Król cierpiący

niedziela-palmowaW Niedzielę Palmową czytamy uroczyście opis męki Pan Jezusa. Może się wydawać, że nieco przedwcześnie, bo przecież dopiero w Wielki Piątek wspominać będziemy mękę, a teraz Jezus dopiero triumfalnie wjeżdża do Jerozolimy… jest w tym jednak wielka mądrość, pokazująca dokładnie jakim królem On chce być. Lud wita Go palmami nie dlatego, że zrozumieli Jego przesłanie, ale wręcz przeciwnie – uznają Go za króla, bo mają nadzieję na wyzwolenie z okupacji, odbudowanie ziemskiego królestwa i udział w wielkim zwycięstwie. Dlatego z taką łatwością za chwilę ci sami ludzie krzyczeć będą „ukrzyżuj go!”. Łatwo jest ufać Jezusowi kiedy wszystko idzie dobrze w naszym życiu i mamy wrażenie, że razem z Nim kroczymy ku chwale. Łatwo jest też w spokojnych momentach życia Bogiem zupełnie się nie przejmować, bo przecież nie jest nam do niczego potrzebny. Dopiero kiedy przyjdzie burza i wezbrają potoki, okaże się czyje życie zostało zbudowane na skale.

Cierpienie Jezusem nie jest cierpiętnictwem, ono jest godnym oddaniem życia za cały świat. To zmienia perspektywę każdego bólu. Warto się nad tą tajemnicą pochylić wraz z Maryją, która pokazuje jak burzę w życiu przemienić w łaskę. Wchodząc w Wielki Tydzień pamiętajmy, że tu nie chodzi o użalanie się nad cierpiącym Synem Bożym, ale o zobaczenie w Nim prawdziwego króla – tego, który ma moc przebaczać, uwalniać i dawać życie na wieki w swoim Królestwie, które nie jest z tego świata.

Dokładnie 4 lata temu spędzałam Niedzielę Palmową w Nairobi, wraz ze wspólnotą polonijną. To właśnie w Kenii miałam okazję widzieć wiele osób, które w swoim codziennym cierpieniu potrafiły dziękować Bogu za mało, które mają i prosić o łaski dla tych, którzy mają jeszcze mniej. W tym dniu miałam okazję zaśpiewać psalm 22 – jeden z piękniejszych, którego początek Jezus wygłasza z krzyża. „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił? Daleko od mego Wybawcy słowa mego jęku. Boże mój, wołam przez dzień, a nie odpowiadasz”… „Szydzą ze mnie wszyscy, którzy na mnie patrzą, rozwierają wargi, potrząsają głową: «Zaufał Panu, niechże go wyzwoli, niechże go wyrwie, jeśli go miłuje»”… „Ty zaś, o Panie, nie stój z daleka; Pomocy moja, spiesz mi na ratunek!”...

I Bóg nie pozostawia psalmisty bez odpowiedzi. Kolejne wersety nie pozostawiają wątpliwości: „Będę głosił imię Twoje swym braciom i chwalić Cię będę pośród zgromadzenia”… „Bo On nie wzgardził ani się nie brzydził nędzą biedaka,
ani nie ukrył przed nim swojego oblicza i wysłuchał go, kiedy ten zawołał do Niego». Dzięki Tobie moja pieśń pochwalna płynie w wielkim zgromadzeniu. Śluby me wypełnię wobec bojących się Jego.” … „A moja dusza będzie żyła dla Niego, potomstwo moje Jemu będzie służyć, opowie o Panu pokoleniu przyszłemu, a sprawiedliwość Jego ogłoszą ludowi, który się narodzi: «Pan to uczynił»”

Psalm 22 kończy się chwałą, ale my często zatrzymujemy się na pierwszym wersecie i mówimy jak żołnierze pod krzyżem: „zobaczcie, nawet Bóg go opuścił…”, a tymczasem za kilka wersetów naszego życia sytuacja się odwróci.Bóg zawsze ma ostatnie słowa.

Śmierć Jezusa jest wielkim hymnem pochwalnym dla Ojca, ale zrozumieć może to tylko ten, kto otrzymał łaskę wiary i próbuje pojąć, że życie jest właśnie po to, by je oddać z miłości.

O s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje o Bogu. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

2 odpowiedzi na Król cierpiący

  1. rafi pisze:

    Z jednej strony – nikt nie chce cierpieć. Z drugiej, tak się zastanawiam, gdy się doświadcza różnego rodzaju zła, weryfikują się różne poglądy… Pryskają złudzenia, człowiek nieraz w bolesny sposób doświadcza pewnych prawd, których przedtem mógł być zupełnie nieświadomy. Właśnie w doświadczeniu cierpienia traci się fałszywych przyjaciół ale zyskuje się tych prawdziwych. To są bezcenne doświadczenia, i warto przez nie przejść choćby właśnie po to, by zadać sobie najważniejsze w życiu pytania, o sens życia i o to, czy ktoś na tym cholernym świecie mnie tak naprawdę kocha? Co krye się w ludzkich sercach?

    Zastanowiło mnie niedawno osiem błogosławieństw. Jezus mówi „szczęśliwi, którzy…” – i wymienia różne rzeczy, które ludzie uważają za nieszczęście. Jezus jednak wiedział, że ci wszyscy nieszczęśliwi ludzie są głęboko w Bożym sercu. Że Bóg o nich nie zapomniał, chociaż może im wydawało się, że są zupełnie sami. Może właśnie wtedy, podczas tego kazania niektórzy po raz pierwszy poczuli że jest ktoś, kto ich naprawdę kocha. Nadzieja, którą dał im Jezus, jest więcej warta niż wszystkie bogactwa świata. Bo żadne bogactwo nie sprawia radości gdy człowiek ma poczucie, że jego życie jest nikomu niepotrzebne…

    A druga rzecz, która się z tym wiąże, to pytanie, czy mogę mieć pretensje do innych że są egoistyczni, skoro ja sam nie jestem lepszy? Jezus oddając za nas życie zapomniał zupełnie o sobie, i On taki po prostu jest. To mnie po prostu rozwala…

    • s. Ewa pisze:

      Zgadzam się z tym co piszesz. Cierpienie jest czasem bardzo potrzebne, żeby coś zrozumieć. Zgadzam się też z tym, że Jezus zupełnie zapomniał o sobie, kiedy oddawał za nas życie. Właśnie o to chodzi w prawdziwej miłości i wierności, że kochamy i jesteśmy wierni wtedy kiedy druga osoba czyni przeciwnie! „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią” (Mt 5, 46 – zaraz po błogosławieństwach ;))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *