Minęły 2 tyg. Dużo i niedużo. „Jak się czujesz po powrocie?”. „Jakbym nigdy nie wyjechała” – odpowiadam. To dziwne uczucie, którego się nie spodziewałam. Trzy lata temu europejska rzeczywistość uderzyła mnie z ogromną siłą. Nie umiałam się odnaleźć w zachodnim świecie po tym co widziałam w Afryce. Tym razem wróciłam do domu. Może dlatego, że jestem dojrzalsza o wiele doświadczeń i widzę trochę więcej. Ani w Polsce nie jest lepiej, bo żyjemy w wolnym, pięknym i całkiem bogatym kraju, ani w Kenii nie jest lepiej, bo ludzie żyją dniem dzisiejszym i potrafią cieszyć się z małych rzeczy… ale najlepiej jest tam, gdzie umiemy znaleźć Boga i pokój serca.
Tym razem odnalazłam się na Słowacji. Prawdziwie był to czas bliżej Nieba. Nie tylko dlatego, że naprawdę udało się polecieć całkiem wysoko i poczuć wiatr wolności we włosach, ale przede wszystkim dlatego, że było czuć Bożego Ducha między nami. W porannym śpiewaniu, w drobnych codziennych gestach, w naszych słowach i nawet w cichym poszczekiwaniu biegającej Myszy.
Miałam okazję mocno odczuć łaskę od Pana Boga, kiedy bezbłędnie udawały mi się starty, ale zarazem powalczyć z własną słabością kiedy po raz kolejny nie umiałam dobrze wylądować. I jedno i drugie tak bardzo potrzebne nam jest do wzrastania. Był to jednak przede wszystkim czas wdzięczności za wspólnotę ludzi, którzy szukają tego co ja i wzajemnie wspierają się w tych poszukiwaniach.
Dziękuję za piękny czas łaski. Za to, że Ewa znalazła Adama. Za świadectwo Tosi, która połamała się pierwszego dnia i nie oddawszy ani jednego lotu potrafiła się dzielić z nami swoim uśmiechem. Za pomyślne wiatry i chłodną wodę w jeziorze; za ciepłe wieczory i niesplątane linki; za to, że po raz kolejny przypomniałam sobie, że „ci, którzy Jahwe ufają” nie zawiodą się nigdy.
Tymczasem paralotnie polecam każdemu, kto chciałbym choć na chwilę wzbić się w powietrze. Szczegóły na www.latanie.waw.pl
