Miesiące przygotowań, tygodnie rozdawania zaproszeń, dziesiątki spotkań wielu powołanych zespołów… i nareszcie nastał! Wczoraj pierwszy z dwóch dni poświęconych na świętowanie z wolontariuszami w St. Martin. W związku z tym w sobotę cały dzień spędziłam w jednej z wiosek na ostatnich pracach wykończeniowych. Najpierw łuskałam kukurydzę i przebierałam ryż, co wywoływało żywe zainteresowanie pracujących przy tych czynnościach licealistów, wg których powinnam mieć dwie lewe ręce do wszystkiego. Największe jednak zdziwienie wzbudziłam mówiąc, że mamy w Polsce ziemniaki i umiem je obierać. Pewien gość próbował mi wmówić, że on mi jednak pokaże jak się trzyma nóż, bo przecież my tam mamy maszyny do obierania… od razu uznałam go za buca i stwierdziłam, że nie będę z nim gadać. Podziękowałam Panu Bogu, że wychowałam się w takim mało europejskim domu, gdzie żadnej maszyny nie było – obieraniem zjednałam sobie bowiem szacunek zgromadzonej młodzieży. A w międzyczasie ten gość okazał się być tutejszym księdzem 😉
Wiele już pisałam o wolontariuszach i o ich kluczowej roli w działalności całej organizacji. To wolontariusze z prawdziwego zdarzenia – w co nie mogła uwierzyć pewna Siostra zakonna w Nairobi… – nie dostają nic za swoją pracę, prócz dwóch kalendarzy, książki i gadżetu w postaci koszulki czy chusty. Żadnych pieniędzy, żadnego jedzenia, żadnych innych korzyści.
Wczorajsza uroczystość odbywała się jednocześnie w 5 miejscach jednocześnie, stąd pracownicy podzielili się na pięć grup.
Głównym punktem programu była Msza św, na której zgromadzili się nie tylko wolontariusze, ale również inni mieszkańcy. Jest to doskonała okazja, żeby wszyscy zobaczyli jacy ludzie współpracują z st. Martin i dowiedzieli się nieco o organizacji. Podczas Mszy przedstawiona została myśl przewodnia na kolejny rok – tym razem fragment z przypowieści na temat miłosiernego Samarytanina (Łk 10, 29) – „who loves me?” (w naszym tłumaczeniu mamy tam pytanie „kto jest moim bliźnim?”). Samej myśli towarzyszyła obszerna interpretacja przypowieści, (opisana również w książkowym wydaniu tegorocznej ulotki) oraz ilustracje w tle.
Po Mszy zgromadzili się już sami wolontariusze, aby się ze sobą zapoznać – wszak co roku przybywają nowe osoby. Każdy z wolontariuszy przypisany jest do jednego programu (i tylko jednego), stąd raz w roku też okazja do spotkania różnych wolontariuszy z tego samego obszaru. Odbyły się też przemówienia różnych osób odpowiedzialnych i padały odpowiedzi na nurtujące pytania. Potem obowiązkowe krojenie ciasta 😉 oraz rozdanie wspomnianych wcześniej prezentów i (również obowiązkowy) lunch. Ogólnie dużo wrażeń i miły czas w pięknym miejscu, jakim jest Ol-Moran. Trochę zdjęć wrzuciłam na picasę.
A za tydzień powtórka 😉




