Coś się kończy…

…”coś się zaczyna”, chciałoby się powiedzieć. Problem w tym, że jakoś więcej się kończy niż zaczyna… Ostatnia ślizgawka na Torwarze za nami, za kilka dni koniec KRowania, szkoleń też chwilowo mam powyżej uszu… no i co zamiast tego wszystkiego? Może wiosna? Wycieczki rowerowe? Bieganie z aparatem dla uwiecznienia budzącej się przyrody? Jakiś meczyk w tenisa?… jakoś mnie to jednak entuzjazmem nie napawa…

Pozostaje nadzieja, że jak do tej pory zawsze znajdzie się jakiś dobry duszek, który zapewni mi mile spędzony czas, żebym nie mogła zbyt długo siedzieć w domu 🙂 Co zresztą jest wysoce niebezpieczne, bo może powodować nadmierne myślenie o sprawach, o których myśleć się nie powinno.

Póki co żyję jutrzejszym koncertem Turnaua (długo oczekiwanym i z pewnością tak niesamowitym jak zawsze w wykonaniu tego cudownego artysty!) i odwiedzinami mojej mamy w stolicy (trzeba się wziąć za sprzątanie ;)) a reszta pozostaje bez konkretnego planu, więc czekam na propozycje ciekawego spędzania czasu po pracy 😀 (tu nieskromnie przypomnę o moim kalendarzu wolnego czasu 😉 ) i proszę mi nie wytykać, że niby magisterkę powinnam pisać 😛

Pozdrowienia wielce wiosenne dla wszystkich mi bliskich – tych blisko i tych daleko 🙂

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *