Zaproszenie do Warszawy

Dziś mam dla Was kolejne zaproszenie do stolicy. Tym razem na 23 stycznia do mojego, można powiedzieć, macierzystego Duszpasterstwa Akademickiego DĄB 😉 Na Rakowieckiej będę mówić o kobiecości – dla kobiet i mężczyzn. O 19:15 rozpoczniemy Mszą Świętą w Kaplicy Akademickiej, a po niej konferencja. W opisie tego wydarzenia przeczytać możemy, że skierowane jest do wszystkich: „małżonków, narzeczonych, zakochanych, poszukujących męża/żony, a także tych, dla których – po prostu – ważne jest pomnażane miłości w świecie i chcą razem z nami się o nią modlić”. Ja się doskonale odnajduję w ostatniej kategorii i o miłości mówić będę z pewnością, więc wszystkich serdecznie zapraszam 🙂

To będzie bardzo osobista konferencja, która przenosi mnie do wielu ważnych momentów mojego życia, więc tym bardziej polecam się Waszym modlitwom. Tym razem mam też dobrą wiadomość dla tych, którzy są daleko – będzie nagranie 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Zaproszenie | Dodaj komentarz

Światło nadziei

Wczoraj przeczytałam taki oto cytat z New York Times: „Papież Franciszek dał już nadzieję homoseksualistom, rozwodnikom i zwolennikom teorii Wielkiego Wybuchu. Teraz przyszedł czas na miłośników zwierząt i wegan”. Było to nawiązanie do słów papieża, który rozmawiając z chłopcem o jego psie powiedział: „Raj jest otwarty dla całego bożego stworzenia”. Poruszenie jakie wywołało to zdanie jest dla mnie naprawdę ciekawe, bo przecież nie oznacza ono, że pies ma duszę i będzie zbawiony. Wyraża jedynie dość oczywistą prawdę o tym, że Bóg przecież w wieczności nie odbierze nam wspaniałego stworzenia, które zostało nam dane jeszcze w raju. Natura nie będzie „zbawiona”, ale dalej będzie nam dane cieszyć się jej pięknem w Niebie.

Podobnie kontrowersji wokół Wielkiego Wybuchu nie powinno być wiele, bo nawet w książkach do religii w gimnazjum jasno piszą, że ta teoria zupełnie nie kłóci się z naszą wiarą. O co więc tyle szumu? Myślę, że kluczowe jest tu słowo „nadzieja”. Papież Franciszek nie odrzuca nikogo, nikogo nie straszy piekłem, każdemu daje nadzieję na życie z Bogiem – wystarczy tylko chcieć.

Bóg jest większy od naszych grzechów i słabości, poradzi sobie z poplątanymi historiami naszego życia i chce żebyśmy wszyscy cieszyli się z Nim na wieki. Franciszek tylko nam o tym przypomina, naśladując Jezusa, który właśnie po to przyszedł na ziemię. Dziś w Ewangelii Mateusz cytuje fragment z Księgi Izajasza: „Lud, który kroczył w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło”. Mesjasz przyszedł po to by wyprowadzić nas do światła! On sam JEST światełem.

Problem jednak w tym, że my cały czas lubimy plątać się w ciemności, bo światło nas razi, każe zajrzeć w głąb swojego serca i stanąć w prawdzie. Ciemność to nie tylko upadek moralny, ale dużo częściej nasze skostniałe prawa, w których czujemy się bezpiecznie, patrząc z góry na innych. Światło pokazuje nam, że wcale nie jesteśmy lepsi i to może zaboleć. Niech ten wysiłek nas jednak nie zniechęca, bo stworzeni jesteśmy do życia w światłości, tam jest nasze szczęście. Niech nadzieja nas nie opuszcza!

Zaszufladkowano do kategorii Spojrzenie na Boga | Dodaj komentarz

The light of hope

Yesterday, I read a quote from the New York Times: „Pope Francis already gave hope to homosexuals, divorced and supporters of the Big Bang theory. Now it’s time for animal lovers and vegans.” This was a reference to the words of the Pope, who was talking to a boy about a dog, saying: „Heaven is open to the whole of God’s creation.” The controversy caused by this sentence in interesting, because it does not mean that dogs have a soul and need salvation. It expresses only a fairly obvious truth that all of creation that was given to us in paradise will not be taken away for eternity. Nature will not be „saved,” but will keep giving us joy with its beauty in Heaven.

Similarly, there should not be much controversy around the Big Bang theory. Even in religious books for children it is clearly written that this theory is not at odds with our faith. So what’s the big deal? I think the key here is the word „hope.” Pope Francis does not reject anyone, no one is being scared with going to hell and everyone is given hope for a life with God – you only need to want it.

God is greater than our sins and weaknesses, He can handle the twisted stories of our lives and wants us all to enjoy His presence forever. Francis is just reminding us of this, following Jesus, who came to earth just for that reason. In today’s Gospel Matthew quotes a passage from the Book of Isaiah: „The people who walked in darkness have seen a great light; Upon those who lived in a land of gloom a light has shone„. Christ came to lead us to the light! He Himself IS the light.

But the problem is that we still like to get lost in the dark, because the light hurts our eyes, it makes us look deeper into our hearts and see the truth. Darkness is not only committing moral sin, but even more often our inflexible law, in which we feel safe, looking down upon others. The light shows us that we are not better than others and that might hurt. Let us, however, not get discouraged in our efforts, because we are created to live in the light, there is our happiness. Let us not loose hope!

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Chcieć więcej

Powróciłam właśnie z kolejnego inspirującego spotkania naszych sióstr z Europy. Oprócz radości bycia razem, miałyśmy okazję posłuchać z pierwszej ręki o historii powstawania nowych Konstytucji. Konstytucje zakonne to taki zbiór reguł w Zgromadzeniu, który mówi o tym jak powinno wyglądać nasze życie, w jaki sposób chcemy służyć Panu Bogu. Nasze pierwsze Konstytucje zostały spisane przez św. Magdalenę Zofię Barat w 1815 roku i służyły nam dobrze przez dziesiątki lat. Sobór Watykański II wezwał jednak do pewnych zmian, które należało nanieść na wszystkie dokumenty. Nasze poprzedniczki nie chciały naruszać pierwotnych zapisów, ceniąc je w całości jako ogromne dziedzictwo naszej założycielki, ruszył więc proces pisania nowego dokumentu. Jest on teraz dla nas wielkim skarbem, który ja ciągle odkrywam z nowym zachwytem.

Dokładnie dziś mija 30 lat od dnia, w którym nadszedł list potwierdzający, że nasze Konstytucje są już oficjalnie zatwierdzone. Było to po 5 latach długiego i bolesnego procesu wprowadzania poprawek proponowanych przez komisję z Watykanu. Sam proces był ważny i fascynujący. Wymagał dużo wysiłku i smutku, ale uczył też pokory i szukania woli Bożej.

To o czym chciałabym dziś napisać, to jedna z poprawek, która była dla mnie bardzo inspirująca. Otóż jednym z zarzutów, jaki usłyszałyśmy dotyczył tego, że nasze reguły odnoszą się tylko do ideału, do tego jak chciałybyśmy żyć i nie ma tam wzmianek o tym jakie minimum należy spełnić, by być dobrą zakonnicą Najświętszego Serca Jezusa. Może właśnie dlatego kocham je tak bardzo – bo jest w nich duch, który pozwala mi wzrastać, a nie zbiór norm i przepisów, których mam przestrzegać.

Pomyślałam sobie, że podobnie rzecz ma się z Ewangelią. Jezus nie daje nam recepty: „zrób tylko tyle, a będziesz zbawiony”. On nie jest zainteresowany tym, byśmy się załapali do Nieba, ale chce, żebyśmy sprzedali wszystko, oddali Mu w całości nasze serca. Owszem, mamy przestrzegać przykazań, ale to nie w wypełnianiu prawa jest sens naszego życia, lecz w poszukiwaniu nieskończonej miłości. Nawet jeśli nam to bardzo słabo wychodzi, nawet jeśli ciągle upadamy. Ważne jest, że ciągle zmierzamy w dobrym kierunku. Oby nasze serca ciągle pragnęły być większe i nigdy nie pytały „czy tyle już wystarczy?”.

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Jeden komentarz

To want more

I just came back from another inspiring meeting of our sisters in Europe. In addition to the joy of being together, we had the opportunity to hear first-hand about the history of writing the new Constitutions. Religious Constitutions are a set of rules in the Society, which speak about how our lives should look like, how we want to serve the Lord. Our first Constitutions were written by St. Madeleine Sophie Barat in 1815 and served us well for decades. The Second Vatican Council however called for some changes that needed to be applied to all documents. Our predecessors did not want to violate the original writings, valuing them in total as a huge legacy of our foundress, so they started the process of writing a new document. It is now a great treasure for us, which I am still constantly discovering with delight.

Today marks exactly 30 years from the date on which the letter, confirming that our Constitutions are officially approved, arrived in the Mother House. It was after 5 years of a long and painful process of discussing observations proposed by a committee from the Vatican. The process itself was important and fascinating. It required a lot of effort and sadness, but also taught us humility and seeking God’s will.

I would like to write about one of the observations, which for me was very inspiring. One of the criticisms that we heard concerned that our rules apply only to the ideal, the way we want to live and there is no mention of what minimum must be met in order to be a good Religious of the Sacred Heart. Maybe that’s why I love them so much – because there is a spirit in them that allows me to grow, and not a set of regulations and expectations, which I have to meet.

I thought that the same thing is true of the Gospel. Jesus doesn’t gives us a prescription: „do only so much, and you will be saved.” He is not interested in how we can get into Heaven, but he wants us to sell everything, give Him our whole hearts. Of course, we need to keep the commandments, but it is not fulfilling the law that gives meaning of our lives. It’s the search for infinite love. Even if we are doing it with a poor result, even if we keep falling. It is important that we keep moving in the right direction. May our hearts always want to be bigger and never ask „is this enough?”.

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Nieprzygotowana

Jestem nieprzygotowana do Bożego Narodzenia. Nie pomogło codzienne wstawanie na roraty, rozważanie Izajasza, rozmowy z uczniami… Cały czas moje serce jest gdzieś w biegu, a nie przy wigilijnym stole. Mój pokój jest w opłakanym stanie i nie wiem czy zdążę posprzątać…

Dziś jednak odkryłam, że w tym moim poczuciu mogę być blisko Maryi. Ona też nie była przygotowana. Nie miała poukładanych równiutko ubranek, kołyski ustawionej i powieszonych zabaweczek. Ona była w drodze, narodziny Jezusa były dla niej zaskoczeniem. I właśnie tak było zaplanowane przez Boga. On przychodzi wtedy kiedy się Go nie spodziewamy. I może trzeba Mu na to pozwolić.

Święta nie zostaną przełożone. Przyjdą i odejdą jak zawsze. A Jezus przyjdzie nie wtedy kiedy my to zaplanujemy, ani nie wtedy kiedy będziemy przygotowani. Przyjdzie, kiedy będzie najlepszy czas. Co więc możemy zrobić? Otwierać serce. Tylko tyle i aż tyle.

Zaszufladkowano do kategorii Spojrzenie na Boga | 2 komentarze

Unprepared

I am not prepared for Christmas. Waking up for our vigil mass didn’t help, neither did reflecting on Isaiah, nor talking to my students… I didn’t even have time for translating my blog. My heart is still somewhere on the run, and not at the Christmas table. My room is a mess and I don’t know if I will have time to clean up

Today, however, I discovered that in this sense I can be close to Mary. She was also not prepared. She didn’t have her baby clothes neatly stacked, cradle set up and toys hung over it. She was on the road, Jesus’ birth came as a surprise. And that was the way planned by God. He comes when you do not expect Him. Maybe we should just let Him do that.

Holidays will not be rescheduled. They will come and gone as usual. And Jesus will not come when we plan it, nor when we feel prepared. He will come at the best time. So what can we do? Open our heart. So little and so much.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje o Bogu | 2 komentarze

Prawo wojny

losing-ground-by-the-minute-syrian-rebels-are-losing-aleppo-and-perhaps-also-the-war-jpgDo tej pory nie pisałam nic o Syrii, choć ta wojna niepokoi moje sumienie. Wielokrotnie pisałam o tym, że trzeba pomagać tym, którzy uciekają przed wojną. Wobec nich nie mamy usprawiedliwienia, jak nie mieli go kapłan i lewita, mijający człowieka w potrzebie. Jest konkretna prośba do rządzących o stworzenie korytarzy humanitarnych i petycja do rządu, którą można podpisać.

Dziś jednak coś innego mnie niepokoi. Doniesienia z ostatnich dni na temat masowych morderstw na cywilach mogą okazać się nieprawdziwe, bo nawet 90% zdjęć z Aleppo to falsyfikaty. Widziałam taki chociażby reportaż o działaniach grupy „białych hełmów” uważanych za bohaterów.

Myślę, że całe zamieszanie pokazało, że nam zależy. Informacje o Aleppo po raz kolejny rozchodziły się jak świeże bułeczki. I nie ma większego znaczenia czy tych ofiar tyle było czy nie, bo ludzie giną i tego nikt nie podważa. To wszystko jednak obnaża nasze pragnienia – chcielibyśmy mieć winnych i bohaterów, tych czystych i tych z krwią na rękach. Świat taki nie jest. On jest cały pełen szarości, a teraz panuje prawo wojny. Potężne siły walczą o naszą sympatię i urządzają nam medialne igrzyska.

Jezus – jedyny sprawiedliwy – został przez nas zamordowany jak najgorszy przestępca. Czy więc mamy szansę tym razem się nie pomylić? Zadaję sobie teraz ważne pytanie: Co mogę dziś zrobić, nie dając się jednocześnie wkręcić w polityczną wojnę na fałszywe słowo i fałszywy obraz? Odpowiedź mam tylko jedną – nie przestawać się modlić. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że zakończenie tej i jakiejkolwiek innej wojny nie leży już w naszej ludzkiej mocy. Potrzeba Kogoś większego.

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz | 2 komentarze

A nie poznali go

z19921023qnie-dbasz-o-oczy-kara-moze-byc-seria-frustrujacyc„Eliasz już przyszedł, a nie poznali go” (Mt 17,12). Przyszedł, wypełniły się słowa obietnicy, ale tylko nieliczni to dostrzegli. Bardzo podobnie było przy narodzinach Jezusa, bo przyjście Mesjasza zauważyli tylko pastuszkowie i wędrowcy ze Wschodu. A niby cały świat wyczekiwał, niby śledził pisma… i na nic to się nie zdało, bo nie przetarli oczu.

W czwartek był 8 grudnia, a więc i godzina łaski. Z tej okazji bardzo wyraźnie przypominałam sobie, że w zeszłym roku nie poznałam Jezusa w przechodzącym człowieku. W tym roku jeszcze nie wiem gdzie Go nie poznałam. Wiem tylko, że z pewnością wielokrotnie. Ostatnio popularna reklama społecznościowa pokazuje jak łatwo przegapiamy to co istotne.

Nie przypadkowo ten blog nazywa się „spojrzenie serca” – chciałabym zachęcać i inspirować do tego, by patrzeć inaczej, by widzieć oczami Boga. Coraz częściej jednak okazuje się, że mi samej wychodzi to bardzo marnie. Kiedy sprawy codziennego życia mnie przytłaczają, to jakbym miała klapki na oczach i widziała tylko wąską drogę przede mną. A przecież Bóg widzi szeroko!

Pomyślałam sobie o trzech rzeczach, które mogą mi i Wam pomóc w takim Bożym patrzeniu:

  1. Ćwiczyć wzrok. Jeśli nie będziemy ćwiczyć się w dostrzeganiu dobra w naszej codzienności, nie ma szans, żebyśmy je zobaczyli. To wymaga żmudnego, codziennego przeglądania życia i doszukiwania się Bożej interwencji. Z czasem dojdziemy do wprawy i zaczniemy widzieć więcej – podobnie jak na popularnych obrazkach „Gdzie jest Wally”.
  2. Dbać o oczy. Nasze oczy wymagają pielęgnacji. Potrzebują odpoczynku, czasem może okładów, albo nawet zakroplenia odpowiednimi kropelkami. Nie bójmy się przyznać przed samymi sobą, że nasz wzrok przeżywa trudności, że widzimy w danej chwili niejasno. Zaoszczędzimy sobie wtedy niepotrzebnego działania na ślepo. A to się zawsze źle kończy, uwierzcie mi…
  3. Zadbać o przestrzeń. Kiedy mamy wzrok skierowany ku ziemi, wpatrzeni jesteśmy w telefon, kalendarze albo po prostu kolejną rzecz na liście do zrobienia, nie widzimy całej perspektywy. Zamykamy się w wąskim świecie, z którego wydaje się nie być wyjścia. A wystarczy tylko podnieść wzrok i spojrzeć w Niebo, zobaczyć kochającego Boga, wyjść ze schematu. Wtedy życie nabiera koloru i świat wygląda inaczej. Podnośmy wzrok często, choćby na chwilę, a zmieni się wszystko!

Przekonuję się dziś, że punkt widzenia nie tyle zależy od punktu siedzenia, co od stanu naszego wzroku.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | Dodaj komentarz

Pokój serca od zaraz

wolfOstatnie dni spędzam znowu w szalonym pędzie między kolejnymi sprawami. Tęsknię za spokojnym czasem na refleksję i odpoczynek. Tęsknię za pokojem serca. Nie lubię kiedy wszystko odbywa się w biegu, ale czasem po prostu tak jest.

Adwentowe czytania wprowadzają nas w okres oczekiwania, który wymaga jednak zatrzymania choć na chwilę. Nie zawsze się to udaje, ale Słowo czytane we wtorek z pewnością mnie zatrzymało.

Wtedy wilk zamieszka wraz z barankiem, pantera z koźlęciem razem leżeć będą, cielę i lew paść się będą społem i mały chłopiec będzie je poganiał. Krowa i niedźwiedzica przestawać będą przyjaźnie, młode ich razem będą legały. Lew też jak wół będzie jadał słomę. Niemowlę igrać będzie na norze kobry, dziecko włoży swą rękę do kryjówki żmii. Zła czynić nie będą ani zgubnie działać po całej świętej mej górze, bo kraj się napełni znajomością Pana, na kształt wód, które przepełniają morze.

Niby słowa bardzo znane, ale dla mnie zupełnym zaskoczeniem było uświadomić sobie, że to nie słowa Apokalipsy, ale proroka Izajasza! To kopernikańskie odkrycie, bo oto tekst, który zawsze kojarzył mi się z powtórnym przyjściem Jezusa, został napisany jako zapowiedź Jego pierwszego przyjścia. A więc pokój, który utożsamiałam zawsze z życiem wiecznym już nastał 2000 lat temu! Już jest, choć może go nie widać. To pokój, który w sercu ma każdy kto zaufał Jezusowi. Tylko nie wystarczy raz oddać Jemu całego życia. Powtarzając za św. Augustynem – raz wybrawszy ciągle wybierać muszę. Obym wybierała trzymanie się Jezusa w tych najmniejszych najdrobniejszych rzeczach codziennego życia, bo tam właśnie znajdę pokój, w którym wilk zamieszka z barankiem, bo zła nie będzie już. Tego sobie i Wam życzę w tym Adwencie!

A jak się modlić w zabieganiu? O tym na żywo lub później usłyszycie od dwóch przystojnych jezuitów 🙂

https://www.youtube.com/watch?v=08i4VbqUgnQ

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | Dodaj komentarz