Pierwszy tydzień Adwentu okazał się być również pierwszym tygodniem zimy w Pobiedziskach. Mimo jednak mrozu i zimna, w sercu u mnie zdecydowanie gorąco. Przypomina mi o tym płomień mojego lampionu, który został odnaleziony w jednej z szafek z „wszystkim-co-tylko-można-mieć-w-szafce” i codziennie towarzyszy mi w drodze na roraty.
Z okazji Adwentu specjalna komisja Zgromadzenia przygotowała rozważania na ten szczególny czas. Są one częścią tegorocznego wypełniania jednego z priorytetów ustanowionych na ostatniej Kapitule Generalnej dotyczącego „Sprawiedliwości, Pokoju i Integralności Stworzenia”. Tematem na ten tydzień było „współczucie”. Siłą rzeczy wróciłam myślami do Kenii i współodczuwania z najuboższymi. W wyniku dzielenia z moimi Siostrami i odświeżenia sobie kilku tekstów napisanych przez st. Martin CSA, przypomniałam sobie o tak ważnej różnicy między współczuciem, a użalaniem się nad kimś i traktowaniem kogoś z góry. Dlatego na dziś taka piękna modlitwa:
Jeśli krytykuję ludzi,
nie mam czasu, by ich kochać.
Jeśli skupiam się na negatywnej stronie otaczającej mnie rzeczywistości,
nie mam czasu podziwiać tej pozytywnej.
Jeśli zużywam całą energię żeby zapewnić chleb głodnym,
nie mam czasu, by zająć się ich głodem miłości.
Jeśli zużywam cały mój czas na modlitwę do Jezusa,
nie mam czasu, by Mu służyć poprzez służbę maluczkim.
Jeśli wyczerpuję moje życie na służbę mojemu bratu,
nie mam czasu, by powierzać go Jezusowi.
Jeśli całym sobą nastawiam się na osiągnięcia i sukcesy,
nie mam czasu, by cieszyć się życiem i się uśmiechnąć.
Jeśli forsuję ciągle swoje opinie,
nie mam czasu na odkrywanie prawdy.
Jeśli nie chcę, by mnie poprawiano,
nie mam czasu na poprawę.
Jeśli nie przebaczam,
nie mam czasu by cieszyć się pięknem miłości.
Jeśli muszę wciąż udowadniać siebie i swoje możliwości,
nie mam czasu, by docenić innych.
Jeśli odrzucam tę irytującą osobę obok mnie,
nie mam czasu, by zaprosić Jezusa.
Jeśli nie akceptuję własnych słabości,
nie mam czasu, nie mam cierpliwości i nie mam miłosierdzia dla nikogo.
A w weekend miałyśmy piękne skupienie. Szczególnie piękne w swej różnorodności. Było jedno małżeństwo, była jedna Siostra zakonna, byli studenci i post-studenci. Wszyscy szukający Adwentu, który nie zatrzymuje się na zakupach przedświątecznych, przepisie na karpia i wyborze odpowiednio wysokiej choinki, ale szuka Boga Żywego. Dziękuję za dobry czas. I za wizytę Ani. I za szron na szybach.

Dziękuję za piękną modlitwę 🙂
A ja dziękuję za możliwość wizyty i bycie.