Adija, Boże Ciało i spotkanie na poziomach

kenia1-221aNa samym wstępie chcę Was prosić o wsparcie. Dostałam prośbę z jednej z wiosek w okolicach Marsabit, by pomóc Adiji, której od lat potrzebna jest operacja. Oto jej historia:

Adija z wioski Leyai jest jedną z tysięcy osób przesiedlonych w północnej Kenii w wyniku walk plemiennych. Ma 22 lata. Bardzo młodo została wydana za mąż. Potem w wyniku poważnych komplikacji okołoporodowych straciła dziecko i pozostała z infekcją, która powoduje brak kontroli oddawania moczu. W tej chwili jest wykluczona społecznie nie tylko ze względu na swoją dolegliwość, ale też dlatego, że nie ma potomstwa, bez którego kobieta w tej kulturze jest nikim. Jedyną szansą dla Adiji jest operacja w Nairobi. Jej koszt to ok 8 000 PLN.

Jeśli możesz wspomóc akcję jednorazową wpłatą w dowolnej wysokości (oczywiście każda złotówka się liczy), to proszę o przelew na moje konto (to co zawsze) lub o kontakt ze mną. Sprawa jest dosyć pilna, bo już za tydzień wyruszą do Kenii łączniczki, które przekażą pieniądze.

Moje ostatnie tygodnie jak zwykle szalone. W środę do naszego domu przybyła setka ewangelizatorów, którzy zatrzymali się na rekolekcje przed Lednicą. Miło było modlić się z nimi i znowu usłyszeć „Ty światłość dnia”… W tym całym szaleństwie błogosławieństwem była s. Teresa, która zarażała nas swoim zupełnie niepoprawnym optymizmem. Kiedy w zabieganiu zapomniałyśmy pojechać po nią na dworzec i pół drogi do domu pokonała w strugach deszczu, powiedziała ze szczerym uśmiechem, że przynajmniej nie musi się już myć 🙂 Chciałabym w jej wieku mieć takie podejście do życia!

W czwartek wspólnotowo wyruszyłyśmy na procesję w nowej roli – odpowiedzialnych za dziewczynki sypiące kwiatki. Rozstawiłyśmy się po dwie z przodu i dwie z tyłu i dzięki tej sprawnej organizacji nawet ładnie to wszystko wyglądało. Ja co prawda nie pokochałam procesji, ale odkryłam, że są one dużo przyjemniejsze w atmosferze rodzinnej w małym miasteczku.

warszawa-32W piątek natomiast, kiedy do naszego domu przybywała 30stka jezuitów – którzy w tym roku przywieźli na Lednicę Andrzeja Bobolę – ja ruszałam już w kierunku Warszawy na spotkanie formacji początkowej. Piękny to było czas i bardzo owocny. Już po południu w gronie przedstawicielek każdego poziomu formacji (kandydatek, nowicjuszek, młodych profesek i ekipy formacyjnej), udałyśmy się na pląsający spacer do najstarszych Sióstr w okolicy. Potem było już tylko lepiej 🙂

A dziś pozdrawiam ze stolicy Podlasia, która tonie w strugach deszczu co chwila. Oby tylko w sercu świeciło słońce!

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Sacre Coeur | Jeden komentarz

Zapach bzów i śpiew ptaków

BaratOstatni tydzień wypełnił zapach bzów i śpiew ptaków, które przypominały, że czas już nie jest aż tak szalony i powoli można wracać do stanu równowagi 🙂 W sobotę obchodziłyśmy święto naszego Zgromadzenia – wspomnienie św. Magdaleny Zofii Barat, naszej Świętej Matki. Do popołudnia po naszym klasztorku biegały jeszcze dzieci z czwartej klasy, ale to nie przeszkodziło nam w świętowaniu przy owocach i serniku. Tak się tego dnia wszystko poukładało, że mimo innych planów mogłyśmy przeżyć wspólnotową Mszę św. w pięknej szkolnej kaplicy razem z s. Teresą (jedną z najstarszych i najbardziej pogodnych Sióstr naszych), która przyjechała na swój wypoczynek. Dobry to był czas wspólnotowy 🙂

piknik-135

kwiczoł w całej okazałości

Tymczasem jeszcze w zeszłą niedzielę udało mi się odbyć wycieczkę ornitologiczną po okolicy dzięki wizycie s. Doroty. Chodziłyśmy na paluszkach po ogrodzie i mogłam poprzyglądać się małym gniazdkom uwitym między gałęziami. Dowiedziałam się, że mieszkają tu kwiczoły, jeżyki, wróble i wiele innych, których nie zdołałam spamiętać. Naprawdę przepięknie w tych Pobiedziskach! Teraz już czekam tylko na ciepłe dni, żeby móc rozpocząć sezon kąpielowy w naszym jeziorku 🙂

7540933.3Wieczorem natomiast oglądałyśmy film. Rzadko zdarza mi się komentować filmy, ale ten naprawdę głęboko mnie poruszył. O Cristiadzie przyznam, że nie słyszałam dużo, choć podobno było o nim głośno. To film, na którym ciężko się siedzi w wygodnym fotelu. To film, który budzi głęboką chęć by iść tam, gdzie nie jest łatwo i przyjemnie, ale gdzie życie jest prawdziwe – jest walką. Przypomniał mi się inny film – Misja – poruszający podobne dylematy: czy walczyć, czy ginąć. Cristiada opowiada historię tych, którzy w Meksyku w latach 20tych wybrali walkę, a dziś zasiadają wśród błogosławionych. Mocne, dobre kino. Viva Cristo Rey!

A na koniec podziękowania, choć lekko opóźnione, dla moich gości: Tuni i Patryka. Oba spotkania krótkie i przelotne, ale dziękuję Wam bardzo za ten dobry czas! 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Dodaj komentarz

Czekając na powiew Ducha

piknik-118Wigilia Zesłania Ducha św. to noc czuwania. W tym roku nie czuwałam. Nie miałam już sił. Ktoś jednak musi pracować, by czuwać mógł ktoś… Ktoś musi napełnić stągwie po brzegi, by Jezus mógł tę wodę przemieniać w wino. Bez Jezusa byłaby tylko woda, ale bez sług czerpiących wodę nie byłoby nic.

Ostatnie dni były istnym szaleństwem. Już od środy mocno odczuwałam brak dodatkowych dwóch nóg, trzech rąk i przede wszystkim pojemniejszej głowy, która byłaby w stanie ogarnąć wielość drobnych spraw. Apogeum całej mobilizacji nastąpiło w sobotę. W domu mieliśmy w sumie ok 80 osób – kolejną grupę panów z mieczami oraz rozmodlony przed Zesłaniem neokatechumenat. Tymczasem w naszym ogrodzie trwał wielki rodzinny piknik.

piknik-61Historia tego wydarzenia sięga połowy marca, kiedy to pierwszy raz udałam się do Stowarzyszenia na Recz Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej w Pobiedziskach w poszukiwaniu wolontariatu, w który mogłabym się zaangażować w tym czasie pozostałym do wakacji. Spotkanie to zaowocowało kilkoma dziełami: przeniesieniem pod nasz dach Banku Żywności dla najuboższych z okolicy, moimi cotygodniowymi spotkaniami z Adrianem i Dagmarą oraz właśnie pomysłem na piknik. Imprezę ogólnie należałoby zaliczyć do bardzo udanych. Kilkaset osób ucieszyło się naszą zieloną przyrodą oraz wieloma przygotowanymi atrakcjami: były dmuchane zamki, kucyki, plener plastyczny, kiełbaski, ciasta, malowanie twarzy, loterie, klasztorna grochówka… a na zakończenie, dzięki łaskawości Ducha św, który przewiał burzowe chmury, odbyła się polowa Msza św. na naszych schodach.

a mogłam zostać baletnicą! ;)

a mogłam zostać baletnicą! 😉

Na auli natomiast mogliśmy oglądać występy dzieci ze Stowarzyszenia i bardzo się cieszyłam, że udało mi się wyrwać na chwilę, by zobaczyć na scenie moich podopiecznych oraz kolejne przedstawienie, tym razem w wykonaniu dzieci ze szkoły na Letnisku. Zapraszam do galerii, gdzie znajdziecie dokumentację fotograficzną z występów i kilka zdjęć z pleneru, które w przelocie udało mi się uchwycić.

Jakby wrażeń w weekend miało być mało, na niedzielę zaplanowałyśmy jeszcze wyjście do opery w Poznaniu na Jezioro Łabędzie. Część pierwszego aktu przespałam, a drugi mi się dłużył, ale muszę przyznać, że miło było popatrzeć na gibkie panny skaczące równiutko na puentach. Nie mogę tego jednak powiedzieć o panach w obcisłych rajtuzkach – zdecydowanie wolę tych w dresach na sali gimnastycznej, gotowych wyjąć duchowy miecz i walczyć o pokój, dobro i miłość w tym realnym świecie.

piknik-4Tymczasem przed naszym domem zawisł nowy szyld oznajmiający wszystkim, że co prawda szkoła jest już zamknięty, ale za to jest prężnie działający dom rekolekcyjny. Z tego dzieła jestem szczególnie dumna, bo to pierwszy szyld mojego projektu – jeszcze trochę i będę sama siebie nazywać grafikiem komputerowym 😉

Wszystko więc gotowe na pełne wydarzeń wakacje w Pobiedziskach. Nasze propozycje jak zawsze znajdziecie na www.siostry-sc.pl/rekolekcje. Dzieje się w tych dniach bardzo dużo dobra, Bóg przemienia tyle ludzkich serc… i tylko ja jakaś wyprana z energii, zmęczona i bezsilna. Wciąż czekam aż dosięgnie mnie ożywczy powiew Ducha Świętego i rozpali moje serce do jeszcze gorliwszej służby!

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Jeden komentarz

Ulotne chwile

sopot-3Czas jest ulotny. Patrzę przez mokre szyby na pobiedziski świat, a jeszcze przed chwilą wysypywałam z butów piasek sopockich plaż i zwijałam własnoręcznie sushi z cukinią, spacerowałam po upalnych gdyńskich uliczkach i wdychałam jod z nadmorskiego powietrza. Przemiłe spotkania, gościnność moich Sióstr, słońce i wiatr we włosach, afrykańskie opowieści, gofry z owocami. Chwile tak ulotne. Ale tak naprawdę całe nasze życie takim się jawi, kiedy się dokładnie przyjrzymy… w środę zginął w wypadku samochodowym Njuguna – mój ulubiony kierowca z st. Martin. Ten, który zawsze ubarwiał dzień swoim dowcipem i na trasie uczył mnie nowych wyrazów w Kikuyu, a na spotkaniach sam ochoczo tłumaczył mi, żebym nie czuła się pokrzywdzona, kiedy nie rozumiałam. Zawsze był dla wszystkich z sercem na dłoni… Nawet nie zdążyłam zrobić z nim zdjęcia, bo był w trasie jak wyjeżdżałam, a dziś już go nie ma…

dzieci-11Po powrocie z wojaży w trójmieście wpadłam w wir pracy. W piątek nawiedziła nas cała chmara małych krasnali! Opanowały nasz teren przed domem, zbierając kasztany i malując kostkę różnobarwną kredą, a potem wyjadały cały nasz zapas makaronu 😉 Dzieci zadowolone, że mogły wybiegać się po naszym klasztornym parku, a mi trochę zdjęć udało się zrobić mimo niepewnej pogody. Zapraszam do galerii.

W sobotę natomiast był już zupełny szał, bo dwie grupy na raz, kilka innych osób zaangażowanych na terenie domu i dziesiątki kilometrów do pokonania, by każdemu dogodzić. Dni były męczące, ale za to moja kondycja powinna być w całkiem niezłym stanie – jogging mam zaliczony na cały tydzień! Poza tym dalej umiem zrobić kwiat lotosu bez rozciągania – dobry znak, nie posypałam się po trzydziestce 😉

wiosna-16Na osłodę ciężkiej pracy, miałam okazję poznać Monikę i Basię, które za miesiąc wylatują do Kenii i którym staram się pomóc w przygotowaniach. Nie wiem kto jest bardziej podekscytowany – czy one przed wyjazdem, czy ja z okazji odgrzebania przykurzonych już przez rok wspomnień, które otworzyły się przede mną jak niezabliźniona rana i teraz nie dają o sobie zapomnieć. Ulotnych chwil wiele…

Na koniec, jak ktoś ma ochotę na trochę wiosennych kwiatków, to polecam kilka fotek 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Dodaj komentarz

Między wspomnieniem a prześladowaniem

Matka-Boża-Częstochowska-Królowa-PolskiPierwsze majowe dni minęły mi na rozmyślaniu. Czytałam wpisy moich znajomych na temat patriotyzmu – jedni narzekali,  że świętowanie zaczynamy Mszą, a miało nie być państwa kościelnego; inni narzekali, że nie ma flagi, że orzeł z czekolady; no może nie jest różowo (albo jest za różowo), ale… ja się w tym roku ucieszyłam, że znowu słyszę „Boże coś Polskę”, że jestem na swojej Ziemi. Choć ciągnie mnie daleko w świat, to tu jest mój dom. Tu chcę wracać. Mimo wiecznego narzekania, mimo naszych polskich wad przeróżnych… kocham Cię Polsko! I spojrzałam jakoś inaczej na Matkę z Częstochowy. Czy zwróciliście kiedyś uwagę na to, że Ona jest czarna?? Zaskoczyło mnie to jak śnieg w maju… ale to chyba takie znaki czasów, że już nic nas nie powinno zaskakiwać…

kenia1-244A daleki świat zawitał do mnie za sprawą Moniki, która wybiera się do północnej Kenii. Ożyły wspomnienia, poczułam zapach czerwonej ziemi i pył we włosach, usłyszałam śmiech znajomych twarzy, dzwonki przechodzących krów… Tym mocniej, że to właśnie dokładnie rok temu wysiadałam z zatłoczonego autobusu Moyale Raha i postawiłam stopy na ziemiach Marsabit. Początki były wyjątkowo trudne, przez kilka dni zastanawiałam się czy ja się tam odnajdę w tym zupełnie obcym świecie. Ale Pan Bóg miał jak zawsze najlepszy plan i północna Kenia stała się kawałkiem mojego świata.

Wracając jednak do „tu i teraz”, potknęłam się o dzisiejszą Ewangelię. Jest dla mnie bardzo trudna.  Jezus mówi do swoich uczniów: „Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi.” Nie jest trudna, bo się boję cierpienia czy prześladowań. Boję się najbardziej tego, że ich nie doświadczam. Boję się, że skoro tak się dzieje, to brak mi gorliwości, to idę na kompromis, to znaczy, to gdzieś zbaczam ze szlaku. Patrzę dziś na papieża Franciszka i na tych, którzy go krytykują za ubogie życie. Patrzę dziś na Maryję, o której ks. Łukasz napisał, że ma twarz „przeoraną Miłością”. To jest pójście za Chrystusem – do końca, bez względu na wszystko.

Zaszufladkowano do kategorii Afryka, Sacre Coeur | Dodaj komentarz

Czego szukacie?

grupa_rozeznawania

Może ktoś chce porozeznawać?

Trwamy w tygodniu modlitw o powołania. Zupełnie niespodziewanie usłyszałam dziś komentarz, który w ten tydzień bardzo się wpisał. W naszym pobiedziskim domu gościmy dziś dawne uczennice naszej szkoły (bardzo dawne, bo to panie w okolicach 50tki, a nie po maturze ;)) i kapłan, który im towarzyszy przeczytał na Mszy, ku mojemu zaskoczeniu, fragment Ewangelii św. Jana a nie św. Marka, jak przystało na dzisiejsze święto.

Dane mi więc było spojrzeć na uczniów, którzy idą za Jezusem. Uderzyło mnie dziś to, że Jezus się do nich odwraca… bo można całe życie iść za Nim i tego nie zauważyć. Ale żeby zobaczyć, że On się odwraca, to trzeba na Niego patrzeć. Trzeba być dostatecznie blisko, ale trzeba też zatrzymać się w pędzie naszych myśli, w biegu naszych planów, w chaosie codzienności. Trzeba czasem pomilczeć… I wtedy można usłyszeć pytanie. Może będzie brzmieć „czego szukasz?”, a może tak jak w moim przypadku „czego ci brakuje do szczęścia?”. Wtedy już pozostaje tylko usłyszeć: „chodź, a zobaczysz”. I iść! Daleko, w nieznane, za szczęściem 🙂

A na koniec modlitwa do naszej Świętej Matki. Może i Was zachwyci…

Święta Magdaleno Zofio,
Matko nasza i wzorze nasz,
któraś tak bardzo ukochała Serce Jezusa
i tak ściśle jesteś teraz z Nim zjednoczona.
Zlituj się nad nami i uproś nam tę łaskę,
byśmy żyły i umierały
jako prawdziwe Oblubienice Serca Chrystusa.
Święta Matko nasza,
uproś nam liczne i dobre powołania.
Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Jeden komentarz

Coś się kończy, coś się zaczyna

wiosna-4Ostatni mój czas był całkowicie szaleńczy. Miałam być na weselu, a wylądowałam na pogrzebie. Zjeździłam pół Polski wzdłuż i wszerz, pokonując setki kilometrów dziennie. Wszystko jednak ma jakiś głęboki sens, nawet jeśli go początkowo nie rozumiemy. Jeśli gdziekolwiek spotkałam w tym roku Chrystusa Zmartwychwstałego, to właśnie tam – na cmentarzu pod Lublinem, w blasku słońca, wśród śpiewu ptaków. Nie zdążyłam poznać pani Eugenii, ale zachwycił mnie jej uśmiech na zdjęciach, pokój na twarzach jej męża i synów i wiosna, którą nam przysłała… Mój przyjaciel mówił o tym, że choć jego Mama odeszła, to wciąż jest pośród nas, a w naszych sercach musi zwyciężyć radość, miłość i życie. Nie pozostaje mi dodać nic, tylko AMEN!

A wiosna jest przepiękna i czuć ją już wszędzie dookoła 🙂 Łąka przed naszą parafią pokryła się niesamowitym cebulicowym dywanem i zaprasza do spacerów!

kenia-2Tymczasem moje myśli wędrują dziś również do Nyahururu, gdzie na popołudnie zaplanowane jest spotkanie pożegnalne o. Gabriela. Ktokolwiek kto go poznał, wie, że to człowiek-instytucja. Zupełnie nikt nie jest w stanie wyobrazić sobie ośrodka st. Martin bez niego. Od jutra stanie się to jednak rzeczywistością i obowiązku po nim przejmie o. Mariano. To o. Gabriel od 1997 roku był nie tylko założycielem, ale również duszą, głosem i sercem organizacji, która pomogła milionom mieszkańców Nyahururu i okolic. Mogę sobie tylko wyobrazić te niekończące się kolejki wdzięcznych osób, które dziś ustawiają się, by ostatni raz uściskać o. Gabriela. Jeśli jednak prawdziwie słuchali tego co chciał przekazać, to wrócą dziś do swoich domów ze słowami „only through community” („tylko przez wspólnotę”) na ustach i zaczną jeszcze hojniej działać na rzecz swoich lokalnych społeczności.

I tak cały czas nam coś przypomina, że życie jest nieustanną wędrówką. Po każdej zimie nastąpi wiosna, po każdym pożegnaniu przyjdzie czas na powitanie i po każdej śmierci czeka zmartwychwstanie.

Zaszufladkowano do kategorii Uncategorized | Dodaj komentarz

Wyprawa nad trzecie jezioro i co z tego wynikło

wizyta-52Piękny weekend minął mi pod znakiem wizyty Rodziców. Z tej okazji pozwiedzałam nieco okolice Pobiedzisk i dowiedziałam się, że miasteczko, w którym mieszkam ma już prawie 1000 lat! 🙂

Wybraliśmy się m.in. do muzeum miniatur, gdzie można podziwiać bardzo sympatycznie oddane okoliczne zameczki, kościoły i inne budowle, a nawet rekonstrukcję całego rynku w Poznaniu.

wizyta-50Kiedy popołudniu wyszło zza chmur upragnione słońce, udaliśmy się na wielką wyprawę. Naszym celem było „trzecie jezioro”, bo jak się okazało,  poza tym jednym, które często odwiedzam w ramach spacerów, są jeszcze kolejne dwa za lasem. Co prawda wysoki śnieg i daleka droga zniechęciły nas do tak dalekiej wycieczki, ale za to znaleźliśmy coś o wiele cenniejszego niż trzecie jezioro – wiosnę! I to w dodatku nie gdzieś daleko za lasami, a we własnym naszym ogrodzie! Na znak, że już ostatecznie zima powinna się usunąć z pola widzenia, zostały uśmiercone resztki naszego bałwana. Niech się nie waży wracać!

wizyta-51Kolejnego dnia pojechaliśmy na zwiedzanie Lednicy. Brama w kształcie ryby rzeczywiście robi wrażenie swoją wielkością, ale pewnie jednak lepiej wygląda nocą, kiedy jest podświetlona i nie rzucają się w oczy te blaszane rusztowania. Próbowaliśmy znaleźć „autentyczną kopię” kajaka papieża, która jest podobno w posiadaniu o. Jana Góry, ale niestety nam się nie udało. Znaleźliśmy natomiast kopię krzyża z Giewontu, który postawili górale oraz kilka krzyży w lesie z mnóstwem poprzybijanych do nich kluczy… ciekawe 😉

Słoneczne zdjęcia znajdziecie w galerii 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Jeden komentarz

Alleluja!

Korzystając z tego, że jeszcze trwamy w oktawie, przesyłam świąteczne życzenia i nadrabiam zaległości. Zapraszam do galerii wielkanocnej! 🙂

wielkanoc2013_3

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Dodaj komentarz

Wielkanoc w Pobiedziskach

wielkanoc-34Moja pierwsza Wielkanoc w Zgromadzeniu była bardzo szczególnym czasem. Przygotowania ruszyły pełną parą już tydzień wcześniej, kiedy dom wypełnił zapach mazurków, makowców i – również mojej specjalności – pomarańczowych ciasteczek. Zabrałam się też za malowanie woskiem pisanek, a że musiałam sporządzić sobie nowe narzędzie pracy, to zrobiłam użytek z przywiezionych z buszu kenijskich szczoteczek do zębów 🙂 Muszę jednak przyznać, że moje jajeczka nie umywają się do kraszankowego dzieła jakie stworzyła s. Regina! (zdjęcia wkrótce)

Jak wiadomo, jednak nie o przygotowania chodzi. Najważniejszym czasem było w tym roku dla mnie święte Triduum Paschalne. Po raz pierwszy przeżywałam je nie w pośpiechu po pracy, ale w skupieniu i spokojnej modlitwie. Uroczyste obchody zaczęły się w czwartek wspólnotową wieczerzą na wzór żydowskiej paschy z pieśniami, pięknymi modlitwami nad posiłkiem i obmyciem naszych nóg przez Siostrę Przełożoną z miłością i namaszczeniem. Byłam zachwycona tym niesamowitym wydarzeniem! Był to ważny dzień też z innego powodu. Na nasze świętowanie dołączył do nas niespodziewany gość – pewna pani, która wiele lat pracowała u nas, gdy funkcjonowała szkoła. W pierwszej chwili bardzo sceptycznie podeszłam do jej obecności na naszej prywatnej uroczystości, a z czasem okazała się to bardzo cenna wizyta. Wiele się nauczyłam…

W Wielki Piątek trwałyśmy na trzygodzinnej adoracji krzyża. Cudownie mieć piętro niżej Kaplicę. Nadal zbyt rzadko doceniam tak wielką łaskę! Na wieczorne Nabożeństwo Męki Pańskiej udałyśmy się do karmelitanek w Gnieźnie i to też było ważnym dla mnie przeżyciem, bo pierwszy raz byłam z wizytą w zgromadzeniu klauzurowym. Wieczorem natomiast miałyśmy okazję przygotować godzinę z całonocnego czuwania w naszej parafii. Całkiem sporo parafian nam towarzyszyło i wygląda na to, że nikt nie wyszedł z powodu naszych śpiewów, więc chyba akcję można uznać za udaną 🙂

Przez całe triduum towarzyszył nam piękny wystrój kaplicy. Dziękuję moim Siostrom za te przygotowania! Było to ważnym tłem do moich rozmyślań…

wielkanoc

Wielka Sobota i wieczorna Liturgia Światła to już zupełnie osobna historia. Udałyśmy się do Dominikanów w Poznaniu, dzięki łasce z Nieba i braku śniegu. Liturgia była doskonała od samego początku o 21:00 po koniec o 1:00 w nocy. Czytania recytowane przez ludzi z dykcją jak z teatru, psalmy wyśpiewywane przez chór o niesamowitym brzmieniu przy towarzystwie całej orkiestry. Nawet prefacja śpiewana przez Kapłanów na głosy… nie było zupełnie nic do czego można by się przyczepić. Perfekcja w każdym calu! Żeby zająć miejsca, a w zasadzie w ogóle wejść do kościoła, trzeba było przybyć godzinę przed czasem. Myślę, że gdyby ktoś zaczął sprzedawać bilety, to rozeszłyby się już na początku wielkiego postu. Tylko, że biletów nigdy nie będzie, bo to nie teatr i nie filharmonia… a przynajmniej nie powinna być… Jakoś znowu odnalazłam się w koncepcji naszego nowego papieża, który dąży do uproszczenia liturgii. Żeby było zwyczajnie, żeby się można było pomodlić. Choć przyznam, że jeden moment był dla mnie głęboko wymowny – odśpiewane przez pełny kościół pełnym głosem Te Deum. Poczułam wtedy prawdziwą jedność kościoła.

wielkanoc-3A wczoraj i dziś już tylko wspólnotowe świętowanie przy pysznym jedzonku, miłym filmie i tradycyjnym wielkanocno-poniedziałkowym lepieniu bałwana 😉 Zaczął się biedak dosyć szybko topić, ale zdążyłyśmy uwiecznić go na obszernej sesji zdjęciowej 🙂

Radosnego Alleluja, moi drodzy czytelnicy! 🙂

Zaszufladkowano do kategorii Sacre Coeur | Dodaj komentarz