Właśnie zakończyliśmy tydzień jedności chrześcijan. Specjalny czas, kiedy mamy pochylić się nad tym co nas łączy, a nie tym co nas dzieli i spróbować dążyć do tego, żeby tak, jak mocno chciał tego Jezus, stać się prawdziwie Jedną Owczarnią z Jednym Pasterzem. Tymczasem ja dziś niespodziewanie zostałam zmotywowana, żeby przeczytać więcej na temat Świadków Jehowy. Dylemat dotyczył tego, czy prawdą było, co niedawno powiedziałam, o tym, że jest to wyznanie zaliczane do sekt a nie religii. Okazało się to zupełnym błędem. Wszystkie źródła do jakich dotarłam potwierdzają, że jest to w Polsce pełnoprawna religia. Ja wielokrotnie musiałam słyszeć z ust autorytetów w Kościele, że jest inaczej i z dzisiejszej perspektywy widzę to jako pewnego rodzaju nieżyczliwość.
Co prawda wg standardów Kościoła Katolickiego nie możemy Świadków Jehowy nazwać chrześcijanami, gdyż nie uznają bóstwa Jezusa i dogmatu o Trójcy Świętej, ale oni sami o sobie mówią, że są prawdziwymi chrześcijanami. Znam kilka osób tego wyznania i są to naprawdę ludzie prawi i dobrzy. Ważne jest dla nich, by całe ich życie, a nie tylko jakiś wycinek poświęcone było Bogu. Z wieloma rzeczami w ich doktrynie się nie zgadzam, ale widzę mnóstwo rzeczy, które chciałabym naśladować – chociażby determinację w głoszeniu tego co uważają za prawdę. Jest dziś we mnie mnóstwo chęci do tego, by uczyć się dobra od tych, którzy je czynią. Po prostu. Bez uprzedzeń.
Trudno mi w tym kontekście nie przytoczyć słów z najlepszego filmiku jaki ostatnio widziałam, z naszym niesamowitym papieżem w roli głównej. Dotyczą one co prawda religii poza chrześcijańskich, ale tym bardziej muszą być aktualne w kontekście naszych najbliższych braci w wierze. Słowa, które ciągle dźwięczą mi w uszach. Słowa, które za każdym razem poruszają mnie do głębi serca. Słowa, które najpiękniej brzmią w oryginale po hiszpańsku. „Creo en el Amor!” – wierzę w Miłość. Niezależnie od doktryny, prawd wiary, dogmatów i przekonań, chcemy wszyscy wierzyć w Miłość, bo Bóg jest Miłością.
