Poleć z nami! – Rekolekcje paralotniowe on-line

Wiem, że nie każda z Was mogła wybrać się z nami na paralotniowe rekolekcje, ale możecie towarzyszyć nam w naszej duchowej drodze. Prowadzić nas będzie Słowo z dnia, dlatego szczególnie zapraszamy w tych dniach do uczestnictwa w Eucharystii. Codziennie rano od poniedziałku do soboty pojawią się tutaj rozważania i krótkie dwa pytania/zadania. Serdecznie zapraszamy i mamy nadzieję, że Duch Boży działać będzie zarówno u nas w Rumunii, jak i wszędzie tam, gdzie Wy będziecie w tym czasie 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Paralotnie, Zaproszenie | Dodaj komentarz

Ach, co to będzie za małżeństwo!

Na okładce swojego śpiewnika napisali „Najlepsze dopiero przed nami”. Trudno się z nimi nie zgodzić, bo jeśli dwoje ludzi wspólnie zawierza swoje życie Bogu tak naprawdę na serio, to nie ma szans, żeby nie działy się cuda! Przeczytajcie piękną modlitwę jaką Nina i Yohann napisali na swoją uroczystość zaślubin:

Kochany Ojcze,
Nasze słowa nie są w stanie wyrazić wdzięczności, jaką mamy do Ciebie. Spotkanie z Twoją miłością wstrząsnęło naszym życiem i od tej pory nasze największe pragnienie to wszystko Ci ofiarować i należeć do Ciebie. Dziękujemy za to cudowne powołanie na drogę świętości w małżeństwie, która nam daje ogromną radość. Ta piękna droga, chwilami kamienista, nauczyła nas, że miłość to dawanie życia temu, którego kochamy.
Mamy świadomość naszej małości wobec tego wyzwania. Naucz nas każdego dnia bardziej się kochać, daj nam łaskę stawania się dobrymi rodzicami, którzy poprowadzą swoje dzieci do Ciebie, niech miłość w naszej rodzinie stanie się schronieniem dla wszystkich osób, które nam wyślesz. Jesteśmy otwarci, by pełnić Twoją wolę.
Drogi Boże, kochamy Cię i uwielbiamy w Twojej dobroci.
Amen.

Na wielu ślubach byłam w życiu i na wielu płakałam ze wzruszenia. Ten jednak był wyjątkowy. Jak przystało na ślub Polski z Francuzem, towarzystwo było międzynarodowe. Atmosfera była jednak przede wszystkim misyjna. Zarówno Nina jak i Yohann, związani z Domami Serca, zachęcili do przyjazdu swoich przyjaciół z całego świata. To ten typ ludzi, których ma się wrażenie, że znało się od zawsze. Na weselu w środku lasu, przygotowanym prawie całkowicie własnymi siłami każdy mógł poczuć się jak w domu – przyjęty i kochany. Francuskim zwyczajem mogliśmy usłyszeć przemówienia wielu gości o nowożeńcach i wszystkie chwytały za serce, bo pokazywały jak oboje zmienili życie tak wielu ludzi wokół siebie.

Jadąc na ślub na Kaszuby, zastanawiałam się czy dopadną nas ulewy z czarnych chmur unoszących się nad polami. W pierwszej chwili pomyślałam, że dla tej dwójki z pewnością Pan Bóg przygotował najpiękniejszą pogodę. Potem jednak doszłam do wniosku, że właśnie zupełnie przeciwnie. Znając Ninę i Yohanna, doskonale odnaleźliby się tańcząc w deszczu na chwałę Boga, który przenika całkowicie ich serca i dusze. Od lat dają się ponieść daleko nieskończonej miłości Boga i to z pewnością dopiero początek! Ja nie mogę się doczekać dalszego ciągu tej fascynującej historii 🙂

A na rozesłanie zagrali moją ukochaną Alma Misionera!! Pierwszy raz usłyszałam ją na spotkanie Prowincjalnych w 2014 roku i od razu wiedziałam, że to o mojej misyjnej duszy. Tej pamiętnej modlitwie towarzyszył symbol malutkich kolumbijskich sandałów, które wiszą do dziś na mojej tablicy korkowej, przypominają, że misje to nie podróże zagraniczne, ale bycie obok tych, którzy są spragnieni Boga, miłości i współczucia.

Posłuchaj i przy okazji zobacz uroczystość ślubów wieczystych z zeszłego roku 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | Dodaj komentarz

What a marriage this will be!

On the cover of their songbook they wrote „The best is yet to come.” I cannot disagree with them, because if two people seriously entrust their lives to God, then miracles just have to happen! Read the beautiful prayer that Nina and Yohann wrote for their wedding ceremony:

Dear Father,
Our words cannot express the gratitude we have for You. Discovering Your love has shaken our lives and since then our greatest desire has been to give up everything for You and belong to You. Thank you for this wonderful call to holiness in marriage which gives us great joy. This beautiful path, at times stony, has taught us that love means giving life to the one we love.
We are aware of our littleness facing this challenge. Teach us to love more everyday, give us the grace of becoming good parents, who will lead your children to You, let love in our family be a shelter for all the people you send us. We are open to fulfilling Your will.
Dear God, we love You and we love Your goodness.
Amen.

I attended many weddings in my life and I cried at most of them. This one, however, was special. As you can image, at a Polish-French wedding it was very international. The atmosphere, however, was primarily missionary. Both Nina and Yohann, associated with Heart’s Home, inspired the arrival of many friends from around the world. These are the kind of people who make the impression that you’ve known them since forever. At the wedding reception in the middle of the forest, almost completely prepared by friends and family, everyone could feel at home – accepted and loved. Following a French custom, we were able to hear speeches of many guests about the newlyweds and they all touched our hearts by showing how both of them changed the lives of so many people around them.

Going to the wedding, I wondered if there would be rain from the black clouds hovering over the fields. At first I thought that for these two God certainly prepared the most beautiful weather. But then I came to the conclusion that it was very much the opposite. Knowing Nina and Yohanna, they would perfectly find themselves dancing in the rain for the glory of God who easily flows through their hearts and souls. For years they have been overwhelmed by the infinite love of God and it is certainly just the beginning! I am looking forward to hearing more of this fascinating story 🙂

And at the end of the Mass they played my beloved Alma Misionera!! The first time I heard this song at the Provincials’ meeting in Poland in 2014 and I knew immediately that it was about me and my missionary soul. This memorable prayer was accompanied by the symbol of tiny Colombian sandals that are still hanging on my cork board, reminding me that missions are not about travelling abroad, but about being next to those who are hungry for God’s love and compassion.

Listen and meanwhile watch last year’s ceremony of final vows in Rome 🙂

Zaszufladkowano do kategorii God is good | Dodaj komentarz

Inne spojrzenie

Dziś zakończyłyśmy rekolekcje fotograficzne. Już miały się nie odbyć, ale się odbyły i wszystkie jesteśmy przekonane, że Bóg tak chciał. To był piękny czas szukania Boga w świecie, próby przyjęcia tego co słabe, patrzenia sercem i trwania w kontemplacyjnym tu i teraz. Nic się nie martwcie, jeśli nie dotarliście – na pewno będą kolejne edycje! 🙂

Ja sama coraz głębiej odkrywałam Boga w tym co zwyczajne i codzienne, ale też po raz kolejny zdawałam sobie sprawę z tego, jak ważne jest odpowiednie postawienie akcentów, by zobaczyć to, co wartościowe. Można widzieć „szatana i inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą”, a może widzieć zastępy aniołów strzegących nas na każdym kroku, przy pomocy których zdolni jesteśmy do przemiany świata na lepsze. Dlatego postanowiłam napisać moją własną wersję popularnej modlitwy do św. Michała Archanioła. Mam nadzieję, że jemu też się podoba 🙂

Święty Michale Archaniele,
wspomagaj nas w walce i posyłaj aniołów, by strzegły nas przed pokusą.
Oby Bóg raczył dodać nam odwagi i ufności, pokornie o to prosimy,
byśmy umieli wybierać dobro i nieść światu miłość,
a Ty wodzu niebieskich zastępów,
każdego człowieka, choćby najsłabszego,
mocą Bożą wznieś do Nieba. Amen.

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur, Spojrzenie na Boga | 5 komentarzy

Widzieć oczami serca

Mówi się, że punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Ja coraz bardziej odkrywam, że od sposobu naszego patrzenia zależy miejsce, w którym zechcemy w naszym życiu usiąść. Możemy patrzeć na tę samą rzeczywistość, a widzieć ją zupełnie inaczej. Jeden będzie wszędzie dostrzegał zło i zagrożenia, a inny z tego samego miejsca dopatrzy się dobra, piękna i miłości.

Przygotowując się do rekolekcji fotograficznych, które w piątek rozpoczynamy, na nowo dostrzegam jaką rolę w całym moim życiu odgrywa uważność i zatrzymanie, by spojrzeć głębiej sercem, a nie tylko powierzchownie oczami. Aparat fotograficzny nie będzie nam służył do rejestrowania rzeczywistości, ale do odkrywania tego, co niewidoczne dla oczu. Umiejętność patrzenia sercem wymaga czasu – podobnie jak ziarno wrzucone w ziemie potrzebuje czasu, by wyrosnąć i nic nie przyspieszy jego rozwoju. To też nie jest coś, z czym się rodzimy, bo naturalną tendencją w nas będzie dostrzeganie tego, czego nam brakuje i przeciwności, które powstrzymują nas od bycia szczęśliwymi. Można jednak nauczyć się zauważać potencjał tego co mamy, a przeciwności wykorzystać do tego, by się rozwijać i koncentrować na tym, co naprawdę ważne. Wtedy szczęście nieuchronnie zjawi się samo.

Richard Rohr określa takie patrzenie jako posługiwanie się trzecim okiem. Pierwsze oko to nasze zmysły – widzimy, słyszymy, wąchamy… nasze ciało daje nam dostęp do pewnej rzeczywistości. Drugie oko pozwala nam ją w jakimś stopniu zrozumieć – wiedza, jaką posiadamy, sprawia, że dostrzegamy różne aspekty, nasza intuicja i wyobraźnia podpowiadają inne perspektywy. Dopiero jednak trzecie oko pozwala nam wejść na kolejny poziom – mistyczne smakowanie świata w zadziwieniu przed Tajemnicą, która przekracza wszelką wiedzę i mądrość ludzką.

Nie będzie to nic odkrywczego, jeśli powiem, że Jezus jest tym, który doskonale umie patrzeć sercem. Podczas swojej ziemskiej wędrówki dostrzegał więcej i dlatego potrafił żyć jako człowiek całkowicie wolny i szczęśliwy. To On będzie nam towarzyszył na rekolekcjach, ale też Jemu poświęcone będzie spotkanie dla kobiet „Spojrzenie Serca”, na które bardzo serdecznie chciałabym (wraz z Chrześcijańską Mamą i Zespołem Szkół Jezuitów) już teraz Was zaprosić (tylko panie tym razem…). Odbędzie się ono w Gdyni 24 listopada i mamy nadzieję, że będzie miejscem wspólnego poszukiwania Jego spojrzenia.

 

 

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia, Zaproszenie | Dodaj komentarz

Moje „Jestem”

Hasłem tegorocznej Lednicy było: „Jestem”. To dla mnie osobiście bardzo ważne słowo, które jest zarazem imieniem Boga. Pisałam już o tym w zeszłym roku i ucieszyłam się, że moje pierwsze doświadczenie tej imprezy będzie opatrzone właśnie tym słowem.

Muszę przyznać, że poziom organizacji i zaangażowania tysięcy wolontariuszy i harcerzy był dla mnie imponujący. Wszystko dopracowane w drobnych szczegółach, a zaproszeni goście bardzo zacni. Przede wszystkim cieszyli mnie jednak młodzi, którym chciało się w tym upale być właśnie tam, choć nie brakowało innych propozycji. Pewnie większość z nich nie spotkała jeszcze prawdziwego Boga, bo zainteresowani byli bardziej skakaniem i tańczeniem, niż duchową stroną spotkania, ale wierzę, że to, czego doświadczyli, przyjdzie do nich kiedyś w trudnym momencie i wtedy będą wiedzieli do kogo się zwrócić.

Niesamowita niezwykłość Lednickiej atmosfery mieszała się we mnie ze zwyczajnością codzienności. Dominikanie odpowiedzialni za całe to zamieszanie, to przecież ci, których spotykam prawie codziennie na porannej Mszy św. w ich poznańskim klasztorze. Pola lednickie to przecież te, które wielokrotnie odwiedzałam z różnymi osobami jeszcze za czasów mieszkania w Pobiedziskach. A przede wszystkim Pan Jezus uroczyście wnoszony w wielkiej monstrancji i obecny pośród 100 tys. młodych, to przecież dokładnie ten sam, który cały czas obecny jest w tabernakulum zaraz za ścianą mojego pokoju. To niezwykła zwyczajność, której często nie dostrzegam w swoim zabieganiu.

Chyba ostatecznie właśnie o to chodzi, by Bogu pozwolić na zamieszkanie w tym co nie robi wrażenia, gdzie nie ma tłumów i entuzjazmu, gdzie jest po prostu zwyczajne zmaganie. Jezus staje obok mnie zmęczonej, zirytowanej, zagubionej i mówi: „Jestem”. Obym wtedy ja potrafiła jak Samuel odpowiedzieć: „Oto jestem. Mów Panie, bo sługa Twój słucha”.

https://www.facebook.com/lednica2000/videos/10156196357450772/

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | Dodaj komentarz

Głupstwa i mądrości

Święta Magdalena Zofia Barat pisała do jednej ze swoich zakonnic: „Musimy dążyć do tego, by robić jak najmniej głupstw, choć oczekiwanie, że ich w ogóle nie będzie jest głupstwem największym ze wszystkich”. Skąd się biorą wszystkie te głupstwa, które nam się ciągle zdarzają? Wcale nie z tego, że jeszcze za mało się staramy. Myślę, że wręcz przeciwnie, staramy się za bardzo, nie pozwalając Duchowi Świętemu w pełni rozwinąć skrzydeł w naszym życiu. Najważniejsze jest jednak to, by uznać, że jakkolwiek byśmy się nie uświęcali, zawsze pozostaniemy słabi i niedoskonali. Pogodzenie się z tym może być dla nas niezwykle trudne, ale jednocześnie to właśnie tu zaczyna się prawdziwe zapraszanie Boga do naszego życia. Łatwo jest naśladować Jezusa w głoszeniu, uzdrawianiu i wypędzaniu złych duchów. Łatwo jest czynić cuda w Jego Imię. Dużo trudniej jest być jak Jezus na krzyżu – całkowicie zależny od innych, bezsilny i po prostu słaby. Zupełnie nie jak Bóg.

Tadeusz Dajczer w swojej książce „Rozważania o wierze” mówi o tym, że wszystko w naszym życiu jest talentem do pomnażania i łaską od Boga. Najbardziej wartościowymi talentami są natomiast te, których często nie chcemy przyjąć, jak choroba, niemoc, porażki, bo to właśnie one powodują, że nie mamy już wyjścia i zaczynamy potrzebować Boga. Właśnie wtedy możemy wzrastać, bo w tych trudnych sytuacjach uczymy się ufać Bogu, który ma nieskończenie większą od nas moc. O tym samym zresztą mówi św. Ignacy, który przekonuje nas, że nie powinniśmy chcieć bardziej zdrowia niż choroby, bardziej bogactwa niż ubóstwa i życia długiego bardziej niż krótkiego. Powinniśmy chcieć tego, co nas bardziej prowadzi do Boga, czyli do Miłości.

Dzisiejsza patronka, nasza święta założycielka, doskonale o tym wiedziała, bo kanonizowana była właśnie za pokorę. Ona nie dokonywała wielkich rzeczy, ale pozwalała, by przez wielkie trudy przeprowadzał ją Jezus. On natomiast każdą przeszkodę zamieniał w nieskończone łaski. Z czasem uczę się coraz bardziej, że nie ma nic ważniejszego w chrześcijaństwie niż uznanie, że my sami z siebie nic nie możemy, a jedynym ratunkiem dla nas jest Zbawienie. „Moc bowiem w słabości się doskonali”, czyli można powiedzieć, że w naszej głupocie Jego mądrość może się objawić.

Zaszufladkowano do kategorii Refleksje z życia | Jeden komentarz

Zjednoczone Serca

Pedro Arrupe, były generał jezuitów, pisał kiedyś, że nie ma nic bardziej praktycznego niż zakochanie w Bogu.

Nie ma nic bardziej praktycznego niż znajdowanie Boga,
czyli zakochiwanie się w sposób absolutny i ostateczny.
To, co kochasz, to, czym żyje twoja wyobraźnia, wpływa na całe twoje życie.
To właśnie decyduje o tym, po co rano wstajesz z łóżka,
jak spędzasz wieczory i weekendy, co czytasz, jakich masz znajomych,
jakie rzeczy łamią ci serce, a jakie napełniają cię radością i wdzięcznością.
Zakochaj się, trwaj w miłości, a to przesądzi o wszystkim.

Właśnie z takim zakochaniem kojarzyła mi się Maria Magdalena. Pełna emocji stała pod krzyżem i z pewnością całą sobotę przygotowywała się na niedzielny poranek, by wyruszyć na dokończenie pogrzebu, gdy tylko otworzą bramy miasta po szabacie. Z pewną zazdrością patrzyłam na jej zaangażowanie i determinację, wierząc, że gdybym naprawdę potrafiła tak do końca zakochać się w Jezusie, to moje życie byłoby piękniejsze.

Ostatnio jednak moją uwagę zwróciła inna kobieta. Nią wcale nie targały tak silne emocje, choć przeżyła znacznie więcej bólu. Przyjmowała trudną rzeczywistość, taką jaka była. I nie mogę się oprzeć wrażeniu, że nie pobiegła rano do grobu tylko dlatego, że była głęboko w sercu przekonana, że Jezusa już tam nie ma. Mowa oczywiście o Maryi. Św. Ignacy Loyola twierdził, że to sprawa wręcz oczywista, że Zmartwychwstały ukazał się najpierw swojej Matce, mimo, że nie mamy o tym ani słowa w żadnej Ewangelii. Przychylam się do jego założeń, bo z łatwością wyobraziłam sobie tę scenę na modlitwie.

Maryja, która z lekkim uśmiechem krząta się po kuchni, szykując podwójne śniadanie, pełna pokoju i radości, choć jeszcze dwa dni temu patrzyła jak umiera jej syn, a jej serce przeszywał miecz boleści. Bez problemu rozpoznaje Jezusa, co okazuje się być poważnym wyzwaniem dla wszystkich Apostołów. Ta wizyta wcale jej nie zaskakuje – jakby jej intuicja silniejsza była od wszelkiej racjonalności. Jaka jest tajemnica kobiety, która tak potrafi zaufać Bogu? Odpowiedzią jest zjednoczenie, a nie zakochanie.

To jedność serc, która nie tylko pozwala widzieć inaczej niż świat, ale pozwala też inaczej przeżywać rzeczywistość. Ten pokój w Niej nie pojawił się z dnia na dzień. Wypracowała go sobie konsekwentnym poszukiwaniem dobra, nawet gdy sprawy nie szły po jej myśli – poród wśród zwierząt, emigracja do Egiptu, zapodzianie się małego Jezusa w drodze z Jerozolimy… pewnie momentów trudnych było znacznie więcej, ale przez wszystkie Bóg ją przeprowadził. Po tylu latach mogła już zaufać, że spełni się wszystko, co zostało zapowiedziane.

Moje spotkanie z Matką Boga zaowocowało właśnie takim pragnieniem – by już nie szukać ulotnego zakochania, ale raczej wiernie z każdym dniem jednoczyć się mocniej z Sercem Jezusa. Może kiedyś jak Ona będę potrafiła zaufać, że On naprawdę się wszystkim zajmie?

Zaszufladkowano do kategorii Temat miesiąca | Dodaj komentarz

Reality full of God #4 – God’s desires

Are our desires the same as God’s?

Zaszufladkowano do kategorii Reality full of God | Dodaj komentarz

Rzeczywistość pełna Boga #4 – pragnienia Boga

Jak się mają nasze pragnienia do pragnień Pana Boga? O tym w nowym filmiku z serii „Rzeczywistość pełna Boga”.

Zaszufladkowano do kategorii Rzeczywistość pełna Boga | Dodaj komentarz