Jestem nieprzygotowana do Bożego Narodzenia. Nie pomogło codzienne wstawanie na roraty, rozważanie Izajasza, rozmowy z uczniami… Cały czas moje serce jest gdzieś w biegu, a nie przy wigilijnym stole. Mój pokój jest w opłakanym stanie i nie wiem czy zdążę posprzątać…
Dziś jednak odkryłam, że w tym moim poczuciu mogę być blisko Maryi. Ona też nie była przygotowana. Nie miała poukładanych równiutko ubranek, kołyski ustawionej i powieszonych zabaweczek. Ona była w drodze, narodziny Jezusa były dla niej zaskoczeniem. I właśnie tak było zaplanowane przez Boga. On przychodzi wtedy kiedy się Go nie spodziewamy. I może trzeba Mu na to pozwolić.
Święta nie zostaną przełożone. Przyjdą i odejdą jak zawsze. A Jezus przyjdzie nie wtedy kiedy my to zaplanujemy, ani nie wtedy kiedy będziemy przygotowani. Przyjdzie, kiedy będzie najlepszy czas. Co więc możemy zrobić? Otwierać serce. Tylko tyle i aż tyle.

Bardzo ciekawe spojrzenie. Ciężko przygotować się na coś tak niesamowitego jak przyjście Chrystusa. Najważniejsze to po prostu Go przyjąć w takim nieogarnięciu, w jakim jesteśmy.
https://zycbogiem.blogspot.com/
Dziękuję 🙂