Nałęczów

– A Ty znowu jedziesz się modlić?? – zapytała koleżanka, żegnając mnie przed czerwcowym weekendem – uważaj, bo jeszcze świętą zostaniesz!
– Mam taką nadzieję! – odparłam z nieskrywanym zadowoleniem.

Wyruszyłam więc w podróż do bajecznie zielonego Nałęczowa (troszkę naokoło, bo przez Lublin – Wielkie Dzięki dla Ani za gościnę :)). Żeby się modlić, ale nie tylko. Nie wiem czy przez te kilka dni zbliżyłam się do świętości, ale na pewno był to czas zadumy, refleksji, dużej ilości radosnych duchowo chwil i bardzo miło spędzony czas! Był czas na zabawę i na ciszę, na słońce i na deszcz, na zwiedzania i na patrzenie w niebo, na grę w Mafię do 2.30 i na Jutrznię poranną. A wszystko w naprawdę doborowym towarzystwie. Więcej zdradzić nie mogę, bo motywem przewodnim była „przypowieść i tajemnica”, co jednak do czegoś zobowiązuje 😉

Jakby powiedział niejaki Paweł Witon SJ – „wyjazd był w deskę” 😉 Oby takich więcej!

Bilet do Nałęczowa – 25 zł
Ciasto w kawiarni na dojedzenie po zbyt małym obiedzie – 7 zł
Mina księdza proboszcza widzącego 28 młodych ludzi na wieczornej Mszy piątkowej w jego parafii – bezcenna 😀

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Maturalne wspomnienia

Dzisiaj dokładnie o 9.50 minęło 6 lat od mojej ustnej matury z polskiego. Pamiętam to tak dokładnie, bo dzisiaj obchodzimy 6 rocznicę śmierci prof. Janusza Roszkowskiego. Był prawdziwym nauczycielem przez duże N. Może nawet nie nauczycielem, ale wychowawcą. On po prostu kochał swoich uczniów! Dzisiejszy wpis niech będzie hołdem jego pamięci. Myślę, że każdy kto go znał (a na pogrzebie naprawdę były tłumy!) poprze mnie w tej inicjatywie.

Historia zaczęła się właśnie 21 maja 2002 roku ok 9.00, kiedy to czekałam przed salą na ustny egzamin z wspomnianego polskiego. Humanistyczne przedmioty nigdy nie były moją mocną stroną, ale nie denerwowałam się za bardzo, bo mieliśmy opracowane wszystkie pytania. Nasza polonistka co prawda za mną nie przepadała, ale w komisji miał być właśnie prof. Roszkowski – dusza naszej szkoły (również wice dyrektor) i wiedziałam, że co by się nie działo, to on nie pozwoli nas skrzywdzić. Oczekiwaliśmy więc w gronie nieszczęśników, którzy nie dostali piątek z pisemnego, na swoją kolej, kiedy podeszła do nas nasza polonistka i oznajmiła głosem zupełnie pozbawionym wzruszenia: „będziecie musieli trochę poczekać, bo zmarł dyrektor Roszkowski i musimy wam znaleźć zastępstwo do komisji”… Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Jak to się mogło stać?? Przecież jeszcze wczoraj biegał po szkole w pełni sił! A dzisiaj po wylewie… Poszłam z koleżanką na długi spacer wokół szkoły, nie kryjąc łez. Zupełnie nie mogłyśmy dojść do siebie. Wkrótce jednak znaleziono nam zastępstwo i trzeba było wejść na salę. Usiadłam przy ławce, gdzie można było chwilę przygotować się do odpowiedzi i bezskutecznie próbowałam myśleć o wylosowanym zestawie. Kiedy poproszono mnie do stolika komisji, miałam pustkę w głowie, ale skupiając resztki sił odpowiedziałam na pytania. Okazało się, że na pytanie z gramatyki odpowiedziałam źle. Zupełnie zbita z tropu usiłowałam sobie przypomnieć opracowane pytanie – wszystko się zgadzało. Powtórzyłam więc swoją odpowiedź, pewna, że komisja źle mnie zrozumiała. Nadal jednak było nie tak. Okazało się chwilę później, że dokładnie wtedy kiedy wchodziłam na salę, do szkoły przyszła siostra Andrzeja (polonistka) i powiedziała wszystkim zgromadzonym, że zauważyła błąd w jednym z naszych pytań z gramatyki… to się nazywa pech! Wyszłam z sali egzaminacyjnej mocno przybita. Szybko jednak zapomniałam o polskim i myślami wróciłam do mojego ulubionego nauczyciela, który dopiero co nas opuścił. Odpuściły mi nerwy, więc zalałam się łzami. Ciągle płacząc, pobiegłam do pokoju, gdzie rodzice przygotowywali kanapki, żeby napić się gorącej herbaty. Kiedy któraś z mam zobaczyła, że płaczę, bardzo przejęła się moim stanem: „ojej, co się stało? źle poszło? nie martw się, to tylko matura, nic wielkiego. na pewno będzie dobrze”. Powoli zaczęłam kojarzyć o czym ona do mnie mówi: „matura? jaka matura? mój dyrektor zmarł!”. Dzień zakończył się ogłoszeniem wyników – jedyna 3 w mojej klasie – którymi w ogóle się nie przejęłam.

Szkoda, że Pana wtedy nie było, profesorze Roszkowski – ten dzień wspominałabym na pewno zupełnie inaczej – ale wierzę, że jest Pan teraz w lepszym świecie. Niech Pan czasami szepnie słówko dzisiejszym nauczycielom, bo takich jak Pan, to dzisiaj ze świecą szukać!

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Wszędzie podwyżki

W naszej stołówce właśnie podnieśli ceny i jestem po prostu zła. Ten fakt nie wynika jednak z moich skrupulatnych wyliczeń, z których mogłoby wynikać, że na każdym posiłku tracę cenne 24 grosze, co w perspektywie kilkuset obiadów rocznie przeradza się w dużą dziurę w moim budżecie. Chodzi o coś znaczniej bardziej przyziemnego. Mianowicie, do tej pory, gdy wybierałam się na obiad (kosztujący 9zł), otrzymywałam do portfela piękną srebrną złotóweczkę, która okazywała się niezwykle przydana podczas zakupów w hipermarkecie. Dzisiaj jednak tak się nie stało… zamiast złotówki dostałam porozrzucane w drobne miedziaki 76 groszy! I co ja mam niby z nimi zrobić? Już mój portfel przestaje się zamykać, a przecież powinien być szczuplejszy o 24 gr… W związku z tym od dziś za obiad płacę wyłącznie kartą. O!

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Łańcuszki – o zgrozo

Kilka dni temu dostałam od kolegi łańcuszek. Zaczynał się od słów: „nie cierpię łańcuszków, ale nie mam zamiaru przez jakiś banalny zabobon wpaść w kłopoty więc go przesyłam dalej”. Czytając pomyślałam sobie: „Oj, biedny jesteś, jeśli Twoje szczęście zamiast od łaski Pana Boga zależeć ma od przesłania dalej głupiego maila”… i o fakcie szybko zapomniałam. Dzisiaj jednak przez chwilę temat do mnie wrócił, bo przypomniałam sobie, że w łańcuszku napisane było, że czekają mnie straszne rzeczy jeśli mail nie zostanie przesłany w ciągu 96 godzin, czyli 4 dni. Ponieważ ostatnie dni były bogate w miłe spotkania i ciekawe wydarzenia, pomyśałam sobie, że sprawdzę kiedy te 4 dni minęły żeby utwierdzić się w przekonaniu, że wszystko w rękach Najwyższego i żadne nieszczęście nie stało się moim udziałem. Otwieram więc kalendarz, otwieram maila i… konsternacja. 96 godzin minie dopiero dzisiaj o 18:49. Niemożliwe… sprawdzam jeszcze raz. Nadal wynik ten sam… i przez chwilę dziwne ukłucie w sercu, myśl „a jeśli…?” – jeszcze pół dnia… Na szczęście ten dziwny stan trwał zaledwie chwilę i szybko zapomniałam o całej sprawie. Dzień okazuje się miły, jak zwykle – krótka podróż po mieście, kilka ważnych zakupów dokonanych, piękne tulipanki w kaplicy postawione, po STERowym spotkaniu do domku. Zgodnie z rytuałem jedną ręką zdejmuję buty a drugą włączam kompa i odpalam pocztę. A tam pośród wielu bzdur mailowych (nie mylić ze spamem – po prostu ludzie na różne listy jakieś bzdury piszą) dwie absolutne perełki. Dwa piękne dowody na to, że ta moja marna egzystencja na tym świecie może się czasami jeszcze do czegoś komuś przydać. Po prostu przez chwilę poczułam się naprawdę potrzebna! Dziękuję Wam za to przepiękne uczucie! Dzięki, że jesteście 🙂

…i wtedy uświadomiłam sobie, że już przecież dawno po 19.00. Mój światopogląd się nie zaburzył. Pan jest nadal wszechmocny i łaskawy. Łańcuszki są nadal głupie.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Coś się kończy…

…”coś się zaczyna”, chciałoby się powiedzieć. Problem w tym, że jakoś więcej się kończy niż zaczyna… Ostatnia ślizgawka na Torwarze za nami, za kilka dni koniec KRowania, szkoleń też chwilowo mam powyżej uszu… no i co zamiast tego wszystkiego? Może wiosna? Wycieczki rowerowe? Bieganie z aparatem dla uwiecznienia budzącej się przyrody? Jakiś meczyk w tenisa?… jakoś mnie to jednak entuzjazmem nie napawa…

Pozostaje nadzieja, że jak do tej pory zawsze znajdzie się jakiś dobry duszek, który zapewni mi mile spędzony czas, żebym nie mogła zbyt długo siedzieć w domu 🙂 Co zresztą jest wysoce niebezpieczne, bo może powodować nadmierne myślenie o sprawach, o których myśleć się nie powinno.

Póki co żyję jutrzejszym koncertem Turnaua (długo oczekiwanym i z pewnością tak niesamowitym jak zawsze w wykonaniu tego cudownego artysty!) i odwiedzinami mojej mamy w stolicy (trzeba się wziąć za sprzątanie ;)) a reszta pozostaje bez konkretnego planu, więc czekam na propozycje ciekawego spędzania czasu po pracy 😀 (tu nieskromnie przypomnę o moim kalendarzu wolnego czasu 😉 ) i proszę mi nie wytykać, że niby magisterkę powinnam pisać 😛

Pozdrowienia wielce wiosenne dla wszystkich mi bliskich – tych blisko i tych daleko 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Jan Paweł II Wielki

Dziś jest taki dzień, że trudno przejść obojętnie, trudno się nie zatrzymać choć przez chwilę nad postacią Wielkiego Człowieka. Trudno mi więc niczego nie napisać, choć pisanie nie jest łatwe. Dzieje się tak z kilku powodów. Po pierwsze odnoszę wrażenie, że wszystko zostało już powiedziane – to, że był wielkim autorytetem, że prawdziwie zmienił świat w ciągu swojego życia i już po śmierci… ale też to, że on wcale nie czeka na nasze okrzyki „santo subito”, ale na to byśmy wcielali w życie jego słowa, a konkretnie słowa Chrystusa. I cóż ja, mały żuczek, mam dodać do tego wszystkiego? Po drugie mam świadomość, że to tylko słowa, w które wciąż nie daje się zamknąć postrzeganie tego świata.

Kiedy czytam dzisiaj komentarze różnych ludzi na temat życia, śmierci, wartości i czegokolwiek co dotyczyło Jana Pawła II, to płaczę – nawet sama do końca nie wiem dlaczego… owszem, łatwo się wzruszam różnymi świadectwami, ale to jest jakieś szczególne uczucie. Może przypominają mi się w głębi te dni sprzed 3 lat… wtedy też płakałam – dużo… Ale wciąż przez łzy widzę Chrystusa mówiącego „nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!”. Wiem, że Ojciec Święty powiedziałby dzisiaj dokładnie to samo: „nie wzruszaj się, tylko działaj!”

Tyle zapaliłam zniczy na jego cześć, ale ile serc ludzkich zapaliłam jego miłością?
Przeczytałam tyle jego słów, ale ile z nich naprawdę zrozumiałam?
Tyle łez wylałam z powodu jego odejścia, ale ile prawdziwego dobra z tego wynikło?

Byłam na mszy z okazji rocznicy i na koniec każdy dostał świeczkę z jakimś cytatem Ojca Świętego. Na mojej napisano: „Tylko Chrystus może uspokoić lęk człowieka”. Niby takie oczywiste… a jednak tak trudne w realizacji. Łatwo nam uwierzyć Jezusowi nasze radości i dziękować Mu za cuda tego świata, łatwo powierzać Mu nasz smutek i prosić o radość, ale z naszym lękiem bywa gorzej. To czego się boimy jest skrzętnie ukrywane głęboko na dnie naszego serca. Bo przecież się boimy, że może się stać coś nie po naszej myśli, może Bóg mieć jakiś inny plan, boimy się, że sobie nie poradzimy, że zostaniemy sami z całym światem na głowie… a przecież to bez sensu – mamy się czego bać, dopóki nie powierzymy naszych lęków Panu! Jeśli mu nie zaufamy, że On nas dobrze prowadzi, jeśli nie otworzymy naszych serc na Jego miłosierdzie, jeśli schowamy się w naszej skorupce i trzęsąc się ze strachu będziemy oczekiwać zbliżającej się śmierci – rzeczywiście świat może okazać się nie do wytrzymania!

Niech ten dzień, będzie dla nas wszystkich przypomnieniem tego jakim człowiekiem był Jan Paweł II i czego możemy się od niego nauczyć. Przede wszystkim chciejmy go naśladować w całkowitym zawierzeniu Bogu i Maryi – „Totus Tuus”.

Zapraszam też do odwiedzenia specjalnej strony, którą w 2005 roku zrobiłam na cześć JPII

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Paradoksalnie o Świętach

Usłyszałam w tym roku na rekolekcjach, że Chrześcijaństwo to wiara pełna sprzeczności. Ty, Jezu, przez śmierć dajesz życie i przez cierpienie nieskończoną radość. Moc znajdujesz w słabych, wielkość w tych najmniejszych i bogactwo w najuboższych. Ostatnich nazywasz pierwszymi i służących Ci – przyjaciółmi.

Patrząc na Twoje zmartwychwstanie, we mnie też budzą się sprzeczności…
Chce się umierać, by nareszcie spotkać się z Tobą i chce się żyć, by jeszcze wiele dobrego dokonać na tym świecie. Chce się płakać, że nasze grzechy przybijają Cię wciąż do krzyża i chce się radować, bo Ty masz Boską siłę, by pokonać całe zło. Chce się wychwalać Twoje wielkie dzieła i chce się w milczeniu słuchać Twej nauki. Chce się dawać z siebie wszystko i chce się brać pełnymi garściami ze źródeł Twojej łaski.
Jedno jest najważniejsze – że się chce, bo Ty dajesz siłę, by się chciało 🙂

Na koniec świąteczne podziękowania:
Ile w Tobie Panie cierpliwości, by wciąż odnajdywać we mnie dobro. Przecież cały czas jestem jak ta trzcina nadłamana, która przy każdej pokusie balansuje na granicy złamania. A jednak Ty codziennie sklejasz moją duszę swym Boskim Tchnieniem i dajesz zaczynać od nowa. Wybaczasz, choć już tyle razy Cię zawiodłam. Za każdym razem gdy obiecuję, że iść będę Twoją drogą, bez względu na okoliczności, Ty wciąż odnajdujesz mnie zagubioną w ciemnym lesie daleko od szlaku. Dziękuję Ci za Twoje miłosierdzie, dziękuję za miłość i dziękuję za zmartwychwstanie!

…I na tym miał zakończyć się ten wpis, podsumowujący okres Postu i rozpoczynający świętowanie Zmartwychwstania Pańskiego. Pewnie tak by się stało, gdyby nie… pewien sms dzisiejszego poranka. Zawierał on krótkie pytanie: „Czy Bóg wysłucha modlitwy w czyjejś intencji od osoby niewierzącej?”. I czyż to nie wpisuje się doskonale w paradoksalną moc naszego Pana? Bo przecież po ludzku to niezrozumiałe jak można się modlić do kogoś, w kogo istnienie się nie wierzy. Zawahałam się przez chwilę przed odpisaniem. W końcu nie jestem teologiem, nie wiem co na to prawo kanoniczne, nie wiem co twierdzą na ten temat specjaliści od spraw wiary… a jednak po chwili moje wątpliwości się rozwiały. Przecież ja trochę Pana Boga już poznałam i dobrze wiem, że „modlitwa jest siłą człowieka i słabością Boga” (św. Augustyn). Jakże On miałby nie wysłuchać wołania tych, którzy go nie znają, którzy nie widzieli Jego cudów i nie doświadczyli na własnej skórze Jego niewiarygodnej łaski. Jakże miałby odwrócić się od tych, którzy Go potrzebują, choć tak trudno im uwierzyć. A więc „Tak, oczywiście, że wysłucha!”, z całą pewnością, z pełnym przekonaniem. Inaczej po prostu nie byłby Sobą.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Dzień kobiet

Dzień kobiet to dosyć ciekawe święto. Dla niektórych kobiet to „relikt PRLu” i są wręcz oburzone, że ktoś o nich pamięta tylko w marcu (a przecież powinien przez cały rok!), inne natomiast czekają z niecierpliwością na ten dzień, by z wielką radością kolekcjonować kwiaty, uśmiechy i życzenia. Ja chyba zawsze należałam do tych po środku i nie przywiązywałam do tego święta większej wagi – ani z jednej ani z drugiej strony. Ewentualnie traktowałam je jako ratunkowy termin dla tych co nie pamiętali o moich urodzinach 😉

W każdym razie tegoroczny dzień kobiet okazał się całkiem miłą niespodzianką, bo już dzień wcześniej dałam się zakoczyć kolegom z pracy, którzy napadli mnie z kwiatem w ręku. Przez całą sobotę też napływały życzenia najróżniejszymi formami komunikacji elektronicznej i nie będę ukrywać, że sprawiły mi wiele radości (szczególnie te zaraz po północy :)) Ogólnie cały dzień był z tych fajniejszych (ze spacerowym akcentem włącznie :)), więc nie dorabiając do święta szczególnej filozofii, dziękuję Wam drodzy panowie za pamięć i za to, że można na Was liczyć nie tylko 8 marca 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Wielki Post

Minął kolejny miesiąc i niby tyle się działo, a nic się nie wydarzyło… zaliczyłam sesję (już prawie ostatnią :)), wyszalałam się na nartach, postarzałam się o kolejny rok, kilkadziesiąt długich godzin spędziłam w pracy, kilkanaście trochę krótszych na uczelni, trochę szkoliłam, trochę mnie szkolili… Niezliczone ilości kilometrów przebyłam metrem, pociągiem, autobusem, samochodem, pieszo, na dwóch nartach, na dwóch łyżwach… tylko gdzie ja tak naprawdę dotarłam? Co osiągnęłam? O ile posunęłam się do przodu? Co zrealizowałam? Ile zrobiłam dobrego? Czy choć trochę zbliżyłam się do celu? Czy miała sens każda minuta mojego życia?… Dziękuję za Wielki Post. Za czas zadumy i zastanowienia czy to całe bieganie zmierza ku temu co właściwe. Za tę godzinę dziennie wyrwaną z wielkim trudem z przepełnionego kalendarza. Za myśli, które usilnie próbuję kierować ku górze (lub jak kto woli: „ku górom, ku górom…” ;)).

Zostały jeszcze dwa tygodnie, by zdążyć posprzątać swoje serce, wyprostować ścieżki i przygotować się na Wielką Noc. Obyśmy je wszyscy rozważnie wykorzystali!

„Niech Tobie miła będzie nasza pieśń, ku górom niech wznosi się! Ku górom, ku górom…”

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Krew i jeden procent

Od piątku z różnych źródeł dostaję informacje o tym, że potrzebna jest krew dla umierającego dziecka. Dość nietypowa to informacja, bo prośba dotyczy grupy A Rh- czyli jednej z najpopularniejszych grup krwi. Słuszne były moje watpliwości, bo sprawa okazała się być makabrycznym żartem, opisanym przez gazetę już w 2004 roku (!), a pod podany numer telefonu nie można się dodzwonić. W całej tej aferze bardzo zaskoczyła mnie jedna rzecz – jak wiele osób włączyło się w pomoc dla wirtualnego dzieciątka. Oprócz smsów od bliskich znajomych dostałam też maile z różnych części naszego kraju z gorącą prośbą o pomoc. Pomyślałam sobie, że skoro z takim zaangażowaniem chcieliśmy oddawać krew, to może równie ochoczo oddamy również nieco naszego grosza – konkretnie tego jednego procenta, który zamiast na pokrycie dziury budżetowej dane jest nam przeznaczyć na szczytny cel…

Dopiero rozpoczął się nowy rok, jeszcze o rozliczaniu PITów nikt chyba nie myśli, a już zalewają mnie zewsząd propozycje tego, komu mogłabym przekazać mój 1% podatku, którego oczywiście są jakieś grosze… Jak wiadomo, najgorzej jest jak ma się za duży wybór, a przecież wszystkim chciałoby się pomóc. Poniżej zamieszczam listę potrzebujących dzieci, które można wesprzeć oraz instrukcja obsługi dla PITu 37:

w polu 123 „Inne informacje w tym ułatwiające kontakt z podatnikiem” wpisujemy nazwisko dziecka (poniższe pochodzą z maili, które dostałam):
Puścian Jan Tomasz
Frankowski Mikołaj Jan
Januchta Aleksandra
Maniewski Bartosz
Gołaszewski Kacper

w polu 124 : „Wniosek o przekazanie 1% podatku należnego na rzecz organizacji pożytku publicznego (OPP)” wpisujemy: Fundacja Dzieciom „Zdążyć z pomocą” ul. Łomiańska 5, 01-685 Warszawa, KRS: 0000037904

Wpłat poza PITowych można dokonywać na ponizsze numery kont z dopiskami: „na leczenie i rehabilitację” + nazwisko dziecka
41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
50 1020 1156 0000 7902 0007 7248

W imieniu wszystkich rodziców składam wszystkim gorące podziękowania za dołożenie swoich trzech groszy (nawet jeśli są to dosłownie 3 grosze, to na pewno się nie zmarnują!).

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz