Miłość rodzi się z milczenia

phpthumb-phpOstatnie tygodnie były dla mnie ogromnym zabieganiem. Ciężko było mi złapać oddech wśród bardzo wielu spraw i wydarzeń. Może dlatego tym bardziej dziś chce mi się napisać o milczeniu.

W piątek po raz pierwszy byłam na Wieczorze Modlitwy Młodych. Już po raz dwudziesty w kolejnej parafii na pomorzu spotkało się mnóstwo rozśpiewanych dla Jezusa młodych ludzi. Był czas na uwielbienie, ale był też czas na Adorację i ten drugi był mi bardzo potrzebny na tamten moment. Nie po raz pierwszy miałam wrażenie, że sama obecność Jezusa w Najświętszym Sakramencie po prostu zmienia moje serce. Szukając słów, którymi mogłabym się modlić, wracało do mnie doświadczenie z ostatnich rekolekcji. Przeżywałam wtedy trzeci tydzień ćwiczeń duchowych, w którym rozważa się mękę Jezusa. To były pierwsze moje rekolekcje, gdzie nie padły żadne ważne słowa, nie dostałam żadnej myśli, którą mogłabym sobie zapisać w zeszyciku. Było tylko milczenie. Ale nie milczenie ciężkie, zwiastujące burzę, czy wyrażające niezadowolenie. Milczenie pełne miłości, jak między przyjaciółmi, którzy nie tylko umieją rozmawiać o wszystkim, ale umieją też milczeć.

W piątek świętowałyśmy w Zgromadzeniu wspomnienie św. Filipiny Duchesne, więc była ona mocno obecna w moim sercu. To jest kobieta, która uczy mnie właśnie takiego milczenia. Nie potrzebowała słów, by Indianom głosić miłość Boga. Nie znała ich języka, a jednak stała się im bliska i mnóstwo osób dzięki niej poznało Jezusa i przyjęło chrzest. „Kiedy trwała nieruchoma albo leżała krzyżem przed tabernakulum, zagubiona na modlitwie, Indianie wchodzili ukradkiem do kościoła, obserwowali ją uważnie, a później przybliżali do niej i całowali wytarty rąbek jej sukni albo frędzle jaj starego szala. Dla nich była Quah-kah-ka-num-ad, kobietą, która stale się modli„[1] . Mam wrażenie, że zbyt często modlitwa jest dla mnie wypowiadaniem słów, lub chociaż ich rozważaniem. A modlitwa to bycie, przebywanie ciągle w obecności Boga. I to najlepiej w milczeniu. Nie tylko tym zewnętrznym, ale tym w sercu.

Dziś w Uroczystość Chrystusa Króla widzimy takiego właśnie Jezusa. Nasz król nie wygłasza orędzia do narodów, nie grzmi, że musimy być silni i że On nam zapewni zwycięstwo. Nasz król wisi na krzyżu i w milczeniu przyjmuje na siebie wszelkie możliwe obelgi i zniewagi. Mateusz napisał o Jego procesie: „Wtedy powstał najwyższy kapłan i rzekł do Niego: «Nic nie odpowiadasz na to, co oni zeznają przeciwko Tobie?» Lecz Jezus milczał.” (Mt 26, 62-63). To jest właśnie milczenie miłości, w którym On się modli za swoich oprawców. To jest milczenie pełne królewskiego majestatu. Jeśli w czymkolwiek chcę dziś naśladować Jezusa jako króla to w takiej właśnie postawie.

Dziś myślę, że chociaż „wiara rodzi się ze słuchania” (Rz 10,17), to miłość rodzi się z milczenie. Z bycia w bliskości zupełnie bez słów.

[1] Louise Callan rscj, św. Filipina Duchesne – Misjonarka Najświętszego Serca, str. 364

O s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Sacre Coeur, Spojrzenie na Boga. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *