Heroic gratitude

dar-y-recibirToday’s Gospel reminds us of gratitude. Jesus heals 10 lepers, but only one returns to thank Him. „Were not all ten cleansed? Where are the other nine? Was no one found to return and give praise to God except this foreigner.” I wondered once about what happened to the rest, who have not thanked, did their illness return? I am convinced that it didn’t. Our gratitude is not needed by God, it is necessary for ourselves, because it changes our view of the world – instead of evil, we begin to see good. I think all ten continued to enjoy good health, but only one was able to heal something more important – his soul. Perhaps this is why at the end, Jesus says to him, „Rise and go; your faith has healed you.” His belief that someone could do the impossible, converted his heart.

As shown in this short story, it is hard for us to be grateful even when miracles happen in our lives. And I believe that we can only be truly happy when we are able to give thanks in every situation. Even when we experience evil and injustice, only finding the tiny hidden good will make us happy.

With great concern and sadness I watched the last weeks of debate in Poland on a bill to tighten the abortion law. Both sides of the conflict were throwing mud at each other in the name of freedom and protecting life, understood differently. The worst, as always in such discussions, was a whole bunch of simplifications and lies told to back up one point of view. I want to believe that each party was fighting for something good, not only for their well-being or winning the case, but as usual it all ended up making everyone at odds with each other. For me the greatest good in this case happened on the side of the main discussion, because I saw people who lived with gratitude and not just any gratitude, but a heroic one.

These days I was reminded of thousands of parents who, in the privacy of their home, without cameras, give their whole life to children with disabilities. That is heroic gratitude for the life that has been entrusted to them. I also had the opportunity to read the story of a woman who has experienced the greatest tragedy of rape, but she was able to bring out the good out of the unimaginable evil. She decided to keep the baby and said: „I was harmed, nobody protected me, but I’m not going to let anyone hurt you! I will be with you always. Your mother.” This is heroic gratitude.

Let us not think, however, that gratitude or any other heroism can be imposed on anyone. We can force someone to say „thank you”, to smile, but we cannot force anyone to be grateful. Therefore, the only thing we can do is give an example of such heroism. Seek God and good everywhere – in the largest mess, among the greatest of wars, on the furthest periphery and maybe today especially in those who think differently.

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Los pielgrzyma

img_1283Dzisiaj w Ewangelii pada zdanie, które bardzo lubię: „Lisy mają nory i ptaki powietrzne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć.” Może brzmieć to trochę jak wyrzut i użalanie się Jezusa nad swoim losem. A jednak można to odebrać bardzo pozytywnie, bo to co dla jednych jest bezpieczną przystanią, dla innych jest ciasnym portem, w którym warto się zatrzymać tylko na chwilę, by zaraz dalej ruszyć w drogę. Często lubię przypominać sobie słowa św. Katarzyny ze Sieny, która mówiła: „Życie jest mostem. Przejdź przez nie, ale nie buduj na nim swojego mieszkania”.

Jutro, w święto Archaniołów, miną dokładnie cztery lata od kiedy moja stopa stanęła w Pobiedziskach i rozpoczęłam moje życie zakonne. (Jak ktoś chce może sobie poczytać jak to wyglądało 🙂) Te cztery lata były bardzo piękne z różnych względów, ale dziś szczególnie jestem wdzięczna za to życie pielgrzymie. Nie będę miała co prawda swojego domu z ogródkiem i nie pomaluję kuchni na ulubiony kolor, ale też nigdzie nie zapuszczę korzeni na tyle, by stało się to ciężarem. Nie zawsze takie życie jest łatwe, bo często przyjdzie nam zmieniać wspólnotę i miasto właśnie wtedy kiedy zdążymy wszystko poznać, wdrożyć się w misję, zaprzyjaźnić z sąsiadami… ale właśnie to jest najlepszy czas, by przypomnieć sobie, że nasz dom jest gdzieś dalej, że życie jest drogą, że Bóg jest wszędzie. Uwielbiam wyzwania, które niesie za sobą „nowe” i nie przestają mnie one fascynować, nawet jeśli są trudne.

Wiem, że mając rodzinę ciężko żyć życiem pielgrzyma. Ideałem ewangelicznym na pewno nie jest ciąganie dzieci po świecie i kazanie im co chwilę zmieniać szkoły… ale warto pomyśleć czy nasze serce jest ciągle w drodze, czy szuka ciągle okazji, by bardziej kochać, by uczyć się na nowo patrzeć na świat. Bo właśnie do tego zaprasza Jezus – by nie oglądać się wstecz i zmierzać śmiałym krokiem do świętości.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 2 komentarze

Złodzieje czasu

czas-godzina-zegarekU nas w parafii już trzeci dzień świętujemy razem ze św. Stanisławem Kostką, naszym patronem. Z tej okazji wczoraj dzieci wystawiały przedstawienie pt.: „Złodziej czasu”. Fabuła była dosyć prosta o tym, że czas zabierają nam nieznaczące rzeczy, a brakuje go nam na relacje. Ja wielokrotnie łapię się na tym, że hierarchia wartości mojego zwyczajnego dnia nie odzwierciedla wcale tego co byłoby moim ideałem. Wcale więcej mojego czasu nie poświęcam na to co uważam za ważne.

W ostatnim czasie towarzyszy mi fragment naszych konstytucji, który dotyczy tego etapu formacji na jakim się znajduje, czyli po ślubach czasowych. „Młoda profeska styka się z nową sytuacją: życia apostolskiego otwartego na świat. Ilość i różnorodność wezwań dostrzeganych w zetknięciu z problemami i potrzebami odkrywanymi poprzez kontakty i przyjaźnie, stawiają ją wobec konieczności dokonywania wyborów. Będzie je podejmować zgodnie ze swoją konsekracją. W ten sposób uczy się żyć w świecie nie będąc ze świata.” Myślę, że to cenna wskazówka nie tylko dla zakonnic. Każdy z nas powinien decyzje podejmować zgodnie ze swoim powołaniem – czy to będzie matka czy ojciec, czy pracownik, student, uczeń. Każdy uczeń Chrystusa ma żyć w świecie, ale jednocześnie cały czas patrzeć w Niebo. W tej perspektywie naprawdę nie ma czasu na głupoty, bo tak wiele dobra jest do zrobienia! Może warto dziś sobie uświadomić, że złodziejem naszego czasu nie jest jakaś zewnętrzna siła, ale my sami – kradniemy sobie czas naszymi własnymi wyborami. Bardziej lub mniej świadomymi.

Patron dzisiejszego dnia nie był przykładem grzecznego ułożonego chłopca. Z pewnością jednak nie szczędził czasu na to ważne. Podjął wielkie ryzyko, uciekając z domu, by wstąpić do jezuitów, przeciwstawił się rodzicom i oczekiwaniom jakie mieli wobec niego. Ruszył piechotą z Wiednia do Rzymu żeby iść za tym co podpowiadało mu serce. My nie koniecznie musimy daleko uciekać, ale może czasem taka postawa jest nam potrzebna, kiedy trzeba wybrać to co najważniejsze i nie zrobić czegoś co inni od nas oczekują. Może trzeba się na chwilę schować przed światem i spotkać się z Jezusem aby nabrać siły na dalsze działania? Może trzeba jeszcze raz spojrzeć na listę spraw i zobaczyć co na niej naprawdę zmieni świat, a co jest tylko dodatkiem? Do tego namawia nas też dzisiejsza Ewangelia – byśmy byli tak samo sprytni, kiedy chodzi o sprawy Boże, jak potrafimy być gdy chodzi o znalezienie chwili na nasze ulubione zjadacze czasu.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 3 komentarze

Time thieves

czas-godzina-zegarekIn our parish for three days now we have been celebrating together with St. Stanislaus Kostka, our patron. On this occasion, yesterday the children staged a play entitled: „Thief of Time”. The plot was quite simple – we use our time for insignificant things and we don’t have enough for our relationships. I frequently catch myself seeing that the priorities of my ordinary day do not reflect my ideals. I don’t spend more of my time on what I consider important.

Recently, I am accompanied by a fragment of our Constitution, which refers to the stage of formation at which I am now after my temporary vows. „The young professed faces a new situation: that of living an apostolic life open to the world. Many different calls make themselves heard. She becomes aware of them through the problems and needs she discovers, as well as through her relationships and friendships. These calls confront her with choices, and her response will be an expression of her consecration, and of a whole new way of living in the world. ” I think this is a valuable tip not only for nuns. Each of us should make decisions in accordance with their vocation – be it a mother or father, or employee, student. Every disciple of Christ is to live in the world, but at the same time look towards Heaven. In this perspective, there is really no time for foolishness, there is so much good to be done! It might be worth it to realize today that the thief of our time is not some external force, but we ourselves – we steal time with our own choices. More or less conscious.

In Poland today we celebrate the feast of st. Stanislaus. He was not an example of a polite and obedient boy. But certainly he had time for the most important things. He took a great risk, fleeing from home to join the Jesuits, in opposition to his parents and the expectations they had for him. He walked on foot from Vienna to Rome to follow what his heart told him. We do not necessarily have to run away, but sometimes this attitude would be helpful. Sometimes we need to choose what is most important and not do something that others expect from us. You may need a moment to hide from the world and meet up with Jesus to gather strength for further action? You may need to look at your todolist and see what will really change the world, and what is only an addition? This is also the encouragement of today’s Gospel – if only we were as smart when it comes to the things for God’s Kingdom, as we are when it comes to finding time for our favorite time thieves.

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Po owocach poznacie

plik552b8a7720504Dzisiejsza Ewangelia zdaje się być trudna. To jeden z tych momentów, kiedy wydaje mi się, że Bóg dzieli ludzi na dobrych i na złych: „Dobry człowiek z dobrego skarbca swego serca wydobywa dobro, a zły człowiek ze złego skarbca wydobywa zło.” A przecież każdy z nas jest grzesznikiem, a jednocześnie każdy z nas jest odkupiony Krwią Jezusa. Jak można więc dzielić na dobrych i złych? Pośród rozważań odnośnie tego kto mógłby być uznany za „dobre drzewo” przynoszące „dobre owoce”, nagle coś zrozumiałam. Przecież to nie jest jakiś socjologiczny opis społeczeństwa i klasyfikacja ludności, to jest Pismo Święte! A ono zawsze ma dla nas dwa przekazy – mówi nam coś o Bogu i mówi nam coś o nas samych. Z tej perspektywy wszystko nabrało innego sensu.

Jezus nam mówi, że „Nie jest dobrym drzewem to, które wydaje zły owoc, ani złym drzewem to, które wydaje dobry owoc”. O Bogu mówi nam to tyle, że skoro Bóg jest czystym dobrem, a Szatan czystym złem, to nie dajmy się zwieść podpowiedziom, które sugerują, że z Bożych planów mogą wynikać jakieś niedobre konsekwencje, albo co gorsza, że z szatańskich zamiarów może wyjść jakieś dobro. Dokładnie to próbuje nam wmówić świat prezentując co chwila coś co jest „grzechu warte”. Jasne, że to tylko chwyt reklamowy, ale ta mentalność w nas się zakorzenia. Możemy być pewni, że jeśli nawet w małej sprawie świadomie wybierzemy zło, bo jest lekkie, łatwe i przyjemne, to prędzej czy później zło do nas powróci.

Ta Ewangelia mówi nam też coś o nas samych. Jeśli nasze życie przynosi dobre owoce, to znaczy, że nasze serce jest dobrym drzewem, zakorzenionym w Miłości (nawet jeśli nie nazwiemy jej wprost Bogiem). Jeśli jednak z jakiegoś powodu owoce naszych działań są złe, to nie szukajmy przyczyn w niewłaściwym nasłonecznieniu, zanieczyszczeniu powietrza i zżerających nas robakach. Coś jest nie tak z naszymi korzeniami. One się same nie psują – może kiedyś doznały porażenia piorunem i nie umieją się odrodzić, może jest w nich zbyt dużo lęku, by swobodnie się rozrastać, a może nie chcą podjąć wysiłku, by dokopać się do źródeł Żywej Wody.

Ja mam dziś zaszczyt być w Markach i nagrywać Festiwal młodych talentów Marki.Fm. Warunkiem wzięcia udziału w Festiwalu były teksty, które promują pozytywne wartości, które skupiają się na dobru. To okazja dla młodych ludzi, by rozwijać talenty i zapuszczać korzenie w dobrą stronę!

Zróbmy dziś przegląd naszych owoców. Jeśli są dobre – podziękujmy Bogu za odżywcze soki, którymi nas poi każdego dnia i ucieszmy się zdrowymi korzeniami, które mogą dawać życie. Jeśli owoce są złe, to spójrzmy na nasze korzenie – czym je karmimy, jaką dajemy im przestrzeń. Przede wszystkim jednak wzywajmy najlepszego dendrologa, specjalistę od leczenia wszelkich chorób – samego Jezusa.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | Dodaj komentarz

You will know by the fruits

plik552b8a7720504Today’s Gospel seems to be difficult. It’s one of those moments when it looks to me like God is dividing people into good and bad: „A good person out of the store of goodness in his heart produces good, but an evil person out of a store of evil produces evil.” And yet each of us is a sinner, and each of us is redeemed by the blood of Jesus. So how can you divide into good and bad? While I was thinking about who might be considered a „good tree” bringing „good fruit”, suddenly I realized something. After all, this is not a sociological description and classification of the population, it is Scripture! And the Bible always has two messages for us – it tells us something about God and tells us something about ourselves. From this perspective, everything took on a different meaning.

Jesus tells us that „A good tree does not bear rotten fruit, nor does a rotten tree bear good fruit.” This says something about God – since He is pure good and Satan is pure evil, we should not be deceived by the hints suggesting that God’s plans might have any kind of bad consequences, or worse, that the devil’s intentions may result in any good. It is sure that if we consciously choose evil, even in very small matters, because it is easier and brings pleasure, sooner or later we will get bad fruit.

This Gospel also tells us something about ourselves. If our life brings good fruit, it means that our heart is a good tree, rooted in Love. However, if for some reason the fruits of our actions are bad, we shouldn’t  look for excuses in bad sunlight, air pollution and worms eating us up. Something is wrong with our roots. They did not spoiled by themselves – maybe in the past they suffered from lightning and they can not be reborn, maybe there is too much fear in them to freely grow, or maybe they don’t want to take the effort of digging to the source of Living Water.

Today I have the honor to be in Marki and film the music festival of young talents Marki.Fm. The condition for participation in the Festival was having lyrics that promote positive values and focus on the good. It is an opportunity for young people to develop their talents and spread their roots in the right direction!

Let’s review our fruits today. If they are good – let’s thank God for nutritious juices, which God gives us every day and let’s be happy for the healthy roots that can give life. If the fruit is bad, then let’s look at our roots – what do we feed them, do we give them space. Above all, however, let us call upon the best tree doctor, a specialist in the treatment of any disease – Jesus himself.

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Miłość ponad prawdą

8836598-boska-florence-900-476Przynależność do Chrystusa zobowiązuje do tego, by poszukiwać prawdy i by świadczyć o niej w naszym życiu. W imię prawdy można poświęcić wiele, aż do wymiaru męczeństwa. Prawda jest ważna i udowadnia to sam Jezus, mówiąc, że On jest Prawdą. Chrześcijaństwo nie pozwala nam się zadowalać namiastkami i podróbkami, każde nam szukać prawdziwej miłości, prawdziwego szczęścia i prawdziwej wolności. Często bardzo różnych od tego co proponuje nam świat.

Wczoraj wspólnotowo wybrałyśmy się do kina na film „Boska Florence”. Jest to mistrzowskie dzieło nie tylko ze względu na genialną grę Meryl Streep czy szarmancki uśmiech Hugh Granta. Jest tam mnóstwo wątków, które zostawiają pytania w sercu. Tytułowa Florence to marzycielka całkowicie pozbawiona głosu, która jednak bardzo chce śpiewać. W osiągnięciu tego marzenia pomagają jej ogromne pieniądze, które sprawiają, że wiele osób prawi jej fałszywe komplementy, ale przede wszystkim piękny świat, w którym ona jest najwspanialszą śpiewaczką, kreuje jej oddany całym sercem mąż. Możemy mieć wiele wątpliwości co do czystości intencji bohaterów i co do tego czy cała taka farsa nie jest właśnie godzeniem w prawdę, w piękno, w doskonałość… Nie mogę jednak oprzeć się wrażeniu, że jest coś większego od prawdy i tą wartością jest miłość.

Dzisiaj w Ewangelii złe duchy mówią nam największą prawdę jaka jest na ziemi. Mówią do Jezusa: „Ty jesteś Syn Boży”. Jezus wcale ich za to nie chwali, wręcz przeciwnie – gromi je i nie pozwala im mówić. Może więc nie każda prawda jest dobra, a nie każde kłamstwo jest złem? Pewnie bardzo łatwo zarzucić mi relatywizm, ale wcale nie o to mi chodzi – bo tak naprawdę, to granica między prawdą a kłamstwem nie zawsze przebiega wzdłuż naszych słów i czynów, ale znajduje się w naszym sercu. Jeśli wypowiadamy prawdę po to by skrzywdzić drugiego człowieka, to przestaje ona być prawdą, bo przeciwstawia się miłości. To nasze serce wie jaką mamy intencję.

Ósme przykazanie w tym kontekście brzmi bardzo dosadnie – nie kończy się na stwierdzeniu: „nie mów fałszywego świadectwa”, ale dodaje jeszcze „przeciw bliźniemu swemu”. A co jeśli mówię coś fałszywego na jego korzyść? Czy można z miłości kogoś oszukiwać? Odpowiedź z pewnością jest złożona i nie ma tu gotowej recepty. Najważniejsze jednak wydaje się pytanie, czy naginamy prawdę dla naszej własnej wygody, czy może wręcz przeciwnie – narażamy własne dobre imię po to by bronić kogoś z miłości.

Pomyśl więc dwa razy zanim coś wypowiesz. I nie zastanawiaj się najpierw „czy to prawda?”, ale zastanów się „czy będzie z tego dobro?” i „czy mówię to z miłości?”. Wydają się to być o wiele ważniejsze pytania.

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | 4 komentarze

Love greater than truth

8836598-boska-florence-900-476Belonging to Christ obliges us to  seek the truth and to bear witness to it in our lives. We should be able to give up a lot in the name of the truth, even up to martyrdom. The truth is important and Jesus proves that saying that He himself is the Truth. Christianity does not allow us to settle for substitutes and fakes, it makes us seek true love, true happiness and true freedom. Often very different from what the world offers us.

Yesterday, with my community I went to the cinema to see „Florence Foster Jenkins”. It is a masterpiece not only because of the brilliant role of Meryl Streep and gallant smile of Hugh Grant. There are plenty of plots that will leave questions in your heart. Florence is a dreamer who has completely no voice, but really wants to sing. In achieving this dream she is helped by her great fortune, which makes people pay her false compliments, but above all, a beautiful world in which she is the greatest singer is created by her devoted husband. We might have many doubts about the purity of the intentions of the film characters and ask ourselves if this farce is not aiming at truth, beauty, perfection… But I cannot help feeling that there is something bigger than the truth, and this value is love.

Today, in the Gospel evil spirits tell us the greatest truth on earth. They say to Jesus: „You are the Son of God.” He does not praise them for that, on the contrary – He rebuked them and does not allow them to speak. So maybe not every truth is good, and not every lie is evil? Probably you will accuse me of relativism, but that is not what I mean – because sometimes the line between the truth and a lie does not run along our words and actions, but it is in our hearts. If we speak the truth in order to hurt someone, it ceases to be true, because it opposes love. Only our heart knows the true intention.

The eighth commandment in this context sounds very blunt – it does not end with the statement: „you shall not bear false witness,” but adds, „against your neighbor.” What if I say something false in his favor? Is it possible to cheat someone out of love? The answer is certainly complex, and there are no ready prescriptions. But the most important question seems to be whether we alter the truth for our own convenience, or on the contrary – we risk our own good name in order to protect someone out of love.

So think twice before you say something. Let the first question you ask yourself not be: „is it true?”, but „will this be good?” and „do I say this with love?”. These seem to be far more important questions.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Chodź i zobacz

202144_dzieci_bieg_drogaTak się jakoś stało, że w ostatnich dniach DEON odświeżył mój artykuł sprzed roku na temat mitów zakonnych, gdzie dzielę się stereotypami na temat zakonnic i odkrywaniem prawdy w moim Zgromadzeniu. Niespodziewanie artykuł znowu stał się popularny i nawet kilka osób napisało do mnie z pytaniami po jego przeczytaniu. Chcę się tym dzielić, jeśli tylko mogę, bo wiem, że wiele osób ma skrzywiony obraz zakonnego życia, ale też wiem, że to nie wszystko. Myślę dziś o słowach Filipa z wczorajszej Ewangelii: „chodź i zobacz”. Świadectwo jest ważne, ale to za mało. Nie można nikomu wytłumaczyć jak jest w zakonie. Trzeba przyjść i zobaczyć.

Widziałam ostatnio filmik, na którym (zakładam, że szanowany) naukowiec tłumaczy z wielkim przekonaniem w głosie, że przecież każda religia to prymitywny wymysł człowieka by wytłumaczyć to co niewytłumaczalne. Brzmiało to jak przyrównanie osób wierzących do jaskiniowców. I można temu człowiekowi wysłać listę fizyków, noblistów, odkrywców i geniuszy, którzy badając wszechświat stwierdzili w pewnym momencie, że to wszystko musiał stworzyć ktoś Większy, ale nie sądzą by to przekonało nieprzekonanych. Myślę, że nie można nikogo przekonać o istnieniu Boga. Można tylko powiedzieć: „chodź i zobacz”. Bo Boga trzeba spotkać.

Jak się odkryje coś fantastycznego w życiu, to naturalne jest, że chcemy się tym dzielić. Staram się pisać o tym co znajduję, by inni mieli bliżej, by nie musieli tyle szukać. Dziś jednak zaczynam zauważać, że to nie jest najważniejsze, bo każdy ma inną, zupełnie unikalną drogę i musi nią przejść sam, bez skrótów. Najważniejsze jest nasze własne doświadczenie, bez którego wszystko będzie tylko teoretycznym rozważaniem. Chcesz spotkać Boga? Usłyszałeś/aś już Jego głos i chcesz iść za Nim do końca? Chodź i zobacz.

Zaszufladkowano do kategorii Spojrzenie na Boga | Dodaj komentarz

Trening gibkości

narrowdoorDziś pytają Pana Jezusa o to, czy tylko nieliczni będą zbawieni. Jego odpowiedź może wydawać się nawet nie na temat, bo w tym miejscu odpowiada, że mamy się starać wejść przez ciasne drzwi. Jakby chciał nam powiedzieć: „nie martw się o liczby, Ja mam miejsce dla każdego – nie każdy jednak zdoła przez te drzwi przejść”. Co zrobić, żeby się zmieścić? Jedno o czym trzeba pomyśleć, to by nie być za tłustym z całym swoim dobytkiem materialnym, duchowym, intelektualnym. O tym pisał niedawno o. Piotr – musimy dbać o zdrową linię. Drugie, co nam potrzeba to gibkość. Dzieci są gibkie z natury, więc przebiegają przez bramę bez problemu, my jednak musimy ją odzyskiwać przy pomocy regularnego treningu. Podobnie jak olimpijczycy przez długie lata muszą ćwiczyć, zapierać się siebie, dbać o dietę i wiele godzin spędzać na treningach, podobnie i w życiu duchowym bez tego wszystkiego się nie obejdzie.

Gibkością jaką chcemy osiągnąć jest wydoskonalenie się w miłości. Pan Jezus mówi, że do Królestwa nie wejdą ci, którzy dopuszczają się niesprawiedliwości, czyli tacy, którzy nie potrafią kochać każdego. Nie wystarczy, że będziemy kochać najbliższych, albo co gorsza jedynie siebie. Jeśli chcemy być gibcy, to mamy kochać każdego, nawet nieprzyjaciół. To nie jest łatwe, wymaga więc treningu, a trening oczywiście jest najlepszy, kiedy uczymy się od samego Mistrza, naszego Boga, który sam jest Miłością. Dlatego właśnie czas na modlitwę jest nam tak potrzebny. To nie chodzi o to, żeby odhaczyć kolejne godziny wypowiadania formułek, które Pan Bóg notuje i podlicza, ale o to, żeby ten duchowy trening przynosił nam duchowe efekty w postaci większej miłości.

Dziś rano na Eucharystii słyszałam pieśń, której część brzmi: „będziemy adorować, tracić czas w oczach świata”. Ta strata czasu to zysk, który jest niewidoczny, ale kluczowy, bo to co ziemskie przeminie, a owoce naszych treningów duchowych trwać będą wiecznie. Trenować mamy też z innymi ludźmi, szczególnie w tym roku miłosierdzia. Najbardziej owocne będą ćwiczenia z tymi, z którymi jest nam najtrudniej, bo to oni rzucają nam największe wyzwania. Warto też wspierać się wzajemnie w treningu, dopingować się i szukać nowych form ćwiczeń, żeby wszechstronnie się rozwijać. Po to jest wspólnota, żeby nas ciągnęła jak peleton w biegu.

Oby nasze codzienne trenowanie przyniosło nam duchową gibkość. Wtedy nie tylko sami w podskokach przejdziemy przez ciasne drzwi, ale też pomożemy tym, którzy będą mieli z tym kłopoty.

Zaszufladkowano do kategorii Spojrzenie na Boga | Jeden komentarz