Reality full of God #1 – 4 patrons of Advent

Together with fr Piotr Kropisz SJ we are starting a new series – „Reality full of God”. We will be looking for God in everyday life. Especially for you – English subtitles!! 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Reality full of God | Dodaj komentarz

There is need of only one thing

What seems to be important today, is knowing how to choose wisely from what the world gives us. I still remember the times in Poland when a good present was anything you managed to get for dollars in a Pewex shop. Today, for people who have everything, nothing seems to be a good gift. Maybe that is why hand-made things are getting more popular. It’s something that cannot be bought – the spent time and given heart are worth more than shopping in an expensive store.

These lat years, there have been a lot of retreats and inspirations for Advent and Lent. These are usually very valuable initiatives and we would like to try everything, listen to everything, be everywhere and not lose anything. Unfortunately Advent is so short –  this year exceptionally. I think that the words of Jesus spoken to Marta are valuable at this moment: „There is need of only one thing”. They say, that plenty is no plague, but I think it can be a big one.

Joseph became my „one thing” this year, thanks to a retreat at the jesuits in Poznań. The guardian of Jesus, as the patron of the spiritual warfare (sorry Ignatius, he was first 😉), is an excellent helper for everyday choices. He, at the crucial moment of the history of salvation, wanted to secretly escape from Mary, having the best intentions. But this was not God’s plan, and Joseph, when he recognized it, changed his mind. He is a man who, though hidden in the background, played a key role, teaching God himself…

There is need of only one thing. Let’s find our unique path, an Advent niche, which will be ours – hand made. With no noise at the shopping center, no hurry, no more ideas. Just us and the one chosen space where we can meet God. This is probably the biggest challenge at this time of waiting for Christmas.

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Jeden komentarz

Potrzeba tylko jednego

Mądre wybieranie spośród tego, co daje nam świat, wydaje się dzisiaj bardzo istotne. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy dobrym prezentem było cokolwiek, co udało się upolować w Pewexie za dolary. Dziś, dla ludzi, którzy mają już wszystko, nic nie wydaje się być trafione. Może dlatego do łask wracają podarunki hand-made, bo nareszcie jest coś, czego nie można kupić – poświęcony czas i włożone serce są więcej warte niż zakupy w ekskluzywnym sklepie.

Od lat na Adwent i Wielki Post pojawia się multum propozycji, rekolekcji, inspiracji… To zwykle bardzo cenne inicjatywy i chciałoby się wszystkiego spróbować, wszystkiego posłuchać, wszędzie być i niczego nie stracić, a Adwent taki krótki – w tym roku wyjątkowo. Myślę, że właśnie w takim momencie cenne są słowa Jezusa wypowiedziane do Marty: „Potrzeba tylko jednego”. Od przybytku jednak boli głowa. Czasem bardzo.

Moim „jednym” stał się w tym roku Józef, za sprawą rekolekcji u poznańskich jezuitów. Opiekun Jezusa, jako patron od walki duchowej (sorry Ignacy, on był pierwszy 😉 ), to doskonały pomocnik przy codziennych wyborach. On, w kluczowym momencie dla historii zbawienia, z najlepszymi intencjami chciał potajemnie uciec od Maryi. Nie taki jednak był zamysł Boga, a Józef, kiedy tylko go rozpoznał, zmienił swoją decyzję. To człowiek, który, choć schowany w cieniu, odegrał rolę kluczową, ucząc mądrości samego Boga…

Potrzeba tylko jednego. Znajdźmy swoją unikalną drogę, adwentową niszę, która będzie nasza – hand made. Bez zgiełku galerii handlowej, bez pośpiechu, bez natłoku propozycji. To chyba największe wyzwanie w tym czasie oczekiwania na Boże Narodzenie.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | Dodaj komentarz

W drodze

Myślę, że dla naszego rozwoju duchowego kluczowe są zmiany. Wielokrotnie to zmiany, które spadają na nas niespodziewanie. Dziś takie właśnie na mnie czekały: zalanie torów na stacji Gdynia Główna, szukanie autobusów zastępczych, spóźnienie do lekarza, chaos na dworcach. Tak łatwo uległam emocjom, które zabrały mi pokój serca. W końcu wsiadłam w pendolino do Warszawy i odpaliłam Modlitwę w Drodze. Wystarczyło dziesięć minut, żebym na nowo zaufała Bogu, że przeprowadzi mnie przez codzienne zawirowania i ostatecznie doprowadzi do celu, choć czasem inaczej niż się spodziewam. To co pozwala mi wzrastać, to ciągłe zatrzymywanie się na żywym Słowie.

Najbliższe miesiące, ze względu na liczne wyjazdy, przypominać mi będą o naszej naturze pielgrzymiej. Czas zaprzyjaźnić się z walizką i mobilnym internetem, przywyknąć do zmieniających się widoków za oknem i drożdżówek w biegu. Podróże mogą męczyć, ale przede wszystkim uświadamiają mi, że choć wszyscy jesteśmy w drodze, to łatwo wpaść w pułapkę kręcenia się w kółko i odhaczania codziennych obowiązków, zamiast odważnego kroczenia w kierunku marzeń.

Czasem trzeba wyjechać daleko, żeby odnaleźć Boga i siebie samego. Innym razem wystarczy tylko na chwilę zmienić miejsce i spojrzeć na świat z innej perspektywy. A ostatecznie nigdzie nie trzeba się ruszać fizycznie, a jedynie spojrzeć na codzienne niespodzianki z perspektywy naszej wieczności, oczami dobrego Boga. Przecież żeby się nawrócić, wystarczy tylko zmienić myślenie.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 2 komentarze

Oblicze najbiedniejszych

Wczoraj przy świętowaniu imienin w mojej wspólnocie, spontanicznie rozpoczęła się rozmowa na temat ubogich, w kontekście Światowego Dnia Ubogich, ogłoszonego przez papieża na przyszłą niedzielę. Mówiłyśmy wiele o rybach i wędkach; o mądrym pomaganiu; o miłości wobec potrzebujących; o frustracji, która jest nieunikniona, kiedy ktoś trwoni naszą pomoc; o trudności dostrzeżenia Chrystusa w tych, którzy mają roszczeniową postawę; o pomocy systemowej i byciu matką, która poda kubek wody… Można przeprowadzić wiele dyskusji, opartych na bardzo słusznych argumentach, a jednak za każdym razem, gdy stajemy wobec konkretnego człowieka z jego historią, nic już nie jest proste.

Bardzo poruszyły mnie słowa z orędzia papieża Franciszka, który dosadnie pisze o tym, gdzie mam szukać Jezusa.: „Jeśli chcemy naprawdę spotkać Chrystusa, to konieczne jest, abyśmy dotknęli się Jego Ciała w ranach ubogich, w odpowiedzi na Komunię sakramentalną otrzymaną w Eucharystii. Ciało Chrystusa łamane podczas Świętej Liturgii pozwala nam się odnaleźć przez miłość wspólną w obliczach oraz w osobach najbiedniejszych braci i sióstr. Zawsze aktualne są słowa św. Biskupa Chryzostoma: «Jeśli chcecie uczcić Ciało Chrystusa, to nie lekceważcie Go dlatego, że jest nagie. Nie czcijcie Chrystusa Eucharystycznego jedwabnymi ozdobami zapominając o innym Chrystusie, który za murami kościoła jest nagi i cierpi z zimna»”

Ostatecznie ważne jest więc to, co zadzieje się w moim sercu – czy dostrzegę Jezusa; czy pozwolę się poruszyć; czy będę znała imię tego, którego mijam codziennie w drodze do sklepu; czy się uśmiechnę bez poczucia wyższości; czy wyjdę ze swojej strefy komfortu i ze swojej niesamowicie istotnej listy zadań, żeby spotkać się z tym, któremu oddałam swoje życie i któremu ślubowałam ubóstwo?

I jeszcze to… powalające…

https://www.facebook.com/portalDEON/videos/1819505508091125/?hc_ref=ARQKNx5QgweNhfxFbJQavnKpBbeYGyqZQ1Vw-sqJU7r_fsJZijzFg57NHJdb5VTr_hI

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 2 komentarze

Vlog #3 Ciepło dla duszy

Zaszufladkowano do kategorii vlog | 2 komentarze

Święty bez obcasa

Ostatnio, poszukując w internetach obrazów na hasło „święty”, znalazłam coś bardzo ciekawego – ten oto but! To but, który ma obcas, a jednocześnie nie ma obcasa.

Jestem pełna podziwu dla projektanta, który potrafił w tak genialny sposób spojrzeć na obuwie i choć ze świętym wiąże go teoretycznie tylko nazwa firmy „Saint Laurent”, jestem przekonana, że wiele nam mówi o świętości.

Święci to zwykli ludzie, tacy jak ja i Ty, ale potrafiący zobaczyć w życiu coś więcej. To ci, którzy chodzą po świecie, ale nie są z tego świata, bo pokochali Boga i bliźniego tak bardzo, że wpływało to na wszystkie ich decyzje. Podobnie jak kreatywny but, mają silną podstawę – dzięki temu jednocześnie twardo stąpają po ziemi i unoszą się ku górze, ale nie potrzebują obcasa, który by ich łączył ze światem.

Żeby założyć takie eleganckie czółenko na nogę potrzeba nie tylko zasobnego portfela (prawie 4000 zł 😉 ), ale też porządnej dawki zaufania. Brak widocznego obcasa sprawia, że nie jest łatwo uwierzyć, że ta wąska podstawa będzie wystarczająca do utrzymania naszego ciężaru. A jednak, kiedy się zaufa, można dokonywać wielkich rzeczy. Jeśli miałabym wybrać jedną cechę człowieka, która sprawia, że może liczyć na wyniesienie na ołtarze, nie miałabym wątpliwości. Święty nie musi być doskonały i bezgrzeszny, nie musi też dokonywać za życia cudów i tworzyć wielkich dzieł, ale musi ufać bezgranicznie w moc Boga, który jest w stanie pokonać wszelki grzech i słabość.

Kto wie czy w Niebie nie będziemy chodzić w takich właśnie bucikach? 😉

 

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | 2 komentarze

Saint without high heels

Recently, looking for images in the internet for the word „holy”, I found something very interesting – this shoe! It’s a shoe that has a heel and has no heel at the same time.

I am full of admiration for the designer who was able to look at footwear in such a brilliant way, and although it may look like its only connection with sainthood is the name „Saint Laurent”, I am convinced that it tells us a lot about holiness.

Saints are ordinary people like me and you, but they can see more in life. They are those who walk in the world, but they are not from this world, because they loved God and their neighbour so much, that it affected all their decisions. Like the creative shoe, they have a strong foundation – so they firmly step on the ground and look upwards at the same time, but they do not need a heel to connect them with the world.

In order to wear such an elegant boot, we not only need lots of money (almost 1000 €), but also a decent dose of trust. The lack of a visible heel makes it not easy to believe that the narrow base will be enough to hold our weight. But if we trust, we can do great things. If I had to choose one characteristic of someone who could count on being pronounced a saint, I would have no doubt. A saint does not have to be perfect and sinless, nor does he have to do miracles and great works, but he must trust in the power of God, who can overcome all sin and weakness.

Who knows, maybe in Heaven we will be walking in such shoes? 😉

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Jeszcze tego nie wiesz?

„Jeszcze tego nie wiesz?”. Książkę o takim tajemniczym tytule miałam okazję zobaczyć jeszcze przed jej oficjalną premierą. Wbrew pozorom wcale jednak nie chodzi w niej o „wiedzę”, ale o praktykę życia. Ks. Piotr Śliżewski daje nam 54 krótkich komentarzach do Ewangelii, mamy więc drogowskaz na każdy tydzień roku i jeszcze dwa gratis – żeby było po Bożemu, zawsze ponad normę 😉 Nie są to jednak rozważania teologiczne, ale pokazujące w jaki sposób odnieść Słowo Boga do swojej codzienności. Napisane są językiem prostym, wręcz do bólu potocznym, więc każdemu pozwolą znaleźć coś dla siebie.

Odczytywanie Pisma Świętego w kontekście swojego życia, to dynamika typowa dla medytacji ignacjańskiej. Św. Ignacy mówi o „smakowaniu” Słowa, przyglądaniu się temu co mnie w nim porusza (dzisiaj, bo jutro może to być coś zupełnie innego). Z jednej strony chcę patrzeć na Boga i uczyć się jaki On jest, jakie są Jego uczucia i postawy, bo pragnę Go naśladować. Z drugiej jednak strony potrzebuję konkretnego zastosowania w realiach swojego świata, bo inaczej skończę na intelektualnych rozważaniach, a nie dotknę swojego serca.

Szczególnie na początku takiej drogi ze Słowem Bożym przydatne są konkretne wskazówki. Co tydzień wprowadzenia do medytacji możecie znaleźć na https://siostry-sc.pl/wprowadzenia-do-medytacji (dziś moje rozważania o Miłości ponad Prawem) jednak książka „Jeszcze tego nie wiesz?” może być równie dobrą pomocą do modlitwy.

Zaszufladkowano do kategorii Recenzja | Jeden komentarz

Umrzeć ze śmiechu

Wczoraj na grabowskim cmentarzu pochowałyśmy s. Marię Kosińską. Wokół jej śmierci doświadczyłam kilku łask, które są dla mnie uśmiechem Pana Boga. Bardzo chciałam ją zobaczyć jeszcze przed śmiercią, bo ostatnio nie zdążyłam się przywitać i tak się zdarzyło, że jeszcze w czwartek mogłam być u niej w szpitalu, a już w piątek rano umarła. Pan Jezus wiedział dokładnie kiedy ją zabierać do siebie – 20 października obchodziłyśmy święto Mater Admirabilis, a w weekend odbywały się w Warszawie spotkania różnych grup roboczych i nasze spotkanie młodych profesek. Na pogrzebie było więc mnóstwo Sióstr, rodziny, byłych wychowanek. Do tego wszystkiego, odwiedzała nas jedna z radnych generalnych i również Isabelle z Francji mogła uczestniczyć w ostatnim pożegnaniu. Uroczystość była piękna i budująca!

Siostra Maria, jaką poznałam, była ciepła i uśmiechnięta. W ostatnich miesiącach życia niewiele było z nią świadomego kontaktu, ale uśmiech nie schodził z jej twarzy mimo cierpienia jakiego doświadczała. Dużo się śmiała. Pewnie nie słysząc już wiele, reagowała śmiechem na sytuacje, które wcale nie były śmieszne. Nie wykluczone, że udar, który doprowadził ją do śmierci był wynikiem tego, że za dużo się śmiała!

W niedzielę byłyśmy razem z Alą w duszpasterstwie akademickim DĄB i spotykałyśmy się ze studentami, którzy chcą poszukiwać swojej drogi życia. Dziś powiedziałabym im jedną ważną rzecz. Znajdźcie sobie takie miejsce na świecie, w którym kiedyś umrzecie ze śmiechu.

 

https://youtu.be/wzTIRVmcPJI

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | 2 komentarze