Silence teaches humility

I waited for month until „Silence” came to Poland, so I ran to see it as soon as it was possible. I got exactly what I expected: a lot of unanswered questions. I saw something deeper than my attempt to search for the right way. I saw that sometimes there simply is no answer, because it is known only to God. Once again I saw the value of discernment and radically following the Holy Spirit. He has a different path for each one of us, sometimes radically different from the one we would consider to be correct. This has two consequences – thinking that I know what is right leads to pride, and judging other people’s choices does not lead to good. However, this requires such a close relationship with God, that you are able to hear His voice in the slightest shake.

Surprisingly, something else became important to me – the image of Christ appearing repeatedly in the film – the face of Jesus from Veronica’s veil painted by El Greco. This artist was of much importance to me on the way of my vocation, and it was his painting that appeared on the pictures from my first vows. A small sign from God just for me. In the cinema we met two Jesuit friends and two of my former students (now high school students). To each of them, God definitely spoke differently through the film, but He certainly spoke. You cannot be indifferent to the questions posed.

The viewer is given many dilemmas about faith, doubt, denial of God. Many thoughts I have not yet gathered, and I know that this experience will be working in me for the next weeks. Of equal importance, however, might be the circumstances of making the film for over 20 years. The way it worked in the heart of Martin Scorsese, the way it transformed Andrew Garfield, and how it will change the world of the people who see it. With growing curiosity I am now reading interviews about „Silence” and articles about Christianity in Japan, because this is the story of God working today in the midst of His people.

The Christian life is something much more than saying that I believe in the existence of one God, Creator of the universe. It’s even more than the confidence that He is good and devoting my life to Him. Faith is the acceptance of a way, which can be very confusing and surprising, but always leads to Love.

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Milczenie uczy pokory

Na film „Milczenie” czekałam już od miesięcy, więc pobiegłam na niego gdy tylko była możliwość zaraz po premierze. Dzięki odwiedzinom Niny udało się bardzo szybko 🙂  Spodziewałam się po nim dokładnie tego, co dostałam: mnóstwa pytań bez odpowiedzi. Zobaczyłam jednak coś głębiej niż moją nieudolną próbę poszukiwania właściwej drogi. Zobaczyłam, że czasem odpowiedzi po prostu nie ma, bo zna je tylko sam Bóg. Po raz kolejny dostrzegłam wartość rozeznawania i pójścia radykalnie za tym co podpowiada Duch Święty. On ma dla każdego inną ścieżkę, czasem skrajnie różną od tej, którą uważalibyśmy za poprawną. Ma to dwie konsekwencje – myślenie, że wiem co jest słuszne prowadzi do pychy, a ocena wyborów innych nie prowadzi do dobra. Wymaga to jednak relacji z Bogiem tak bliskiej, by umieć Go usłyszeć w najdrobniejszym poruszeniu.

Niespodziewanie ważnym elementem stał się dla mnie obraz pojawiający się wielokrotnie w filmie. To oblicze Chrystusa z chusty Weroniki pędzla el Greco. Ten artysta zapisał się bardzo mocno na drodze mojego powołania i to właśnie jego dzieło pojawiło się na moich obrazkach z pierwszych ślubów. Taki mały znak od Pana Boga, który był specjalnie dla mnie. W kinie spotkałyśmy na seansie dwóch znajomych jezuitów i dwóch moich byłych uczniów (obecnie licealistów). Do każdego z nich Bóg z pewnością przemówił przez ten film zupełnie inaczej, ale na pewno przemówił. Nie da się przejść obojętnie obok stawianych tam kwestii.

W filmie pojawia się wiele dylematów odnośnie wiary, zwątpienia, wyparcia się Boga. Wiele myśli jeszcze nie mam zebranych i wiem, że to doświadczenie będzie we mnie pracować przez kolejne tygodnie. Równe ważne okazać się może jednak to w jaki sposób powstawał ten obraz – jak działał w sercu Martina Scorsese, jak przemieniał Andrew Garfielda, odtwórcę głównej roli i co się zmieni w świecie po jego obejrzeniu. Z coraz większym zaciekawieniem czytam dziś wywiady na temat filmu i artykuły o chrześcijaństwie w Japonii, bo to historie tego jak Bóg współcześnie działa pośród swojego ludu.

W życiu chrześcijanina chodzi o coś znacznie więcej niż powiedzenie, że wierzę w istnienie jedynego Boga, stwórcy wszechświata. To nawet więcej niż zaufanie, że On jest dobry i oddanie za Niego życia. Wiara to zgoda na drogę, która może być bardzo kręta i niezrozumiała, ale prowadzi zawsze do Miłości.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Spojrzenie na Boga | 7 komentarzy

Nie milcz o Miłości

Czasem człowiek już ma dość tego pisania. Czyta, że herezje głosi; że welonu nie ma, to lepiej niech się nie wypowiada; że ludzi sprowadza na złą drogę. Albo patrzy na fejsa i widzi dwa lajki (w tym co najmniej jeden tylko z sympatii do autorki 😉 ) i się zastanawia czy ktoś to w ogóle czyta, czy kogoś obchodzi to stukanie w klawiaturę…

I wtedy raz na jakiś czas przychodzi ON. Mail. Tym razem od Agaty, która pisze, że jest wdzięczna, bo poznała inne życie zakonne i się zdecydowała 🙂 To sposób Pana Boga, by mi powiedzieć: „pisz, nie marudź”.

Dziś Jezus przypomina, że zła nie możemy zrzucić na innych, bo to „co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota.” (Mt 7,22) Ale też z serca człowieka pochodzi to co dobre i piękne – owoce Ducha Świętego: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność” (Ga 5,22). To my decydujemy czy będziemy wiecznie narzekać i zatruwać innym życie, czy będziemy inspirować, pociągać, pokazywać Dobrego Boga. Jest też trzecia droga – milczeć, nie wychylać się, zamknąć się w bezpiecznym światku… Żadna z tych opcji nie jest wybrana raz na zawsze. Wymaga od nas ciągłego wybierania na nowo tego, by nieść światło i się nie zniechęcać.

Ty też nie milcz o Miłości!

Powiem Wam w tajemnicy, że na Wielki Post powstaje cykl o miłości właśnie. Pięknie będzie! 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 3 komentarze

Gardłowa sprawa

Dzisiaj wspominamy św. Błażeja, męczennika, patrona, który pomoże nam w… chorobach gardła. Po Mszy św. można otrzymać specjalne błogosławieństwo dwoma świecami, kiedy to kapłan za wstawiennictwem świętego Błażeja modli się, by Bóg uchronił nas od chorób gardła i wszelkiego innego zła. Z całym szacunkiem dla tego zacnego świętego i chorób gardła, bo wszak mi też one grożą po wydzieraniu się na moich gimnazjalistów, ale coś mi jednak w tym zazgrzytało. Nie w gardle, ale w sercu.

Dzisiaj w nocy – z 3 na 4 lutego – w kościele św. Krzyża w Warszawie odbędzie się nocne czuwanie w intencji współczesnych niewolników (jeśli możecie, idźcie koniecznie!), w intencji 27 milionów osób, które są porywane, wykorzystywane, zmuszane do prostytucji i niewolniczej pracy. A przecież oprócz nich są dzieci, które za miskę ryżu robią nam spodnie w Bangladeszu, emigranci, których wypędziła wojna i głodujący, jest rodzący się nowy faszyzm i nienawiść do inności… Ten świat pełen jest okrucieństwa, którego nie widzimy zza naszych laptopów i tabletów, o którym tak rzadko pamiętamy siedząc w wygodnych fotelach.

Zło na świecie istnieje dlatego, że ludzie mają poranione serca. W każdy pierwszy piątek miesiąca próbujemy sobie przypominać jakie Serce miał Jezus i widać wtedy jak wiele naszym jeszcze brakuje miłości. Są jednak ludzie, którzy gotowi są sprzedać drugiego człowieka dla swoich korzyści. To serca nie tylko poranione, ale do głębi zatrute… Tylko Bóg i miłość Serca Jezusa mogą ich zmienić.

Nie możemy dłużej czekać, to naprawdę gardłowa sprawa. Oprócz wsparcia konkretnych projektów (np. Bakhita, czy FreeDOM), potrzebne jest całe mnóstwo modlitwy o nawrócenie tych, którzy napędzają sieci zła i wszystkich tych, którzy przymykają na to oczy, udając, że nie widzą. Nie ustawajmy w modlitwie, bo przecież wszyscy chcielibyśmy żyć w świecie, w której największym zmartwieniem byłaby choroba gardła…

 

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 4 komentarze

Zupełnie nowa przygoda

Niedawno zostałam zaskoczona przez jedną z moich uczennic pytaniem: „czy Maryja stała się chrześcijanką?” Problem wynikł z tego, że nie mogła ona pojąć dlaczego Jezus i Jego rodzice byli żydami. Na nic zdały się tłumaczenia, że przed Chrystusem chrześcijaństwo nie istniało… Po chwili namysłu uświadomiłam sobie jednak, że tak, Maryja była pierwszą chrześcijanką! Przecież wraz z Apostołami otrzymała Ducha Świętego, uwierzyła, że jej syn jest Synem Bożym.

Pomyślałam sobie jednak, że to musiało być bardzo trudne zadanie. Dziś obchodzimy święto ofiarowania Pańskiego, czyli wspominamy moment, kiedy zgodnie z żydowską tradycją rodzice zanieśli Jezusa do świątyni, by jako pierworodnego syna ofiarować Go Bogu. Chcieli z pewnością wychować swojego syna zgodnie ze swoją wiarą, a już od samego początku różne wydarzenia świadczyły o tym, że tak łatwo nie będzie. Ile lęków i obaw musiała pokonać Maryja (o czym wspomina kilka fragmentów Ewangelii), by uwierzyć, że jej kochany synek nie zwariował, ale jest zapowiadanym przez proroków Mesjaszem.

Dziś obchodzimy też dzień życia konsekrowanego, czyli święto wszystkich, którzy poświęcili swoje życie Bogu. Dla nas to też nie był zwykle wybór oczywisty, często oznaczał wywrócenie naszych planów do góry nogami i odejście od wielu „tradycji”. Często niezwykle trudne było to przede wszystkim właśnie dla najbliższych. Słuchanie Boga w sercu odkrywa jednak całą nową rzeczywistość, która jest piękniejsza niż jakiekolwiek plany. Radość z kroczenia za Jezusem to nieporównywalna z żadną inną radością, bo dotyka wymiaru Królestwa Niebieskiego. Niech Maryja – pierwsza chrześcijanka – otwiera nas na nieustanną przygodę jaką szykuje dla nas Jezus. Przygodę zupełnie nową i zupełnie inną dla każdego! Nie tylko dla osób konsekrowanych, ale dla każdego kto pragnie całym życiem za Nim podążać.

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Śmierć w imię lepszego świata

Katolicką część polskiego Internetu zalała wczoraj informacja o tragicznej śmierci jednej z wolontariuszek w Boliwii. Zaczęłam się zastanawiać dlaczego takie wieści zamiast powodować we mnie lęk i chęć zamknięcia się w domu, wzmagają tylko moje pragnienia działalności misyjnej. Może to nadzieja na bohaterską męczeńską śmierć i szybszą drogę do wyniesienia na ołtarze. Może to poczucie, że robię coś ważnego dla kogoś. Może zamiłowanie do ubogich i chęć bycia między nimi. Dzięki słowom o. Kaspra Kapronia OFM odkryłam, że to jeszcze coś innego.

„Pierwszy telefon był już o czwartej nad ranem tutejszego czasu: „Przygotowujemy materiał o zamordowanej wolontariuszce. Czy mógłby Ojciec coś powiedzieć?”.
Tak. Dla mediów zamordowany człowiek to materiał. Dzisiaj był to news, a jutro już nie będzie miał znaczenia. Bo pojawią się nowe, bardziej atrakcyjne informacje. Kto jutro będzie przy zrozpaczonej rodzinie, która dopiero jutro będzie odczuwać pustkę? Kto będzie interesował się tą drugą dziewczyną, która teraz mężnie walczy, ale jutro przyjdzie trudne zmaganie się z wszechogarniającą pustką?
Boliwia to piękny kraj i wspaniali ludzie. Zakochałem się w tutejszych ludziach, w ich kulturze… I boli mnie jak czytam w komentarzach, że „jak się jedzie do tych mniej cywilizowanych, to wiadomo, że może człowieka coś takiego spotkać” (tak niektórzy stwierdzili). To co się dzisiaj stało to jednak w pewnym sensie konsekwencją także medialnej propagandy oraz konsekwencją tych wielkich nierówności w świecie i podziału na dwa światy: tych opływających w dostatek i tych walczących o kolejny dzień. Propagandy głoszącej, że trzeba stawiać mury, aby się zabezpieczać; propagandy głoszącej, że winni wszystkiego są ci o innym kolorze skóry (jaśniejszej, ciemniejszej): „to oni winni są wszystkiego zła na świecie, tej całej przemocy” lub „to oni winni są mojego ubóstwa… oni mają, a mają bo mnie wykorzystują”. W takim świecie zawsze będą morderstwa za kilka groszy; w takim świecie będzie strach, bo ci inni są „niecywilizowani”.
Helenka przybyła do nas niwelować te nierówności i głosić, że inny świat jest możliwy: świat oparty na Ewangelii. Oby ta śmierć, jak zawsze w chrześcijaństwie, stała się zaczynem nowych powołań misyjnych: ludzi wolnych od lęku, budujących świat bez murów i nierówności. Bo świat tak jak obecnie jest skonstruowany nie może już dłużej funkcjonować.”

W takich momentach chce mi się jechać na drugi koniec świata, żeby świadczyć swoim życiem, że my się na to nie godzimy, by byli lepsi i gorsi, by był czarny i biały, współczesny pan i niewolnik. Chcemy budować świat solidarny, przyjazny, pełen miłości i nie spoczniemy dopóki nie będzie choć trochę bliżej do takiego świata. Będziemy burzyć mury i budować mosty, choćby przeciwko nam byli wielcy tego świata, terroryści i podsycający nienawiść.

Zbliżamy się powoli do wielkiego jubileuszu w naszym Zgromadzeniu 200lecia przybycia Filipiny do Ameryki Północnej. Nasza pierwsze misjonarka wyruszyła w daleką drogę, by nieść Chrystusa tam gdzie ludzie Go nie znali. Dziś często to kraje misyjne mogłyby świadczyć swoją wiarą i przywozić ją do Europy. Dzisiaj dużo ważniejsza jest praca z tymi, którzy czują się wykluczeni. Okazywanie im zwykłej ludzkiej solidarności i życzliwości, a przede wszystkim bycie otwartym na to, że oni mają coś bardzo ważnego do zaoferowania nam. I że tak naprawdę to najlepszym co możemy zrobić to przestać dzielić świat na „my” i „oni”, bo to właśnie takie myślenie doprowadziło do śmierci Helenki.

Nie poddawajmy się w budowaniu lepszego świata, choć byśmy mieli oddawać za to życie!

Zaszufladkowano do kategorii Komentarz, Sacre Coeur | 7 komentarzy

Death in the name of a better world

The Catholic part of the Polish Internet was flooded yesterday by news of a tragic death of a volunteer in Bolivia. I began to wonder why such news instead of causing my anxiety and wanting to close myself at home, only strengthen my desire for missionary work. Maybe it’s the hope for being a heroic martyr and a faster way to beatification. Perhaps it’s the feeling that I’m doing something important for someone. Maybe it’s my love for the poor and a desire to be among them. With the words of fr Kasper Kaproń OFM I discovered that it might be something else.

„The first call was at four o’clock in the morning local time: „We are preparing a material about the murder of the volunteer. Could Father say something? „.
Yes. For media murder is material. Today, it was on the news, and tomorrow it will not matter. There will be new, more attractive information. Who will be there tomorrow, when the desperate family will be feeling a great emptiness? Who will be interested in this other girl, who is now fighting bravely, but tomorrow will be going through a difficult struggle with emptiness?
Bolivia is a beautiful country with great people. I fell in love with the local people, their culture … And it hurts me when I read in the comments that „if you go to the less civilized countries, you should expect something like this to happen” (as some said). What happened today, however, in a sense, is the consequence of medial propaganda and the consequence of great inequalities in the world split into two worlds: those blessed with abundance and those fighting for every day. Propaganda proclaiming that you have to put up walls to protect yourself; propaganda proclaiming that the ones guilty are those of a different skin colour (lighter, darker): „They are to blame for all the evil in the world, all this violence,” or „They are responsible for my poverty … they have everything, and they keep using us.” In such a world there will always be murders for a few pennies; in such a world there will be fear, because the others are „uncivilised”.
Helena came to us to fight these inequalities and to proclaim that another world is possible: a world based on the Gospel. Let this death, as always, in Christianity, become a leaven of new missionary vocations: people free from fear, wanting to build a world without walls and inequality. Because the world as it is now can no longer function.”

At such moments, I want to go to the end of the world, to bear witness with my own life that we will not accept dividing people into better and worse, black and white, modern masters and slaves. We want to build a world of solidarity, friendship and love, and we will not rest until we are at least a little closer to a world like this. We will tear down walls and build bridges, even if we have world leaders, terrorists and people of hatred against us.

We are slowly approaching a great jubilee in our Congregation – the bicentennial of Philippine’s arrival in North America. Our first missionary set out on a long journey to bring Christ to people who did not know Him. Today often the missionary countries could bring their strong faith to Europe. Today, much more important is to work with those who feel excluded, to demonstrate a simple human solidarity and kindness and, above all, to be open to the fact that they have something very important to offer us. The best we can do is stop dividing the world into „us” and „them”, because it is such thinking that led to the death of Helena.

Let us continue building a better world, even if it means giving our lives for it!

 

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Kobiecość – piękno, siła, tęsknota

Oto obiecane nagranie z konferencji w Duszpasterstwie Akademickim DĄB, dla tych, którym nie udało się dotrzeć.

https://www.facebook.com/DuszpasterstwoDab/videos/1044733528987164/

Zaszufladkowano do kategorii Bez kategorii | Dodaj komentarz

Turysta i pielgrzym

Wczoraj w końcu obejrzałam pierwszy odcinek „Młodego Papieża”. Wiele już słyszałam o tym serialu i póki co nie jestem zawiedziona. Co by o nim nie mówić – konfrontuje i stawia mnóstwo dobrych pytań. O co drugim dialogu można by powiedzieć kazanie i napisać wpis na bloga. Tym razem będzie o jednym zdaniu, które mogło nie zwrócić specjalnie niczyjej uwagi, ale mi się bardzo spodobało. Pius XIII mówi: „Nigdy nie pozbędę się niechęci do turystów… bo są tylko przejazdem”.

Tylko przejazdem. Bez zaangażowania, bez głębszych relacji. Tylko zobaczyć, ucieszyć się i pobiec dalej. Bez zobowiązań. Wpaść, wypaść, zrobić fotki. Czy to nie obraz dzisiejszego świata? A chrześcijanin ma wypływać na głębię, bo dopiero tam jest krystaliczna woda. Czasem muszę się przebić przez mnóstwo mętności i przestać ślizgać się po powierzchni. Zatrzymać się w tym codziennym biegu i pochylić nad tym co najważniejsze.

Jednocześnie często sobie przypominam, że to życie jest tylko drogą do innego świata. Mój ulubiony cytat z Katarzyny ze Sieny brzmi: „Życie jest mostem. Przejdź przez nie, ale nie buduj na nim swojego mieszkania”. Drugą skrajności jest zejście tak głęboko, że ciężko już się stamtąd wydostać. Nie chodzi o to, by zapuścić korzenie i bezpiecznie przetrwać życie w tym co znane. To jest chyba to co najbardziej pociąga mnie w życiu zakonnym – tu nie ma stagnacji, jest nieustanne szukanie jak lepiej służyć Bogu i ludziom.

A więc nie być turystą w ciągłym biegu i nie utknąć w ciepłym przytulnym domku. Myślę, że kluczem jest bycie pielgrzymem. Jako pielgrzym wiem dokąd zmierzam. Będę szła tymi drogami, które prowadzą mnie do celu, nie będę jednak biegła, bo wiem, że muszę oszczędzać siły. Wiem też, że sama droga jest ważna, nie dlatego, że dużo w międzyczasie odwiedzę i zobaczę, ale dlatego, że ona nauczy mnie życia i tam spotkam ludzi, którzy będą mnie zmieniać na lepsze.

Życie jest niesamowitą pielgrzymką. Obym go nie przebiegła jak turysta, który jest tylko przejazdem – zrobi sobie selfie przed muzeum i kupi hot-doga na stacji benzynowej.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 2 komentarze

The tourist and the pilgrim

Yesterday I finally watched the first episode of „The Young Pope.” I have already heard a lot about this show and so far I’m not disappointed. Whatever we say – it definitely confronts us and asks a lot of good questions. Every second dialogue could do for a good homily or a blog post. This time it will be about one sentence that probably no one would pay attention to, but I really liked it. Pius XIII says: „I will never shed my aversion against tourists… because they’re just passing through”

Just passing through. Without engagement, without deeper relationships. Just to see, enjoy and go on. Without obligations. Hop in, hop out, take photos. Is that not the image of today’s world? A Christian has to go deeper, because only in the deep is there pure water. Sometimes I really have to stop sliding on the surface. Stop my daily run and focus on what matters most.

At the same time I remind myself that this life is only a road to the real world. My favourite quote from Catherine of Siena is: „Life is a bridge. Go through it, but don’t build your home there.” The other extreme is going down so deep, that it’s hard to get out. The point is not in growing roots and safely surviving life in what is known. This is probably what attracts me most in religious life – there is no stagnation, only constant looking for the better way of serving God and the people.

So we should not be a tourist on the go and not get stuck in a warm cosy cottage. I think the key is to be a pilgrim. As a pilgrim I know where I am going. I walk the paths that lead me to my goal, but I will not run, because I know that I need to save my strength. I also know that the road itself is important, not because of all the things I will visit and see on the way, but because it will teach me life, and I will meet people there, who will change me for the better.

Life is an amazing pilgrimage. I hope not to be a tourist, who is just passing through – taking a selfie in front of the museum and buying a hot dog at the gas station.

 

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz