Ulotne chwile

sopot-3Czas jest ulotny. Patrzę przez mokre szyby na pobiedziski świat, a jeszcze przed chwilą wysypywałam z butów piasek sopockich plaż i zwijałam własnoręcznie sushi z cukinią, spacerowałam po upalnych gdyńskich uliczkach i wdychałam jod z nadmorskiego powietrza. Przemiłe spotkania, gościnność moich Sióstr, słońce i wiatr we włosach, afrykańskie opowieści, gofry z owocami. Chwile tak ulotne. Ale tak naprawdę całe nasze życie takim się jawi, kiedy się dokładnie przyjrzymy… w środę zginął w wypadku samochodowym Njuguna – mój ulubiony kierowca z st. Martin. Ten, który zawsze ubarwiał dzień swoim dowcipem i na trasie uczył mnie nowych wyrazów w Kikuyu, a na spotkaniach sam ochoczo tłumaczył mi, żebym nie czuła się pokrzywdzona, kiedy nie rozumiałam. Zawsze był dla wszystkich z sercem na dłoni… Nawet nie zdążyłam zrobić z nim zdjęcia, bo był w trasie jak wyjeżdżałam, a dziś już go nie ma…

dzieci-11Po powrocie z wojaży w trójmieście wpadłam w wir pracy. W piątek nawiedziła nas cała chmara małych krasnali! Opanowały nasz teren przed domem, zbierając kasztany i malując kostkę różnobarwną kredą, a potem wyjadały cały nasz zapas makaronu 😉 Dzieci zadowolone, że mogły wybiegać się po naszym klasztornym parku, a mi trochę zdjęć udało się zrobić mimo niepewnej pogody. Zapraszam do galerii.

W sobotę natomiast był już zupełny szał, bo dwie grupy na raz, kilka innych osób zaangażowanych na terenie domu i dziesiątki kilometrów do pokonania, by każdemu dogodzić. Dni były męczące, ale za to moja kondycja powinna być w całkiem niezłym stanie – jogging mam zaliczony na cały tydzień! Poza tym dalej umiem zrobić kwiat lotosu bez rozciągania – dobry znak, nie posypałam się po trzydziestce 😉

wiosna-16Na osłodę ciężkiej pracy, miałam okazję poznać Monikę i Basię, które za miesiąc wylatują do Kenii i którym staram się pomóc w przygotowaniach. Nie wiem kto jest bardziej podekscytowany – czy one przed wyjazdem, czy ja z okazji odgrzebania przykurzonych już przez rok wspomnień, które otworzyły się przede mną jak niezabliźniona rana i teraz nie dają o sobie zapomnieć. Ulotnych chwil wiele…

Na koniec, jak ktoś ma ochotę na trochę wiosennych kwiatków, to polecam kilka fotek 🙂

O s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Sacre Coeur. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *