Trening gibkości

narrowdoorDziś pytają Pana Jezusa o to, czy tylko nieliczni będą zbawieni. Jego odpowiedź może wydawać się nawet nie na temat, bo w tym miejscu odpowiada, że mamy się starać wejść przez ciasne drzwi. Jakby chciał nam powiedzieć: „nie martw się o liczby, Ja mam miejsce dla każdego – nie każdy jednak zdoła przez te drzwi przejść”. Co zrobić, żeby się zmieścić? Jedno o czym trzeba pomyśleć, to by nie być za tłustym z całym swoim dobytkiem materialnym, duchowym, intelektualnym. O tym pisał niedawno o. Piotr – musimy dbać o zdrową linię. Drugie, co nam potrzeba to gibkość. Dzieci są gibkie z natury, więc przebiegają przez bramę bez problemu, my jednak musimy ją odzyskiwać przy pomocy regularnego treningu. Podobnie jak olimpijczycy przez długie lata muszą ćwiczyć, zapierać się siebie, dbać o dietę i wiele godzin spędzać na treningach, podobnie i w życiu duchowym bez tego wszystkiego się nie obejdzie.

Gibkością jaką chcemy osiągnąć jest wydoskonalenie się w miłości. Pan Jezus mówi, że do Królestwa nie wejdą ci, którzy dopuszczają się niesprawiedliwości, czyli tacy, którzy nie potrafią kochać każdego. Nie wystarczy, że będziemy kochać najbliższych, albo co gorsza jedynie siebie. Jeśli chcemy być gibcy, to mamy kochać każdego, nawet nieprzyjaciół. To nie jest łatwe, wymaga więc treningu, a trening oczywiście jest najlepszy, kiedy uczymy się od samego Mistrza, naszego Boga, który sam jest Miłością. Dlatego właśnie czas na modlitwę jest nam tak potrzebny. To nie chodzi o to, żeby odhaczyć kolejne godziny wypowiadania formułek, które Pan Bóg notuje i podlicza, ale o to, żeby ten duchowy trening przynosił nam duchowe efekty w postaci większej miłości.

Dziś rano na Eucharystii słyszałam pieśń, której część brzmi: „będziemy adorować, tracić czas w oczach świata”. Ta strata czasu to zysk, który jest niewidoczny, ale kluczowy, bo to co ziemskie przeminie, a owoce naszych treningów duchowych trwać będą wiecznie. Trenować mamy też z innymi ludźmi, szczególnie w tym roku miłosierdzia. Najbardziej owocne będą ćwiczenia z tymi, z którymi jest nam najtrudniej, bo to oni rzucają nam największe wyzwania. Warto też wspierać się wzajemnie w treningu, dopingować się i szukać nowych form ćwiczeń, żeby wszechstronnie się rozwijać. Po to jest wspólnota, żeby nas ciągnęła jak peleton w biegu.

Oby nasze codzienne trenowanie przyniosło nam duchową gibkość. Wtedy nie tylko sami w podskokach przejdziemy przez ciasne drzwi, ale też pomożemy tym, którzy będą mieli z tym kłopoty.

Informacje o s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Spojrzenie na Boga. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

1 Response to Trening gibkości

  1. Ania pisze:

    Chyba miałam przeczytać ten tekst właśnie TERAZ.

    Dziękuję i pozdrawiam!

    Z Bogiem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *