Dzisiaj w naszej jezuickiej parafii obchodzimy specjalne święto – wszystkich świętych i błogosławionych jezuitów. Z tej okazji przeczytaliśmy inne niż przewidziane na dziś czytania, a pierwsze z listu św. Pawła jest po prostu genialne:
„Bracia: Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznałem to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim – nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze – przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach – w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych. Nie mówię, że już to osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też to zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.” Flp 3, 8-14
Jest tu kilka wątków arcyważnych! Pierwszy to sprawiedliwość i prawo. Paweł mówi, że sprawiedliwość już nie pochodzi z Prawa, ale jest Bożą sprawiedliwością pochodzącą z wiary. Ostatnio prowadząc różne dyskusje odnośnie tego co jest grzechem a co nie, ciągle rozmijam się z tymi, którzy wszystko tłumaczą prawem. Dla nich sprawy wydają się proste – łamiesz prawo Boże, więc grzeszysz, a zatem jesteś odłączony od Boga. Miłość, jak mówi Jezus, jest wypełnianiem prawa. Bardzo dużo tu jednak zależy od tego jak rozumiemy prawo. Boża sprawiedliwość to nie przepisy, choćby najświętsze, objawione przez samego Boga. Boża sprawiedliwość to miłość i wiara, to szukanie dobra, to miłosierdzie! Jeśli nie umiem pochylić się nad bliźnim i nie próbuję zrozumieć skąd bierze się łamanie przez niego prawa, to nie ma we mnie Bożej sprawiedliwości, jedynie faryzeizm i osądzanie…
Druga bardzo ważna kwestia, to bycie zdobytym przez Boga. Paweł mówi, że pędzi, by dojść do pełnego powstania z martwych, bo sam został zdobyty przez Chrystusa Jezusa. To jest dla mnie kluczowe w naszej wierze. Nikt nie jest w stanie żyć prawdziwą miłością, jeśli najpierw nie zostanie zdobyty przez Jezusa. Bóg nas zdobywa podobnie jak mężczyzna zdobywa kobietę. Daje jej wszystko co uważa za najlepsze, trudzi się żeby ją zaskoczyć, idzie na koniec świata by pokazać jak bardzo ją kocha. Bóg też tak się stara. Szuka sposobów, by robić nam w życiu niespodzianki, by udowodnić nam, że tak dużo dla Niego znaczymy. Jeremiasz mówił: „uwiodłeś mnie Panie miłością, a ja dałem się uwieść”. Dopóki tego nie zauważymy, dopóki nie pozwolimy się Jezusowi zdobyć, nie będziemy potrafili zacząć żyć naprawdę dla Niego. Zawsze znajdzie się coś ważniejszego, ciekawszego, bardziej atrakcyjnego. Kiedy jednak pozwolimy się uwieść i rzucimy się Bogu w ramion, wtedy wszystko stanie się proste, jak proste jest bycie blisko kogoś, kim się zachwycamy. Dziś dziękuję Bogu za to, że zdobył moje serce i za to, że chcę, by ciągle je zdobywał.
I jeszcze trzeci wątek. Patrzenie w przyszłość. Paweł nie chce się oglądać na to co było, ale wciąż patrzy do przodu. Ci, którzy kiedykolwiek wspinali się nad przepaścią, wiedzą, że nie wolno oglądać się za siebie, bo ten widok może nas sparaliżować. Wzrok trzeba mieć utkwiony w górze, tam gdzie cel naszej podróży. W naszym życiu wiele z naszej przeszłości może nas przerazić. Możemy się poczuć niegodni stawania przed Bogiem w obliczu wielu błędów, jakie popełniliśmy, ale On zawsze znajduje nas w momencie, w którym jesteśmy i mówi nam: „patrz do przodu”. Przyszłość jest zawsze pełna nadziei, bo tam jest Dobry Bóg. Nie ma dla Niego nic niemożliwego. Biegnijmy więc razem z Pawłem do naszej mety. I zabierajmy innych ze sobą!

Co właściwie znaczy, że grzech oddziela nas od Boga? Co tak właściwie oddziela nas od Boga? Moim zdaniem – brak zaufania Bogu. Już samo myślenie, że w grzechu jest to „coś”, i że trzeba surowości Prawa… A grzech jest w istocie tylko namiastką, która wcale nie zaspokaja. Nie zaspokaja, i nie zaspokoi nigdy głodu miłości. Człowiek potrzebuje być kochanym. Kto kocha prawdziwie? Od Boga można się uczyć kochać. Niebo jest miejscem tak szczęśliwym z jednego powodu – bo jest w nim Bóg, który kocha nas nieskończenie. Kto nie ma Boga – nie ma tak naprawdę niczego.
Oblicze człowieka, to oblicze jego odpowiedzi.
Agamemnon