Ach, co to będzie za małżeństwo!

Na okładce swojego śpiewnika napisali „Najlepsze dopiero przed nami”. Trudno się z nimi nie zgodzić, bo jeśli dwoje ludzi wspólnie zawierza swoje życie Bogu tak naprawdę na serio, to nie ma szans, żeby nie działy się cuda! Przeczytajcie piękną modlitwę jaką Nina i Yohann napisali na swoją uroczystość zaślubin:

Kochany Ojcze,
Nasze słowa nie są w stanie wyrazić wdzięczności, jaką mamy do Ciebie. Spotkanie z Twoją miłością wstrząsnęło naszym życiem i od tej pory nasze największe pragnienie to wszystko Ci ofiarować i należeć do Ciebie. Dziękujemy za to cudowne powołanie na drogę świętości w małżeństwie, która nam daje ogromną radość. Ta piękna droga, chwilami kamienista, nauczyła nas, że miłość to dawanie życia temu, którego kochamy.
Mamy świadomość naszej małości wobec tego wyzwania. Naucz nas każdego dnia bardziej się kochać, daj nam łaskę stawania się dobrymi rodzicami, którzy poprowadzą swoje dzieci do Ciebie, niech miłość w naszej rodzinie stanie się schronieniem dla wszystkich osób, które nam wyślesz. Jesteśmy otwarci, by pełnić Twoją wolę.
Drogi Boże, kochamy Cię i uwielbiamy w Twojej dobroci.
Amen.

Na wielu ślubach byłam w życiu i na wielu płakałam ze wzruszenia. Ten jednak był wyjątkowy. Jak przystało na ślub Polski z Francuzem, towarzystwo było międzynarodowe. Atmosfera była jednak przede wszystkim misyjna. Zarówno Nina jak i Yohann, związani z Domami Serca, zachęcili do przyjazdu swoich przyjaciół z całego świata. To ten typ ludzi, których ma się wrażenie, że znało się od zawsze. Na weselu w środku lasu, przygotowanym prawie całkowicie własnymi siłami każdy mógł poczuć się jak w domu – przyjęty i kochany. Francuskim zwyczajem mogliśmy usłyszeć przemówienia wielu gości o nowożeńcach i wszystkie chwytały za serce, bo pokazywały jak oboje zmienili życie tak wielu ludzi wokół siebie.

Jadąc na ślub na Kaszuby, zastanawiałam się czy dopadną nas ulewy z czarnych chmur unoszących się nad polami. W pierwszej chwili pomyślałam, że dla tej dwójki z pewnością Pan Bóg przygotował najpiękniejszą pogodę. Potem jednak doszłam do wniosku, że właśnie zupełnie przeciwnie. Znając Ninę i Yohanna, doskonale odnaleźliby się tańcząc w deszczu na chwałę Boga, który przenika całkowicie ich serca i dusze. Od lat dają się ponieść daleko nieskończonej miłości Boga i to z pewnością dopiero początek! Ja nie mogę się doczekać dalszego ciągu tej fascynującej historii 🙂

A na rozesłanie zagrali moją ukochaną Alma Misionera!! Pierwszy raz usłyszałam ją na spotkanie Prowincjalnych w 2014 roku i od razu wiedziałam, że to o mojej misyjnej duszy. Tej pamiętnej modlitwie towarzyszył symbol malutkich kolumbijskich sandałów, które wiszą do dziś na mojej tablicy korkowej, przypominają, że misje to nie podróże zagraniczne, ale bycie obok tych, którzy są spragnieni Boga, miłości i współczucia.

Posłuchaj i przy okazji zobacz uroczystość ślubów wieczystych z zeszłego roku 🙂

Informacje o s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje z życia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *