W drodze

Myślę, że dla naszego rozwoju duchowego kluczowe są zmiany. Wielokrotnie to zmiany, które spadają na nas niespodziewanie. Dziś takie właśnie na mnie czekały: zalanie torów na stacji Gdynia Główna, szukanie autobusów zastępczych, spóźnienie do lekarza, chaos na dworcach. Tak łatwo uległam emocjom, które zabrały mi pokój serca. W końcu wsiadłam w pendolino do Warszawy i odpaliłam Modlitwę w Drodze. Wystarczyło dziesięć minut, żebym na nowo zaufała Bogu, że przeprowadzi mnie przez codzienne zawirowania i ostatecznie doprowadzi do celu, choć czasem inaczej niż się spodziewam. To co pozwala mi wzrastać, to ciągłe zatrzymywanie się na żywym Słowie.

Najbliższe miesiące, ze względu na liczne wyjazdy, przypominać mi będą o naszej naturze pielgrzymiej. Czas zaprzyjaźnić się z walizką i mobilnym internetem, przywyknąć do zmieniających się widoków za oknem i drożdżówek w biegu. Podróże mogą męczyć, ale przede wszystkim uświadamiają mi, że choć wszyscy jesteśmy w drodze, to łatwo wpaść w pułapkę kręcenia się w kółko i odhaczania codziennych obowiązków, zamiast odważnego kroczenia w kierunku marzeń.

Czasem trzeba wyjechać daleko, żeby odnaleźć Boga i siebie samego. Innym razem wystarczy tylko na chwilę zmienić miejsce i spojrzeć na świat z innej perspektywy. A ostatecznie nigdzie nie trzeba się ruszać fizycznie, a jedynie spojrzeć na codzienne niespodzianki z perspektywy naszej wieczności, oczami dobrego Boga. Przecież żeby się nawrócić, wystarczy tylko zmienić myślenie.

Informacje o s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje z życia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na „W drodze

  1. Bobik pisze:

    Bardzo dziękuję- tym bardziej że wczoraj miałam podobny dzień, i wiele chwil kiedy traciłam z oczu Najważniejsze i czułam się daleko od samej siebie. A ponadto przypomniała mi Siostra pewną historię, która przez jakiś czas w moim życiu intensywnie mi towarzyszyła w poszukiwaniu tej „wewnętrznej ciszy”. Jest to rodzaj legendy, w której król ogłosił konkurs na wykonanie obrazu który miał zostać zatytułowany „spokój”. Spośród wielu propozycji zostały wyłonione dwa obrazy. Pierwszy obraz przedstawiał piękny krajobraz, rozległą równinę, z kwiatami i drzewami, skąpaną w słońcu- dzieło zachwycało. Jednak królowi czegoś w nim brakowało. Zaintrygował go drugi obraz, przedstawiający huczący wodospad. Jednak na pierwszy rzut oka nie pasował tu tytuł „spokój”. Król poprosił więc samego autora obrazu o wytłumaczenie. Ten odparł: ” Królu, jest ważny szczegół na tym obrazie: tutaj na małym kamieniu, pomiędzy strumieniami wzburzonej wody, jest gniazdo ptaka. Tutaj jest spokój.” Mam nadzieję, że wszyscy chociaż na chwilę doświadczamy czasem tego spokoju 🙂 Dziękuję że Siostra go odnalazła i pomogła znaleźć mi. Pozdrawiam 🙂

    • s. Ewa pisze:

      jaka piękna historia! dziękuję 🙂 chyba rzeczywiście to najważniejsze – znaleźć pokój pośród zgiełku świata… pozdrawiam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *