Ślub był przepiękny. Nie wiem czym bardziej się wzruszyłam – czy ciepłem rozstawionych wzdłuż nawy świec, czy mistrzowskim połączeniem klarnetu, skrzypiec i dwóch moich ulubionych gitarzystów, a może przyjacielskim gronem na ołtarzu. Na pewno bez znaczenia nie była wprost rodzinna atmosfera i niesamowite wyluzowanie Młodej Pary, która nawet przy zakładaniu obrączek potrafiła dowcipkować z jezuitami 🙂
To wszystko zwieńczone unoszącą się w powietrzu radością i miłością, co utwierdzało w przekonaniu, że Jezus był obecny i osobiście błogosławił. W odniesieniu do zła, grzechu i upadku rozważanego w pierwszym tygodniu, w moich oczach ta ceremonia wydawała się być dziś centrum dobra na świecie.
Przepiękny był ślub. Błogosławieństwa dla Beatki i Tomka na wspólnej drodze!
