Naczynia połączone

„Chcesz zmienić świat, zacznij od siebie”. To zdanie znane jest nam wszystkim, ale jakże trudne do wprowadzenia w życie! Zawsze łatwiej jest nam myśleć, że to inni powinni się zmienić, że świat byłby lepszy gdyby ten i tamta żyli wg Ewangelii, a skoro nie żyją, to ciągle jest źle. Przez dwa tysiące lat niewiele się zmieniło – nadal dostrzegamy drzazgę w oku brata, nie widząc belki w swoim oku.

Przeczytałam wczoraj o kolejnym trafnym obrazie, jaki opisuje ks. Tadeusz Dajczer w „Rozważaniach o wierze”: „Fizykalny obraz naczyń połączonych może nam przybliżyć tajemnicę wzajemnych powiązań w ramach Mistycznego Ciała Chrystusa. Systemem naczyń połączonych jest na przykład rodzina jako Kościół domowy. Zwykle Bóg, chcąc oddziaływać na określoną grupę osób, posługuje się w sposób szczególny jedną z nich, aby przez nią obdarzać łaskami innych. Załóżmy, że w określonym systemie naczyń połączonych, jakim jest np. czteroosobowa rodzina, trzy osoby są zamknięte na życie łaski. Są one jak szczelnie zakorkowane probówki. Jeżeli zaś jedna próbuje nawracać się ku Bogu, staje się wtedy dla tych najbliższych sobie osób kanałem łaski. Ma ona dwie możliwości oddziaływania. Może próbować usunąć odgórnie zawory, tak jak usuwa się korek za pomocą korkociągu. Jeżeli jednak ten zawór stanowi żywą tkankę ludzkiej osobowości, to takie jego odgórne wyrywanie będzie zawsze połączone z cierpieniem, z bolesnym i w jakiejś mierze niszczącym ranieniem oraz ograniczającym wolność przymusem. Pan Bóg nie chce tego, On kocha w człowieku realizowaną w wolności decyzję wyboru zmierzającą ku pełniejszej wierze i miłości. Posługując się dalej obrazem systemu naczyń połączonych – Pan Bóg woli, aby te korki były wyważane oddolnie, przez swoisty wzrost ciśnienia łaski w twojej probówce. Zanim będziesz nawracał innych, staraj się przede wszystkim nawrócić samego siebie. Ważny jest stopień twojej wiary, twojego przylgnięcia do Chrystusa. „Nie jest ważne, co robisz – powiedział Jan Paweł II – ważne jest, kim jesteś”. Im więcej będzie dobra w tobie, im bardziej będziesz wierny łasce, tym twoje oddziaływanie na innych będzie skuteczniejsze.”

Widzę w tym źródło życia dla Kościoła i świata, bo to oznacza, że im więcej widzę zła, tym bardziej mam się nawracać, tym bardziej mam pytać o to jak ja mogę być bliżej Boga, jak mogę być lepszym człowiekiem. Wtedy łaska sama zacznie rozlewać się na wszystkie członki Kościoła i później na cały świat, a im bardziej puste i kruche nasze naczynia, tym prędzej Pan Bóg pragnie je napełniać po brzegi, bo „gdzie wzmógł się grzech, tam jeszcze obficiej rozlała się łaska” (Rz 5,20)

Wierzę głęboko, że jeśli czytam Ewangelię i odnoszę wrażenie, że idealnie wręcz odnosi się do życia mojego sąsiada, to ewidentnie czytam ją w niewłaściwy sposób. Słowo Boże jest żywe i skuteczne, ale tylko wtedy kiedy przenika do mojego serca i sprawia, że to ja chcę się zmieniać. Co oczywiście jest niesamowicie trudne.

Informacje o s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje z życia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *