Rok 2007

Jak co roku w okolicach końca grudnia, cały świat ogląda się za siebie i próbuje podsumować mijający rok…

Pamiętam jeszcze zeszłorocznego Sylwestra, kiedy to wśród lekkich mdłości (wróciłam ze świąt trochę struta…) planowałam najwspanialszy rok mojego życia. Ten, w którym wszystkie marzenia miały się spełnić, kiedy nareszcie długie oczekiwanie miało zamienić się w realne szczęście. Wszystko było zaplanowane i nic tylko czekać na północ, kiedy ciężki i wypełniony wieczną tęsknotą, rok 2006 miał się skończyć i zapoczątkować ten piękny i wymarzony ze szczęśliwą siódemką na końcu…

Dzisiaj kiedy minął rok od tamtej chwili, zastanawiam się jak mogłam się tak pomylić… absolutnie nic, co sobie wtedy wymyśliłam nie stało się rzeczywistością. Ten, jakże zaskakujący rok, pełen był wzlotów i upadków, wielkiej radości i wielkiego smutku, kilku wielkich sukcesów i kilku wielkich porażek, chwil bardzo daleko od Boga i tych wypełnionych po brzegi Jego obecnością… ciężko chyba podsumować go w jednym zdaniu i chyba nie warto nawet próbować. Chociaż jest przysłowie, które mówi, że „jak Nowy Rok, tak cały rok”, to nabieram przekonania, że wartość roku zależy jednak od tego jak się kończy, a nie jak się zaczyna. Co by więc nie mówić o roku 2007, to dzisiaj wiem, że to był dobry rok. Nauczył mnie więcej niż poprzednie 23 lata mojego życia i udowodnił, że „życie podobne jest do drogi pełnej zakrętów. Widzimy tylko odcinek do kolejnego zakrętu, ale wiemy, że Bóg ogarnia wzrokiem całą drogę” (Anton Kuer). Obyśmy ufali, że każdy z tych zakrętów jest potrzebny, a za nim jest droga, którą mieliśmy podążać.

Dlatego z pełnym przekonaniem dzisiaj już nic nie planuję. Składam mój los w ręce Pana Boga i z ogromną nadzieją czekam na to, co przyniesie mi w nadchodzącym roku. Jednocześnie proszę dla siebie i dla Was wszystkich: o mądrość, byśmy potrafili dobrze rozpoznawać właściwą drogę; o wytrwałość, byśmy nie dawali się skusić na przyjemniejszy spacerek na skróty; o wiarę, byśmy nigdy nie wątpili, że ta podróż ma sens i o gwiazdy na niebie, by oświetlały drogę w ciemności i przypominały, że każdy dzień jest cudem.

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Uncategorized. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *