Osobiste zmartwychwstanie

Zmartwychwstanie to nie tylko fakt, że Jezus powstał z martwych i że nas też czeka kiedyś życie wieczne. Zmartwychwstanie dzieje się codziennie pośród nas, ale często nie umiemy go zauważyć, bo ono się nieuchronnie wiąże ze śmiercią.

Dużo prościej byłoby gdyby jednak Jezus zszedł z krzyża, gdyby pokazał, że śmierć nie musi nadejść, że można ją unieważnić. Gdyby zwycięstwo było spektakularne i nie pozostawiające wątpliwości, przecież dużo łatwiej byłoby uwierzyć. Tylko, że to nie jest sposób działania naszego Boga. On od początku przychodzi po cichu, jakby niezauważenie, ale tym, którzy w Niego wierzą daje moc, która przekracza wszelką mądrość ludzką. Nie inaczej jest ze zmartwychwstaniem. Ono przychodzi pod osłoną nocy, nie ma w nim nic oczywistego, co moglibyśmy nazwać twardym dowodem. Dużo pewniejsza jest śmierć. Ona jest udokumentowana i niepodważalna. Ukrzyżowanie Jezusa jest faktem historycznym, a zmartwychwstanie…

Kiedy się wali coś w naszym życiu, to zwykle widać jak na dłoni. Nasze porażki, rozczarowania, ból i straty. Czasem mamy nadzieję, że Bóg nas przed tym uchroni, modlimy się o to i ufamy, że burza przejdzie bokiem. Tymczasem ulubionym sposobem działania Boga jest zmartwychwstanie, czyli odrodzenie się po śmierci. Dlatego możemy być pewni, że tam gdzie umiera wszelka nadzieja, gdzie już nie ma czego zbierać, gdzie po ludzku jest koniec, w pewnym momencie wkroczy On. Najprawdopodobniej Go nie poznamy jak uczniowie idący do Emaus, bo będziemy mieć inną wizję zakończenia. Kiedy jednak rozpoznamy Go w tej konkretnej sytuacji, to nasze serca tak się rozpalą, że nie będziemy potrafili usiedzieć w miejscu. W tej samej godzinie będziemy wiedzieć co mamy robić. To będzie nasze osobiste zmartwychwstanie.

Informacje o s. Ewa Bartosiewicz RSCJ

Jestem zakonnicą ze Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa (Sacre Coeur). W 2015 złożyłam swoje pierwsze śluby zakonne i pracowałam jako katechetka w jednym z gimnazjów w Gdyni. Obecnie mieszkam w Poznaniu i zajmuję się duszpasterstwem powołań.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje z życia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *