Było pięknie, malowniczo, przygodowo i w doborowym towarzystwie – czego chcieć więcej! Góry to jednak to, co Tygryski lubią najbardziej 🙂 Wcale nie chciało się wracać…
Drakula rozczarował, ale za to ludzie dopisali w ostatnim czasie. Szczególnie ci najbliżej serca, ale i ci też, których już tak dawno nie widziałam i którzy wczoraj wspierali uśmiechem i modlitwą, a wcześniej ci co zabierali nas na stopa i opowiadali o niemieckich korzeniach rumuńskich wiosek…
W ostatnich dniach zatęskniłam za spokojnym i bezpiecznym brzegiem – za znanymi drogami i utartą rutyną codzienności. Głębia wyglądała tak niepokojąco i samotnie. Dobrze, że przy każdej drodze stała kapliczka z Jezusem – zupełnie płaskim. Odkryłam, że tak wygląda życie na płyciźnie – niby wszystko ok, ale jak spojrzysz z boku, to po prostu przerażająco płasko… a teraz tyle dookoła życzliwości, że nie pozostaje nic, tylko zaufać całym sercem, że na głębi się dzieją cuda jakich człowiek nie jest w stanie sobie wymarzyć.
Odliczanie można zaczynać! Za 15h odrywam się od Polskiej Ziemi… chyba będę tęsknić…
