Sennie jesiennie…

Cóż za dzień… snuję się od rana po pustym mieszkaniu, porządkując ostatnie rzeczy po czwartkowej imprezie. Nawet poobiednia drzemka nie pozwoliła mi wrócić do siebie. Coś zdecydowanie musi być nie tak, bo nawet rozbiegany wiecznie kot, dzisiaj leży zwinięty w kłębek i nie ma ochoty nawet skakać po mojej klawiaturze. Niebo od rana płacze, a w tle słychać smętne pieśni Bukowiny, nie dające się przełączyć na coś bardziej optymistycznego. A przecież miała Ona w tym roku przejść bokiem i nie dosięgnąć mnie swoimi szponami. Okazała się równie groźna jak piękna. Oplotła mnie melancholią i sennością. Na szczęście od poniedziałku w codziennej bieganinie już mnie nie dogoni, ucieknę od Niej w swoją listę spraw i spotkań. Tak jest zdecydowanie lepiej – kiedy senność spowodowana jest brakiem snu. Jedynie brakiem snu.

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *