Dziś w Kenii narodowe święto – Mashujaa Day, czyli dosłownie dzień bohaterów. W myśl nowej konstytucji to święto zastąpiło tzw. Kenyatta Day, czyli dzień na cześć pierwszego prezydenta i powinno być dniem pamięci o wszystkich bohaterach narodowych od polityków i działaczy społecznych po sportowców. Tegoroczne obchody przebiegały w cieniu prowadzonej od pięciu dni wojnie przeciwko somalijskiemu ugrupowaniu ekstremistów islamskich Al-Shabaab (rzekomo powiązanej z Al-Kaidą). Wojska kenijskie wkroczyły na teren Somalii w porozumieniu z rządem tymczasowym, popieranym przez ONZ. Jest to reakcja na wielokrotne ataki i porwania na granicy kenijsko-somalijskiej, między innymi głośna sprawa porwania francuskiej turystki na Lamu, o której śmierci poinformowano wczoraj.
Ja dziś, jak przeciętny Kenijczyk, zasiadłam rano przed telewizorem, żeby śledzić centralne obchody na stadionie Nyayo w Nairobi, których kulminacją było coroczne wystąpienie prezydenta na temat tego jak wspaniale rząd poradził sobie ze wszelkimi problemami ekonomicznymi, społecznymi i w ogóle wszystkimi jakie były w ciągu ostatniego roku 😉 Zapowiedział też jak wspaniale poradzi sobie ze wszystkimi jakie będą.
Po zakończeniu uroczystości wybrałam się z wizytą na stadion w Nyahururu, żeby wziąć udział w lokalnych obchodach dzisiejszego dnia. Niestety tam zastałam pustki i jedynie garstkę mieszkańców wysłuchujących, odczytywanego przez panią komisarz, przemówienia prezydenta. Okazało się, że wszystkie ciekawe wydarzenia lokalne, czyli wystąpienia artystyczne, mnie ominęły – jednak trzeba było wybrać się wcześniej…
W ramach mojego prywatnego świętowania, zajęłam się dziś doprowadzeniem do porządku moich sandałków, które wczoraj w opłakanym stanie wróciły z wizyty w terenie. Niestety nadal co jakiś czas doświadczamy tu ulewnych deszczy, przez co kilkukrotnie musieliśmy wypychać samochód z błota.
Prócz tego, zaświętowałam też kulinarnie, przygotowując sałatkę z tuńczyka, na którą składniki gromadziłam już od kilku dni w oczekiwaniu na majonez, który wraz z Allenem przyjechał z Nairobi. Udało się dostać wszystko od puszkowanej kukurydzy po całkiem europejski ser żółty. Niestety wszystko ma tu trochę inny niż wymagany smak, więc efekt nie był zachwycający… ale spróbowałam 😉



Ewa, uważaj na siebie. Trzymamy kciuki!!!