Świętość zwyczajna

el_grecoRaz na jakiś czas jak jest mi ciężko i czuję się osamotniona w swojej walce z codziennymi trudami, mam taki przebłysk świadomości obcowania świętych. Przez chwilę dostrzegam tych wszystkich, którzy już odeszli i którzy z całych sił kibicują mi, bym również zrobiła jak najlepszy użytek ze swojego życia. Wyobrażam sobie też wtedy, że kiedyś tam w Niebie zasiądziemy razem i wypijemy jakąś niebiańską herbatkę. Przypominam sobie o świętych, którzy mieli duży wpływ na mnie w różnych momentach życia: św. Ignacy, św. Magdalena Zofia, św. Teresa Wielka, św. o. Pio, dwóch św. Franciszków, św. Filipna… i wielu innych. Oni nie są tylko dla nas wzorem. Oni są obecni!

Wiele ostatnio z uczniami rozmawiam o świętych patronach, chociażby tych z bierzmowania i o tym, że oni szczególnie wspierają nas z góry. Jakoś przy tej okazji mi osobiście zrobiło się trochę przykro. W końcu jako Ewa mam poprzedniczkę z dosyć niechlubną przeszłością i choć miło mieć imię po pierwszej kobiecie, jednak niewiele odnajduję w jej życiorysie wzorców do naśladowania. Była też jedna błogosławiona Ewa, ale odkryła w sobie powołanie do zamurowania się w małym pomieszczeniu z kratą… a to nie do końca moja wrażliwość. Na drugie imię mam Maria, więc to patronka najwyższej klasy i najświętsza pośród ludzi, ale przez to też jednak nieco onieśmielająca ze swoim niepokalanym poczęciem. Została mi więc patronka z bierzmowania. Historia z nią jest dosyć zawiła. Pierwotnie miała być Wiktoria (zdecydowanie wstydzę się przyznać dlaczego akurat Wiktoria ;)), ale katechetka powiedziała, że nie ma takiej świętej (co zresztą nie jest prawdą…) i stanęło na Weronice.

Niestety św. Weronika też nie wydawała mi się do niedawna rewelacyjną patronką. Problem bowiem taki, że nie istnieje (o tym już chyba moja katechetka nie wiedziała) – jest ona wytworem tradycji z IV w – dopiero wtedy zaczęto mówić o kobiecie, która otarła twarz Jezusowi podczas drogi krzyżowej. Jej imię pochodzi od słów vera eikon („prawdziwy wizerunek”). Przez jakiś czas byłam więc zawiedziona, że tak naprawdę nie mam się do kogo zwracać… aż nagle mnie olśniło!

Może to właśnie w roku miłosierdzia dane mi było sobie uświadomić, że skoro moja patronka Weronika nie istnieje, to jest symbolem tych milionów zwyczajnych anonimowych świętych, którzy nie zostali wyniesieni na ołtarze, nie mają swojego wizerunku, spisanego życiorysu i święta w kalendarzu. Teraz jednak cieszą się wieczną radością, bo przeżyli swoje życie w przyjaźni z Jezusem, szukając dobra i będąc miłosiernym człowiekiem, który ulitował się nad cierpiącym bliźnim, nie uważając tego za wielki heroizm, ale za coś najbardziej zwyczajnego.  Może wśród takich świętych jest moja Babcia, mój Wujek, sąsiadka z klatki obok. Świętość nie polega na wielkich dziełach, wręcz odwrotnie, polega na całkowitym przyjęciu swoich słabości i pozwoleniu by Bóg w nas działał bez przeszkód. Święta Weronika stała się więc dla mnie patronką niezwykłą, bo pokazującą, że świętość naprawdę jest dla każdego, taka bliska, na wyciągnięcie chusty…

O Ewa Bartosiewicz

Informatyk i teolog. Podróżniczka i marzycielka. Wielka fanka serialu The Chosen i zielonej herbaty. Nieustannie zakochana w Jezusie i zapalona do głoszenia Jego Ewangelii.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Refleksje z życia. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

4 odpowiedzi na Świętość zwyczajna

  1. Agnieszka pisze:

    Świętość nie polega na wielkich dziełach. Właśnie. Pracuj dalej. Powodzenia.

  2. Retro pisze:

    Miałem podobny kłopot ze św. Krzysztofem do którego, zwracam się za każdym razem, ruszając samochodem do pracy (to wynik 4 stłuczek które zaliczyłem w ciągu 3 miesięcy – taki nagły wzrost pobożności motoryzacyjnej). Otóż niektórzy mówią, że św Krzysztof także nie istniał. Pomyślałem sobie jednak, że jeśli nawet ten konkretny Krzysztof nie istnieje, to i tak Pan Bóg na pewno jakiegoś innego świętego skierował do tej działki i on o nas podróżujących pamięta.

  3. Matthiass pisze:

    Ewa Maryja. Ewa wysiedlona z Raju i Maryja cieleśnie doń wyniesiona i ukoronowana jego królową. I pomyśleć: gdyby nie było Ewy nie byłoby i Maryi…

    • s. Ewa pisze:

      „To, co Ewa straciła przez niewierność, Maryja odzyskała przez wiarę” – bardzo lubię te słowo z jednej z prefacji. To mówi o tym, że w nas jest jedno i drugie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *