw naukowców z genami człowieka. Dużo wydarzeń dotyka tego jak bardzo jesteśmy zepsuci z samej natury, co dla mnie jest nawiązaniem do grzechu pierworodnego i naszych skłonności do wybierania zła, a nie dobra, mimo chęci by było odwrotnie. Życie jednak pokazuje, że nie jesteśmy skazani na zło, możemy budować dobro.

Zostawiam Was więc z ostatnimi słowami Tobiasa, chłopaka Tris, który wiele musiał wycierpieć z powodu utraconej miłości: „Życie nas niszczy. Każdego z nas. Nie możemy uciec od tego zniszczenia. Ale teraz uczę się też tego: Możemy być uleczeni. Leczymy się wzajemnie.”

I oczywiście bardzo polecam książkę. Film już niekoniecznie…

  • teksty z książki w moim wolnym tłumaczeniu z angielskiego
Zaszufladkowano do kategorii Recenzja | Dodaj komentarz