Usłyszałam w tym roku na rekolekcjach, że Chrześcijaństwo to wiara pełna sprzeczności. Ty, Jezu, przez śmierć dajesz życie i przez cierpienie nieskończoną radość. Moc znajdujesz w słabych, wielkość w tych najmniejszych i bogactwo w najuboższych. Ostatnich nazywasz pierwszymi i służących Ci – przyjaciółmi.
Patrząc na Twoje zmartwychwstanie, we mnie też budzą się sprzeczności…
Chce się umierać, by nareszcie spotkać się z Tobą i chce się żyć, by jeszcze wiele dobrego dokonać na tym świecie. Chce się płakać, że nasze grzechy przybijają Cię wciąż do krzyża i chce się radować, bo Ty masz Boską siłę, by pokonać całe zło. Chce się wychwalać Twoje wielkie dzieła i chce się w milczeniu słuchać Twej nauki. Chce się dawać z siebie wszystko i chce się brać pełnymi garściami ze źródeł Twojej łaski.
Jedno jest najważniejsze – że się chce, bo Ty dajesz siłę, by się chciało 🙂
Na koniec świąteczne podziękowania:
Ile w Tobie Panie cierpliwości, by wciąż odnajdywać we mnie dobro. Przecież cały czas jestem jak ta trzcina nadłamana, która przy każdej pokusie balansuje na granicy złamania. A jednak Ty codziennie sklejasz moją duszę swym Boskim Tchnieniem i dajesz zaczynać od nowa. Wybaczasz, choć już tyle razy Cię zawiodłam. Za każdym razem gdy obiecuję, że iść będę Twoją drogą, bez względu na okoliczności, Ty wciąż odnajdujesz mnie zagubioną w ciemnym lesie daleko od szlaku. Dziękuję Ci za Twoje miłosierdzie, dziękuję za miłość i dziękuję za zmartwychwstanie!
…I na tym miał zakończyć się ten wpis, podsumowujący okres Postu i rozpoczynający świętowanie Zmartwychwstania Pańskiego. Pewnie tak by się stało, gdyby nie… pewien sms dzisiejszego poranka. Zawierał on krótkie pytanie: „Czy Bóg wysłucha modlitwy w czyjejś intencji od osoby niewierzącej?”. I czyż to nie wpisuje się doskonale w paradoksalną moc naszego Pana? Bo przecież po ludzku to niezrozumiałe jak można się modlić do kogoś, w kogo istnienie się nie wierzy. Zawahałam się przez chwilę przed odpisaniem. W końcu nie jestem teologiem, nie wiem co na to prawo kanoniczne, nie wiem co twierdzą na ten temat specjaliści od spraw wiary… a jednak po chwili moje wątpliwości się rozwiały. Przecież ja trochę Pana Boga już poznałam i dobrze wiem, że „modlitwa jest siłą człowieka i słabością Boga” (św. Augustyn). Jakże On miałby nie wysłuchać wołania tych, którzy go nie znają, którzy nie widzieli Jego cudów i nie doświadczyli na własnej skórze Jego niewiarygodnej łaski. Jakże miałby odwrócić się od tych, którzy Go potrzebują, choć tak trudno im uwierzyć. A więc „Tak, oczywiście, że wysłucha!”, z całą pewnością, z pełnym przekonaniem. Inaczej po prostu nie byłby Sobą.
