Dzień kobiet to dosyć ciekawe święto. Dla niektórych kobiet to „relikt PRLu” i są wręcz oburzone, że ktoś o nich pamięta tylko w marcu (a przecież powinien przez cały rok!), inne natomiast czekają z niecierpliwością na ten dzień, by z wielką radością kolekcjonować kwiaty, uśmiechy i życzenia. Ja chyba zawsze należałam do tych po środku i nie przywiązywałam do tego święta większej wagi – ani z jednej ani z drugiej strony. Ewentualnie traktowałam je jako ratunkowy termin dla tych co nie pamiętali o moich urodzinach 😉
W każdym razie tegoroczny dzień kobiet okazał się całkiem miłą niespodzianką, bo już dzień wcześniej dałam się zakoczyć kolegom z pracy, którzy napadli mnie z kwiatem w ręku. Przez całą sobotę też napływały życzenia najróżniejszymi formami komunikacji elektronicznej i nie będę ukrywać, że sprawiły mi wiele radości (szczególnie te zaraz po północy :)) Ogólnie cały dzień był z tych fajniejszych (ze spacerowym akcentem włącznie :)), więc nie dorabiając do święta szczególnej filozofii, dziękuję Wam drodzy panowie za pamięć i za to, że można na Was liczyć nie tylko 8 marca 🙂
