Kto by się spodziewał, że nagle nie wiadomo skąd czas zaczął biec nieubłaganie szybko. W weekend z dwutygodniowym opóźnieniem odbyła się moja impreza urodzinowa, do której jak się okazało trzeba było przejść przez wiele przygotowań. Spędziłam np. 3h u fryzjera i wiele więcej na zakupach spożywczych.
Dzięki gościnności Ruth, spotkaliśmy się wszyscy na Langacie w NHC, czyli National Housing Corporation (tu mała dygresja – cały szereg budynków został wybudowany przez NHC zaraz obok Kibery z planem, że wszyscy jej mieszkańcy mają się tam w przyszłości przenieść i slums ma zostać zlikwidowany. to jednak nie tylko kwestia pieniędzy, ale również całej mentalności i kultury tzw slums dwellers).
Impreza okazała się udana. Były tańce (mimo postu… afrykańskie urodziny ma się najprawdopodobniej jednak raz w życiu, myślę więc, że Pan Jezus się nie obraził), było tradycyjne krojenie ciasta, afrykańskie jedzenie, prezenty i wino z kartonu z kranikiem 🙂
Goście dopisali połowicznie, ale za to mogłam liczyć na chłopaków z sąsiedztwa, którzy rozkręcili imprezę pod koniec dnia 😉
Więcej zdjęć tam gdzie zawsze 🙂 W galerii ze ślubu znajdziecie też kilka zdjęć ze mną od profesjonalnego fotografa, które obiecywałam. Miłego oglądania!
Jutro znowu wybieram się na kilka dni w ciszy, by spokojnie rozważać tajemnice męki i zmartwychwstania oraz podsumować kolejne 3 miesiące mojego afrykańskiego czasu. Polecam się Waszej modlitwie w te dni.
