Cóż za dzień… snuję się od rana po pustym mieszkaniu, porządkując ostatnie rzeczy po czwartkowej imprezie. Nawet poobiednia drzemka nie pozwoliła mi wrócić do siebie. Coś zdecydowanie musi być nie tak, bo nawet rozbiegany wiecznie kot, dzisiaj leży zwinięty w kłębek i nie ma ochoty nawet skakać po mojej klawiaturze. Niebo od rana płacze, a w tle słychać smętne pieśni Bukowiny, nie dające się przełączyć na coś bardziej optymistycznego. A przecież miała Ona w tym roku przejść bokiem i nie dosięgnąć mnie swoimi szponami. Okazała się równie groźna jak piękna. Oplotła mnie melancholią i sennością. Na szczęście od poniedziałku w codziennej bieganinie już mnie nie dogoni, ucieknę od Niej w swoją listę spraw i spotkań. Tak jest zdecydowanie lepiej – kiedy senność spowodowana jest brakiem snu. Jedynie brakiem snu.
Facebook
Facebook
Kategorie
- Afryka (128)
- Bez kategorii (12)
- God is good (54)
- Habit zamiast szminki (14)
- Kobiety w Kościele (1)
- Komentarz (16)
- List otwarty (1)
- MAGIS (2)
- Marki (2)
- modlitwa (10)
- Paragliding (1)
- Paralotnie (10)
- Podróże (10)
- Reality full of God (4)
- Recenzja (2)
- Refleksje o Bogu (40)
- Refleksje z życia (70)
- Rozeznawanie (3)
- Rzeczywistość pełna Boga (4)
- Sacre Coeur (65)
- Spojrzenie na Boga (22)
- Temat miesiąca (3)
- Uncategorized (210)
- vlog (6)
- Vlog (2)
- Zaproszenie (9)
-
Ostatnie wpisy
Najnowsze komentarze
My blogging friends
Archiwa
Meta
