W Wielkim Tygodniu

Wielki Post przeminął szybko. Nie było za bardzo o czym pisać, bo podobnie jak w Adwencie, poza liturgią niewiele się dzieje. Teoretycznie na Mszy podczas postu nie powinno być tańców, ale na Mszach młodzieżowych można 😉 Na drogę krzyżową udało mi się dotrzeć raz – była dość ekspresowa i w swahili, więc z rozważań niewiele zrozumiałam. Wczoraj na uroczystości Palmowe zdecydowałam się wybrać na comiesięczną Mszę po polsku – zrezygnowałam z zobaczenia tradycyjnych obchodów, ale za to spróbowałam pysznego mazurka w wykonaniu s. Feliksy i miała okazję zaśpiewać mój ulubiony Wielkopostny psalm.

Z okazji Wielkiego Poniedziałku, dzielę się z Wami dziś modlitwą, jaką w mojej parafii odmawiamy codziennie przed Komunią Świętą. Św Tomasz z Akwinu:

Wszechmogący, wieczny Boże, oto zbliżam się do najświętszych tajemnic Twojego Syna Jednorodzonego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Zbliżam się do nich jak chory do lekarza życia, jak nieczysty do źródła miłosierdzia, jak ślepy do światła wiecznej jasności, jak ubogi i nędzny do Pana nieba i ziemi.
Błagam Cię, abyś dzięki swej nieskończonej hojności uleczył moją słabość, obmył moje grzechy, rozświetlił moje mroki, wzbogacił moje ubóstwo i okrył nagość, abym mógł przyjąć Chleb aniołów, Króla nad królami i Pana nad panami z taką czcią i pokorą, skruchą i pobożnością, z taką czystością i wiarą, z takim zamiarem i uwagą, jak tego wymaga moje zbawienie.
Spraw łaskawie, abym przyjął nie tylko znak zewnętrzny sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej, lecz istotę i całą moc tego sakramentu. Najłaskawszy Boże, daj mi tak przyjąć Ciało Twego Syna Jednorodzonego, naszego Pana, Jezusa Chrystusa, które wziął z Maryi Dziewicy, abym mógł być wcielony w Jego ciało mistyczne i zaliczony między Jego członki.

Ojcze najmilszy, pozwól mi wiecznie wpatrywać się bez zasłony w oblicze umiłowanego Syna Twojego, którego teraz w czasie ziemskiej wędrówki pragnę przyjąć pod postacią Chleba.

Amen.

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Uncategorized | Dodaj komentarz

Zakończenia i pożegnania

apel poranny

Kto by pomyślał, że to już koniec… minęły 3 miesiące i czas się żegnać. W czwartek ostatnie spotkanie w klasie, a wczoraj ostatnie dzielenie z maturzystami. Tak to jakoś zawsze jest, że kiedy już się przyzwyczaję do jakiegoś miejsca, zacznę się zadomawiać, czuję, że zaczynam się dogadywać z ludźmi dookoła, wszystko się zaczyna układać… wtedy właśnie trzeba wyjeżdżać. Może to jednak po to, by przypomnieć sobie, że wszystko w tym życiu dane nam tylko na chwilę i trzeba doceniać każdy moment póki trwa. Nie można też pozwolić, żeby stanąć w miejscu, przestać wędrować, przestać szukać ciągle tego, co więcej i bardziej. Chce mi się dziś powtórzyć za św. Katarzyną ze Sieny: „Życie jest mostem – przejdź przez nie, ale nie buduj na nim swojego mieszkania”

Pożegnania były wzruszające – dzieciaki mówiły, że będą tęsknić i były bardzo zawiedzione moim opuszczaniem szkoły. Choć odkryłam, że zdecydowanie pedagogicznym talentem nie jestem (nawet nie udało mi się spamiętać żadnych imion…), to starałam się jak mogłam, żeby wyniosły z lekcji coś więcej niż podyktowaną książkę. To niestety odwieczna walka z systemem, w którym nie ważne, że ktoś nie potrafi otworzyć pliku na komputerze, jeśli tylko wie, że komputery wywodzą się od liczydła, a częścią procesora jest jednostka arytmetyczno-logiczna… tylko, że z klikania myszką póki co egzaminu nie będzie.

dzieleniePożegnanie z moimi maturzystami było jeszcze bardziej wzruszające, bo z nimi naprawdę zdążyłam się zżyć. Osoby z mojej grupy odwiedziłam po dwa razy w ośrodkach gdzie pracują, a co piątek spotykałam się z nimi by wysłuchać jak idzie im czas na służbie, z czym się zmagają i co jest dla nich radością. Ja też dzieliłam się z nimi tym co było moim doświadczeniem każdego tygodniu. Nie łatwo było spotykać się z nimi po raz ostatni… Mam nadzieję jednak wrócić jeszcze w międzyczasie.

Zapraszam do poczytania moich wspomnień na stronie szkoły

Dziś dzień pełen wrażeń, który opiszę jak tylko będzie chwila, a póki co nadal czas płynie jak szalony i wielkimi krokami zbliża się Wielkanoc…

Błogosławionej Niedzieli Palmowej!

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Uncategorized | Dodaj komentarz

Kilka słów o…

Powróciłam szczęśliwie z bardzo owocnych dni w ciszy. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy pamiętali o mnie w tym czasie!

Dziś chciałabym zebrać kilka drobnych wiadomości, na które nie było miejsca w poprzednich wpisach.

PRZEKLĘTA ROPA

Zacznę od rewelacji dnia wczorajszego – w Turkana (bardzo biednych terenach północnej Kenii) właśnie odkryto złoża ropy. Obawiam się, że to początek końca Kenii żyjącej w pokoju, gdzie przypadki korupcji spadają i naród uczy się jednoczyć w demokracji… teraz zacznie się to co wszędzie. Smutne to niezwykle wieści… już nie mówiąc o tym, że już czuję w powietrzu wiadomość dnia jutrzejszego, że nareszcie świat powinien zająć się ukrywaną w Kenii bronią jądrową

Komentarz do wydarzeń mówi sam za siebie:

(tłumaczenie: „Radujcie się, odkryliśmy ropę”/ „A kiedy odkryjecie wodę?”)

UCZMY SIĘ OD INNYCH

Ciekawą praktyką w tutejszych szkołach są dni wymiany. Polega to na tym, że uczniowie z jednej klasy na jeden dzień udają się do innej szkoły wraz z kilkoma  nauczycielami, aby zobaczyć jak wszystko tam działa. Niektóre szkoły organizują specjalne dni otwarte, gdzie pokazują działalność szkoły i organizują aktywności dla gości. Inne po prostu pozwalają uczniom dołączyć do normalnych lekcji, a nauczycielom pokonwersować w pokoju nauczycielskim. Wszystko w jednym celu – uczyć się od innych, zobaczyć co działa lepiej, szukać ciągle nowych rozwiązań.

Z WIZYTĄ W SZKOLE Z INTERNATEM

Już pisałam Wam kiedyś o mojej wizycie w szkole w Molo. W zeszłym tygodniu miałam okazję odwiedzić też podobną szkołę dla dziewcząt w Nairobi. Spotkanie było w bardzo podobnym stylu i wyglądało jak jeden ogromny piknik, gdzie uczennice cieszyły się przyniesionymi przez rodzinę smakołykami. Tym razem bardzo ciekawym akcentem były jastrzębie – setki ogromnych ptaszysk, które nurkowały z okolicznych drzew, próbując porwać coś z talerzy biesiadników. Byłam zszokowana spokojem, z jakim wszyscy je tu przyjmują. Dla mnie to był pierwszy raz, kiedy z tak bliska widziałam jastrzębia i przyznam, że się bałam nieco 😉

URODZINOWE DŹWIĘKI

Zapomniałam dołączyć załącznik muzyczny do urodzinowych wspomnień, więc spieszę z nadrobieniem. Rytmy z Jamajki – i wcale nie reggae 😉

  [youtube:https://www.youtube.com/watch?v=BM76LcESf9I]

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Uncategorized | Dodaj komentarz

Moje wielkie afrykańskie urodziny

 

Kto by się spodziewał, że nagle nie wiadomo skąd czas zaczął biec nieubłaganie szybko. W weekend z dwutygodniowym opóźnieniem odbyła się moja impreza urodzinowa, do której jak się okazało trzeba było przejść przez wiele przygotowań. Spędziłam np. 3h u fryzjera i wiele więcej na zakupach spożywczych.

Dzięki gościnności Ruth, spotkaliśmy się wszyscy na Langacie w NHC, czyli National Housing Corporation (tu mała dygresja – cały szereg budynków został wybudowany przez NHC zaraz obok Kibery z planem, że wszyscy jej mieszkańcy mają się tam w przyszłości przenieść i slums ma zostać zlikwidowany. to jednak nie tylko kwestia pieniędzy, ale również całej mentalności i kultury tzw slums dwellers).

Impreza okazała się udana. Były tańce (mimo postu… afrykańskie urodziny ma się najprawdopodobniej  jednak raz w życiu, myślę więc, że Pan Jezus się nie obraził), było tradycyjne krojenie ciasta, afrykańskie jedzenie, prezenty i wino z kartonu z kranikiem 🙂

Goście dopisali połowicznie, ale za to mogłam liczyć na chłopaków z sąsiedztwa, którzy rozkręcili imprezę pod koniec dnia 😉

Więcej zdjęć tam gdzie zawsze 🙂 W galerii ze ślubu znajdziecie też kilka zdjęć ze mną od profesjonalnego fotografa, które obiecywałam. Miłego oglądania!

Jutro znowu wybieram się na kilka dni w ciszy, by spokojnie rozważać tajemnice męki i zmartwychwstania oraz podsumować kolejne 3 miesiące mojego afrykańskiego czasu. Polecam się Waszej modlitwie w te dni.

 

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Uncategorized | Dodaj komentarz

Lustro Nadziei

Dziś przedstawiam Wam pierwszą z organizacji, które zainspirowały mnie w Kiberze. Mirror of Hope (Lustro Nadziei) to dopiero raczkująca inicjatywa. Na terenie 4 dzielnic slumsów działała kiedyś prężnie jednostka prowadzona przez pewne Siostry Misjonarki. W 2008 roku postanowiły jednak przenieść się gdzieś indziej i zostawiły wszystko – fundusze, sponsorów, placówkę i setki osób potrzebujących – pod opieką innej organizacji. Niestety okazała się ona zupełnie niegodna zaufania. W ciągu pół roku udało jej się rozkraść, przywłaszczyć i zostawić w totalnej ruinie projekt, który pomagał tysiącom ludzi przez wcześniejszych 20 lat. Co gorsza w całą sprawę zamieszana była siostra zakonna, której powierzono pieczę nad organizacją. Bardzo smutna to historia…

Za czasów świetności w inicjatywę zaangażowany był Thomas. Po jej upadku codziennie w Kiberze spotykał  dzieci, które nie mogły kontynuować nauki i ludzi pozbawionych nadziei. Na zgliszczach tego co kiedyś im tę nadzieję dawało, zbudował on wraz ze znajomymi coś nowego. Mirror of Hope oficjalnie działa od 2010 roku. Głównymi polami działań Lustra są trzy obszary:

  1. pomoc dzieciom
    część dzieci jest sponsorowanych w szkołach, a wszystkie spotykają się co sobotę żeby wspólnie spędzać czas na różnych aktywnościach. wyrabiają m.in. biżuterię, którą później sprzedają
  2. pomoc kobietom
    to nowy projekt, który dopiero się rozpoczyna i ma na celu wspieranie kobiet, m.in. przygotowując je do prowadzenia drobnych biznesów. poza tym kobiety wspierane są na polu zdrowotnym – prawie wszystkie są nosicielkami HIV
  3. przygotowanie do życia (education for life)
    to cykl spotkań w szkołach mający na celu uświadamianie młodzieży o zagrożeniach, szczególnie tych czekających w slumsach. mówi się o tym jak zaakceptować swoją obecną sytuację, jak uniknąć ryzykownych decyzji i jak patrzeć z nadzieją i działać w dobrym kierunku

Do codziennych działań wolontariuszy (wszyscy członkowie pracują charytatywnie) należą wizyty domowe, wizyty w szkołach, przygotowywanie sobotnich aktywności oraz praca ze sponsorami (których powoli próbują odzyskiwać). Z radością przyjmują też nowych wolontariuszy, których czeka piękne doświadczenie z potrzebującymi. Wesprzeć finansowo można zarówno całą organizację, jak i poszczególne dzieci w szkołach.

Polecam Wam stronę Mirror of Hope, gdzie znajdziecie więcej informacji i kilka zdjęć z życia organizacji.

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Uncategorized | Dodaj komentarz

W duchu św. Ignacego

Wczoraj miałam przyjemność uczestniczyć w tzw narodowej Mszy św młodych (National Youth Mass). Zjechali się ludzie z całego kraju – szkoły, grupy młodzieżowe, studenckie. Były prawdziwe tłumy. Prawie 4-godzinną Mszę odprawiał biskup z Nakuru. Wszystko z dużym rozmachem i pompą – szkoda tylko, że nagłośnienie nie było najlepsze i ciężko było cokolwiek zrozumieć. Ja pomagałam naszej ekipie magisowej w sprzedaży gadżetów, co okazało się prawdziwym sukcesem 🙂

Dawno nie dzieliłam się z Wami modlitwą, więc dziś nadrabiam. Polecam Wam myśl przewodnią magisowego weekendu – jak zwykle św. Ignacy inspiruje!

PROŚBA O GORLIWĄ SŁUŻBĘ BOŻĄ

Słowo Odwieczne,
Jednorodzony Synu Boży,
proszę Cię, naucz mnie służyć Ci tak,
jak tego jesteś godzien.
Naucz mnie dawać, a nie liczyć;
walczyć, a na rany nie zważać;
pracować, a nie szukać spoczynku;
ofiarować się, a nie szukać nagrody innej
prócz poczucia, że spełniłem Twoją najświętszą wolę.
Amen.

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Uncategorized | Dodaj komentarz

Tymczasem w szkole…

ImageDawno już Wam nie pisałam o moich maturzystach, a tu ostatnio dużo się dzieje. W zeszłym tygodniu nadeszły wyniki z Kenya Certificate of Secondary Education (KCSE), czyli odpowiednika naszych matur. Studenci czekają na to wydarzenie 3 miesiące, więc napięcie przed ogłoszeniem jest ogromne. Dla wszystkich to ważny krok, który zadecyduje o tym, czy pójdą na wymarzone kierunki studiów, czy będą musieli się dłużej pomęczyć nim spełnią swoje marzenia. Ostatnie dwa spotkania piątkowe były więc całkowicie poświęcone mini terapii grupowej, która miała pomóc im poradzić sobie z wynikami. Dla większości w tym roku to było ciężkie przeżycie. Na całą szkołę najlepszymi wynikami był dwie 4+ (B+). Kiedy spojrzałam na listę, to przyznam, że byłam zaskoczona niskim poziomem – pewnie mając też w głowie jak wyglądały matury w Polsce za moich czasów. Wczoraj na radzie pedagogicznej w szkole sporo było o nich mowy – z jednej strony były głosy, że to wynik przeciętny i powinno być lepiej, ale do mnie bardziej przemówiły argumenty pozytywne. Przede wszystkim st. Aloysius to szkoła dzienna – zupełnie nie można porównywać jej wyników z wynikami szkół z internetem, gdzie uczniowie uczą się tak naprawdę dzień i noc. Tu dzieciaki wracają do domów, gdzie często czeka ich piekło i nie ma mowy o nauce. Dla większości osiągnięciem jest to, że w ogóle egzaminy zdali (a pozdawali wszyscy!). Porównując wyniki do średniej krajowej i do wyników z zeszłego roku, zdecydowanie wychodzi na plus. Patrząc na to z tej perspektywy widać jak łatwo stracić z oczu rzeczywistość i ze szkoły, która jeszcze dwa lata temu była blaszakiem w slamsach chcieć natychmiast zrobić szkołę, której wyniki porównamy z najlepszymi szkołami w kraju. Tak więc i maturzystom trzeba było przypomnieć, że powinni cieszyć się wynikami, a nawet jeśli liczyli na coś lepszego, to nie jest to koniec świata.

Poza tym czas służby policealnej przebiega bardzo pomyślnie. Mi udało się odwiedzić już wszystkie ośrodki, w których pracują uczniowie z mojej grupy oraz nawet kilka innych. Coraz lepiej orientuję się w ścieżkach Kibery, co jest dla mnie dużą radością 🙂 Wszyscy są zadowoleni z miejsc, w których służą. Dzielą się co tydzień dobrymi doświadczeniami o tym jak czują, że mogą komuś pomóc i oddać społeczeństwu za wszelkie dobro jakie otrzymali.

Postaram się Wam w najbliższym czasie przybliżyć kilka takich organizacji, które warte są zauważenia. W Kiberze działają ich tysiące – to pewnie jedno z najpopularniejszych miejsc działań międzynarodowych organizacji w Afryce. Przyznam, że osobiście nie mam do nich zaufania – duże organizacje to duże pieniądze i często niewiele tak naprawdę trafia do potrzebujących. To co mnie inspiruje to małe jednostki rozkręcone przez kogoś, kto naprawdę zobaczył potrzebę – kogoś kto codziennie spacerując przez slumsy nie mógł patrzeć na dzieciaki, które nie mają za co iść do szkoły lub samotne matki, których nikt nie chce pomóc, bo żyją z HIV. Takie organizacje nie mają nic prócz ludzi z gorącymi sercami, którzy poświęcają swój czas i swoje ręce, by dać siebie potrzebującym. Takich chce się wspierać!

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Uncategorized | Dodaj komentarz

Magis Dar 2012

Mój magisowy weekend zaczął się już w środę. Pojechałam wcześniej, żeby mieć czas zobaczyć jeszcze trochę Dar es Salaam. Co prawda byłam tam już w 2009, ale w zasadzie tylko wieczorami, więc nastawiona byłam na zwiedzanie dzienne 😉 Niestety okazało się, że poza oceanem w mieście nie ma zupełnie nic wartego zobaczenia. Jedyne co mnie zainteresowało to duży bazar z różnymi obrazami i rzeźbami, gdzie można było zobaczyć warsztat od kuchni. Pierwszy raz widziałam jak wygląda drzewo hebanowe. Okazuje się, że jest ono czarno-białe (w takie ciapki w zasadzie), więc wszystkie znane nam czarne jak smoła figurki to efekt polerowania… pastą kiwi 😉 (prawdziwa najprawdziwsza pasta kiwi :)) Poza tym figurki są misternie rzeźbione przy użyciu dłutek, a potem szlifowane papierem ściernym. W galerii znajdziecie kilka zdjęć.

Podczas zwiedzania przekonałam się też, że nie ma co wierzyć plotkom o Tanzańczykach, że podobno są bardziej życzliwi i sympatyczniejsi. Wsiadając do daladali (tanzański odpowiednik matatu) byłam świadkiem dantejskiej sceny, kiedy ludzie wydrapywali sobie oczy, żeby się dostać do środka, a podobno to jeszcze nie było nawet w połowie tak drastyczne jak bywa.

Sam weekend rozpoczął się w piątek wieczorem. Spotkałam kilku starych znajomych, poznałam dużo sympatycznych ludzi z Dar i jak zwykle owocnie przeżyłam sobotnie spotkania. W ramach tzw. eksperymentu, udaliśmy się tym razem do wioski dla trędowatych. Sam pomysł wywołał we mnie dość silne emocje, bo nie myślałam, że będę miała okazję w życiu zobaczyć jak wygląda najbardziej biblijna choroba. Okazało się, że trąd jest już na tyle wyleczalny, że ostało się tylko kilka osób z powikłaniami w postaci zniekształconych kończyn. Wioska została wybudowana jeszcze przez kolonizatorów i wyraźnie jest  daleko od głównego miasta – na wyspie do której dopływa się promem. Przywodzi to na myśl sceny ludzi wypędzonych daleko od społeczeństwa… Jak zwykle jednak budujące było zobaczyć, że mieszkańcy mimo bardzo poważnego upośledzenia są pogodni, otwarci i wdzięczni za wizytę naszej grupy, której zadaniem, prócz odwiedzin było posprzątanie ich domów.

Popołudniu oczywiście nie mogło się obyć bez wyjścia nad ocean. Plaża była całkiem przyjemna – mocno w klimacie, który pamiętam z Zanzibaru. Woda była tak gorąca, że prawie można było się oparzyć wchodząc do niej 😉 Tym bardziej więc zachęcała do długich kąpieli – Kenijczycy potrafią nie wychodzić z wody przez dwie godziny!

Wieczorem poza dzieleniem, które bardzo owocne, czekał nas wieczór integracyjny gier i zabaw, a po północy odśpiewane mi zostało urodzinowe sto lat 🙂 I niestety trzeba było wracać, spędzając kolejne 16 godzin w autobusie… kolejny weekend magisowy w lipcu – może jeszcze się załapię 😉

Jak zwykle zapraszam do obejrzenia zdjęć.

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Uncategorized | Dodaj komentarz

Fountain Youth

Dziś miałam okazję powrócić do Githurai, gdzie gościłam już w październiku. Tym razem bez pośpiechu wysłuchałam historii organizacji Fountain Youth. Przyznam, że jestem pod ogromnym wrażeniem tego co tam się dzieje!

Zacznijmy jednak od początku. Josephat to sympatyczny mieszkaniec Githurai (dzielnicy Nairobi co do której sporne jest, czy to jeszcze slums, czy już nie, z pewnością jednak bardzo ubogie tereny i podobno jedne z najniebezpieczniejszych w stolicy). Postanowił on dwa lata temu, że będzie pomagać dzieciom, które nie mogą chodzić do szkoły ze względu na brak przyborów szkolnych (edukacja jest darmowa, ale dzieci muszą przyjść z własnymi przyborami). Wujek Josephat wkrótce dorobił się tylu przybranych dzieci, że nie był w stanie im pomagać. Wpadł więc na pomysł. Jako, że był członkiem AIESEC, postanowił sprowadzić do Githurai wolontariuszy, którzy mogliby uczyć w szkołach, a za pieniądze przeznaczone na wynagrodzenie dla nauczycieli można by zakupić przybory dla dzieci. Na takich zasadach funkcjonowało wszystko przez rok. Z czasem jednak współpraca ze szkołami przestała się układać, a Josephat nawiązał kontakt z Samaritan’s Purse – zbierają oni paczki świąteczne z USA, Europy i Azji, a następnie wysyłają do Afryki. Paczki zawierają właśnie przybory szkolne, mydło do prania oraz zabawki. Wolontariusze zajmują się teraz dystrybucją przesyłek i monitorowaniem postępów dzieci w szkołach oraz organizowaniem cosobotnich zajęć dodatkowych w biurze.

Jednocześnie rozwija się też projekt dla młodych ludzi. Wszystko zaczęło się od projektu biżuterii, który rozpoczynał Michał. Projekt angażował młode samotne matki w wyrabianie kolczyków i naszyjników z gazet (są bardzo ładne – wkrótce zdjęcia :)) Teraz młodzi ludzie są szkoleni z umiejętności biznesowych przy pomocy materiałów specjalnie przygotowanych przez zagranicznych specjalistów od biznesu (również wolontariuszy ;)) i wspierani w rozwijaniu swoich małych interesów (sklepów, salonów fryzjerskich…). Sam warsztat z biżuterią też ewaluował i młode matki teraz również malują i rzeźbią.

Dziś Josephat ma nawiązanych mnóstwo kontaktów z organizacjami z Hong-Kongu, Kandady, Hiszpanii, USA. Githurai odwiedzają już nie tylko wolontariusze z AIESEC, ale również wiele innych, część współpracuje zdalnie z różnych miejsc na świecie. Również lokalne firmy zaczynają być zainteresowane współpracą z Josephatem. Niedawno taką propozycję złożył Equity Bank – jeden z największych kenijskich banków. Jestem zainspirowana prężnym działaniem tej maleńkiej organizacji i polecam Wam gorąco zajrzenie na ich stronę. Możecie też wesprzeć ich przez Betterplace.

Z pewnością nie ostatni raz wspominam o Fountain na łamach tego blogu. Już 10 marca mam wziąć udział w organizowanym przez nich warsztacie. Tym razem zabieram aparat 😉

P.S. Jutro ruszam do Dar Es Salaam (Tanzania) na kolejny weekend magisowy, więc do napisania po weekendzie!

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Uncategorized | Dodaj komentarz

Żyrafy, ślub i popielcowe powroty

Ostatnie dni pod znakiem przyjazdu Edyty. Z okazji odwiedzin gościa, jak prawdziwy tubylec, po raz pierwszy wybrałam się zobaczyć żyrafy, które prawie pod moim domem. Co prawda okazało się dalej niż myślałam i powinnam podziękować gościowi z pierwszego matatu, że przesadził nas do drugiego, a nie zostawił przy drodze, gdzie mi się zdawało, że jest wejście… Żyrafy całkiem sympatyczne choć nie zdecydowałam się na słynne lizanie twarzy, osiągalne przez trzymanie karmy żyrafiej w zębach 😉 Zapraszam do świata żyraf w kilku odsłonach.

Właściwym jednak celem przyjazdu Edyty był ślub jej przyjaciela, który poślubiał Kenijkę. Miałam okazję wybrać się nie tylko na ślub, ale być też zaproszoną na oba wesela – jedno popołudniowe w stylu kenijskim i jedno wieczorne w stylu polskim (potwierdzam, że wódka była, choć nie próbowałam ;)) Wszystkie ceremonie bardzo piękne i wzruszające! Szczególnie kenijskie wesele było dla mnie bardzo ciekawe – jednak to nie wiejskie wesele z Nakuru, ale wystawne przyjęcie w Nairobi style 😉 Pozostaje mi życzyć państwu młodym pięknego początku nowej drogi 🙂 Zapraszam do galerii ślubnej by me. Wkrótce też kilka zdjęć, na których ja w mojej nowej sukience 😉

Kameleony nad T-Falls 🙂

Za sprawą Edyty również na szybko zaplanowana wizyta w st Martin, czyli mój dwudniowy powrót do kenijskiego domu w Nyahururu. Wizyta była przemiła. Dobrze  zobaczyć starych znajomych – tych małych i tych większych 🙂 Idealnie się też złożyło, żeby w środę popielcową zagościć na Mszy w Effacie – nic tak nie otwiera wielkopostnego rozważania jak krzyżyk z popiołu postawiony na czole przez jednego z niepełnosprawnych podopiecznych…

Dziękuję Edytko za miły czas i za pośrednictwa przesyłkowe 🙂

p.s. zaintrygowała mnie dzisiejsze nietypowo duża oglądalność… a to tylko za sprawą  okresu, kiedy ludzie trafiają na mojego bloga wpisując w google „droga krzyżowa” 😉

Zaszufladkowano do kategorii Afryka | 2 komentarze