Powiew zmian

windW ten weekend miałam okazję być na fantastycznym spotkaniu młodych sióstr z Europy w Paryżu. Było to spotkanie wyjątkowe, bo miałam okazję po raz pierwszy odwiedzić kościół św. Franciszka Ksawerego, gdzie leży nienaruszone ciało naszej świętej założycielki – Magdaleny Zofii Barat. Niesamowicie inspirująca była również dla mnie prezentacja naszej byłej Matki Generalnej, Patrycji de Quevedo, która opowiadała o tym jak od Soboru Watykańskiego II kształtowało się nasze podejście do wychowania i nauczania. Słowa które przewijały się przez całą opowieść to: zmiany, zmiany, zmiany…

W ciągu tych 50 lat miałyśmy wiele tzw. Kapituł Generalnych, czyli spotkań delegatek z całego Zgromadzenia. Każda z nich wprowadzała kolejny krok ogromnych zmian, ale największe miały miejsce w 1964 i 1967 roku, czyli w okolicach końca Soboru. Wtedy Siostry z ogromną odwagą decydowały o tym, by zamykać nasze renomowane szkoły, w których kształciłyśmy elity i iść do ubogich. Wyszłyśmy z klauzury, by żyć z ludźmi i pośród nich. Zaczęłyśmy widzieć nasze różnice kulturowe jako wielki dar, a nie przeszkoda, którą trzeba pokonać i dążyć do unifikacji. Traciłyśmy wtedy bardzo szybko pozycję społeczną wśród duchowieństwa i traciłyśmy wiele sióstr, które nie mogły zaakceptować takich przemian. Ale jestem głęboko przekonana, że zachowałyśmy Ducha i wypełniałyśmy z heroiczną odwagą wezwania Soboru.

13179096_1008291545875132_1280111639214492113_nTaki plakat krąży ostatnio w sieci. To zaproszenie z Chile, by dołączyć do jezuitów. Tekst na nim głosi: „Naszym domem jest świat”. To doskonała ilustracja tego jak Duch działał także w naszej Wspólnocie i jak posyłał nas na peryferie życia. Dziś jest we mnie niesamowita wdzięczność dla tych Sióstr, które potrafiły odczytywać znaki czasu i nie tracąc nic z mądrości naszej Świętej Matki, szły w nieznane.

Nie sposób mi nie skojarzyć tego wszystkiego ze słowami  ks. Josepha Ratzingera z 1969, które przeczytałam akurat w dniu wyjazdu: „Z dzisiejszego kryzysu – mówił przyszły papież – wyłoni się Kościół, który straci wiele. Stanie się nieliczny i będzie musiał rozpocząć na nowo, mniej więcej od początku. Nie będzie już więcej w stanie mieszkać w budynkach, które zbudował w czasach dostatku. Wraz ze zmniejszeniem się liczby swoich wiernych, utraci także większą część przywilejów społecznych. Rozpocznie na nowo od małych grup, od ruchów i od mniejszości, która na nowo postawi wiarę w centrum doświadczenia. Będzie Kościołem bardziej duchowym, który nie przypisze sobie mandatu politycznego, flirtując raz z lewicą, a raz z prawicą. Będzie ubogi i stanie się Kościołem ubogich. Wtedy ludzie zobaczą tę małą trzódkę wierzących jako coś kompletnie nowego: odkryją ją jako nadzieję dla nich, odpowiedź, której zawsze w skrytości szukali”.

Nasze Zgromadzenie czeka kolejny przełom, bo w te wakacje mamy kolejną Kapitułę Generalną. Ciekawa jestem bardzo gdzie Duch powieje! 🙂

O s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Sacre Coeur. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

5 odpowiedzi na Powiew zmian

  1. F. pisze:

    Cieszę się, że idziesz do przodu:)

  2. mil pisze:

    No rzeczywiscie ogromna odwaga… Az strach sie bac… Zwlaszcza, jesli to nic nie kosztuje, bo i tak wyjscia nie ma…

    • s. Ewa pisze:

      nie bardzo rozumiem… czemu nie ma wyjścia? wiele zgromadzeń nie wprowadziło poważnych zmian po Soborze. nikt tego nie narzucał

      • mil pisze:

        Wprowadzily, nie wprowadzily… Co za roznica? Jedni lubia sredniowiecze, inni postmodernizm…
        A tak przy okazji skoro „ksztalcilySMY”, „wyszlySMY”, to moze tez troszke refleksji nad SMY mniej chwalebnym? Mowia tez o tym w tzw. poczatkowej formacji czy tylko o „ksztalcilySMY elity”, „zachowalySMY Ducha”, „wypelnilySMY z heroiczna odwaga” – tak przy okazji: w czym byl konkretnie ten HEROIZM?
        Nie ma to jak radosnie zjadac wisienki z tortow…

        • s. Ewa pisze:

          No tak, rzeczywiście może to brzmi arogancko, tak sobie przywłaszczać zasługi innych… ale to po prostu mój sposób postrzegania świata. Ja się bardzo szybko utożsamiam z grupą, do której należę. Jak byłam w Kenii, to złapałam się na tym, że mówiłam do kogoś, że Chińczycy NAM budują Mombasa Road 🙂 A heroiczna odwaga w tym, żeby wprowadzać zmiany, kiedy większość wolałaby jednak pozostać przy status-quo. Pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *